Czas grozy 14. Defloracja i przyprawianie rogów

Czas grozy 14. Defloracja i przyprawianie rogówRozpalony mężczyzna natychmiast zaczął rozpinać pas.

- Panie, ach nie! Wszak mówiłeś, że jeśli na twych oczach zrobię, to co zrobiłam, rozważysz zaniechanie mnie...

- I rozważyłem! Nie zaniecham.

-O mój Boże! Ach ja biedna! Chcesz mnie panie pozbawić cnoty, przed mym mężem?!

Martha grała swą rolę przekonująco. Wznosiła oczy ku niebu, załamywała ręce.
Syn księcia był wniebowzięty. Tym bardziej się nakręcał.

- Dziewko! Pewnie, że chcę! I to mnie jara najbardziej! Że twój mężuś dostanie połowicę już rozdziewiczoną!

- Panie, jakże to tak można...? - biadoliła, autentycznie chlipiąc.

- Można, mocą prawa! To mi się należy przywilej zdeflorowania cię! To moja buława ma rozpieczętować ten skarb!

Marthę szalenie podniecała ta gierka słowna. An myślała jej zaprzestać.

- Ach panie! Jestem przerażona! To takie okrutne, by obcy mężczyzna miał mnie jako pierwszy... by jako pierwszy wdzierał się w me łono...

- Dura lex...! Sama dokończ pani, ponoć żeś oczytana... Ale to słodkie prawo! To ja mam przywilej rozdarcia twej błony dziewiczej! Patrzenia w twą twarz, gdy ów akt dokonuje się. A mężuś... cóż... otrzyma białkę bez hymenu!

Kobieta nie przestawała załamywania rąk...

- Srogie to prawo... okrutne... a tyś panie, jeszcze okrutniejszy. Nielitościwy... Zatem przyjdzie mi jedno... oddać ci moj wianek...

Theodor zatarł ręce.
"Tę chwilę kocham najbardziej. Gdy przerażona dziewka, zaczyna rozumieć, że jedyne wyjście, to mi ulec! To posłusznie rozłożyć nogi!"

- Rozsądnie prawisz. Ułóż się wygodnie w moim łożu i podciągnij suknię.

Martha nie byłaby sobą, gdyby nie podjęła najbardziej podniecającego ją wątku.
Udała wielce przerażoną.

- Panie! A co jeśli spłodzisz mi dziecię???

Taka perspektywa rozpalała syna księcia.

- Ano tak to jest. Kto to wie, ile osesków mego dzieła, własnie ssie cycki swych matek? Jedno w tę, jedno w tę... Bękarty były, są i będą... A jeśli mojego będzie wychowywał twój mężulek... to miła memu sercu droga... Zatem, cóż, chętnie uczynię cię brzemienną! Ha ha ha!

- Panie...nie...

Kobieta genialnie grała zrozpaczoną.

- Chyżo moja dziewko! Do łoża!

Martha, z opuszczoną głową, powoli, udawała się we wskazane miejsce.
Zrezygnowana ułożyła się na plecach, po czym podciągnęła suknię do kolan.

Władca, z tryumfalnym błyskiem w oku, stanął nad nią i patrzył z góry.

- Wyżej kieca!

Kobieta podciągnęła materiał do połowy ud.

-Wyżej! Chcę widzieć twe łono!

"Ech, ty sprośny wieprzu! Chcesz obejrzeć sobie moją cipkę, zanim wbijesz tam swoj mieczyk... A popatrz sobie... pewnie nie widziałeś nigdy tak zadbanej piczki..."

Podciągnęła suknię wysoko. Możnowładca zdołał dostrzec pionową kreskę.

- Rozłóż nogi! Szeroko!

Martha udała, że się potwornie krępuje. Zamarkowała rozchylanie ud, ale rozsunęła je ledwie o cal...

- Ach, ty cnotko! Pierwszy raz rozwierasz nóżęta przed mężem. To miłe... lubię, jak się wtedy dziewka kryguje! - Zaśmiał się. - Możesz uchylać swego sekretu powoli... Możesz. Ale nie przestawaj rozpościerać swych aksamitnych nóżek.

Cedził słowa powoli, jakby napawając się wstydem dziewiczym.

Kobieta oblała się rumieńcem.

- Panie... ach... cóż to dla mnie za sromota...

"Czyż nie to cię tłusty capie rozpala?! Czyż nie strach dziewicy przed utratą swego najcenniejszego skarbu?"

Wreszcie rozchyliła uda szeroko, jakby manifestując - "Zapraszam panie... zapraszam do uczty..."

Syn księcia, jakby chcąc napawać się swą władzą, uchwycił Marthę za krocze.

- Ach! Panie... - zakrzyknęła z przestrachem.

Theodor oblizał się lubieżnie, po czym wsunął palec wskazujący w kobiecą norkę.

- Ojej! Panie! - jeszcze głosniej krzyknęła niewiasta.

"I co, sprośny prosiaku, zadziwiłeś się, jakem ciasna?!"

- Mmmm... takie lubię! Wąskie kuciapki cnotek! Do zdeflorowania! Do rozepchania!

Wykonał kilka ruchów palcem, symulując ruchy frykcyjne.

- Aaaa... aaach! - jęknęła Martha.

- O tak! Szykuj swoją dziewiczą psioszkę do przyjęcia czegoś większego od palca!

"No ciekawe, czym tam jego otyła wielmożność wypełnia portki? Ale, co by nie było, srogi lament i tak podniosę z powodu olbrzymmich rozmiarów tarana, rychtującego się do deflorowania mojej wąziuteńkiej kuciapki..."

Rycerz pogmerał przy spodniach, po czym wygrzebał z nich przeciętnej wielkości męskość.

- Boże mój umiłowany! Co za potwór! Błagam, nie! Książę, on jest za duży na mą niewieścią dziurkę!

Schlebiło księciu takie zawołanie. Wyraźnie schlebiło. Na jego twarzy rozlał się promieny i szeroki uśmiech.

- Nie bój się, moja pani. Nie z takimi ciasnymi dziurkami sobie radził! Ten oręż jest zaprawiony w boju! Zwłaszcza z cnotkami! Ha ha ha! Niejedne wrota ów taran szturmował...niejedną świątynię złupił!

Wysapawszy swą kwestię począł włazić na kobietę.

- Panie... nie...

"Góra mięsa się na mnie gramoli... poczuję na sobie solidnie ciężar mężczyzny... oj... poczuję..."

- Panie... jeszcze możesz mnie zaniechać... - biadała Martha.
- Mogę... ale ani o tym myślę! - zipał.

- Panie... pomyśl o mym biednym mężu... któremu się ostanie białogłowa... popsowana... - żałosliwie desperowała.

- Ale, rzecz w tym - dyszał władca - że ja o nim właśnie myslę... właśnie o tym, że to ja osobiście... - łapał tchu - żoneczkę mu popsowam!

"Matko! Ależ ja się wczułam w tę rolę! Ależ ten dialog mnie podnieca! Wydaje mi się, jakbym rzeczywiście została wydarta jakiemuś mężulkowi...

Mężczyzna ulokował się wygodnie na swej zdobyczy. Zmusił Marthę, by jeszcze szerzej rozchyliła uda. Łyknął chaust powietrza, po czym bez ostrzeżenia naparł swą kuśką na obnażoną cipkę.

- Ach! Ja biedna! anie... oszczędź mą cnotę!

Theodor, pocierając żołędzią o wargi sromowe, sapał.

- Nie oszczędzę! Trafiłaś gołąbeczko w me szpony... już cię nie wypuszczę. Wezmę co według prawa, do mnie przynależy!

Martha udała, że próbuje zrzucić z siebie ciężkiego mężczyznę, jednak będąc przyszpiloną, mogła jedynie manifestować wolę oporu.

- Nie... nie... proszę...

- Widzisz dziewko! Nie tak łatwo wysadzić mnie z siodła! - Theodor chcąc zademonstrować swój ciężar, całą sobą oparł się na kobiecie.

- Ach... nie! Zagnieciesz mnie panie... - utyskiwała Martha.
"Pod takim kopcem sadła każda drobna dziewka mogłaby wyzionąć ducha!"

- Lubię dziewki, które opór stawią! A jeszcze bardziej lubuje się w tego oporu łamaniu! I przymuszaniu dziewki do uległości!

- Panie... ledwie zipię! Sfolguj... bo ducha wyzionę! - niemal łkała.

- Zatem poddajesz się?! Będziesz mi już spolegliwą?! - wysyczał.

- Azaliż mam inne wyjście? Będę...

- O tak! Powtórz to wyraźnie, niech się tym nasycę!

- Będę... będę spolegliwą... będę ci uległą...

- Jeszcze raz!

- Panie... będę posłuszną... i uległą... w pełni uległą...

"Tak! Tak! Chcę być ci uległą! Chcę być tak zmuszoną, sprowadzoną do uległości! Zupełnej uległości! Posiądź mnie..."

- To lubię! - Theodor mlaskał wpychając główkę swej kuśki w ciasną norkę.

- Ach... ach! - wzdychała kobieta. - Oto bierzesz, mój panie, me dziewictwo...

W ślad za główką, w głąb wąskiego tunelu, podążył trzon męskości Theodora.
Martha silnie poczuła rozpychanie ścianek pochwy.

"Ależ bosko jest czuć go w sobie... tak samo cudnie jest grać dziewicę..."

-Ach! Panie! Ależ mocno wszedłeś we mnie! Aż boli mnie! Naparłeś na mą dziewiczą błonkę!

Takie wyznania doprowadzały możnego do ekstazy. Natarł z całej siły, jakby chciał przeszyć kobietę na wylot.

- Tak! Tak! Rozpruję twój hymen, jak ostra włócznia harata wroga bez zbroi!

Po czym wycofał się i znów przystąpił do gwałtownego szturmu.

- Auuaaa! Panie! Uczyniłeś to! Posiadłeś mnie. Odebrałeś mi dziewictwo!

- Tak! Tak! Ius primae noctis zostało wypełnione!

- Ach mój biedny mężuś, dostanie mnie taką... rozpieczętowaną... popsowaną...

- Nic to. W dowód łaski pozwolę mu złowić jelenia z mych lasów. Tak jak i innym mężulkom pozwalałem na otarcie łez. Kto wie, może po wiekach, będą mówić o takich, że przyprawiono im rogi! Ha ha ha!

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1503 słów i 8482 znaków, zaktualizowała 13 gru 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Aladyn

    Tak na marginesie.
    Wciąż nie do końca wyjaśnione są dwa sprzeczne poglądy na "Prawo pierwszej nocy".  
    Jedni badacze dawnych (zwłaszcza średniowiecznych) obyczajów twierdzą, że takie prawo rzeczywiście obowiązywało i było egzekwowane. Niektórzy uważają, że było stosowane nawet w starożytności.
    Na drugim biegunie stoją ci, którzy są przekonani, że to mit, nie mający nic wspólnego z rzeczywistością. Powstał w epoce Oświecenia, a jego celem było przedstawienie epoki Średniowiecza, jako okresu pełnego przesądów, zabobonów i takich właśnie nieludzkich praw.