Córka mojej kobiety

.

     Tamtego dnia wszystko szło nie tak. Nawet pogoda się skiepściła. Ranek okazał się chmurny, dżdżysty, nieco chłodnawy. Lecz nie to mi najbardziej przeszkadzało. Czekałem w ciepłym wnętrzu własnego samochodu obojętny na krople deszczu bębniące o dach, a nawet sam bębniłem palcami po kierownicy. Bębniłem niecierpliwie, spoglądając co rusz na zegar, to znów na wejście do klatki chodowej z której wciąż nikt nie wychodził. Czekałem pod blokiem w samochodzie i zastanawiałem się czemu one tak się guzdrzą tam na górze. Najbardziej przeszkadzało mi właśnie spóźnialstwo mojej kobiety. Nie ważne gdzie i na którą godzinę się wybierała. Zawsze wychodziła spóźniona albo na granicy spóźnienia. A potem jeszcze miała pretensje, że zamiast nadgonić czas i zapierdalać stówą przez miasto, to wlokę się przepisową pięćdziesiątką. Kocham moją Ewunię ale czasem niektóre jej zachowania były naprawdę…
     Wreszcie wyszły.
     Raczej wybiegły. Magda pierwsza puściła się pędem w kierunku samochodu. Drobna dziewczynka odziana w żółty płaszczyk i jasne spodnie mknęła niczym strzała umykając przed zacinającymi kroplami. Za nią, wyraźnie zostając w tyle, truchtała matka robiąc sobie z podręcznej torebki daszek nad głową. Jeszcze chwila i tylne drzwi auta już otwierały się wpuszczając do środka rezolutne dziewczę o sympatycznym uśmiechu. Lubiłem te dwa dołeczki jakie jej się tworzyły w policzkach gdy rozpromieniała buźkę.
     – Dzień dobry panu – rzekła sadowiąc się na tylnej kanapie. Chlapnęła zamykanymi drzwiami.
     – Nie żaden pan tylko Arek – przypomniałem. – Miałaś mi mówić na ty.
     – Ano tak, zapomniałam. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić.
     – Jak zamieszkamy razem to szybko przywykniesz.
     Puściłem do niej oczko przez wsteczne lusterko ale nie za bardzo odpowiedziała uśmiechem na mój uśmiech. Wiedziałem, że perspektywa przeprowadzki wcale jej nie cieszy. Żal jej było zmieniać szkołę, zostawiać przyjaciół, koleżanki… Najważniejsze jednak, że nie była przeciwna mojemu związkowi z jej matką.  Początkowo obawialiśmy się z Ewą, że Madzia może nie zechcieć zaakceptować nowego „tatusia”. Bardzo przeżyła śmierć własnego ojca. Ale ja nie zamierzałem wchodzić w buty denata.  Raczej starałem się odgrywać rolę starszego przyjaciela, kogoś w rodzaju doradcy, może kolegi, choć trudno o prawdziwe koleżeństwo gdy dzieli ludzi pokoleniowa różnica wieku. Miałem grubo ponad cztery dychy na karku podczas gdy ona ledwo co weszła w wiek nastoletni. To znaczy weszła znacznie wcześniej, gdy ujrzałem ją po raz pierwszy podczas poznawania matki. Jednak od tamtego momentu zdążyło upłynąć nieco wody w Wiśle zanim zdecydowałem się na poważnie startować do kobiety wychowującej samotne dziecko.
     Uruchomiłem silnik zanim Ewa zdążyła otworzyć drzwi i usiąść na miejscu pasażera tuż obok mnie.
     – Cześć, kochanie – rzuciła wychylając się i dając mi szybkiego całuska na powitanie po czym odłożyła mokrą torebkę na deskę rozdzielczą. – Co za paskudna pogoda. Przepraszam, że tak długo nam się zeszło ale zadzwonili do mnie z pracy. Teraz, rano. Wyobrażasz sobie? No jedź jedź, bo się spóźnimy do przychodni. Wizyta jest na ósmą trzydzieści.
     – Nie będę pędził – oznajmiłem i spokojnie wrzuciłem bieg.
     – Wyobraź sobie, że zadzwonili, bo dziś przyjeżdża kontrahent. Niby miał być jutro ale coś tam się pozmieniało no i będzie jednak dziś. Muszę wracać do pracy.
     – Jak to wracać? – Postawiłem oczy w słup. – Przecież wzięłaś wolne na dziś. A co z badaniem Madzi? To nie jedziemy już do lekarza?
     – Jedziemy, oczywiście, że jedziemy. To znaczy wy jedziecie. Ja nie mogę.
     Aż przyhamowałem z wrażenia.  
     – To ja mam być sam z Madzią w przychodni? – Wybałuszyłem oczy.
     – No i cóż w tym wielkiego? – Wzruszyła ramionami. – Poradzisz sobie. Ja też. Szef obiecał mi ekstra premię jeśli się spiszę. Jestem jedyną osobą w firmie która tak świetnie zna angielski. A to zagraniczny kontrahent. Szef nalega abym koniecznie przyjechała. – Zatarła ręce podekscytowana.
     – A jak mnie konował o coś zapyta? – nie ustępowałem. – Co ja mu powiem? Przecież nic nie wiem o chorobie Madzi. Wiem tylko tyle, że ma coś z kręgosłupem i że do niedawna nosiła gorset ortopedyczny.
     – Po pierwsze, to nie konował tylko pani doktor. Bardzo dobra specjalistka zresztą. Po drugie, nie hamuj tylko jedź. Zobacz która godzina. – Potrząsnęła nerwowo dłonią nad zegarem samochodowym. – A po trzecie, o żadne pytania nie musisz się martwić, bo pani doktor doskonale zna sprawę Magdusi. Wizyta na którą jedziemy to rutynowa kontrola po zdjęciu gorsetu. Doktorka obejrzy plecy i to wszystko. Magda sama może wejść do gabinetu. Nie jest już małym dzieckiem. Poza tym krępowałaby się rozebrać przy tobie. Przecież aby pokazać plecy będzie musiała zdjąć koszulkę, może nawet rozpiąć biustonosz więc chyba nie będziesz tam stał i się gapił, co? Zaczekasz chwilę na korytarzu a po skończonym badaniu odwieziesz mi córkę z powrotem do domu, i to wszystko.
     Wrzuciłem kolejny bieg i już zbliżałem się do końca osiedlowego labiryntu, by zaraz szykować się do wyjazdu na główną ulicę.
     – Mimo wszystko nieswojo będę się czuł bez ciebie – mruknąłem starając się wypatrzeć lukę w ciągu mknących samochodów. – A nie można by przełożyć tej wizyty na inny termin?
     – Niby po co? – Skrzywiła się. – Kolejka by nas minęła. Czekałyśmy z Magdą ponad miesiąc na wizytę u tej specjalistki. Aruś, nie panikuj. – Położyła mi dłoń na ramieniu. – Poradzisz sobie. To zwykła wizyta kontrolna. Byłyśmy już raz z Magdą na takiej. W razie czego dzwoń. O ile tylko będę mogła to odbiorę. A teraz podrzuć mnie na przystanek, pojadę dalej tramwajem. Wy jedźcie prosto do przychodni. Jejku, już prawie dziesięć po. Spóźnicie się i wy, i ja.

                         * * *

     Jest takie prawo Murphy’ego mówiące, że jeżeli coś może się spieprzyć, to na pewno się spieprzy. No i faktycznie się spieprzyło. Wszystko. Raz, że faktycznie się spóźniliśmy. Dwa, zamiast spodziewanej pani doktor był inny lekarz. Facet. A trzy, zastępujący lekarkę facet jednak poprosił mnie do gabinetu. Najpierw Madzia weszła sama zostawiając swój żółty płaszczyk na wieszaku w poczekalni, a ja przysiadłem niedaleko na jednym z wielu krzeseł w korytarzu lecz nawet nie zdążyłem dobrze wyjąć telefonu, by coś tam sobie popatrzeć w necie dla zabicia czasu, gdy drzwi ponownie się otwarły i wyjrzała znajoma dziewczęca buźka. Tym razem nie uśmiechała się. Nie było dołeczków w policzkach.
     – Doktor prosi pana… to znaczy prosi ciebie do środka.
     Kurwa, wiedziałem.
     Wstałem z krzesła i chcąc nie chcąc poczłapałem za nastolatką do gabinetu chowając telefon z powrotem do kieszeni.
     Pomieszczenie było spore, z przestronnym oknem wychodzącym na parking widziany w dole, wymalowane na biało, z leżanką ustawioną przy jednej ze ścian, a przy sąsiedniej ścianie stała szklana szafka oraz biurko. Za blatem siedział łysiejący pucołowaty mężczyzna w okolicach sześćdziesiątki, którego resztki włosów zdążyła już pokryć siwizna. Ciężkie rogowe okulary nadawały jego rysom surowości i ponuractwa. Nawet nie zdążyłem powiedzieć zwyczajowego „dzień dobry”, kiedy od razu zaczął z grubej rury.
     – Przy badaniu nieletnich wymagam obecności świadka – rzucił szorstko.
     – Jakiego znowu świadka? – Zdziwiłem się.
     – Oględziny bioder, pleców oraz ocena wady postawy będą się wiązały z odsłonięciem intymnych części ciała, a dziś żyjemy w takich czasach, że lepiej nie zostawać sam na sam z rozebranym dzieckiem. Tyle się teraz mówi o pedofilii, o nadużyciach wobec małoletnich, o molestowaniu... Trzeba mieć na wszystko świadków. Pan rozumie.
     – Madzia nie jest już dzieckiem. – Otaksowałem wzrokiem postać drobną ale przecież nie dziecinną. Nastolatka stała w jasnych spodniach i flanelowej koszuli przysłuchując się naszej wymianie zdań, a w jej oczach tliło się zawstydzenie.
     – Ja nie mogę być świadkiem – tłumaczyłem dalej. – Jestem mężczyzną. A Madzia to dorastająca dziewucha. Jeśli już koniecznie musi być jakiś świadek to o wiele właściwszą osobą byłaby w tej sytuacji kobieta, a nie facet.
     Konował wydął policzki i pokiwał twierdząco głową.
     – Zgadzam się – przytaknął. – W takim razie nie rozumiem dlaczego z pacjentką nie przyszła matka tylko ojciec.
     – Nie jestem ojcem – wyrwało mi się.
     – O , jeszcze ciekawiej. Kolega czy sąsiad?
     Zignorowałem uszczypliwą uwagę.
     – Nic nie wiedzieliśmy o żadnym świadku – odpowiedziałem. – Ojciec dziewczyny nie żyje, a jej matka teraz nie może. Jest w pracy.
     – Zamiast matki może być siostra, sąsiadka, koleżanka albo ktokolwiek inny. Grunt aby świadek był osobą pełnoletnią. Taki jest wymóg.
     – Madzia jest jedynaczką. Trudno będzie teraz tak nagle z doskoku znaleźć kogoś obcego do pomocy.
     – Nic nie poradzę. – Rozłożył ręce.
     – Może jednak w drodze wyjątku...
     – Żadnych wyjątków. – Przerwał mi tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Ja nie będę ryzykował. – Uniósł rękę w geście uciszenia gdy już otwierałem usta do riposty. – Proszę pana, ja za długo pracowałem na swoją pozycję, na swoją reputację, aby teraz to wszystko zaprzepaścić z powodu czyjegoś pomówienia czy oskarżenia, bo coś się komuś nie spodobało. Nie mam zamiaru być potem ciągany po sądach i latami udowadniać, że nie jestem wielbłądem
     – Ależ nikt nie zamierza pana o nic oskarżać. – Uderzyłem się pięścią w pierś. – O czym pan w ogóle mówi?
     – Mówię, że świadek być musi! – wysylabizował ostatnie słowo. – Albo badanie odbędzie się przy świadku albo nie będzie żadnego badania.
     – Więc może któraś z pań pielęgniarek...
     – Pielęgniarki mają swoje zajęcia. Nie będziemy nikogo odrywać od jego obowiązków służbowych. Opiekę nad dzieckiem sprawują rodzice bądź opiekunowie i to na nich właśnie spoczywa obowiązek pilnowania dziecka, a nie na personelu medycznym. Szanowni państwo, albo zostajecie, albo wychodzicie, bo nie ma czasu. Kolejni pacjenci czekają, a wy i tak przybyliście spóźnieni. Słucham waszej decyzji.
     Posłałem Madzi pytające spojrzenie. Ta stojąc obok najpierw wzruszyła ramionami, a potem pokręciła odmownie głową.
     – Idźmy stąd – szepnęła ciągnąc mnie dyskretnie za rękaw. – Przyjdę z mamą kiedy indziej.
     – Jaki byłby termin następnego badania? – zwróciłem się głośno do upartego konowała.
     Ten sięgnął po kalendarz. Przekartkował parę stron i zatrzymał długopis na jednej z rubryk.
     – Dwudziestego szóstego o jedenastej trzydzieści widzę wolną lukę. Oczywiście mowa o przyszłym miesiącu. Zapisać państwa?
     – Strasznie długo. – Przeczesałem palcami włosy. – Kurczę, nie wiem co robić. Zadzwonię do jej matki.
     Wyjąłem znów telefon i po wybraniu numeru przyłożyłem aparat do ucha. Sygnał był ale Ewa nie odbierała. Kuźwa, jakżeby inaczej. Nie odebrała ani za pierwszym razem, ani za drugim. Wybrałem połączenie po raz trzeci udając, że nie dostrzegam rosnącego zniecierpliwienia na pucołowatej twarzy z okularami.
     Nie odebrała także. Kiedy jest najbardziej potrzebna, to zawsze jej nie ma. Zawsze! Schowałem cholerny telefon do kieszeni.
     – Naprawdę nie da się pan przekonać? – spróbowałem po raz ostatni. – Magda ma już piersi. Zwyczajnie będzie się wstydzić. Wyjdę tu za drzwi i zaczekam na korytarzu. Będę tuż obok.
     Westchnął ciężko. Odchylił się w fotelu, zdjął okulary i przymknąwszy powieki masował przez chwilę dwoma palcami ślady odciśnięte na nosie.
     – Szanowni państwo – zaczął nie przestając masować i nie otwierając oczu. – Dalsza dyskusja jest bezcelowa. Albo decydujecie się na badanie ze świadkiem, albo rezygnujecie z badania. Słucham.
     Magda znów pociągnęła za rękaw.
     – Idźmy stąd – powtórzyła.
     Pochyliłem ku niej głowę.
     – Nie będę patrzył. Odwrócę się tyłem – odszepnąłem i zanim zdążyła zaprotestować oznajmiłem głośno: – Zostajemy, panie doktorze.
     Magda wytrzeszczyła oczy. Ale co ja mogłem biedny poradzić w tej sytuacji? No, kuźwa, co? Ewa nie odbiera. Ma wszystko w dupie. Zostawiła dzieciaka na mojej głowie, a sama zadowolona lata sobie po kontrahentach, bo premia ważniejsza. Ja pierdolę. Jeśli odmówię badania, a potem – odpukać – wdadzą się jakieś komplikacje zdrowotne, to czyja to będzie wina? Moja, oczywiście. Moja bo przepuściłem kolejkę i odwlokłem badanie zamiast pozwolić zdiagnozować schorzenie. O nie. Madzia też musi zrozumieć, że zdrowie jest ważniejsze od chwilowego wstydu. Poza tym jest u lekarza, a u lekarza nie powinna się wstydzić. Proste.
     Unikając dziewczęcych oczu odwróciłem się cały do okna. Na dole, na parkingu, odszukałem własne auto ustawione równo w rzędzie innych zmoczonych deszczem samochodów.
     – W takim razie – wysapał lekarz, którego sylwetkę widziałem kątem oka dźwigającą się ciężko z fotela – proszę się rozebrać do bielizny. Potem proszę podejść do mnie.
     Mężczyzna w białym fartuchu obszedł biurko i zniknął mi z pola widzenia. Tuż za plecami zaszeleściły damskie ubrania. Stuknęły guziczki koszuli o drewniane oparcie stojącego nieopodal krzesła dla pacjentów.
     – Stanik też – usłyszałem. – Muszę widzieć całą linię kręgosłupa.
     Wyobraźnia podsunęła mi obraz nastolatki sięgającej między łopatki. Jeden ruch i zluzowane tasiemki biustonosza zawisły na barkach, miseczki odsłoniły dwa stożki zwieńczone brodawkami. Było coś ekscytującego w całej tej sytuacji. Szkoda mi było Madzi, naprawdę szkoda, a mimo to świadomość, że metr czy dwa za mną rozbiera się dorastająca dziewczyna wywoływała dziwne mrowienie kroczu. Przyjemne mrowienie.
     – Spodnie także – dodał. – I skarpetki.
     – A skarpetki po co? – W głosie Magdusi zabrzmiało autentyczne zdumienie.
     – Na sposób chodzenia może mieć wpływ płaskostopie. Chcę zobaczyć twoje pięty.
     – Nie mam płaskostopia.
     – Młoda damo, zechciej łaskawie robić co każę.
     Po chwili ciszy szczęknęła klamra pasa. Zaszurał dżinsowy materiał. W wyobraźni ujrzałem nogawkę przeciąganą ciasno przez bosą już stopę.
     – Dobrze. – Głos doktora był suchy, beznamiętny. – Teraz proszę podejść tu do mnie i odwrócić się plecami. Dobrze. Ręce opuszczamy wzdłuż boków. I stajemy prosto. Prosto, powiedziałem. – Klepnięcie dłonią o ciało. – O właśnie tak. Czy po przebudzeniu zdarza ci się odczuwać ból pleców? Masz wrażenie dyskomfortu podczas wstawania?
     – Nie – padła krótka odpowiedź.
     – Uhm… Unieś ramiona nad głowę. Jeszcze trochę wyżej. Wystarczy. Hm… Jest równo, nie widzę anomalii. Teraz obróć się do mnie przodem. Ale nie opuszczamy rąk i nie zasłaniamy piersi. Młoda damo, mnie interesują twoje barki, a nie cycki. Jeszcze raz, ręce wysoko nad głowę. Śmiało, jeszcze wyżej. O, teraz dobrze. Czy obydwa ramiona unosisz z taką samą łatwością? Czy może w którymś wyczuwasz trudność.
     – Oba tak samo.
     – Doskonale. Opuszczamy już ręce i stajemy znowu tyłem. W kartotece nie widzę opisu prześwietlenia odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Czy był wykonywany takowy rentgen?
     Lekarz wypytywał dziewczynę o różne rzeczy każąc jej w międzyczasie przyjmować najrozmaitsze pozycje, a ja stałem odwrócony od nich tyłem i patrzyłem za okno dopasowując w wyobraźni obraz do słyszanych słów.
     Raz nawet konował do mnie skierował pytanie.
     – Czy w ostatnim czasie zauważył pan u podopiecznej zmianę w sposobie chodzenia?
     – Nie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą jednocześnie zwracając twarz ku rozmówcy.
     To był odruch.
     Gdy z kimś rozmawiamy staramy się patrzeć mu w oczy. Spojrzałem w jego kierunku, a stojąca przed nim nastolatka odziana w samej jedynie majteczki natychmiast skrzyżowała ramiona na gołych piersiach. Speszony nie mniej niż ona sama wróciłem szybko do studiowania samochodów za zroszoną deszczem szybą.
     – Ale nie kulimy się – upomniał lekarz. – Stoimy nadal prosto. I ręce mają zwisać wzdłuż boków.
     Spoglądałem z piętra na dach własnego auta, na lśniące relingi biegnące wzdłuż całej długości, ale przed oczami miałem wspomnienie skulonej dziewczyny, jej krągłych piersiątek i różowych sutków zanim zdążyła wszystko to nakryć wstydliwie rękoma. I wspomnienie zarysu owłosienia łonowego odcinającego się wyraźnym ciemnym trójkątem spod białego materiału majteczek typu figi. Elektryzujący widok. Dalsze słowa mężczyzny zelektryzowały mnie jeszcze bardziej.
     – Teraz przyjrzymy się biodrom. Proszę zdjąć bieliznę.
     – Mam zdjąć majtki? – W głosie Magdy zabrzmiał tym razem szok i niedowierzanie. – Mam być całkiem naga?
     – Do oceny wady postawy będę musiał widzieć pracę pośladków podczas chodzenia.
     – U doktor Suchockiej nigdy tak nie musiałam.
     – Młoda damo, być może inni lekarze potrafią diagnozować pacjentów przez ubranie. Ja nie potrafię. Aby zbadać biodra muszę widzieć biodra. Aby ocenić pracę pośladków muszę wiedzieć pośladki. Powtarzam, pośladki, a nie majtki zasłaniające pośladki. Dlatego bieliznę trzeba zdjąć. I dlatego właśnie – tu podniósł głos – podczas tego typu oględzin wymagam obecności osób trzecich jako świadków aby potem nie było żadnych niedomówień, żadnych nieporozumień, pretensji czy zarzutów. A mam wrażenie, że młoda dama już ma spore zastrzeżenia co do sposobu badania. Więc albo szanowni państwo pozwolicie mi na przeprowadzenie tegoż badania, albo proszę się ubrać i wyjść. Inni pacjenci czekają.
     – Madziu – wtrąciłem bez odwracania głowy – rób co pan doktor każe i miejmy to już z głowy.
     Chwila zwłoki i mych uszu dobiegł cichy odgłos. Wyobraźnia natychmiast podsunęła obraz majteczek wyplątywanych z bosych stopek.
     – Dobrze – kontynuował lekarz. – A teraz, młoda damo, przejdź się parę kroków w kierunku drzwi. No idź. Ale idziemy prosto, bez garbienia się i bez oglądania. Ręce trzymamy cały czas wzdłuż ciała.
     Kroki za moimi plecami przybliżyły się i minąwszy poszły dalej. Kątem oka dostrzegłem zarys gołej sylwetki wchodzącej w skraj pola widzenia. Głowa skręciła mi nieznacznie ale czujna dziewczyna natychmiast się obejrzała jakby czytając w myślach.
     – Kazałem iść prosto – Dobiegł męski głos z przeciwnej strony gabinetu. – Patrzymy na wprost i idziemy przed siebie. Ręce cały czas opuszczone. Dobrze, tyle wystarczy. Teraz zawracamy i idziemy z powrotem do mnie.
     Wiedziałem, że nie powinienem się gapić ale głowa znów sama skręciła mi delikatnie by skrajem widzenia objąć drobną obracającą się postać. Udawałem, że patrzę przez okno i choć rzeczywiście źrenice miałem tam skierowane to i tak kątem oka widziałem zarys szczupłej sylwetki, zarys piersiątek i czarnego trójkąta między udami. Znów odezwało się znajome mrowienie w kroczu. Kuźwa, jeszcze chwila i mi stanie, pomyślałem karcąc się w duchu.
     Madzia kilkukrotnie jeszcze musiała tak chodzić na polecenie lekarza. Tam i z powrotem. A ja kilkakrotnie miałem okazję otaksować szybkimi zerknięciami jej kształty.

     Ponoć gdy się wrzuci żabę do wrzątku, to ta wskoczy natychmiast. Lecz gdy umieścimy żabę w chłodnej wodzie i zaczniemy tę wodę podgrzewać stopniowo, to żaba nie tylko nigdzie nie ucieknie ale grzecznie pozwoli się ugotować. Coś w tym musi być. Nie wyobrażam sobie aby w normalnych okolicznościach Madzia paradowała obok mnie zupełnie na golasa. Teraz jednak była goła. Chodziła ze swymi niedużymi piersiami i czarnym nie golonym trawniczkiem nie reagując już tak alergicznie na me zerknięcia. Owszem, wstydziła się ale w jej zachowaniu nie było już tej poprzedniej paniki. Gdy podchodziła starałem się nie patrzeć lecz gdy tylko mnie minęła zaraz zwracałem głowę ku jej plecom, ku kształtnym pośladkom i smukłym bosym nogom. Potem odwracała się przy drzwiach i choć musiała dostrzegać me niby przypadkowe zerknięcia to już nie zasłaniała się.
     – Wystarczy – zawyrokował lekarz, gdy dziewczyna znów była przy nim. – Schyl się teraz nisko. Niżej. Jeszcze niżej.
     Znów zerkałem.
     Nie, nie zerknąłem. Tym razem jawnie już spojrzałem korzystając z okazji, że dziewczyna stoi tyłem i mnie nie widzi. Jej sylwetka zgięła się w pół, pośladki wypięły. Między dwoma jędrnymi zaokrągleniami ujrzałem brązową dziurkę odbytu otoczoną delikatnymi włoskami. Pod nią widniała szparka cipki znacznie bardziej już owłosiona. Moje mrowienie szybko zaczęło przeradzać się w erekcję.
     – Spróbuj dosięgnąć palcami podłogi – nakazał stojący nad dziewczęciem pucołowaty mężczyzna o wyraźnej nadwadze w którego ręku nie wiadomo skąd pojawił się długopis.
     Magda schyliła się tak nisko, że dostrzegłem jej twarz między kolanami. Twarz odwróconą i czerwoną ze wstydu. Była świadoma, gdzie właśnie patrzę, a ja, choć wiedziałem, że nie wolno mi się tak gapić, nie umiałem oderwać oczu od damskiego krocza. Od podniecających obu dziurek widzianych naraz. Ona jednak nie śmiała się zasłonić. Nie śmiała sprzeciwić się lekarzowi, który końcówką długopisu już sunął po pochylonych plecach.

                         * * *

     Dwadzieścia minut później było już po wszystkim. Siedziałem z Madzią z powrotem w samochodzie odwożąc ją do domu. Przestawało padać, chmury zdawały się przerzedzać, gdzieniegdzie pojawiały się jaśniejsze plamy na niebie. Jednak w aucie panowała gęsta krępująca atmosfera. Miałem kaca moralnego za te moje gapienia.
     Madzia też była dziwnie milcząca. Usiadła nie obok mnie jak zazwyczaj siadała gdy jechaliśmy tylko we dwójkę, bez matki. Zamiast tego wolała tym razem wcisnąć się w brzeg tylnej kanapy i niemal przykleić twarz do bocznej szyby aby tylko uniknąć mego wzroku. Nawet gdy raz natrafiłem na jej oczka we wstecznym lusterku uciekała natychmiast spojrzeniem znów za szybę. Po dawnej dziewczęcej wesołości nie pozostał nawet ślad. Próbowałem ją zagadywać, rozruszać trochę, zachowywać się jak gdyby nigdy nic, ale nie odpowiadała uśmiechami na moje żarty. Nawet zapytana o coś wprost ograniczała się jedynie do zdawkowych mruknięć typu „uhm” lub wzruszała ramionami i na tym poprzestawała.

     Dojeżdżałem właśnie do świateł, kiedy rozdzwonił się telefon. Szybkie zerknięcie na ekranik. Ewa. Jak na ironię teraz ja nie mogłem odebrać. Moja kochana Ewunia przypomniała sobie nagle o badaniu własnej córki. Wrzuciłem bieg i widząc światło zmieniające się z żółtego na czerwone dodałem gazu chcąc jeszcze zdążyć za ostatnim samochodem zjeżdżającym ze skrzyżowania.

     Oddzwoniłem dopiero po dojechaniu na miejsce. Jak łatwo się domyślić rozmowa nie należała do najprzyjemniejszych. Opowiedziałem Ewie o badaniu, o nagości córki, o mojej obecności jako świadka na którego uparł się konował. Wolałem aby wszystko to usłyszała to ode mnie, a nie w skardze od płaczącej córki. Bo to, że Magda była bliska płaczu poznałem jeszcze w gabinecie. Tłumaczyłem Ewie, że wcale nie chciałem być tam obecny, a mimo to i tak oskarżyła mnie o spieprzenie sprawy. Powtarzała, że powinienem bardziej się postawić i wymusić na konowale obecność pielęgniarki, a nie samemu pchać się do gabinetu aby – jak to ujęła  – „pooglądać se gołą dupę”. Na nic zdały się moje argumenty, że większość czasu stałem do nich odwrócony plecami i że tylko od czasu do czasu zerknąłem dla skontrolowania czy stary cap nie wyprawia czegoś niestosownego wobec rozebranego dziewczęcia. Skwitowała to stwierdzeniem, że powierzyła mi pod opiekę własne dziecko, a ja naraziłem je na traumatyczny wstyd i upokorzenie do końca życia. I że nie można na mnie polegać. Wkurzony odciąłem się ripostą, że w takim razie sama powinna pilnować własnej córy, a nie gonić za jakimiś pieprzonymi kontrahentami i naskakiwać obcym facetom zamiast być z rodziną.
     Skończyło się na rzuceniu słuchawki.

     Pod wieczór zadzwoniła. Tym razem głos miała bardziej opanowany.
     – Czemu nie przyjechałeś? – spytała bez złości. – Przecież umawialiśmy się, że zostaniesz na noc. Zrobiłam kolację. Czekałam.
     – A chcesz, żebym przyjechał? – odparłem zdziwiony. – Po tym co się stało?
     – Owszem, chcę. Rozmawiałam z Magdą. Opowiedziała mi jak próbowałeś przekonywać doktora i że to on się upierał na twoją obecność, a nie ty sam. Może niepotrzebnie tak na ciebie naskoczyłam.
     Westchnąłem ciężko.
     – Padło wiele niepotrzebnych słów. Z mojej strony też. Zapomnijmy o wszystkim, Ewuś. To był kiepski dzień.
     – Owszem. Więc jak, przyjedziesz? Odgrzeję ci jedzenie w mikrofali.

     Przyjechałem.
     Zjadłem w kuchni spóźnioną kolację, wypiłem aromatyczną owocową herbatę, a po prysznicu oboje przebrani do snu przeszliśmy z Ewą do dużego pokoju oglądać telewizję. Kobieta miała na sobie długą koszulę nocną i majtki pod spodem, a ja szedłem w kompletnej piżamie. Ewa nie godziła się by jej córka widywała mnie w samych tylko slipach. Madzia niby była obecna w mieszkaniu ale zaszyta w swoim pokoiku nie wychodziła prawie wcale.
     – Śpi? – zagadnąłem minąwszy zamknięte drzwi jej pokoju.
     Ewa pokręciła przecząco głową i przyłożyła palec do ust w geście milczenia.
     – Trzeba dać jej czas na ochłonięcie. Jest po prostu jej wstyd. Bezgranicznie wstyd. – Zsunęła ciapy ze stóp i weszła na łóżko. – Zamknij drzwi, proszę, i chodź do mnie.
     Odczekała aż spełnię prośbę i kontynuowała, gdy leżałem już przytulony.
     – Ma pretensje bardziej do mnie niż do ciebie.
     – Do ciebie? – Zdziwiłem się szczerze. – A za co do ciebie?
     – Za to że nie pozwalam jej golić cipy. Uważa, że wyszła na idiotkę z tymi chaszczami. No rzeczywiście nie pozwalam – przyznała i po chwili zadumy dodała: – A dla kogo niby miałaby golić? Dla kolegi z klasy? Jedna piętnastoletnia gówniara ma zdejmować majty przed drugim gówniarzem i oboje będą się pieprzyć gdzieś po kątach, a ja potem będę niańczyć dzieciaka? Niedoczekanie. To już lepiej niech chodzi z chaszczami. Przynajmniej będzie miała dodatkowe opory by tak łatwo nie wyskakiwać z majtek.
     Omal nie parsknąłem śmiechem na te słowa. Powstrzymała mnie jej poważna mina. Bardzo poważna.
     – Chociaż z drugiej strony – ciągnęła dalej – bliżej jej już do szesnastu niż piętnastu lat więc może za bardzo staram się kontrolować jej życie? W końcu to już kobieta a nie żadne dziecko. Za dwa lata dowód osobisty.
     Wspomnienie młodziutkiej cipeczki, tych loczków kłębiących się nad szparką i ciągnących się nisko pod kroczem aż do pupy, między pośladki, do brązowej tylnej dziurki, wspomnienie całego tego damskiego podbrzusza było bardzo ekscytujące.
     – No ale my... – Dłonią odnalazłem pod kołdrą podbrzusze Ewy. – My chyba już możemy się pieprzyć i to nie tylko po kątach ale i tu w łóżku, co?
     Zwarła uda unieruchamiając me palce.
     – Nie teraz. Jak zaśnie.
     – Może już śpi?
     – Wątpię. Pewnie leży z laptopem na brzuchu.
     – No to co? – Wzruszyłem ramionami. – Niech sobie leży. Ona w swoim pokoiku, a my w swoim pokoju. Przecież nie ma rentgena w oczach i nie zobaczy nas przez ścianę.
     – Ale ma uszy. Ty nie umiesz się cicho zachowywać, zapomniałeś?
     Wypuściłem głośno powietrze z ust.
     – Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie przeprowadzicie się do mnie. Dom to jednak dom. Madzia dostanie swój pokój na piętrze i wtedy będzie choć trochę prywatności, a nie jak w tym mieszkanku o ścianach z pieprzonego papieru.
     Wzmianka o przeprowadzce wywołała uśmiech na kobiecej twarzy. Jej głowa podobnie jak i cała reszta ciała zniknęła nagle pod kołdrą. Poczułem jak ujmuje brzegi piżamowych spodni i zsuwa je uwalniając przyrodzenie. Zaraz potem coś ciepłego otuliło członka. Coś ciepłego, śliskiego i przyjemnie miękkiego, a przy tym na tyle ruchliwego, że członek zaraz zaczął pęcznieć.
     – Oooooch… – mruknąłem z błogiej rozkoszy.
     Przymknąłem powieki.
     O dziwo, pod powiekami znów byłem w gabinecie. Znów stałem nieopodal okna ale tym razem jawnie już patrzyłem na dziewczynę. Patrzyłem z góry jak ona klęczy tuż przede mną i na polecenie lekarza ujmuje w palce me prącie, które dopiero co sama własnoręcznie uwolniła spod rozporka i opuszczanych slipów. Patrzyłem jak ujmuje prącie i po chwili wahania wkłada sobie ostrożnie do ust. Bardzo ostrożnie. Wiedziałem, że jest to jej pierwszy raz. Śmieszyło mnie gdy chwilę wcześniej robiła dosłownie zeza wpatrując się z bliska w mą czerwoną z pożądania żołądź. Początkowo nie mogła się przemóc, by wysunąć język i choćby dotknąć samym koniuszkiem tej główki. Dopiero na szorstki ochrzan lekarza wzięła szybko członka do buzi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Dreszcz nie tylko tam w gabinecie ale i tu w sypialni, gdy Ewa całą buzią pochłaniała właśnie penisa.
     – Ale ci kutas mocno stwardniał – zauważyła spod kołdry. – Dawno ci tak nie stał jak dziś.
     Jej głos wyrwał mnie na chwilę z krainy fantazji.  
     – Nic nie mów tylko ssij – poprosiłem nie otwierając oczu. – Ssij i nic więcej.
     Ewa wróciła do pracy ustami ale w moim myślach były to usta Magdusi. Widziałem ją klęczącą przed sobą, widziałem jak kiwa głową w przód i w tył, widziałem czubek głowy i poniżej włosy falujące w rytm kiwania. Jeszcze niżej widziałem dwa stożki piersi z przodu i zaokrąglone pośladki z tyłu, a za nimi bose klęczące nogi zwrócone podeszwami stóp do góry. Przyjemnie było popatrzeć na czyste pięty i poduszki palców. Niekiedy Madzia przerywała ssanie by wyjąć członka z buzi, przeciągała językiem wzdłuż całej jego długości i zaraz znowu chwytała w usta. A każdy taki gest wyzwalał nowy jęk z mego gardła.
     – Ciszej, bo usłyszy – upomniała Ewa spod kołdry.
     – Okej – szepnąłem i wróciłem myślami do gabinetu.
     Świadomość, że jestem obserwowany przez osobę trzecią, przez lekarza, w dodatku faceta, o dziwo wcale mi nie przeszkadzała. Chyba nawet wzmagała podniecenie. Patrzyliśmy obaj jak mój nabrzmiały kutas z grubą żyłą wypełnia młodziutką buzię. Czułem, że długo już tak nie wytrzymam.
     – Ewuniu… – wysapałem dając znaki by cofnęła głowę. – Zaraz dojdę.
     Nie cofnęła.
     Ssała dalej. Nie przerwała nawet gdy trysnąłem. Zagryzłem pięść w zębach aby stłumić okrzyk rozkoszy i tryskałem prosto do buzi: raz, drugi, trzeci, czwarty… Mój brzuch wciągał się spontanicznie, a Ewa wciąż nie wypuszczała prącia. Jej wargi szczelnie zamknięte na obwodzie nie pozwoliły uronić ani kropelki.
     Wreszcie odrzucając kołdrę podniosła się spomiędzy mych ud rozpromieniona cała. Otworzyła buzię prezentując białe jeziorko spermy na języku i zębach, po czym zamknęła na chwilę usta by zaraz pokazać mi język na dowód, że jama ustna jest już pusta.
     – Naprawdę połknęłaś? – wyszeptałem wstrząśnięty.
     – Wolę to niż spać na mokrym prześcieradle. – Zachichotała. – Już od dawna zbierałam się na odwagę by zrobić to jak na filmach no i dziś zrobiłam. Mam nadzieję, że ci się podobało.
     – Zajebiście podobało! – Pociągnąłem ją za rękę. – Chodź tu do mnie. Jesteś niesamowita.
     Padła w me ramiona przygniatając kobiecym ciężarem członka lśniącego od śliny i nasienia. Pocałowała mnie w usta. Pocałowała namiętnie swoimi wargami dziwnie teraz śliskimi i dziwne smakującymi.
     
     Niedługo po zrobieniu laski odbył się jeszcze jeden stosunek. Tym razem bardziej tradycyjny. Było to swego rodzaju ewenementem, że tak raz za razem, bo w moim wieku trzeba już sporo czasu na regenerację potencji. Kiedyś, za młodu, jako prawiczek, mogłem walić konia po pięć i więcej razy dziennie pod rząd i nie miałem z tym problemów. Wystarczyła sama myśl o nagiej nauczycielce i zaraz znowu siuras mi stawał. Jednak w miarę upływu lat, w miarę upływu całych dziesięcioleci, zdolność do kolejnych erekcji zatrważająco zmalała. Obecnie potrzebowałem kilku godzin do osiągnięcia ponownego wzwodu.
     Lecz nie tego wieczoru.
     Tego wieczoru wszystko szło jakoś inaczej, szybciej, lepiej. Nakręcony przeżyciami całego dnia, nakręcony cudownym obciągnięciem druta sprzed chwili i pierwszym w życiu łyknięciem spermy przez moją kobietę, nakręcony fantazjami o Madzi, a wcześniej jej widokiem na żywo, nawet nie wiem kiedy mój fiut sam zaczął nabrzmiewać domagając się kontynuacji upojnego wieczoru.
     – Już? Tak szybko? – zdziwiła się Ewa czując jak przytulony do niej ocieram penisem o udo.
     Oglądała właśnie jakiś film opierając głowę o zgiętą poduszkę i uśmiechała się świadoma co wyprawiam pod kołdrą.
     – Zaraz skończy się serial. Daj mi doglądać, co? – poprosiła nie broniąc jednak mym dłoniom dostępu do biustu wydobytego spod zadzieranej koszuli nocnej. Odchyliła nieco głowę, bym nie zasłaniał ekranu, gdy nakryłem ustami brodawkę.
     Brodawki miała duże, wręcz ogromne w porównaniu do małych plamek Magdusi. Brązowe sutki, gdy nabrzmiały, a wystarczyła chwila ssania i kilka okrążeń języka wokół tych wypukłości, by już zaczynały pęcznieć, też stawały się duże i sterczące. Ewa lubiła pieszczoty biustu. Bardzo lubiła. Nawet teraz podczas oglądania filmu słyszałem jak oddech jej się zmienia, gdy tak ugniatałem w dłoniach i obcałowywałem namiętnie jej gruczoły mlekowe.
     Odkryłem kołdrę chcąc widzieć całe jej ciało. Sam byłem nagi, ze sterczącym bezwstydnie fiutem napierającym gdzieś na damskie kolana, i chciałem widzieć także nagość mej wybranki. Uniosła ręce pozwalając mi przewlec koszulę przez głowę i ramiona, i nie broniła gdy sięgałem do majteczek. Jej biodra powędrowały w górę ułatwiając mi zsunięcie bielizny. Za chwilę nogi także się uniosły gdy wyplątywałem cienki materiał ze stóp. Nie mogłem oprzeć się pokusie pocałowania tych paluszków o paznokciach wymalowanych na czerwono podobnie jak i paznokcie u rąk. Ewa jeszcze bardziej się wychyliła, gdy zaczynałem zwiedzać pocałunkami jej nogę pnąc się w górę ku kolanie i jeszcze wyżej ku kroczu. Jednak samą cipkę ominąłem chcąc zostawić ją na koniec. Nie należało się spieszyć. Wdarłem się językiem na wzgórek łonowy czując milimetrowe igiełki odrastających włosków i sunąłem dalej na brzuch, na wgłębienie pępuszka i znowu na piersi, na te duże bukłaki chcąc pobudzić je na nowo. Stamtąd ustami i językiem sunąłem wyżej na szyję, na brodę i na policzki. Wreszcie na usta. Myślałem, że powie „Nie zasłaniaj, bo film leci” lecz ona zaczęła oddawać pocałunek przymykając powieki i wysuwając własny język na spotkanie z moim. Poczułem jak obejmuje mnie ramionami, a poniżej także nogami, gdy właśnie przygniatałem ją swym ciężarem. Lecz nie zamierzałem w nią bynajmniej wchodzić. Jeszcze nie teraz. Nie przywitałem się przecież z plecami.
     Wyswobodziwszy się z damskich objęć obróciłem Ewę na brzuch. Ależ miała cudne poślady. Znacznie większe od tych u Magdy. Ależ przyjemnie było wymierzyć głośnego siarczystego klapsa i obserwować jak zakołysały się obydwa.
     – Aułć! – pisnęła spinając się cała. – Co robisz, wariacie. Boli.
     – Przepraszam – bąknąłem i pocałowałem czerwieniejący ślad na skórze.
     Następnie chwyciłem w swe mocne palce te dwa jędrne mięsa i zacząłem ugniatać, całować, gryźć lekko i ściskać dłońmi tak jak to lubiła.
     – O, taaaak… – mruczała niczym kotka. – Cudownie to robisz. Tak mi błogo…
     Błogo przestało być w momencie, gdy rozchyliłem pośladki i nim zdążyła zareagować złożyłem całuska wprost na tylnej dziurce.
     – Przestań. – Nakryła dłonią granicę między pośladkami. – To odbyt. Tam przecież wychodzi kupa.
     – I co z tego? Jesteś umyta.
     – Ale sama świadomość, że tamtędy… – Skrzywiła twarz z niesmakiem wciąż leżąc na brzuchu i spoglądając na mnie przez ramię.
     – Mi to nie przeszkadza – odparłem.
     Na siłę odciągnąłem damską rękę i przylgnąłem całą twarzą do pupy, do tej wstydliwej granicy, której Ewa tak panicznie broniła. Damskie nagie ciało wygięło się całe w łuk ale niczego to nie powstrzymało. Podniecony napierałem już językiem na odbyt, już lizałem po tych nieregularnościach wokół dziurki, już poszczypywałem ustami włoski nie do końca wydepilowane. Próbowała jeszcze spychać mą głowę z pośladków, powtarzać bym przestał, aż w końcu zrezygnowana zaniechała dalszej walki.
     – Nie pozwolę ci się teraz całować w usta – zakomunikowała leżąc biernie i poddając się mym lizaniom.
     Nie wiem czemu, ale od początku naszego związku, od początku współżycia, Ewa miała wyraźne opory przed tego rodzaju pieszczotami. O tym aby ona wsunęła język między me pośladki nie było nawet mowy. W ogóle nie chciała o tym słyszeć. Z trudnością pozwalała bym ja tam ją lizał. A nawet jak już pozwoliła, czy też raczej, jak ja siłą to na niej wymogłem, to nie pozwalała się więcej całować. Aż trudno uwierzyć, że ta trzydziestoparoletnia kobieta podczas pieszczot tyłeczka czerwieniła się jak uczennica przyłapana na pierwszym papierosie w szkolnej toalecie. Wiedziałem, że ją to krępuje, wręcz żenuje, ale przyjemność lizania środka była dla mnie większa. Dlatego musiałem, po prostu musiałem choćby na chwilę zajrzeć i tam językiem.
     Ewa wykorzystując chwilę zamyślenia zdołała obrócić się szybko na wznak. Poświata bijąca od telewizora okrasiła niebieską mozaiką jej pełne piersi, brzuch i czekające podbrzusze. Kobiece uda leżały w rozchyleniu nie broniąc dostępu do pofałdowanych wydatnych warg sromowym o ściemniałych już krawędziach, które teraz w mroku nocy wydawały się być czarne jak u murzynki. Jakże inna to była cipa od tej subtelnej bułeczki jaką miała Madzia. Inna nie oznacza jednak, że mnie nie podniecała. Przeciwnie, z lubością przywarłem ustami do miękkiej szpary. Przywarłem i wysunąłem język najgłębiej jak zdołałem by smakować kwintesencję kobiecości. Jednocześnie rękoma dosięgłem do piersi, do tych słusznej wielkości gruczołów, by masować je i pieścić. Namacałem brodawki i opuszkami palców zacząłem okrążać je, poszczypywać delikatnie sutki. Kobiece ciało wyprężyło się przyjemnie na pościeli. Wyprężyło na całą swoją długość, aż palce u nóg się rozcapirzyły. Wzmogłem lizanie cipki, wzmogłem ssanie łechtaczki, tego nabrzmiewającego szybko guziczka. Ależ to cudowna część ciała!
     Nagle naszło mnie oburzenie, że w niektórych kulturach ludzie mogą obrzezać dziewczęta i pozbawiać je tej sprawiającej najwięcej przyjemności strefy. Jak można wyciąć komuś łechtaczkę? No kuźwa jak? Przecież to zbrodnia! Jejku, jak dobrze, że urodziłem się we w miarę normalnej Polsce i mogę cieszyć się tym kobiecym skarbem.
     Ze zdwojoną energią zabrałem się za pieszczenie tego cudownego miejsca, tych słodkich zakamarków, tego wilgotniejącego szybko wnętrza, gdy wślizgiwałem się językiem w wejście do pochwy żałując, że nie zdołam wcisnąć się głębiej. Przed seksem oralnym Ewa nie miała oporów. Z przymkniętymi powiekami i zmysłowo otwartymi ustami oddychała ciężko poddając się przyjemności płynącej spomiędzy nóg. Czułem jak wilgotnieje coraz bardziej. Czułem ten charakterystyczny smak śluzu, który tak dobrze już znałem. Zlizywałem te ściekające stróżki, a mój naprężony penis coraz niecierpliwiej domagał się współudziału w akcji.
     – Chcę cię w środku  – wyspała Ewa jakby czytając w myślach.
     Jednak ja świadomie dałem pierwszeństwo własnym palcom. Wcisnąłem  jeden do pochwy i zacząłem poruszać nim w środku, wić na boki i nie przestawałem lizać łechtaczki, co wyzwalało w kobiecie kolejne westchnienia i kolejne wyginania nagiego ciała na pościeli.  
     – Chcę cię – powtórzyła dysząc.
     Uśmiechnąłem się z satysfakcją na te słowa. Lubiłem doprowadzać ją do apogeum podniecenia w którym zaczynała wręcz błagać mnie o to bym wszedł i pozwolił skończyć. Lubiłem przedłużać zabawę. Lubiłem droczyć się i odwlekać ten moment, aż jej mokra cipka stawała się jeszcze bardziej mokra choć to było już chyba niemożliwe.
     Wreszcie dawałem jej to czego tak oczekiwała.
     Kilkoma sprawnymi ruchami znalazłem się na nagim ciele. Moja owłosiona klata przygniotła damski biust. Moje krocze wyposażone w twardego drąga wyrastającego także z gęstwiny owłosienia naparło na miękkie podbrzusze. Co prawda musiałem pomóc sobie ręką aby odnaleźć wejście do pochwy ale po chwili zagłębiłem się w nią cały. Jeden ruch i już byłem w środku. Z cipką Madzi chyba nie poszłoby tak gładko, pomyślałem.
     Zacząłem poruszać się Ewie. Moje pośladki spinały się pchając. Pchały i pchały, raz za razem, a leżąca pode mną kobieta już postękiwała obejmując mnie nogami. Próbowała sama unosić biodra chcąc zsynchronizować się z rytmem pchnięć i postękiwała dalej.
     Wreszcie szczytowała.
     Ścisnęła mnie udami i zadrżała cała wydając z gardła stłumione nieartykułowane dźwięki. Przyśpieszyłem ruchy chcąc ją dogonić z własnym orgazmem. Jeszcze kilka pchnięć i już spuszczałem się prosto do wnętrza damskiego tunelu jęcząc przy tym zdecydowanie głośniej niż ona przed chwilą.
     – Nie obudź mi córki – wyszeptała.
     Zdyszany opadłem na mą wybrankę niczym rzucony płaszcz. Czułem jak serce mi wali, jak krew łomocze w skroniach po wytrysku i leżałem tak z członkiem wciąż w cipce dopóki organizm nie zaczął się uspokajać. Dopiero wtedy z niej wyszedłem. Więdnący członek ledwo opuścił cipkę a biała stróżka spermy natychmiast wyciekła z pochwy i utworzyła białe jeziorko tuż przy pupie, by zaraz wsiąknąć w materiał prześcieradła.

                         * * *

     Niecałą godzinę później Ewa już spała. Ja jeszcze nie. Przerzucałem kanały w telewizorze nie znajdując nic godnego większej uwagi. W końcu gasiłem go. W pokoju zapadłą ciemność i cisza. Przed snem zamierzałem jeszcze iść spać lecz parcie pęcherza moczowego przypomniało mi, że powinienem wpierw odwiedzić łazienkę. Zatem ostrożnie wysunąłem się z pościeli tak by nie zbudzić Ewy i wdziawszy na siebie piżamę wyszedłem boso z pokoju. Drzwi łazienki przywitały mnie zapalonym światłem widocznym przez zmatowione okienko. W pierwszym odruchu chciałem cofnąć się z powrotem do łóżka i poczekać aż Madzia skończy korzystać z toalety. Lecz z jakichś powodów nie zrobiłem tego. Wytężyłem słuch przystawiając ucho do drewnianej okleiny.
     Cisza.
     Z wnętrza łazienki nie dochodził żaden odgłos. Nie było słychać wody puszczonej z kranu. Nie było słychać szorowania zębów, ani kubka odstawianego na zlew czy półkę. Nie było słychać absolutnie nic.
     Może Magda siedzi na sedesie?
     Wyobraźnia natychmiast podsunęła obraz dziewczęcia w białej koszuli nocnej siedzącego na jeszcze bardziej białym tronie z ceramiki. Jej opuszczone na kafelki bose nogi były spętane majtkami w okolicach kostek stóp. Fajnie byłoby jeszcze raz zobaczyć te nóżki i tę owłosioną cipkę, pomyślałem.
     Patrzenia na Magdę nie traktowałem jako zdradzania Ewy. Po pierwsze, tylko patrzyłem. Patrzenie to nie seks. Po drugie, kierowała mną zwykłą ciekawość. W końcu jak często facet w moim wieku ma okazję widzieć nagość takiej młódki? Zerknę tylko przez kratki wentylacyjne i to wszystko.

     Modląc się, by nie chwyciła za klamkę i nie wyrżnęła mnie drewnianą krawędzią prosto w czoło kucnąłem i ostrożnie nachyliłem się ku plastikowej wstawce wentylacyjnej u dołu drzwi. Widać było z niej całe wnętrze łazienki, także i Madzię. Wbrew moim domysłom dziewczyna wcale nie siedziała na sedesie. Stała przed lutrem. Ubrana nie w żadną koszulę nocną tylko w normalną piżamę koloru niebieskiego z jakimiś fikuśnymi wzorkami przyglądała się własnemu odbiciu z bliska. Kręciła głową na boki, czasem z góry na dół, to znów dotykała palcami policzka jakby w poszukiwaniu wyimaginowanego mikroskopijnego pryszcza. Dotykała, uciskała i masowała jakby chcąc przesunąć skórę na nieco inne miejsce. Lecz skóra puszczona uparcie wracała do poprzedniego stanu. Mnie jednak bardziej od maltretowanej twarzy interesowały brodawki piersi wyraźnie uwypuklone pod cienkim materiałem koszuli. Wyglądały niezwykle apetycznie. Miałoby się ochotę rozpiąć guziczki piżamy i przyssać się do takiej brodawki i stymulować ją językiem aż sama zaczęłabytwardnieć. Całe dziewczęce ciało mógłbym tak pieścić łącznie ze stopkami, które teraz miałem na wysokości oczu i mogłem przyjrzeć się z bliska tym prostym paluszkom ze starannie obciętymi paznokciami. Mniam.
     – Cholera. – Głos Madzi wyrwał mnie z erotycznych fantazji.
     Przybliżyła twarz jeszcze bardziej do lustra. Przez moment tylko patrzyła dotykając policzka, a potem tak naciągnęła skórę, że kącik karykaturalnie wydłużonych ust niemal dotknął ucha odsłaniając zęby i białą kość policzkową. Zanim zdążyłem się przestraszyć jej twarz znowu wyglądała normalnie. Zaszokowany zastanawiałem się czy uległem przywodzeniu.
     Zaraz potem palcami jednej dłoni przytrzymała sobie szczękę wraz z dolną wargą zaś palcami drugiej ręki chwyciła od wewnątrz górną wargę i rozciągnęła usta wysoko w górę odsłaniając całą czaszkę z horrorowym uzębieniem, dwoma otworami nozdrzy i wyłupiastymi gałkami ocznymi pozbawionymi nagle powiek. Źrenice spod groteskowo rozciągniętej skóry przyglądały się lustrzanemu odbiciu, a ja sparaliżowany strachem tkwiłem tak przy kratce wentylacyjnej niezdolny do ruchu. Nie wierzyłem w to co właśnie widzę. Za moment puszczona skóra twarzy wróciła na dawne miejsce jakby była z gumy. Buzia Magdy znów stała się zwykłą buzią zwykłej nastolatki. Jeszcze tylko poprawiła palcami coś przy policzku, odgarnęła kosmyk włosów jaki opadł jej na czoło i odsunęła się od lustra. Chyba była usatysfakcjonowana z efektu, bo uśmiechnęła się do siebie tworząc dwa dołeczki w policzkach, które jeszcze parę minut temu uznałbym za urocze, ale teraz zaczęły mnie przerażać.
     Magdusia, czy cokolwiek to kurwa było, zwróciło się ku drzwiom. Zerwałem się z podłogi i ze ściśniętą krtanią pognałem do swego pokoju, gdzie zatrzasnąłem za sobą drzwi głośniej niż zamierzałem i wskoczyłem do łóżka obok niczego nie świadomej Ewy, by tak jak ona zakopać się w pościeli po samą szyję. Zamknąłem oczy udając, że śpię i modląc się, by to coś nie usłyszało trzaśnięcia i nie zorientowało się że było podglądane. Serce znów łomotało mi jak oszalałe ale tym razem bynajmniej nie z podniecenia.
     Usłyszałem jak Magda wychodzi z łazienki. Pstryknęło gaszone światło i drzwi łazienki zatrzasnęły się. Przez dłuższą chwilę panowała cisza jakby dziewczyna rozglądała się po przedpokoju czy nikogo nie ma.
     Potem kroki zbliżyły się. Szczęknęła naciskana klamka. Zimny pot wystąpił mi na plecy gdy drzwi otworzyły się i coś weszło do pokoju. Zatrzymało się. Czułem, że to coś patrzy na nasze łóżko ale bałem się otworzyć oczy i zdradzić, że wcale nie śpię. Nie otworzyłem ich nawet słysząc jak kroki zbliżają się powoli. Leżałem nieruchomo starając się zapanować nad własnym drżącym oddechem. Coś zatrzymało się tuż nade mną. Pochyliło nisko. Tak nisko, że aż poczułem woń mięty po niedawno użytej paście do zębów. Byłem bliski paniki. Bliski zerwania się i wrzeszczenia na całe gardło lecz paraliżujący strach nawet to uniemożliwił.
     Nie wiem ile to trwało. Miałem wrażenie, że każda sekunda zdaje się ciągnąć w nieskończoność. Najgorsza była świadomość, że to coś zaraz wgryzie mi się w szyję, a ja leżę jak baran i nie robię nic w swojej obronie. Absolutnie nic.
     Lecz nagle kroki oddaliły się od łóżka i znowu szczęknęła klamka tym razem w zamykanych drzwiach. Lecz ja wciąż nie otwierałem oczu. Nie miałem pewności czy stwór wyszedł naprawdę z pokoju, czy tylko zamknął drzwi i czeka gdzieś nieopodal łóżka chcąc przyłapać mnie na bezsenności.
     Nie wiem jak długo tak leżałem. Godzinę? Dwie? W końcu gehenna niepewności i oczekiwania wzięła górę strachem. Zmęczony ciągłym napięciem, które było chyba gorsze od spojrzenia prawdzie w oczy zdecydowałem się unieść powieki.
     Nie było nikogo nade mną.
     Ostrożnie uniosłem głowę i rozejrzałem się dokoła. Pokój pogrążony w mroku nocy wydawał się być taki jak zawsze. Regał z telewizorem przy przeciwległej ścianie, na suficie żyrandol, na dole dywan, a na dywanie nasze łóżko ze śpiącą obok beztrosko Ewą. Magdy nie było. Odetchnąłem z ulgą. Mimo to i tak nie zmrużyłem oka do rana. Leżałem gapiąc się w szary sufit nad sobą albo przekręcałem się z boku na bok lecz bijące serce odpędzało sen. Co to kurwa było tam w łazience? Kim lub czym jest Magda? Czy to w ogóle człowiek? Jak można rozciągnąć sobie skórę i niemal wyjąć czaszkę przez gębę? Może to jakaś kosmitka w ludzkim ciele? Albo demon? Ja pierdolę...
     Za oknem zaczęła z wolna robić się szarówa światu, a ja wciąż nie znajdywałem odpowiedzi na te pytania. A wciąż dochodziły nowe. Czy jej matka wie kim jest jej córa? Może jest taka sama? Ożeż kurwa!

                         * * *

     O dziwo, ranek, po przebudzeniu Ewy, wydał się całkiem zwyczajny. Ewa na dźwięk budzika zwlokła się z łóżka cała zaspana i na słaniających się nogach, niczym zombi, podążyła ku łazience, a ja szedłem zaraz za nią jakbym podświadomie przeczuwając, że tylko ona jest zdolna obronić mnie przed czymś co kryło się pod nazwą córki. Po porannej toalecie przeszliśmy obydwoje do kuchni, gdzie Ewa, już rozbudzona zajęła się szykowaniem śniadania i standardowym spieszeniem się do pracy.
     Madzia niedługo potem także się zjawiła.
     – Dzień dobry – rzuciła wchodząc boso do kuchni odziana w tą samą piżamkę co wczoraj.
     Jeszcze wczoraj uznawałem ten widok za miły dla oka, szczególnie z tymi dwoma wyraźnymi uwypukleniami pod materiałem, lecz dziś, gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się, pierwszy opuściłem oczy.
     Ewa postawiła na stole po kubku pełnym kakao.
     – Proszę – rzekła i zaraz dostawiła także talerz pełen grzanek z roztopionym żółtym serem.
     Dziewczyna sięgnęła po kromkę i dała chrupiącego gryza.
     – Umm… Pycha! – wymruczała.
     Błogość na młodziutkiej twarzy w niczym nie przypominała minionego horroru. Matka wesoło zmierzwiła jej włosy dłonią. Obydwie uśmiechnęły się do siebie. Na jedną krótka zapomniałem o tym co zaszło minionej nocy. Poczułem wręcz ulgę, że po traumatycznym badaniu nastolatka znowu zaczyna się uśmiechać, wracać do dawnego usposobienia, do tej młodzieńczej radości, która zawsze ją cechowała.
     Ewa krzątała się po kuchni spoglądając coraz częściej na zegar.
     – Zaraz muszę lecieć – oznajmiła. – Nie zapomnij córuś o kanapkach do szkoły. Są w lodówce.
     – Okej, mamo. Dzięki.
     – A ty Arek, jak możesz podrzuć ją do szkoły, dobrze? Ma dziś na ósmą.
     – Nie ma sprawy – odparłem i wstrząśnięty uświadomiłem sobie nagle, że oto za moment zostanę sam na sam z dziewczyną. Nie, nie z dziewczyną. Z tym czymś co było w łazience w nocy a potem pochylało się nade mną. Poczułem ukłucie lęku.
     Ewa chyba dostrzegła jakąś zmianę w wyrazie mej twarzy bo nagle zatrzymała się w pół kroku i pochylając się zajrzała mi z bliska w oczy.
     – Nic ci nie jest? – spytała. – Jesteś jakiś niewyraźny od rana.
     – Ja? – Udałem zdziwienie. – Niby dlaczego?
     – Masz podkrążone oczy jakbyś nie spał albo jakbyś był niesamowicie przemęczony.
     Kątem oka dostrzegłem jak siedząca naprzeciw Magda podnosi wzrok znad talerza i zaczyna przypatrywać mi się czujnie.
     – A wiesz... – Wykonałem jakiś nieokreślony gest ręką. – Ciągle myślę o robocie, o tym cholernym kontrakcie – skłamałem. – Nie dowieźli na czas materiału i teraz... Sama rozumiesz. Chłopaki stoją z robotą, bo robić nie mogą bez materiału. I błędne koło się zamyka. Cholera jasna.
     – Nie klnij przy dziecku – upomniała.
     – Przepraszam. Wiesz jak to jest gdy się prowadzi własną firmę. Chwili spokoju nie ma.
     Matka chyba przyjęła te wyjaśnienia bo zaraz ruszyła do dalszego szykowania się do pracy, a dziewczyna jeszcze przez długą chwilę nie spuszczała mnie z oczu.
     Dopóki była Ewa w pobliżu czułem się względnie bezpieczne. Jednak im bliżej było jej wyjścia tym większy niepokój we mnie narastał. Widok Ewy wkładającej na nogi buty na wysokim obcasie sprawiał, że odechciało mi się jeść. Chciałem tylko wraz z nią opuścić to mieszkanie.
     – Może ciebie też odwiozę do pracy, co? – zaproponowałem szybko. – Potem wróciłbym po Magdę.
     – Dzięki, nie ma sensu. Dokończ spokojnie śniadanie. Jakbyś chciał dolewkę kakaa to jest w dzbanku. O mnie nie musisz się martwić. Zaraz mam autobus. Może dziś się nie spóźnię wreszcie.
     – Ale po co masz marznąć na przystanku? Podrzucę cię, Ewuś, co? – nalegałem.
     – Daj spokój. – Sięgnęła po płaszcz. – Siedź i jedz.
     Włożyła odzienie na ramiona i zdjęła torebkę z półki. Wygrzebała klucze.
     – Wychodząc nie zapomnijcie zamknąć mieszkania – rzuciła łapiąc za klamkę.
     – Ewa! – Podniosłem się z krzesła w nagłym akcie desperacji. – Zaczekaj.
     Kobieta zastygła w bezruchu zaskoczona tym nagłym wybuchem. Ubrana według zasad dress code w jasną koszulę widoczną między nie dopiętymi połami płaszcza oraz ciemne spodnie zaprasowane w kancik stała w swych butach na obcasie nie rozumiejąc czemu ją zatrzymuję. Stała oczekując wyjaśnień lecz mi słów nagle zabrakło. Patrzyłem to na nią i zupełnie nie wiedziałem co dalej. Wiedziałem tylko, że nie chcę zostawać tu z tym czymś za stołem ale żadne logiczne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy.
     Pierwsza przerwała ciszę Magda.
     – Mamo, on chyba wie – powiedziała. – Trzeba mu powiedzieć prawdę.
     Na kobiecej twarzy odbiło się zdumienie na te słowa. Zdumienie, które przeszło wręcz w zaszokowanie. Ewa zawróciła wolno spod drzwi. Szła krok za krokiem przeskakując oczyma z córki na mnie, i na odwrót.
     –  Jak to wie? – zapytała ostrożnie wchodząc do kuchni. – O czym ty mówisz, dziecko?
     – Musiał mnie widzieć dziś w nocy. Nie byłam pewna ale teraz już chyba jestem. On się mnie boi. Nie dostrzegasz tego? Musiał coś wiedzieć.
     – Co widzieć? Gdzie?
     – Poprawiałam się w łazience i chyba wtedy musiał coś zobaczyć. Tak mi się zdawało, że słyszałam jakieś stuknięcie za drzwiami ale nie byłam pewna czy to u nas, czy gdzieś u sąsiadów.
     – Poprawiałaś? – powtórzyła Ewa z rosnącą złością. – Tyle razy ci powtarzałam, byś nic nie kombinowała gdy ktoś obcy jest w pobliżu.
     – A ja tyle razy ci powtarzałam, że ta skóra na mnie nie pasuje. Położyć się normalnie nie mogę, bo zaraz coś się obsuwa, zaraz coś odstaje, deformuje. Mam już tego dosyć. – Odsunęła od siebie talerz z grzankami. – Poza tym była noc. Myślałam, że dawno śpicie. Minęła dobra godzina od tych waszych postękiwań. – Skrzywiła twarz z niesmakiem. – A tak na marginesie to moglibyście zachowywać się ciszej. Przecież to wszystko słychać. Ja to słyszę. Mamo…! – Urwała na moment i opanowawszy się dodała spoglądając na mnie. – Jeśli naprawdę mamy razem zamieszkać to musimy mu powiedzieć prawdę. Tego nie sposób ukryć. Wcześniej czy później i tak zacznie się orientować, że coś jest nie tak. Poza tym uczciwiej będzie to zrobić teraz niż potem. Polubiłam pana Arka, to znaczy polubiłam ciebie, Arek, i nie chce cię okłamywać. Mamo, powiedzmy mu wszystko.
     Stałem osłupiały przysłuchując się ich rozmowie i patrząc jak Ewa, ubrana w płaszcz i spodnie uprasowane w kancik, opada ciężko na krzesło za kuchennym stołem obok córki. Oparła łokcie o blat i ukrywszy twarz w dłoniach odezwała się przez palce:
     – Może masz rację, Madziu. Siadaj Arek. Nie stój tak jakbyś prosił na wesele. Chyba czeka nas dłuższa rozmowa. A już myślałam, że choć raz nie spóźnię się do pracy.

lolowiec

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i horrory, użył 10253 słów i 57827 znaków, zaktualizował 29 gru 2020. Tag: #lekarz

13 komentarze

 
  • Adamnet

    Bardzo dobre opowiadanie. Mam nadzieję że będzie kontynuacja.

  • lolowiec

    @Adamnet  
    Dzięki :)
    Prawdę mówiąc nie planowałem kontynuacji ale rozważam napisanie jej. Jednak póki co - brak weny twórczej

  • jajaja

    no kiedy ciag dalszy?

  • lolowiec

    @jajaja  
    Przeprowadziłem się z bloku do domu. Na razie mam mnóstwo ale to mnóstwo pracy. Pisanie musi zaczekać. Nie mam pojęcia jak długo.

  • Dyzio55

    Niezła kombinacja. I co dalej? Jakich to potworności się dowiemy. Teraz wypadało by kontynuować.👏👍

  • lolowiec

    @Dyzio55  
    No wiem wiem. Ale pracuję chwilowo nad kontynuacja dramatu kurtyzany.
    Dzięki za koment i pozdrawiam :)

  • Miecio181

    Super opowiadanie kiedy kontynuacja?

  • Krokodylek13

    :bravo:

  • lolowiec

    @Krokodylek13 :)

  • emeryt

    @lolowiec, dzięki, co prawda to na twoje opowiadanie trafiłem przypadkiem, lecz tak mnie zaciekawiło, że teraz będę wyczekiwał dalszych odcinków. Pozdrawiam serdecznie, życząc aby przyszły rok był lepszy od tego mijającego.

  • lolowiec

    @emeryt  
    Dzięki!
    Również życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku

  • Gnom22

    Świetnie się zapowiada niemoge się doczekać dalszej części

  • lolowiec

    @Gnom22  
    Prawdę mówiąc nie planowałem dalszych części ale rozważę ich dopisanie ;)

  • lewin

    Myślałem, że sytuacja rozwinie się w sposób dość typowy dla takich fantazji (korzystanie z wdzięków raz mamy, raz córki, a może i obu jednocześnie), a tu taki niespodziewany zwrot akcji. I to w konwencji horroru.
    Zaciekawiło mnie i będę czekać na dalszy ciąg. Powodzenia.

  • lolowiec

    @lewin  
    Dzięki :)

  • AnonimS

    Ciekawie piszesz . Zestaw na tak.

  • lolowiec

    @AnonimS  
    Dzięki! Staram się ciekawie pisać. Miło, że ktoś to widzi :)

  • Olf

    Wooo kurde. Taki (jak to się nazywa?) Cliffinger?

  • Milf

    Uuuff, zakręciłeś dobrze :bravo:

  • lolowiec

    @Milf Staram się coś nietuzinkowego zawsze wymyślić więc i fabuła jest zakręcona :D

  • Miki

    Super :bravo:

  • lolowiec

    @Miki  
    Dzięki :)

  • nanoc

    Mam nadzieję że to będzie kontynuowane, fajnie się zapowiada.  :bravo: