
W mroku rozświetlonym przez wpadające przez olbrzymie okna, promienie wschodzącego słońca. Wtulona w niego, z twarzą na jego piersi, wsłuchując się w jego miarowy oddech i spokojne miarowe bicie serca. I przyglądając się śmiesznie, raz po raz podrygującemu na jego łonie fallusowi. Wracała myślami to tego co z nią zrobił.
A swoja drogą, kiedy zdążył zdjąć jak to określił tą pelerynkę i co z nią zrobił.
Rozmarzona wraca myślami do tego co się dziś w nocy wydarzyło. - O pewnych sprawach nie powinno się nigdy przedtem widzieć a pewnych rzeczy wręcz nie widzieć. Po co się niepotrzebnie stresować a i brak wówczas tej ekscytującej dozy….. jakby to określić niepewności czy oczekiwania .
Przypominając sobie to wszystko. Ciągle obserwując śmieszne podrygiwania tego czegoś, co naprawdę dawało solidne podstawy by zasiać strach i zwątpienie. Naszła ją trochę dziwaczna myśl. Jak by zareagowała, gdyby zobaczyła wówczas w tym korytarzu to, co ma właśnie teraz przed oczyma. Czy wystraszona tym widokiem nie zwiała by tam gdzie pieprz rośnie? A może naszły by ją spore wątpliwości, czy coś takiego zniesie bez bólu? A może to coś zrobi jej krzywdę?
Nawet, gdy już siedząc na łóżku trzymając to coś w swojej dłoni, i mając to coś przed oczyma. Zdejmując zdejmując koniuszkiem języczka tą skrząca się kropelkę. I wiedząc że miała już go w sobie i było to całkiem przyjemne. To nawet wówczas tak do końca nie wyzbyła się tego specyficznego uczucia lęku. Choć już dobrze wiedziała, że nie taki diabeł straszny jak go malują. A te całe gadanie o ogromnych murzyńskich k…..ch, które niby wprost rozrywają dziewiczą pochwę, to między bajki włożyć zgodnie z starą zasadą, że tu się nie ma co pieścić to się po prostu musi zmieścić.
Zresztą ten nie należał aż do takich, które to widuje się w pornolach, co to zwisają do kolan i mają grubości ramienia. Facet z takim jak w tych pornolach przyrodzeniem, to chyba musi być chodzącym nieszczęściem dla siebie samego, jak i dla tej z którą się własnie kocha. Mimo że tego była w pełni świadoma, to ciągle tkwiły w jej podświadomości obawy które tak do końca nie zniknęły. A wręcz wróciły gdy drażniąc waginę żołędziem sprawdzał jej gotowość.
Drażnił się z nią ciągle jeszcze gdy ona była już przecież gotowa. I chyba tylko skończony dureń mógł tego nie widzieć i tak się nią zabawiać. Mokra jak Niagara, rozwarta jak wyważona brama broniąca jeszcze nie tak dawno jej twierdzy, która teraz z utęsknieniem wyczekuje ostatecznego ataku zdobywcy.
Poczuła go w sobie gdy już się tego najmniej spodziewała. Gdy już była zrezygnowana, gdy jej ciało już się nie prężyło i nie wypinała w górę swej różyczki szukającej kontaktu z niemiłosiernie pieszczącym ją członkiem.
Pochylony nad nią, wsparty na rękach, wpatrzony w jej oczy. Wolno a zdecydowanie zagłębiał się w niej milimetr po milimetrze. I nawet gdy odruchowo uciekała przed nim do tyłu, to on parł dalej do przodu i wypełniając ją sobą i dosłownie napawał się grymasem jej twarzy. Jej szeroko otwartymi oczyma, tak jak by chciał z nich wyczytać czy może się posunąć dalej czy ma sie zatrzymać .
Jaką chciał wyczytać reakcje? Tego nie wiedziała. Za to doskonale wiedziała czego ona chce teraz. Zarzuciwszy mu nogi na biodra, objąwszy szyje rękoma i nogami z całej siły starała przyciągnąć do do siebie. Z widoczną ulgą dosłownie zwalając się na nią całym swoim ciężarem, pchnąwszy z całej siły, Marcie wydało się, że jest w niej gdzieś jakby powyżej pępka. Każdy jego kolejny ruch, każde jego pchnięcie potęgowało w niej to upragnione poczucie , że oto ona jest teraz jego, on jej i które niosło ją wprost na ten upragniony szczyt.
Nie śpisz?- Spytał nagle, wyrywając ją z wspomnień. Obudzony albo może tylko rozbudzony poczuwszy jej dłoń przesuwającą się na członku.
Co prawda już tylko w takim niepełnym wzwodzie, ale ciągle jeszcze dające dużo do myślenia. To to coś, co jeszcze nie tak dawno wynosiło ją na sam szczyt, a teraz ujęte w jej dłoni, roniąc, z oczka kropelkę, znów rośnie, tężeje.
Kątem oka obserwując jego uśmiechniętą i pełną zadowolenia twarz. Nie poprzestaje na tym i objąwszy ustami, jego znów nabrzmiały żołądź, delikatnie bierze go w usta. Nagle wyczuwszy w nich jak jego członek błyskawicznie powraca do swojej dawnej świetności. Rozpychając się w jej buzi pod naciskiem jego dłoni na jej głowę, z jednoczesnymi ruchami jego jego bioder, uderza gdzieś głęboko prawie że o migdałki, nie wszedłszy nawet w połowie.
Jeszcze chwila a się nim zadławi albo co gorsza będzie miała ten jego cały ładunek w ustach a tego wprost nie tolerowała. Nie, żeby męskie nasienie wywoływało w niej jakąś odrazę. Ale jak dla niej, to było w jakimś stopniu poniżające. Jej usta to nie spluwaczka na spermę
- Jesteś niesamowita.- Śmiejąc się, przyciągnął ją do siebie całując namiętnie.
- Chyba nie myślałeś, że jeszcze jestem niewinną dziewczynką? -
- No nie! O to cię nie posądzałem. Zawsze sądziłem…. no może nie zawsze, ale od tych urodzin Kataleji, widziałem w tobie nie przyjacółkę Katii, a kobietę.
- Kręcą cię takie łatwe małolaty? -
- Nigdy nie widziałem w tobie jakiejś łatwej małolaty. I nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło, i nigdy nie traktowałem cię jako kobiety…. , znaczy nie patrzyłem na ciebie jak na kobietę którą pożądam. Ale potem gdzieś coś pękło i nagle coś się zmieniło. Nagle zrozumiałem, no może się tylko domyśliłem. Że oto Marta stała się już kobietą którą pożądam. I strasznie się męczyłem z tym, czy Kataleja również nie jest już taką kobietą. I chyba dopiero wtedy zacząłem cię chyba traktować już inaczej. Już nie byłaś tą małą przyjaciółeczką mojej córki, a kobietą którą pożądam. Pożądam a jednocześnie się boję, czy równie szybko nastąpi ta zmiana u Kataleji . A może po prostu już ją przeoczyłem?-
- To już musisz ją o to zapytać. I tak już mam przerąbane, że wlazłam między młot a kowadło. -
- Młot a kowadło?- Roześmiał się.
- No między ciebie a Katię. - Marta odpowiedziawszy ze śmiechem, przekreciwszy się zwinnie znalazła się na nim. Całując jego oczy, usta . z zadowoleniem wyczuwszy że jest znów gotowy potarła kilkakrotnie łonem po jego wzwodzie.
- Martyniu…..- Wyszeptawszy lubieżnie. Ująwszy ją za biodra przesunął ją wyżej, tak że klęcząc okraczyła jego biodra, uniósł ją w górę a gdy poczuła jego żołądź między wargami opadła dosłownie nabijając się na niego, z idiotycznym skojarzeniem. Które nie wiadomo skąd się w niej wzięło. Czyż to nie tak właśnie czuł się Azja, nabijany na pal przez Nowowiejskiego, z zemsty za Zośkę. A jeśli właśnie czuł to co ona teraz czuła. to naprawdę musiała to być cudowna śmierć. A powtarzając te ruchy jak dzika kotka właśnie taki widok miała ciągle przed oczyma. By równie nagle. Ciągle z nim w sobie, cała mokra od potu, mieszaniny swoich soków i jego nasienia między udami. W konwulsjach orgazmu, opaść na niego bezwładnie.
- Musisz mi coś obiecać.- Wyszeptała ostatkiem sił pomału dochodząc do siebie.
- Co takiego?-
- O tym nigdy nie może się dowiedzieć Katia. Zabiję jak się dowie. -
- Ode mnie na pewno się o tym nie dowie. - Usłyszała, wykończona ale cudownie zaspokojona uciekając w objęcia Morfeusza.
***
jakieś uwagi, podpowiedzi komentarze?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz