Agent Erotycznych Ubezpieczeń

Irytujący dzwonek rozdarł ciszę. Wstałam od biurka zawalonego książkami i przewróciłam oczami mamrocząc pod nosem o sesji. Dzwonek zabrzęczał ponownie.  

- Idę! Już idę! - Zawołałam, zastanawiając komu może się tak śpieszyć w sobotnie przedpołudnie.  Z zaciętą miną otworzyłam drzwi.  

Wysoki brunet miał pociągłą, surową twarz, z której wyzierały jasnoniebieskie oczy. Pod bordową koszulą wyraźnie odznaczał się zarys mięśni. Wyglądał apetycznie, oblizałam znagla spierzchnięte usta. Otaksował mnie pociemniałym spojrzeniem, najwyraźniej podobało mu się to co oglądał. Miałam na sobie szare legginsy i wykrojony top. Może zbyt wykrojony?  

- Dzień dobry. Mam nadzieje, że nie przeszkadzam. Jestem agentem ubezpieczeniowym, chciałbym pani zaproponować... - Tembr aksamitnego głosu, przywodził na myśl słodki cieknący karmel i zupełnie nie pasował do wypowiadanych słów.  

- Niestety nie znajdę dla pana czasu.  - Odpowiedziałam nie kryjąc irytacji. Oparł się nonszalancko o futrynę. Chrząknęłam, czując duszące gorąco. Jego wzrok niemal spalał od środka.  

- Zaraz wychodzę. - Dodałam niepewnie, chcąc zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Błyskawicznym ruchem je zablokował. Popchnął mnie w głąb mieszkania, przyszpilił do ściany i unieruchomił dłonie. Owiał mnie gorący, miętowy oddech. Skóra mrowiła pod jego dotykiem.  

- Kotku... - Wymruczał mi do ucha skubiąc zębami płatek. - Wiem, że tego chcesz. - Przywarł do mnie biodrami, wyczułam wypukłość męskości na wysokości brzucha.  Jego usta przylgnęły do wrażliwej szyi, zostawiając wilgotną ścieżkę naznaczoną pocałunkami.  Jęknęłam.  

Nadal przytrzymując moje nadgarstki, pociągnął dekolt koszulki rozdzierając ją na poły. Wydobył z koronkowej miseczki pierś. Zacisnął na niej dłoń, podszczypując sterczący z podniecenia sutek. Zacisnęłam uda czując wilgoć przesiąkającą stringi, wykwitającą ciemną plamą na cienkim materiale leginsów.  

- Nie walcz ze mną. Poddaj się. - Głos hipnotyzował. Mamił myśli, upajał! Wygięłam się próbując znów wyczuć kuszący kształt.  

- Właśnie tak. –  Pociągnął mnie do salonu, ze zgrzytem odsunął ławę i rzucił na miękki dywan. Nieznośnie powoli rozpiął koszulę odsłaniając muskularny tors, trzymając mnie na uwięzi spojrzeniem. Pełnym obietnicy, spełnienia nienazwanych pragnień skrywanych w głębokich otchłaniach podświadomości. Byłam jego, zdana na łaskę dotyku. Drżącymi rękami zrzuciłam z siebie strzępy materiału, rozpięłam stanik wyswabadzając piersi.  

Wyciągnął pasek ze spodni i zsunął je, uwalniając napęczniałą męskość. Przeszył mnie dreszcz kumulujący się w podbrzuszu, gdy wyobraziłam sobie jak wsuwa we mnie ten długi, gruby opleciony postronkami żył członek.  

Chciałam go dotknąć, ale złapał mnie za kostki, rozszerzył nogi klękając między nimi. Członek ugodził w brzuch, kiedy pochylił się by skrępować mi paskiem dłonie unosząc je nad głowę.    

Pieszczotliwie musnął dolinę między piersiami, nakreślił zawijas wokół pępka i nagle rozdarł mokry materiał leginsów obnażając krocze. Wygięłam się w łuk, gdy dotknął kobiecości nabierając palcami wypływające ze mnie soki.  Podniósł je do ust i oblizał.  

- Proszę... – Naprężony członek dosłownie celował w boleśnie pustą szparkę. Próbowałam się na niego nabić, ale jakaś niewidzialna siła krępowała moje ruchy. Szarpnęłam się, pasek boleśnie wił się w skórę. Byłam bezwolna.  

- Błagam! – Zawyłam, gdy znów wsunął palec między mokre fałdki, nacisnął łechtaczkę uwalniając pokłady przyjemności.  

- O co? – Jego miękki głos był jak smagnięcie batem. Czułam soki spływające między pośladki. Roztarł je na zewnętrznych wargach.  

- Wejdź! Wejdź we mnie! – Krzyknęłam przeciągle, gdy zrobił to wbijając się z brutalną precyzją. Ciężkie jądra odbiły się od krocza. Zniszczył pustkę wdzierając się w najgłębsze nigdy niezdobyte przestrzenie. Zamknął dłonie na piersiach, wysunął się i wszedł ponownie.  

Brał mnie długimi, mocnymi pchnięciami.  Wpychał na szczyt rozkoszy, nie czuły na błagalne jęki.  

Wyszedł tuż przed punktem kulminacyjny. Obrócił mnie na brzuch szarpnął w górę biodra ustawiając w pozycji na pieska. Naparł, tym razem ruszając do szaleńczego galopu. Poruszał się niczym tłok w silniku o mocy tysięcy koni. Dreszcze orgazmu wstrząsnęły moim ciałem, mięśnie pochwy zakleszczyły się na członku, a szmer naszych oddechów zagłuszył mój orgiastyczny krzyk.  

Ramiona załamały się pode mną, ale członek jeszcze przez chwilę pompował spermę do mojego wnętrza. Jęknęłam, gdy wysunął z mlaśnięciem i podsunął mi go pod twarz. Uderzył mnie ostry zapach spermy, własnych soków. Uniósł podbródek, wsunął główkę do rozchylonych ust. Smakowała oryginalnie, pobudzająco jak afrodyzjak.  

Z zapałem zaczęłam oblizywać męskość, niczym lody w upalne lato. Zebrał wzburzone włosy w garść przytrzymując moją głowę. Naprał biodrami, członek wszedł do gardła. Nabrałam powietrza wpuszczając go głębiej, przecisnął się do przełyku. Poruszał się zdecydowanie, kontrolując tempo.  

Zapas tlenu skurczył się dramatycznie, przed oczami zatańczyły ciemne iskry. Puścił mnie w końcu, łapczywie zaciągnęłam haust powietrza. Zacisnął dłoń na członku i kilkoma ruchami doprowadził się wytrysku. Sperma pokryła mlecznym lukrem twarz, piersi, ściekła ze sutków na uda.  

Odwiązał pasek z moich nadgarstków, podniósł mnie na nogi i popchnął na ścianę. Wsparłam się o nią szeroko rozłożonymi ramionami.  

Rozwarł nogi kolanem, wślizgnął się do ociekającej śluzami pochwy. Poruszał się na przemian szybko i powoli, brutalnie i delikatnie. Wymierzał razy we wstrząsane pchnięciami pośladki. Ból splótł się z rozkoszą w przepalające zmysły doznanie. Krzyczałam artykułując niezrozumiałe monosylaby. Gdy zawładnął mną kolejny orgazm, penis wciąż uderzał w rozpalone wnętrze. Moje nogi ugięły się jak złamane zapałki.  

Pozwolił mi upaść. Uklęknął, obrócił mnie na bok i zarzucił sobie nogę na barki wracając do zmaltretowanej pochwy. Poruszał się coraz mocniej, brutalniej, szaleńczo. Ze zdartego krzykiem gardła ulatywały ciche jęki, a rozkosz wciąż narastała. Penis niezmordowanie penetrował wnętrze doprowadzając mnie na skraj szaleństwa naznaczonego permanentną ekstazą. Wreszcie dobił do końca tryskając spermą po raz ostatni. Miałam wrażenie, że dociera wszędzie, zalewa brzuch i podchodzi niemal do gardła.  

Czułam się pełna. Wycieńczona.  

Wysunął się z mlaśnięciem. Spojrzałam w błękitne lśniące oczy i osunęłam się w nicość.  

~*~  

W otępiały umysł wdarł się znajomy dźwięk dzwonka. Drgnęłam silnie otwierając oczy. Ciąg liter zlał się ciemne szlaczki. Zasnęłam na biurku, z głową wspartą na książkach.  

Nagle uświadomiła sobie, że to był tylko sen. Erotyczna fantazja. Wsunęłam dłoń między uda, obmacując przez przemoczone leginsy nabrzmiałą kobiecość. To był tylko sen...  

Znów rozdzwonił się alarm. Wciąż nie rozbudzona, tkwiąca w oparach sennego podniecenia otworzyłam drzwi. I spojrzałam wprost w znajome błękitne oczy.  

Kryjąca się w nich obietnica z pewnością nie była płonna...

3 komentarze

 
  • enklawa25

    <3

  • Historyczka

    Doskonale operujesz słowem, podoba mi się szczegółowość opisywanych sytuacji, bez zbędnych wyrazów, a także zgrabne używanie metafor

  • Historyczka

    Jesteś doskonała! Głosuję za przejściem opowiadania na stronę główną

  • EwaGreen

    @Historyczka Dziękuję!