Czarna Błyskawica - Rozdział 16

Krzyczał, aż płuca paliły go niemiłosiernie, lecz na nic to było, ludzie dookoła wychodzili i przychodzili, niczym w supermarkecie. Twarze bez wyrazu, zatopione w plikach dokumentów oraz wykresach, czy innych danych. Ból ten jednak nie miał żadnego porównania z tym rozrywającym całe ciało. Czarne nici, a właściwie może bardziej liny pokrywały od stóp do głów, rezultat użycia nienaturalnej mocy.
     W końcu siły wyczerpały się, a czerwień ledwo widoczna pośród gęstej czarnej sieci uległa bladości. Skórzane więzy nie pozwoliły na cokolwiek, choćby na ukrycie nagości oraz cierpienia w mrocznym kącie bez spojrzenia kogokolwiek.
     Wtem do celi, czy raczej sali wkroczył jeden z tajnej policji, podobny do tego z obozu, jednak z wyższą rangą, patrząc na oznaczenia na ramionach. W porównaniu do oficerów innych służb ci preferowali nowsze pistolety, pozwalające na szybsze przeładowanie oraz lepsza celność, za nic mieli opinie o nie elegancji tej broni niegodnej prawdziwego dżentelmena, w tej pracy i tak to słowo było obce.
     Samuel, walcząc z bólem, a właściwie z ogarniającym szaleństwem patrzył jak oficer, podchodzi, wyjmuje oręż z kabury i strzela w głowę dziewczynie, stojącej przy maszynie, sączącej ten sam płyn, co w strzykawce do organizmu ofiary. Następnie, spoglądając na upadające ciało, wyłącza to ustrojstwo za pomocą czerwonego guzika..
— Co pan wyrabia? — krzyknął kolejny z wielu nieznajomy mężczyzna, wchodząc szybkim krokiem do sali. — Jesteśmy w ważnej fazie eksperymentu. Na dodatek zabił pan jedną z moich najlepszych uczennic.
— Ach tak? — Odciągnął lekko zamek, następny pocisk, a następnie zastrzelił wszystkich oprócz rozmówcy. Teatralnym ruchem podniósł narzędzie zagłady i wypuścił magazynek. Z pasa wyciągnął następny i po przeładowaniu i umieszczeniu pocisku w zamku, wycelował w naukowca. — Doktor jest wściekły na pana.
— Doktor? — Jedno słowo wystarczyło, by buta na twarzy, ustąpiła blademu strachowi. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i otarł z potu pomarszczone czoło. — Nie rozumiem... Przecież zająłem się obiektem, tak jak rozkazał.
— Tak brzmiały polecenia, zgadza się. — Schował pistolet do kabury, przełączając jednocześnie bezpiecznik na odpowiednią pozycję. — Jednak pańskie dzisiejsze poczynania nie tylko doprowadziły do śmierci asystentów czy też asystentek, ale też niemalże zmarnowały ważny element badań, na które Doktor czekał bardzo długo. Nie muszę chyba tłumaczyć, jak zareagował, widząc, jak pompuje pan duże ilości wciąż testowanej mieszanki do organizmu obiektu? — Skinął na swoich żołnierzy, czekających w drzwiach.
— Ale syndrom odstawienia.... Umarłby, gdybyśmy tego nie zrobili. — Nie stawiał oporu, gdy ujęli go pod ramię.
— I dlatego jeszcze pan żyje, doktorze. — odpowiedział, z zainteresowaniem obserwując, jak czarna siec na ciele Samuela lekko zmieniła na intensywności. — Gdyby był pan młodszy, mógłbym to zrzucić na kark wieku, jednakże teraz nazwe to głupotą starości. Doktor kazał mi przekazać, że gdy naukowiec traci cierpliwość, a zamienia ją na chciwość wiedzy, przestaje być badaczem, a staje się szkodliwym szarlatanem. W końcu... — Spojrzał na jedynego żyjącego człowieka w białym kitlu. — Wraz z dodaniem do tego niezdrowej ambicji otrzymamy pana portret/. Władował pan w niego prawie cały zbiornik, więc dalsze losy zależą od twojej odpowiedzi. — Kucnął przed nim, gdy tamten nie wytrzymał presji i upadł na kolana. — Był to tylko błąd, czy świadome działanie, nastawione na jak najszybszy wynik?
— Ja.... — Spojrzał zmęczonym wzrokiem na oficera. — Błąd, spowodowany moją głupotą. — Opuścił głowę, czekając na karę.
— Dobrze, Doktor nie lubi tracić profesjonalnej kadry i zawsze daje kolejną szansę. — Brzmiało to niezbyt prawdziwie, patrząc na ciała wokół, ale czy był ktoś w tym pokoju, kto mógł wytknąć błędy w logice? Obie ofiary zużyły zbyt wiele sił, zresztą ani Samuela, ani naukowca nie interesował żaden opór. Przynajmniej nie w tym momencie. — Dobrze, bardzo dobrze. — Wstał z uśmiechem na twarzy. Zostaniesz skierowany na front wschodni...
— Nie, nie, nie. — Pierwszy raz w oczach starszego człowieka można było dostrzec panikę. — Tylko nie tam, nie do tych dzikusów...
— Mało wiemy o plemieniu mieszkającym w głębinach ciemnych wód, Doktora bardzo interesuje ich technologia oraz budowa organizmu. Będziesz miał ciepło i przytulnie. — Ruszył w kierunku drzwi i otworzył je na oścież.
— Tam są monstra, promieniowanie od tych przeklętych skał! Jestem zbyt ważny, by tam jechać... Mój umysł nie wytrzyma... — Strach powoli zamieniał się w szaleństwo, lecz i ono nie pozwoliło uciec z rąk żołdaków, słuchających jedynie czarnowłosego zabójcy, wysłannika tajemniczego Doktora. — Nie mogę, nie mogę...
     Skinął na swoich ludzi, by odprowadzili starca, włócząc go po podłodze. Posprawdzał ciała, z dumą stwierdzając, że każdy strzał był śmiertelny. Nie cierpiał dobijać, ze względu czysto praktycznych, kule zawsze mogły się przydać gdzie indziej. Spojrzał na swoje buty, niestety wdepnął w kałuże krwi. Nowe buty, prosto z magazynu. Wytarł je o kitel jednego z poległych, który nie nasiąkł szkarłatem. W umyśle Ludwiga Nighwalkera, takie miano nosił wysłannik Doktora, trudno było dostrzec litość, bądź współczucie. Jednakże tylko głupiec nazwałby go po prostu złym, od niemalże narodzenia wpajano mu bezgraniczne posłuszeństwo i lojalność wobec przełożonego, zmieniono w prostą maszynę żołnierską, a świat pozbawił uczuć, niestety w parze z inteligencją powstał dziwny twór sługi Doktora i potencjalne zagrożenie dla każdego poza nim. Szalony rzeźnik mawiali, lecz nie miał przyjemności z masakry, w końcu wciąż mu trochę brakowało do pełnego profesjonalizmu, a zbytnie rozluźnienie prowadzi do błędów.
— Ważny eksperyment... — Nachylił się do Samuela, obserwując prawie niewidoczne żyły. — Tak cię nazywają wyżej, bez numeru, jedynie z dodatkiem inicjału imienia i nazwiska. A mimo to posiadając o tym wiedze, chcieli zarżnąć złotą kurę Doktora. Idiotyzm w czystej postaci. — Spojrzał z niesmakiem na zabitych. — Ach ci naukowcy, tacy pyszni i aroganccy, każdy z nich pragnie zdobyć odkrycie, niezależnie jakim kosztem. Wywyższają się, a jednak są tacy sami, co ci na dole. Mają potężny umysł, a i tak są więźniami ludzkich wad, jak zazdrość i takie tam. — Kątem oka dostrzegł zanikającą przytomność więźnia. — Ja tu prowadzę bardzo ciekawy monolog, a ty powoli zasypiasz. — Chwycił jego twarz, by patrzył na niego. Młodzieniec nie czuł niczego, oprócz ogromne siły zamykającej mu powieki, z trudem powstrzymywał się, by ich nie opuścić na dłużej. — Zaraz zaśniesz, ale na nieszczęście dla ciebie obudzisz się, otrzymasz instrukcje ucieczki od jednego z ludzi Doktora. Możesz zabić, kogo chcesz, byle eksperyment w terenie się udał. Słuchaj poleceń, a wszystko będzie dobrze.
     Samuel zasnął od razu po tym, jak go puścił. Ludwig spojrzał na młodzieńca, jego akta zawierały ciekawe informacje, a pościg nie powinien być nudny, szczególnie gdy przybędzie tamta osobistość. Kto wie, może ona umrze i przypiszę się to szlachcie? Zbyt wiele śmieci posiada błękitną krew, trzeba ją oczyścić. Sama myśl o wysłaniu swoich psów na polowanie spowodowała podniecenie. On na pewno przydzieli go do takiej sprawy, zawsze lubił takie rzeczy. Ludwig uśmiechnął się, czekały go interesujące wydarzenia, które wymagały starannego przemyślenia oraz planowania. Z dobrym humorem opuścił laboratorium.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda i inne, użył 1323 słów i 7931 znaków. Tagi: #armia #wojsko #eksperymenty #tajnapolicja

2 komentarze

 
  • emeryt

    Drogi Autorze, brawo, wspaniały odcinek. Mam małą prośbę: aby następne były trochę dłuższe. Wiem że to zawiera jakby zamknięty cykl, lecz mógłbyś go trochę wydłużyć. Serdecznie pozdrawiam i czekam na dalszą część.

  • krajew34

    @emeryt niestety, może to zabrzmieć dziwnie, ale nie mam wpływu na długość, W pewnym momencie po prostu przychodzi moment, kiedy czuje, że na ten rozdział wystarczy. Nie raz to 1000 znaków, nie raz 1200, nie raz mniej, nie raz więcej. Powinienem zwiększyć częstotliwość publikowania, lecz i tu jestem zależny, czy to od niestety własnego lenistwa, braku czasu, czy też chęci. Nie chce pisać na siłę, składając zdania nie jako wbrew sobie. Pożyjemy zobaczymy. Tak czy siak, abstrahując od tego, dzięki za komentarz oraz cieszę się, że przypadło do gustu.

  • shakadap

    Brawo!
    Ciekawi i dobrze napisane.
    Czekam niecierpliwie na następny odcinek.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę oraz komentarz.