Czarna Błyskawica - Rozdział 12

Jak wślizgnął się do środka? Sam nie wiedział, wszystko trwało cholerną, długą chwilę, przepełnioną strachem i adrenaliną. Siedział pod zniszczonymi schodami, niczym szczur, słysząc potęgowane przez echo wystrzały. Błękitne mundury tak piękne na paradach, teraz brudne, zakrwawione, podarte. Jedni strzelali, drudzy po prostu ginęli, a sanitariusze, jeśli oczywiście nie byli to po prostu zwykli żołnierze, przenosili krzyczących, rannych towarzyszy na tyły. Nie próbowali im pomagać, nie mieli ani leków, ani narkotyków, a brudne opatrunki i tak prowadziły prędzej, czy później do śmierci.
     Samuel ścisnął mocniej karabin, nie wiedział, co robić. Te wszystkie szkolenia bladły w porównaniu prawdziwego konfliktu. Spróbował uspokoić oddech, ból rozsadzał płuca, domagające się większej ilości tlenu. "Przecież pragniesz śmierci", myślał, próbując utrzymać bezpieczną pozycję. "Zastrzel jednego, a reszta spełni twoją prośbę". Jakże ta propozycja brzmiała słodko. Spotkać rodziców, pozostawić ten paskudny świat za sobą... Jednak czy po tym, ilu zabił, nadal miał taką możliwość? Westchnął głośno. Może przynajmniej ktoś tam w górze doceni jego waleczność... A jeśli nie to przynajmniej lubił ciepło.
     Nie mógł siedzieć tutaj nieskończenie, wystarczy jedno spojrzenie, a zostanie poszatkowany. Gdy jednak uświadomił sobie, że nic od niego nie zależy, poczuł spokój, lodowaty, niczym niezmącony. Schował broń w dalekim kącie, wyciągnął z nogawki nóż, wygrany w pokera od strażnika, dałby wiele za jedną z tych broni krótkiej. Spojrzał na swoją nogę, w bucie trudno ocenić, czy wszystko było w porządku. Nic nie bolało, lecz tylko głupiec uznał to za normę. Gorączkowo próbował ocenić, ile czasu minię, nim lekarstwo przestanie tamować rzekę bólu, czy to z mięśni, czy to z rany.
     Jego uwagę przykuło dziwny kształt noża, przedtem jakoś czas na to nie pozwolił. Los się do niego uśmiechnął. Sięgnął po karabin i nałożył bagnet na zaczep. Los pokaże, czy dołączy do statystyki. Próbował wzbudzić w sobie większy entuzjazm, pogardę dla śmierci, lecz wciąż nie potrafił ruszyć z miejsca. Wychylił się odrobinę, najważniejszym celem był operator działka, stojący za przeciwpancerną szybą, wyjętą z kokpitu łazika. Wyglądał groteskowo, robiąc dziwną, gniewną minę, manewrując jednocześnie drążkiem, połączonym kablem z bronią.
     Samuel przycisnął broń do policzka, chwile wymierzył, po czym pociągnął za spust. Krew opryskała osłonę, a ciało runęło, tylko po to, by cicho legnąć przed. W pierwszej chwili dwóch obok podniosło ogromny magazynek i wyrzuciło zużyty, lecz gdy pozostała cisza, spojrzeli w kierunku operatora, nasz bohater nie dał im zauważyć nic więcej. Jak na strzelnicy strzelił im prosto w głowę, tylko po to, by zostać przyszpilonym do ziemi przez nieprzyjaciela. Przed bagnetem chroniła go kolba oraz fakt, że skos sufitu uniemożliwiał jakiś większy ruch, w tej komicznej, czy raczej czarno-humorowej sytuacji był on, czarny charakter i twarz przeciwnika, wykręcona w groteskowej wściekłości. Czy ostrze ulegnie zniszczeniu, czy może drewno nie wytrzyma ciężaru?
— Ej, tłuściochu. — Nieprzyjaciel zwrócił wzrok w kierunku głosu, by po chwili z kulą w głowie paść na naszego bohatera. Karniacy po kolei zaczęli wpadać do środka. Unieszkodliwienie działka i brak wody do chłodzenia lufy ckm-u, dał im możliwość do skutecznego ataku. Spomiędzy hałasu wojny dało się słyszeć dwa gwizdnięcia. — Dalej weźcie tego wieprza, musimy wracać.
— Przecież zajęliśmy cel... — rzucił jeden z młodszych żołnierzy, siadając przy ścianie, nieopodal trupa. Powoli adrenalina zaczęła znikać z ich organizmów, a wycieńczenia dawało o osobie znać.
— Nie słyszeliście sygnału do odwrotu? Zaraz spadnie tutaj deszcz ołowiu i innego gówna, ruszać dupy.. — Weteran, który zaczął rządzić, z wyglądu nie odbiegał od innych, dlatego Samuel nie próbował go zapamiętać. Ot kolejny brodacz z postrzępionym, brudnym mundurem, który zaraz zginie. Reszta ruszyła za nim, w duchu cieszyli się, że nie musieli myśleć o kolejnych rozkazach.
      Zostawili za sobą poległych oraz tak z trudem zdobyty cel, nie wspominając o wartościowym sprzęcie. I tak nie przenieśliby go, a z ruin zaraz nic nie zostanie, artyleria zrobi swoje. Po drodze zginęli kolejni, również ów weteran, w końcu któż by przepuścił okazje do strzału, gdy widzi tak łatwy cel? Odstrzał kaczek, odprężenie w czasie wojny Stanęli w szeregu wycieńczeni, puści, brudni, każdy z nich oddawał regularnemu karabin, a później zostali przeszukani. Samuel odepchnął ręce żołnierza i po prostu wyrzucił z kieszeni całą amunicję, ukrywając jednocześnie zdjęty chwile wcześniej nóż w rękawie. Żaden z tych cholerników nie zamierzał podchodzić bliżej, ktoś, kto bez najmniejszego słowa poderżnął gardło drugiemu karniakowi, raczej nie będzie miał nic przeciwko, by zrobić to strażnikowi. Szkoda życia dla marnego żołdu...
     Kiedy załatwiono formalności przyszła kolej na namiot medyczny. Wbrew poprzednim faktom każdy żołnierz, nawet karniacy mieli zapewnioną pomoc lekarza. Jednak tylko głupiec uważałby to za jakikolwiek przejaw dobroci. Tutejsi specjaliści, włącznie z pielęgniarkami przypominali wilki wśród owiec. Gdzie indziej można byłoby prowadzić tak owocne eksperymenty odnośnie ran i ich leczenia. Nowatorskie techniki, nie kiedy zakrawające ote z początku wieku, wszystko odpowiednie dokumentowane.
     Samuel usiadł wyczerpany na polowym łóżku, nie cierpiał szpitali i innych podobnych miejsc. Smród specyfików, jęki rannych oraz lodowaty wzrok opiekunów. Ładna blondynka z lekko przybrudzonym kitlem trzymała ołówek oraz drewnianą podkładkę. Ci ludzie mieli świra na punkcie dokumentów. Obok stał siwy staruszek z okularami, jakby odciął denka od butelek, ubrany w przyduży fartuch, określenie szkielet, idealnie tutaj pasowało. Patrzyli na niego, jak na obiekt, gotowi w każdej chwili stracić swoje zainteresowanie. Z trudem zdjął but, a później skarpetę, tak ciężką, że można by ją użyć, jako broni.
— Proszę zapisać... — Zaczął doktor, przybliżając się zdecydowanie za blisko, ignorując niezbyt miły zapach, czy też wygląd. — Wyraźne widać ostatnią fazę gojenia. Fioletowy lekki połysk na ranie wskazuje na użycie specjalnych środków. Pacjent musiał je pozyskać nielegalnie, zważywszy na jednostkę, skąd pochodzi. Dopisz, że jest to nieistotne i nie potrzeba sporządzać raportu. — Powiedz mi... — Skierował wzrok na młodzieńca. — Użyłeś małego zestawu albo znalazłeś resztkę?
— Gdy znalazłem to przy umarlaku, nie zastanawiałem się nad tym... Chciałem przeżyć, doktorku... — Z trudem ukrywał gniew. Już raz przeżył to sterylne piekło, nie miał ani trochę szacunku dla demonów w kitlach. — Rozerwałem opakowanie i połknąłem całe.
— Więc to musiał być pakiet podstawowy... Hm... Ciekawe... — Wyjął z kieszeni małą latarkę i zaczął nią świecić po oczach. — Brak przebarwień... — Następnie wrócił do stopy. — Żyły niewidoczne... Sposób przyjęcia oraz dawka powinny sprawić widoczne skutki uboczne... Siostro. — Odwrócił się na pięcie. — Umieśćcie go w izolatce. W rubryczce wpisz: możliwość późniejszej eskalacji objawów, a następnie podajcie podwójną dawkę czerwonego pyłu na przeczyszczenie organizmu...
      Samuel zazgrzytał zębami, Ci dranie znowu chcą bawić się jego ciałem, podając dziwne substancje. Przypominało to rozrywkę małego dziecka, co będzie, jak zrobię tak... Mógłby ich zaatakować, ale doskonale wiedział, kto tak naprawdę stał przy boku staruszka. W tym świecie piękne kobiety są albo lalkami bez uczuć, albo szalonymi sukami z morderczymi skłonnościami. Chyba wiadomo, do jakiej kategorii należała blondynka. Bez śladu sprzeciwu podążył do izolatki.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda i thrillery, użył 1357 słów i 8203 znaków. Tagi: #thriller #wojna #armia #esksperymenty

2 komentarze

 
  • shakadap

    Brawo.
    Wielkie dzięki.
    Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę i komentarz.

  • emeryt

    @krajew34, dałeś nam trochę poczekać, ale było warto. Dziękuję Tobie za ten odcinek i serdecznie pozdrawiam w tym, kolejnym roku.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wizytę i komentarz. :) No cóż brakło chęci i natchnienia, by coś wrzucić szybciej.