Czarna Błyskawica - Rozdział 11

Deszcz bębnił głośno w szyby, wiatr tańczył z drzewami, lecz wewnątrz ciepłego trudno było czuć taką pogodę. W kamiennym kominku strzelał ogień, a z gramofonu brzmiał piękny, damski głos, zupełnie niepasujący do jednej z patriotycznych pieśni, tak pełnych powagi i patosu. Emilia zasiadała w zielonym, miękkim fotelu, gdyby mogła, najchętniej w ogóle nie ruszałaby się z miejsca, ta delikatność i komfort pochłaniały każdy minimetr jej ciała.
— Gdy rozmawiałem z twoim ojcem, wprawdzie zgodziłem się, by cię przyjąć. — Wujek Pontius, wieloletni sługa władcy oraz jego przyjaciel. We wszelkim stopniu przypominał generała, a jednocześnie szlachcica. Nawet picie herbaty zamieniał w dostojną chwilę, a rzeźbiona, metalowa laska z diamentem na końcu bardziej pokazywała pochodzenie, niż fizyczną niedoskonałość. Ubrany w mundur bez dystynkcji z zielonym beretem, przykrywającym resztkę tego, co zostało na głowie. — Jednak sądziłem, że żartuje... Wiele rzeczy mówi się, będąc w gniewie, czy w wielkim stresie. A mimo to tu jesteś... Do tego sama załatwiłaś sobie transport. — Spojrzał na nią, przytrzymując monokl ze złotym łańcuszkiem. — Z punktu widzenia panienki nie rozsądne, ale jako żołnierz cenie sobie improwizacje i zaradność. Żołnierz bez tego to oferma i potencjalne mięso armatnie. Ale do rzeczy... Czy na pewno wiesz, w co się pakujesz, młoda damo?
— Nie, nie wiem — odparła bez namysłu. Podczas podróży z wyższym oficerem zupełnie nie zwracała uwagi na jego zaloty i srogo pozwoliła doświadczyć mu rozczarowania, gdy podjechali pod wille generała. Głowę dziewczyny zalewały tysiące planowanych sytuacji, argumentów oraz zakończeń. Z dzieciństwa, co mógł nie pamiętać władca, spotkała Pontiusa. Wtedy jeszcze nie tak siwy, ale jawił się jako surowy, nieznoszący sprzeciwu człowiek. Jak więc przekonać taką osobę? Śmiałym twierdzeniem? Prawdą? Niestety mimo ułożonego planu, zadziałał instynkt.
— Nie wiesz? — Na twarzy generała można było wyczytać bardziej ciekawość niż rozczarowanie, czy też gniew. — Myślałem, że jako ród królewski macie być pewni siebie i zawsze kroczyć z głowy do góry.
— Mogę rzucić paroma frazesami, jak to mawia nasz minister, ale czy to coś zmieni? — Podniosła filiżankę i z niepodobną do siebie gracją upiła łyk napoju. Paskudna herbata, pijana tylko dlatego, że była droga i prestiżowa. — Zanim wsiadłam do sterowca, wiedziałam, co muszę zrobić i gdzie lecieć, lecz z każdą minutą, spędzoną na pokładzie, zaczynałam wątpić w słuszność decyzji. Niestety, czy też stety już zrobiłam krok, tylko idiota, albo polityk wycofałbym się, bez podjęcia choć jednej próby.
— Wolałbym górnolotną deklaracje, moja droga. — Wstał i podszedł do okna, podpierając każdy krok laską. — Przynajmniej jeśli siedziałby przede mną żołnierz. Oficera cechuje i musi cechować świadomość konsekwencji jego czynów, jeśli nie ruszy głową przy wykonywaniu rozkazów, to nie jest wart nazwania nawet durniem, a co dopiero oficerem, ale skończmy już te banały, mło... przepraszam, żołnierzu. — Ręce schował za plecami, po czym podszedł do biurka, stojącego w dalszym kącie pokoju. — Podpisze rozkaz, sporządzony przez mego adiutanta. Bawi mnie ta sytuacja, gdy wspomnę, jak bardzo lekceważąco wydałem to polecenie. Mniejsza o to. Dostaniesz odpowiedni stopień oraz grupę dwunastu ludzi, trzy drużyny. Nie rób takiej miny, Emilio. — Odsunął mocno krzesło, nie patrząc na lakierowaną podłogę. — Jak każdemu marzy ci się wielka kompania oraz szlak zwycięstw. To nic złego, ale... — Z szuflady wyciągnął pieczątkę oraz dokumenty. — Pierwszym twoim krokiem będzie porzucenie bajania w obłokach na rzecz twardego stąpania po ziemi. Armia to ludzie, a oni nie rosną na drzewach, przejmując dowodzenie, przejmujesz opiekę nad ich życiem oraz nie nad przyszłością kraju. Nie wspomnę też o zyskaniu odpowiedniego szacunku, czy też renomy. — Wsypał garść pyłu ze szkatułki do otwartego wcześniej otworu pieczątki, chwilę później zabrzmiał dźwięk podbicia. — Masz ostatnią szansę, Emilio. Papier zawsze mogę spalić. — Podał kartkę. — Mam pod swoją komendą również żandarmerie, uwierz mi gwałt to nie jedyna krzywda, jaka może cię tu spotkać. Strzał w plecy, sztych prosto w serce, czy pozostawienie na łasce wroga. W zawierusze wojennej wiele rzeczy może ujść płazem, pomimo mojej władzy, nie jestem w stanie cię ochronić.
— Jestem tego świadoma. — Słowa zabrzmiały tak pusto, a serce waliło, jak oszalałe. W wyobraźni stała przed ogromną bramą, za którą widziała świat pełny okrucieństw i zła, świat za nią kusił pozornym spokojem i przepychem, lecz czy stanowił to, co prawdziwe? Znajome postacie uśmiechały się do niej, choć wiedziała, że wielu z nich za plecami chowa ostrze, a z rąk kapię przelana krew. W takim wypadku mogła wybrać tylko jedno. — Co ma być, to będzie.
— Skoro tak. — Chwycił za telefon i po krótkim kręceniu korbką kontynuował. — Do mnie natychmiast. — Zaraz adiutant wyjaśni ci wszystko.
     Obite skóra drzwi otwarły się szeroko, za nimi stał nieznany młodzieniec, czekając na rozkazy. Generał podszedł do niego i w ciszy chwilę po rozmawiali, w końcu skinął na dziewczynę.
— Zaprowadzi cię do odpowiedniego namiotu. — Zanim jednak Emilia opuściła gabinet, rzucił jeszcze, zajmując miejsce przy biurku. — Jedna i jedyna niepisana zasada nad wszelki regulamin, czy prawo. To, co dzieje się w armii zostaje w armii. Zapamiętaj.
     Dziewczyna lekko zbita z tropu ruszyła za chłopakiem. Ta mieszanina sympatii i wojskowego drygu potrafiła nieźle namieszać w głowie. Niby wujek, ale obcy. Podróż samochodem, tak jak zresztą wcześniejsza była w porównaniu do karety uciążliwa. Głośno, niewygodnie i do tego śmierdziało, lecz przybyli o wiele szybciej, niż uczyniłyby to konie.
     Cała obolała opuściła pojazd, nie miała czasu na wcześniejsze podziwianie widoków, więc widok rozbitych namiotów, otoczonych kwitnącymi polami działał na wyobraźnie, choć wszechobecne błocko dawało w kość. Skierowali kroki w stronę najwyższego z "budynków", mijając licznych żołnierzy, którzy nie ukrywali pożądliwych spojrzeń.
— Generał raczy chyba żartować... — rzekł oficer z bujnym wąsem. — Chłopaki nigdy nie podporządkują się kobiecie.... Przecież to grozi buntem w jednostce. Czy nie dość już mamy kłopotów?
— Genera... — Zaczął młodzik, dobrze obeznany z tutejszą kadrą.
— Dobrze wiem, co napisał... — warknął, rzucając papierami na polowy stół. — To absurd... A co jeśli inne zobaczą? Zechcą, czegoś więcej? To jakiś koszmar. — Podniósł przewrócone krzesło i masując skronie, zamilkł na moment. — Dobra. Niech będzie, jednak dopisze do rozkazu notatkę, że oficjalnie wniosłem swój sprzeciw. Jako oficer, niską rangę, ale jednak oficer dostaniesz oddzielny namiot oraz ordynansa. Rowling! — krzyknął do żołnierza, stojącego przed namiotem. — Zaprowadzisz ich do Smitha... No tego, co ma dwa nazwiska, zamiast imienia.
     Po chwili zostawili namiot za sobą, kierując się za czarnoskórym żołnierzem. Emilia po raz pierwszy widziała takiego człowieka i dziwne dla niej było, że służył w regularnych jednostkach.
— Kapral Rowling jest chlubą naszego oddziału, pani oficer — rzucił adiutant, widząc jej szok. — Pochodzi z południowego plemienia. Generał darował mu życie i wcielił w nasze szeregi, po tym, jak wyrżnął w pień cały nasz oddział. Ceni sobie odwagę i waleczność, nawet u wroga.
— I za to jestem wdzięczny... — odpowiedział Rowling z cudzoziemskim akcentem. — Tam, ten piękniś z bandą lizusów to wasi. Panienka, na chwilę pozwoli... — Chwycił ją mocno za ramię, gdy adiutant akurat nie patrzył. — Jako goniec mam otwarte uszy, radzę się panience mocno przygotować, tutejsi nie lubią wśród swoich ani obcych, ani kobiet. Coś o tym wiem... — Przy niezapiętym kołnierzu widniała końcówka paskudnej blizny. Aktualną posadę na pewno przypłacił wieloma krzywdami. Choć było to bardzo dziwne, jej ojciec prowadził dość przystępną politykę wobec podbitych krain, widziała mędrców z odległego wschodu u jego boku, walecznych nordów z północy, czarnoskórych nie, ale nie sądziła, by robiło to jakąś wielką różnicę. Z drugiej strony wcale nie musiało chodzić o kolor skóry. Ciężko było powitać za towarzysza osobę, która jeszcze nie tak dawno zabiła ich kolegów. Każdy kij miał dwa końce....
— Weather... Ty chyba oszalałeś... — Dobiegło do niej, już po odejściu Rowlinga. — To ja miałem dostać awans, to ja miałem po prowadzić tych chłopaków do boju. Znam każdego z nich... A nie jakaś panienka... Ich miejsce jest...
— Przymknij dziób, idioto — syknął wściekle adiutant. — Rozkaz to rozkaz!
— Nie wydaje mi się... — Piękniś podszedł bliżej Emilii i złapał ją mocno za pośladek. — Pani oficer pozostanie na stanowisku, ale... jako nasza zabawka. — Przy akompaniamencie rechotu pozostałych ruszyli w kierunku polowej kuchni, skąd unosił się wspaniały aromat zupy.
Dziewczyna wściekle wpadła do namiotu tuż obok większego. Wściekle kopnęła stojak na ubranie i usiadła na łóżku. Gdyby nie szok ten idiota już dawno zbierałby zęby z ziemi.
— To skandal! Zgłoszę go do degradacji! — Zaczęła chodzić z kąta w kąt.
— I narazi się panienka na jeszcze większy śmiech i upokorzenie. — Weather odsunął połę i wszedł do środka.
— To, co mam już zdjąć ubranie i czekać na ich? — rzuciła zjadliwie. W wyobraźni widziała uśmiechy pełne pogardy, słowne docinki, ale naruszanie jej ciała? I to nie poszanowanie wyższej rangi? Gówno ją interesowało, kim była, nie chciała wyróżnień, czy wyrównywania szans, ale na wszelkie świętości, już sama pozycja według drabinki armii powinna zmuszać do szacunku, niezależnie od osobistych upodobań. I to miała być armia? Ten wielki porządek, który podziwiała? Gniew nie pozwalał myśleć logicznie.
— Sugeruje, tylko by z teoretycznego żołnierza przeszłaby na tego rzeczywistego. — Uporządkował zrobiony wcześniej bałagan. — Mogła panienka przeczytać całą bibliotekę, czy też zasoby pałacu, jednak jeśli nie pozbędzie się, panienka tego typowego szlacheckiego obycia... Będzie to znacząco utrudniać, póki awans na tyle nie wywinduje w górę, by móc to całkowicie zignorować. Zanim jednak przejdę do reszty...— Poprawił mundur i zasalutował. — Sierżant Taylor Weather, Z rozkazu generała Pontiusa będę panience doradzał.
— Więc jaka rada? — Ten młody człowiek, brzmiało to ironicznie, zważywszy, że był od niej starszy, sprawiał dobre wrażenie. Bez choćby małej pomocy i tak nie ruszy dalej.
— Nie powiem, pani oficer, co musi pani zrobić. — Stanął w rozkroku, chowając ręce za plecami. — Jednakże przypomnę słowa mojego poprzedniego bezpośredniego zwierzchnika. To, co w armii, w armii pozostaje. Weslanowi może się wydawać, że jest kimś, lecz jego życie i wszystko należy tylko i wyłącznie do kraju. Jest jeszcze opcja... Wątpię jednak, by przypadła go gustu, mogę ulegać złudzeniu, ale nie sądzę, by oficer posiadała odpowiednie umiejętności i chęci, by tak wykorzystać swoje ciało. Zresztą działa to tylko na krótką metę. Pozostaje tylko zadziałać twardo...
— Nie myślisz chyba...? — Na twarzy Emilii pojawiło się zainteresowanie. Zdążyła porzucić część swoich irracjonalnych poglądów, była gotowa na niestandardowe zagrywki.
— Tak o tym. Tylko odpowiednie poprowadzona sytuacja, pozwoli zakończyć operację sukcesem. Nie może się, panienka wahać... Inaczej prócz wroga trzeba będzie uważać również na plecy. — Taylor optymistycznie oceniał dziewczynę. Jej ród nigdy nie wydawał słabeuszy, z jego pomocą powinna sobie poradzić. Idealny rozkazy dla niego, może jednak wciąż drzemie w nim ta energia? Przez jakiś czas pożegna nudę.
— Kiedyś musiałam to zrobić. — Dłonią sprawdziła, czy kabura nie zmieniła swojej zawartości. Oby tylko nie skończyła w karcerze...

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii inne i przygodowe, użył 2091 słów i 12527 znaków. Tagi: #wojsko #armia #szlachta

2 komentarze

 
  • shakadap

    Dzięki wielkie. Pisz dalej.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap Dzięki za wizytę i komentarz

  • emeryt

    @krajew34 dziękuję Tobie za ten kolejny odcinek. Zastanawiałem się jak połączysz dwa wątki, lecz teraz sądzę że Tobie uda się to bezboleśnie. Jeszcze raz dziękuję za ten odcinek i to w czasie Świąt. Serdecznie pozdrawiam, życząc dużo zdrowia, szczęścia w nadchodzącym Nowym Roku AD2022.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wpadniecie i komentarz. Niech nadchodzący nowy rok bedzie udany również dla ciebie