Wspomnienia ze stażu

* imiona i nazwiska są zmyślone, postacie jak kto uważa.  

Pierwszy dzień lipca był ciepły i nie tylko rozpoczynał drugą połowę roku, lecz także staż Radosława Kality. Niepełnosprawny, pięćdziesięcioletni mężczyzna wziął do ręki kulę ortopedyczną i ruszył do kancelarii prawniczej „Uchoński & spółka”, gdzie miał odbyć półroczny staż dla niepełnosprawnych zorganizowany przez Fundację „Droga do celu”. Dwa lata wcześniej odbył podobny w instytucji państwowej. Przy dobrej pogodzie jaka była tego dnia, kula nie odgrywała większej roli, prawda że lepiej przy niej mu się chodziło. Co innego jak mocno wiało – to kula go stabilizowała, więc od pewnego czasu nie rozstawał się z nią.  
Tego pierwszego dnia, aby się nie spóźnić doszedł do przestanku autobusowego, a po kilku minutach podjechał nim pod kancelarię.  Już miał wystukać numer do bramy, gdy usłyszał.
- Dzień dobry panu – powiedziała średnio wysoka szatynka.
- Dzień dobry – odpowiedział krótko, przeważnie tak odpowiadał.
Ona już nic nie mówiła, tylko wprowadziła go na plac przed budynkiem, a potem do bloku.
- To jest na pierwszym piętrze. Wiedzie pan windą? - zapytała.
- Nie, dziękuje. Dam radę wejść schodami – odpowiedział.
Następnie weszli do mieszkania numer 5. Powiedziała żeby usiadł tu. To usiadł. Podeszła druga pracownica kancelarii.
- Paulina Orweg – przedstawiła się.
- Radosław Kalita – odpowiedział.
- To herbatę ? - zapytała.
- Tak – odpowiadał i dodał – o ja tu mam herbatę i kubek.
Poszła, a tamta zajęła się sobą i swoimi sprawami. Więc czekał i nie pytał. Nie pytał, bo jest nieśmiały. Pomyślał, że Neomi Malwińskiej, może jeszcze nie ma. Tymczasem Paulina przyniosła herbatę. Po chwili podeszła ta kobieta spod bramy.
- No to co by tu dać panu do roboty? - zastanawiała się, a on w tej chwili domyślił się że to jest ta Neomi do której miał się zwrócić i która jest opiekunką jego stażu -  pracy tu nie wiele teraz, Więc może kseruje pan kilka kartek.
- Można mi mówić na „ty”.Radek.  
Powiedział, bo z tamtą to jest z Pauliną przeszedł na „ty”. Jemu nie przeszkadzało to że jest starszy. Oczywiście nie zapytał ile mają lat, ale koło trzydziestki. Tak „na oko” to miały po dwadzieścia, ale wówczas byłyby studentkami, no a Neomi to kierowniczka kancelarii. Neomi jakoś tak... trzeba przyznać, że delikatnie dała mu do zrozumienia, że nie. Może tak lepiej „per pan”. No to „per pan”. W końcu to jago opiekunka stażu. Więc przystąpił do kserowania, które mu nie szło. Jakoś nie lubi obsługiwać maszyn. Chyba, że jakoś się w to wdroży. Lecz w kancelarii nie było tego dużo, nie to co dwa lata temu w urzędzie, gdzie był na poprzednim stażu. Tam to ksero „chodziło na okrągło”, więc się w drożył.  
Pierwszy dzień skończył więc szybciej, bo jak powiedziała jego opiekunka stażu.
- Muszę się zastanowić co mógłby pan tu robić. Bo tu tak naprawdę za dużo pracy dla pana nie ma. Na razie może iść pan do domu.
No to opuścił kancelarię po trzech godzinach z siedmiu, które miał być. Idąc zastanawiał się czy znów będzie tak jak w urzędzie. No już wie, że nie będzie. Tam musiał siedzieć czy praca była czy nie. Tak bezczynnie, a tu nie. Po prostu idzie do domu. Idąc do domu wspomniał tamten staż. Tam siedział sam w pokoju. Fakt, to miało swe plusy. Lubi samotność. Lecz minusem było to, że tej pracy było mniej, więc siedział i gapił się w komputer. Choć zaczęło się nie najgorzej, drugiego dnia segregował już i układał ponumerowane kartki, które przyniesiono mu bez składu i ładu. A że było ich 1219 – to zajęło mu to trochę czasu. Potem to już najczęściej kserował i najczęściej drzwi otwierała wysoka, rudowłosa Małgorzata Lewacka.
- Jest pan wolny? - pytała.
- Tak. Kawaler – odpowiedział.
- Ja nie lubię takich żartów – odpowiedziała szorstko – to proszę do mojego pokoju numer 9. Będziemy kserować.
Będziemy? Będę - pomyślał i tak wspominając doszedł do domu.  

Następnego dnia szedł do pracy pieszo. Zastanawiał się jak będzie. Czy tak jak poprzednio, gdy najczęściej kserował. Czy pani Malwińska coś wymyśli. Okazało się, że wymyśliła. Może trochę przypadkiem. Los tak chciał. Kiedy usiadł za biurkiem, Paulina przyniosła herbatę, Neomi przeglądała teczki. Po kilkunastu minutach podeszła do niego z białą teczką i powiedziała;
- Czy może mi, pan opisać zawartość teczki. Tak, w tabelce, kto przeciw komu. Tak wystarczy.
- Oczywiście – powiedział zadowoleniem.
Utworzył tabelę; data, powód, pozwany i tak wpisywał w tabelę data, nazwisko, kolejne nazwisko. Po jakimś czasie uzupełnił tabelę sygnaturą. Trochę ulepszał swoją pracę, Więcej danych w tabelach. Bowiem następnego dnia,  Malwińska zapytała;  
- Czy mógłby pan tak samo inne teczki z archiwum?
- Ależ oczywiście, bardzo chętnie – odpowiedział.
- To ja przyniosę.
I po chwili przyniosła karton.
- Tu trzeba jeszcze poukładać rocznikami. Dobrze?
- Ok. Dobra! - odpowiedział zadowoleniem.
- No bo... jakby pan mi to opisał, to bym wiedziała co mam.
- No. Tak dobrze. Oczywiście – powiedział zadowoleniem.
Utworzył tabelę i tak wpisywał; data, sygnatura, powód, nazwisko,  pozwany nazwisko. Wpisawszy spokojnie, dwa razy sprawdzał. Tak samo układał, rocznikami po kolei. Gdy skończył oznajmił.
- Proszę pani, ja już zrobiłem.
Neomi wyjęła z ucha słuchawki.
- Acha, dobra – powiedziała, oderwała się od komputera.
Jak było późno tak po 15.00 to mówiła – To na dziś koniec, może pan iść do domu. A jak do 15.00 – To przynieś panu kolejną partię czy jutro?  
Idąc do domu pomyślał; Może przyda się ta moja robota, może nie, ale przynajmniej nie będę siedział bezczynnie.
Idąc do domu wspominał poprzedni staż. Siedział bezczynnie pół dnia. Nagle weszła lekko kulejąc i trzymając w rękach segregatory - Elżbieta Steklin, pracowała w pokoju obok. Przyszła pierwszy i jak się okazało  - ostatni. Za kilkanaście dni przeszła na emeryturę.
- Może mi pan sprawdzić te papiery?
- Tak. Oczywiście – powiedział zadowoleniem.    
- Ja, panu wytłumaczę o co chodzi.
Gdy mu wytłumaczyła, wziął się do pracy. Po kilku minutach otworzyły się drzwi.
- Będziemy kserować, proszę do mojego pokoju... - powiedziała Lewacka, jak zwykle szorstko - a ma pan pracę ?
- Tak, teraz mam – odpowiedział.
- To jak pan skończy.
- Dobrze.
Po chwili weszła filigranowa Bożena Wojtkowiak.
- A jest pan zajęty?
- Tak, niestety.
- A to szkoda, bo mam zadanie dla pana. A wie pan ja pana pamiętam jak był pan młodym człowiekiem...
- Tak? - zdziwił się.
- Tak – kontynuowała – ja wówczas chodziłam na praktyki do szpitala na „Rataje”, bo ja byłam kiedyś pielęgniarką, a i obok szpitala mieszkałam, na Sobieskiego, to widziałam pana. Pan tam często spacerował. Potem się przekwalifikowałam. Skończyłam studia. A pan podchodził też pod nasz medyk. Zdaje się że znał pan Grażynę Fraterek.
- Znałem. Niestety zmarła młodo na raka.
- Na glejaka. Czasem odwiedzam ją na cmentarzu św. Jerzego.
- Ja również. Może się kiedyś spotkamy.
- Może...  To, jak to skończę, to przyjdę dobrze?
- Tak, oczywiście. Zapraszam też na herbatkę.
Gdy skończył sprawdzanie materiału dla pani Steklin. Poszedł najpierw do pani Bożeny, a ponieważ jej nie było, to po chwili poszedł do pokoju numer 5.  
- To jest materiał, który trzeba skserować.
Powiedziała jak zwykle szorstko, jak tylko wszedł. Gdy przystąpił do kserowania, wyszła.  
- Gosia już taka jest, niech się pan nie przejmuje.
Powiedziała pani Maria Ptasiorowska - miła starsza, krępa kobieta. Gdy Lewacka była na urlopie, często zapraszała Radka na herbatkę do pokoju numer 5.  
- Nie, nie ma sprawy. Ja się nie przejmuje - odpowiedział.  
- Bo w sumie nie jest taka zła, nasza Małgosia.
- Pewnie tak. Też tak myślę.
- A jak się panu pracuje u nas?  
- Dobrze.
- Bo tu są różni ludzie, różne sprawy.
- Jak w wszędzie.  
Tymczasem Lewacka wróciła z ciasteczkami, i jakby na potwierdzenie słów pani Marii, powiedziała;
- Panie Kalita niech się pan częstuje. Zrobię panu herbatę czy kawę?
- Herbatę poproszę.  
Następnego dnia w pokoju pani dyrektor Joanny Wuytt – Wojtkowskej, mógł się pochwalić co zrobił tego dnia,  ale częściej musiał się tłumaczyć iż nikt nic tego dnia nie dał mu do pracy. Tak jakby to była jego wina.  
Inaczej było w kancelarii. Tu, Malwińska nie pytała go o to, sama wiedziała co robił i wpisywała do dzienniczka zadań i już.
Niecodziennie, ale „wpadał” do kancelarii co jest oczywiste, mecenas Doroteusz Piotr Uchoński. Zwracano się do niego raczej „panie mecenasie, panie Piotrze”. No, bo panie mecenasie „Dorotku”, to tak głupio.  Raz czy dwa zapytał Radka, Co słychać? Jak się pracuje?
A tak to nie, ale Radkowi było z tym dobrze, że tu nikt nie ponaglał. Nikt nie stał nad głową. Neomi tylko dwa raz zwróciła jemu uwagę, że nie tak, że więcej nie trzeba.  
- Otworzy pan ? - Ni to pytała Malwińska, ni to prosiła, gdy ktoś dzwonił do bramy.
Pewnie listonosz - pomyślał - ale po chwili weszła kobieta w ciąży, wspólniczka mecenasa. Przy niej Neomi, się ożywiła i rozmawiały jak przyjaciółki. Przy listonoszu też się ożywia. Teraz jemu przypominało się jak pewnego dnia otworzyły się drzwi do pokoju numer 2 i zobaczył najpierw wielki brzuch. Już miał powiedzieć „piętro wyżej”, gdy zobaczył Natalię, znał ją z dawnych lat. Z Integracyjnego Klubu Otwartych Serc – KOS.
- Co ty tu robisz Radek? - zapytała.
- Cześć. Na stażu jestem, a ty?
- Cześć. Dawno cię nie widziałam. A pracuję tu, w sąsiednim dziale. A teraz co robisz?
- Teraz, aktualnie nic mi nie dali, a tak to, to, albo tamto. Najczęściej kseruję. Na stażu jestem. Najczęściej to gapie się w komputer.  
- Gdybyś był u nas to ja bym ci już coś wymyśliła. Teraz mam pomagiera, też stażystkę Darię Wilk. Znasz ją?
-Tak, to z tego samego programu.
- Dali mnie do archiwum, że niby lżej. No i też tak tam siedzę. A co u ciebie?
- A u ciebie już drugie? - pytaniem zignorował jej pytanie.
- Trzecie. Po Kornelii i Oliwii teraz chłopak będzie.
Tak sobie pogadali, powspominali dawne czasy, aż otworzyły się drzwi.  
- Będziemy kserować, proszę do mojego pokoju... - powiedziała Lewacka, jak zwykle szorstko. Przerywając rozmowę.
Gdy tak kserował, Lewacka, która wcześniej wyszła, a teraz weszła do pokoju, powiedziała;
- Na dziś będzie koniec jednak. Niech pan idzie do pani dyrektor Agaty Kopnij – Kamień.
Agata Kopnij – Kamień była wicedyrektorką, ale na czas urlopu dyrektor Joanny Wuytt – Wojtkowskiej, to ona miała nad nim główną pieczeń.
- Ma pan coś do pracy?
- Właśnie, przerwałem kserowanie u pani Lewackiej.  
- A to mógł pan dokończyć.
- Ale tam... do pani Lewackiej ktoś przyszedł.
- A tak, tak. To pan, panie Radku idzie do swojego pokoju, coś panu zaraz przyniosę.  
Gdy wrócił zobaczył na biurku wizytówkę Natalii Ełk – Wonsickej. Tak była wówczas licealistką, wolontariuszką w KOSie. Przychodziła jeszcze z Katarzyną Krawiec i Dorotą Sitko, a także z Marcinem, ale to nie on został jej mężem. On nazywał się... Tłoczko.  
- Proszę pani, to ja już skończyłem – przerwał Neomi rozmowę z Sylwią, bo tak miała na imię kobieta w ciąży, wspólniczka mecenasa.
- A tak, tak. To wie pan co? Pan jutro nie przychodzi, ja muszę coś przygotować, a jeszcze mam trochę swojej pracy. To pojutrze.
- Dobrze.  
Zanim wyszedł pani Sylwia poczęstowała go makowcem z okazji swoich urodzin.  
Prędzej wyszedł więc zrobił sobie spacer. Idąc do domu, przypomniał sobie Karolinę Chałas. Pracowała tam krótko. Raz, czy dwa przyniosła jemu coś do pracy. Przy okazji narzekając na zarobki i prace w instytucji. Przy okazji robiąc dużo hałasu przez samo „ha”.

I tak mijały dni, tygodnie i miesiące. Coraz więcej było pudeł z ułożonymi i  posegregowanymi dokumentami z archiwum kancelarii. I nadszedł dzień, w którym musiał się pożegnać z Pauliną, która robiła mu herbatki i  podziękować Neomi, że go przyjęła na staż. Idąc do domu po raz ostatni, wspominał te dni. Życie w kancelarii toczyło się dalej, swoim cichym rytmem, a jemu było żal, że to już...
KONIEC  

Przemysław Plitta
    
  * imiona i nazwiska są zmyślone, postacie jak kto uważa.

przemastt24

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe i inne, użył 2289 słów i 12662 znaków, zaktualizował 13 maj o 10:12.

Dodaj komentarz