Szczęśliwe spotkanie

Dzień był szary i ponury jak jego życie. Jego życie, toczyło się bowiem tak jakoś nieszczęśliwym torem, człowieka, którego los zepchnął na margines. A może sam dał się zepchnąć? Po przebudzeniu zawsze myślał o tym co go spotkało i dlaczego? Zadawał sobie pytania na które nie miał dobrych odpowiedzi.  Ostatecznie zwlókł się z łóżka. Chodź jak zwykle nie wiedział po co. Gdy wszyscy domownicy opuścili rano mieszkanie, on pozostał sam.  Żył  w jakieś swoistej samotności, wspominając  miniony czas. Włączył radio, by dowiedzieć się co słychać w tak zwanym szerokim świecie. Zrobił to raczej z przyzwyczajenia, co raz mniej go to obchodziło. Włączył telewizor, by zobaczyć kolejny raz ten sam film.  
A po filmie postanowił się przejść. Taki codzienny rytuał samotnika.
Spacer odbywał codziennie tą samą drogą, mijając po drodze szpital, bo przypominał mu lepszy, szczęśliwszy czas. To jakaś parodia! Szpital i lepsze czasy? Nie zupełnie. To był ośrodek rehabilitacyjny, w którym nie czuł się tak samotny. On tam był przez kilka miesięcy. Był wśród rówieśników i do tego w beztroskich, szalonych latach nastolatka. No może takie szalone nie były, ale jak się okazało jedyne swoim rodzaju.
Pewnego dnia spacerując przeczytał ulotkę zapraszającą na spotkanie osoby niepełnosprawne i samotne. Zignorował tą informacje. Zbyt mocno tkwił jeszcze w czasach, które minęły. Tworząc nadal wirtualny świat, oparty na dawnych czasach, które coraz bardziej oddalały się w przeszłość.  
Wydawałoby się, że ten codzienny monotonny spacer  po za walorami zdrowotnymi nie da mu już niczego konkretnego. Czas pokaże coś innego.
Następnego dnia jak co dzień  spacer odbywał tą samą drogą, mijając po drodze szpital  i ponowne natknął się na ulotkę. Tym razem przeczytał uważnie „ Klub Otwartych Serc – KOS zaprasza na zapraszającą na spotkanie osoby niepełnosprawne i samotne w… ”    
Wieczorem siedział jak zwykle przed telewizorem, raz spoglądając na ekran raz na kartkę. I jak zwykle bił się z myślami. „Iść czy nie iść”, „pójdę nie pójdę” – Myślał wręcz chorobliwie. Wynikało to z jego charakteru, człowieka niezdecydowanego, a to znów wynikało z jego niepełnosprawności. Bał się odrzucenia.  
Z drugiej strony – myślał sobie, leżąc już w łóżku – będą tam osoby takie jak ja, więc…
Następnego dnia zjawił się na kwadrans przed rozpoczęciem spotkania w pokoju biurowca, w którym miało odbyć się spotkanie KOS. Siedziało tam już kilka osób. Młodych i w średnim wieku. Na wózkach inwalidzkich i zdrowych siedzących na krzesłach.  
- Dzień Dobry, mam na imię Ewa – przywitała go kobieta – Pan zapewne na spotkanie?
- Tak – odpowiedział
- To może pan tam usiądzie.
Był taki spięty, że dopiero teraz zorientował się iż nie przedstawił się. Byłoby jednak tak; nie swojo gdyby teraz naprawił swój błąd. Po chwili przysiadła do niego dziewczyna.
- Mam na imię Iza – przedstawiła się – pan pierwszy raz?
- Tak, Radek jestem – tym razem nie popełnił gafy – a ty… o przepraszam, a pani zapewne nie?
- Nie. Już od miesiąca tu przychodzę z siostrą. To ta na wózku – Olga.
Spojrzał w jej kierunku. Olga rozmawiała właśnie z jakimś chłopakiem.
- A pan pierwszy raz? – zapytała.
- Tak, Radek jestem.
- O! – uśmiechnęła się do niego – Izabella
I podali sobie raz jeszcze ręce
- A pani pewnie studiuje? - teraz on zapytał
- Tak, archeologię – odpowiedziała
- A to Ci co grzebią sobie… to znacz w ziemi grzebią.
- Dokładnie – odpowiedziała z uśmiechem.  
W tym momencie przysiadła się jasnowłosa.
- A pani co studiuje? – zapytał nieco z rozmachu.
- Nie, nie. Ja nie studiuje, ja się uczę w technikum ekonomicznym.
Spojrzał na nią dokładniej. Była dobrze zbudowana. Dlatego myślał, że jest starsza. A może zdawało mu, że wolontariusze to tylko studenci.
- Kochani, no to. zaczynamy nasze spotkanie – przerwał jego myśli prowadzący – dzisiejsze spotkanie poświęcimy szczęściu. Na pewno każdy z was przeżył szczęście, chwilowe lub długotrwałe.
- Dla mnie szczęście będzie kiedy zdam maturę – odparła jasnowłosa.
Tymczasem nasz bohater zaczął się zastanawiać nad swoim szczęściem. Gdy nagle poczuł, że jest szczęśliwy. Właśnie teraz będąc wśród ludzi. W czterech ścianach innych niż swoje dobrze znane, ale przede wszystkim będąc wśród ludzi. Przypomniał sobie po raz „enty” tamte młodzieńcze lata z ośrodka. Zaczął rozumieć, że to spotkanie może być namiastką tamtych lat.
- No a pan? Co pan myśli o szczęściu? – przerwała jego zadumanie Ewa.
- Ja? ja myślę, że jestem teraz szczęśliwy tu i teraz.
- Tu i teraz? A to dlaczego? – dopytywała się Ewa
- No bo nie jestem sam - odparł.
- Tylko tyle? – zapytała dotąd siedząca cicho Martyna – dla mnie szczęściem będzie jak wygramy mecz…
- I nie wpuścisz gola – przerwała z ironią jasnowłosa.
- Co to za pomysł by dziewczyna grała w piłkę? – rzuciła Iza.
- Fajny pomysł, daje mi to tyle szczęście! Tyle radości, a propos zapraszam na swój mecz.  
- Mnie by wystarczyło bym mogła chodzić, kopać bym już nie chciała – to takie brutalne…- Powiedziała Olga trochę żartem
- O przepraszam kopię tylko piłkę – odparła Martyna, rozumiejąc żart Olgi  
- No właśnie – przerwał prowadzący – jest wiele przykładów szczęście. Dla jednych szczęściem jest zdany egzamin dla innych uprawianie sportu. Już sam fakt, że się nie ma zmartwień jest dla niektórych szczęściem. Dla niektórych szczęście to pieniądze, władza, grunt by się wiodło. Czasami niektórzy dowiadują się, że byli szczęśliwi, gdy szczęście już ich opuściło – to są właśnie smaki szczęścia. Szczęście jest rożne w zależności od człowieka. jest to stan trudny o opisania, każdy odczuwa go na swój sposób. wiele osób odczuwa szczęście.
- Łatwiej chyba zdefiniować nieszczęście np. samotność – powiedział Radek.  
- Tak ma pan racje – powiedziała Ewa  
- Dla niektórych najważniejsza jest rodzina i przyjaciele. To jest ich smak szczęścia. Kiedy są chorzy, szybciej dochodzą do siebie, kiedy odwiedza ich rodzina lub przyjaciele. Dlatego dbają o przyjaźń. Stwierdzono, że człowiek nie powinien żyć sam.
- Każdy człowiek powinien szukać szczęścia przez całe swoje życie, a „nóż widelec” pod koniec życia go znajdzie – stwierdziła Olga.
- I tą konkluzją możemy zakończyć spotkanie.                        
             Koniec

przemastt24

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe i inne, użył 1168 słów i 6646 znaków.

Dodaj komentarz