Marek agentem nieruchomości rozdział 15

Następnie ostrożnie Marka przynieśli na nosze i już zmierzali do wyjścia, gdy Magda krzyknęła:  
     - Nie!
     - Czy pani nie rozumie, że on musi trafić natychmiast do szpitala, bo inaczej umrze.
     - Marek nigdzie nie pojedzie – oświadczyła.
     - Dlaczego?
     - Ponieważ panicznie boi się szpitala i dlatego zostanie w domu, gdzie czuje się najbezpieczniej.  
     Kobieta podeszła do stołu i ściągnęła z niego obrus.  
     - Tu proszę go położyć.  
     Sanitariusze patrzyli się na nią jak na wariatkę, ale wykonali jej polecenie i sobie pojechali. Policjant spisał Magdy zeznania, a zakład pogrzebowy zabrał ciała, kiedy w końcu została sama ze swoim ukochanym to usiadła na krześle przy nim i się rozpłakała.  
     Mężczyzna lekko uchylił oczy i zobaczył, że jego ukochana płacze. Położył jej na ramieniu dłoń, po czym ją opuścił.  
     Magda myśląc, że umarł z jadalni wybiegła jak strzała, po schodach wbiegła na górę, wpadając do sypialni. Z torebki wyciągnęła telefon  i wróciła do jadalni, gdzie na stole leżał Marek. W spisie kontaktów wyszukała numer do brata, który był lekarzem.  
     - Kochanie o nic się nie martw ja wszystkim się zajmę – szepnęła.  
     Potem nacisnęła przycisk łączący z wybranym numerem.  
     - Halo?
     - Cześć braciszku to ja Magda.
     - Cześć siostrzyczko to naprawdę ty?
     - Tak ja, ale mam wielką prośbę do ciebie.
     - Jaką?
     - Żebyś tu do mnie w Bieszczady przyjechał i uratował mojego chłopaka.
     - Już w siadam w auto i do ciebie jadę będę za jakieś dwie godziny.
     - Ok to czekam.  
     Po tych słowach się rozłączyła, po czym zmieniła opatrunek. Magda nerwowo chodziła, po jadalni w tę i z powrotem, po dwóch i pół godzinie przed dom zajechał Jeep. Kobieta wybiegła na dwór i rzuciła się bratu na szyję.  
     - Siostrzyczko, co za radosne przywitanie.  
      Natychmiast weszli do środka kobieta z miejsca zaprowadziła go do jadalni. Mężczyzna podszedł do leżącego na stole Marka włożył mu termometr, gdy po pięciu minutach wyjął to rtęć czterdzieści jeden stopni.  
     - Magda przynieś mi z kuchni butelkę czystej wódki – poprosił brat.
     - A po co ci ona?
     - Nie zadawaj głupich pytań tylko zrób to, o co cię proszę.
     - Dobrze, już dobrze, po co się denerwujesz.  
     Kobieta odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę kuchni znikając za drzwiami.  Po chwili wróciła  z butelką do brata mężczyzna nożyczkami rannemu rozciął koszulę rana wyglądała paskudnie, więc czym ją zdezynfekował.  
     Gdy pierwsza rana została opatrzona to zabrał się za tę najpoważniejszą. Ściągnął pacjentowi spodnie i ją dokładnie obejrzał.  
     - Madziu bądź tak dobra i przynieś mi miskę z ciepłą wodą.
     Kobieta wykonała brata polecenie i udała się do kuchni wlała zimnej wody do garnka i ją zagotowała, po czym wróciła do jadalni.  
     Następnie zmoczył szmatkę i delikatnie obmył ranę, a potem szył. Później chorego przeniesiono do Magdy pokoju. Przez tydzień go pielęgnowała, bo gorączka się tak długo utrzymywała.

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i erotyczne, użyła 562 słów i 3026 znaków.

3 komentarze

 
  • Krokodylek13

    Następnie ostrożnie Marka przynieśli na nosze / Policjant spisał Magdy zeznania / gdy po pięciu minutach wyjął to rtęć czterdzieści jeden stopni.  
    SKŁADNIA - to dział gramatyki, który bada funkcję wyrazu w zdaniu, układ zdania i jego budowę.
    INTERPUNKCJA -  to zbiór znaków przestankowych, za pomocą których oddaje się strukturę zapisanego wypowiedzenia.

  • agnes1709

    @Krokodylek13 👍 To nic nie da, korekta jest zbyt pracochłonna.

  • Baba

    @Krokodylek13 korekta jest Zbędna. Jest nic nie-po-trze-bym bzdetem! Jacyś idioci to wymyślili!......
    Boszszsz....  
    Pozdrawiam serdecznie

  • Baba

    Faciowi jajca odstrzelili albo i fiuta i przez trzy godziny się nie wykrwawił? Kobito, przestań pleść te fantasmagorie, bo się źle robi i dziwne odruchy nachodzą! Niszczysz reputację tej witryny tymi wypocinami.

  • Margerita

    @Baba nie przestanę  :P

  • agnes1709

    Facet już na skraju, ale go nie zabierają, bo ma lęk przed szpitalem? Nie pojedzie, bo się boi i koniec; a że przez to może nogi wyciągnąć? A co tam. No i dostał w... klejnoty, potem drugi raz... gdzieś tam, tu policja, tu karetka, a potem prawie trzy godziny, póki przyjechał brat, i koleś przez tyle czasu się nie wykrwawił? :eek: Podziwiam samozaparcie i chęć do życia. Mar - czy to nie powinno stać w "fantasy"? :woot2: