Serce do serca | Część 7

Serce do serca | Część 7Lekko prószący śnieg osiada na mojej kurtce, a chłodne powietrze jeszcze bardziej pobudza zarówno mnie jak i moją świadomość. Z każdym krokiem czuję coraz bardziej napełniający mnie stres, strach i adrenalinę. Czuję jakby moje nogi były w trakcie odtwarzania jednej z dancehallowych choreografii. Ze zdziwieniem patrzę na nie by upewnić się, że nie trzęsą się w każdą możliwą stronę. Do tego wszystkiego Łobuz ciągnie jak nigdy wcześniej. Gabriel na chwilę staje uważnie mi się przyglądając. Widzi cały ten stres, który mną zawładnął. Łapie mnie za policzki i powtarza, że nie mam czym się stresować jednocześnie żartując, że jego rodzina nie jest aż tak straszna. Wyciąga z kieszeni swojej kurtki krówkę i wręcza mi ją jednocześnie przywracając uśmiech na moją twarz. Przekraczamy teren parku i mimo, że moje nogi kontynuują swój układ taneczny przestaję myśleć o najbliższych wydarzeniach i ściskam jego rękę. Żartuje, żebym nie przesadzał, bo jeszcze przyda mu się do wielu czynności i nagle znajdujemy się pod jego kamienicą.  

Schody do jego mieszkania dłużą się w nieskończoność. Czyżby wybudowano ich więcej od mojej ostatniej wizyty? A może jego mieszkanie od dziś znajdowało się na innym piętrze? Łobuz poznając znajome miejsce wpada w radość okazując ją dość głośnymi szczeknięciami. No tak, zaraz znajdzie się w jednym miejscu ze swoją ulubioną babcią, która uwielbiała go dokarmiać. Jest przeszczęśliwy. Na pewno myśli o tych wszystkich łowach i o tym jak będzie koczował pod stołem wyczekując chwili aż coś komuś spadnie. Żarłok z niego. Słyszę otwierające się drzwi i cmokającą w nich babcię Gabriela w kierunku Łobuza. Puszczam go, bo inaczej przeciągnąłby mnie po schodach. Słyszę jak obskakuje starszą kobietę, a ta nie kryje radości na spotkanie z nim. Słyszę również śmiech małej dziewczynki. Dziwię się, ale jestem już na właściwym piętrze. Widzę z oddali merdający ogon mojego czteronożnego przyjaciela. Kierujemy się w stronę właśnie tych drzwi, z których mogłem ujrzeć skrawek ogona. Ciężko stawiam krok za krokiem, tak jakby moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Powtarzam sobie w myślach – weź się w garść, to nic strasznego. Jesteśmy na miejscu.  

- Au – reaguje Gabriel, a ja puszczam jego dłoń.
- Przepraszam, przepraszam – wyszeptuję w przeprosinach. Za mocno ścisnąłem jego dłoń.  
- Wchodźcie, wchodźcie – zaprasza nas do środka jego babcia, a za nią skrywa się urocza mała dziewczynka.  

Seniorka uważanie mi się przygląda i mocno mnie obściskuje. Poklepuje mnie po plecach dając mi znać, że nie mam się kompletnie czego obawiać. Częściowo jej wierzę. Tajemnicza dziewczynka o pięknych i długich złotych włosach patrzy na mnie zaciekawiona. O ironio, ja na nią też. Podbiega do mojego ukochanego, a ten kuca by się z nią przywitać. Zgaduję, że robi to ponownie, bo nie tak dawno stąd wyszedł by podejść po mnie. Uśmiecham się gdy słyszę jak się do niego zwraca. Mianowicie "Gabliel". Złotowłosa nie jest zbyt wysoka i odważam się stwierdzić, że ma góra pięć lat.

- Cześć moja ulubiona kuzynko – mówi podnosząc ją jak piórko w górę i przytulając do siebie.  

No nieźle. Wspominał o babci i rodzicach, ale o kuzynce już nie. Uznaję, że nie ma co stresować się przed tak uroczą dziewczynką. Gabriel odstawia ją z powrotem na ziemię, a ja zawieszam swoją kurtkę na stojaku i kucam by przywitać się z jego kuzynką. Przygląda mi się i wyciąga swoją rączkę w moją stronę.  

- Cześć, Maciek jestem – uśmiecham się w jej stronę zdając sobie sprawę, że to mało oryginalny sposób na przedstawienie się dziecku i łapię ją za wyciągniętą rączkę.  
- A Gabliel mówił, że Maciuś – wzdycha kręcąc główką.

Doprowadza do śmiechu wszystkich znajdujących się w przedpokoju. Słyszę uroczy śmiech mojego miśka, jego babci i mamy. Unoszę delikatnie głowę do góry by upewnić się, że to właśnie śmiech jego mamy przed chwilą było dane mi usłyszeć. Moje przypuszczenia są prawidłowe.  

- Ja mam na imię Magda – przedstawia mi się.
- Pięknie imię. Moja przyjaciółka też się tak nazywa.  
- To twój piesek?  
- Mój, mój. Podoba ci się?  
- Bardzo!  

Mała Magda leci w stronę kuchni, czyli dokładnie tam gdzie zniknął Łobuz. Wyprostowuję się i obserwuję jak pięknie ubrana mama Gabriela zmierza w moim kierunku. Jej charakterystyczne loki pozostały na swoim miejscu – dokładnie pamiętam jak miała je jeszcze parę lat temu. Miałem już okazję spotkać ją kilka razy. Zawsze przykuwała uwagę w tłumie i właśnie tymi lokami. Nigdy za to nie było mi dane spotkać jego ojca.  

- Aleś ty wyrósł – zwraca się do mnie uśmiechnięta od ucha do ucha i obejmuje mnie. Pozytywnie mnie zaskakuje.  
- Te piękne loki na swoim miejscu – komplementuję, bo nie mam pojęcia co powiedzieć.  
- Och, dziękuję ci.  

Jest tak bardzo ciepła i wesoła dla mnie. Radość ją ponosi i znów mnie obejmuje śmiejąc się w najlepsze. Ani myśli mnie puścić przez najbliższą chwilą. Ściskam ją i kołyszemy się razem w przedpokoju. To musi wyglądać komicznie. Gabriel ściągnął buty, uśmiechnął się do mnie w stylu "a nie mówiłem" i udaje się ze wszystkimi siatkami do kuchni. Gdy w końcu mnie puszcza i pozwala mi zdjąć buty zaskakują mnie otwierające się drzwi. Głośno przełykam ślinę zdając sobie sprawą, że to musi być tata Gabriela. Inaczej by już dawno temu wynurzył się z salonu. Napada na mnie milion myśli naraz. A co jak jest jakimś strasznie surowym rodzicem? Co jak ma surowe poglądy na TE sprawy?  

Gdy wysoki mężczyzna przekracza próg drzwi, od razu się uśmiecha. Chyba na mój widok, bo jego szeroki uśmiech kierowany był jak nic w moją stronę. A może i się myliłem. Czasami zdarzało się gdzieś w sklepie czy w parku, że ktoś kompletnie mi nieznajomy machał w moją stronę. Głupi myślałem, że może niedowidzę i gdy już moja grzeczność podpowiadała by odmachnąć okazywało się, że ten ktoś machał komuś za mną. Przyglądam mu się uważnie, tak samo jak i on mnie. Już wiem po kim Gabriel ma tak piękne oczy. Są do siebie bardzo podobni.  

- Ty pewnie jesteś Maciek – mówi łamaną polszczyzną wyciągając dłoń w moim kierunku.  

Uśmiecham się słysząc jak śmiesznie wypowiedział moje imię. No tak. Z tego stresu kompletnie zapomniałem, że ojciec Gabriela jest Norwegiem. Podziwiam go, że nauczył się tak trudnego języka. Miał na to sporo czasu u boku swojej żony. Próbuję przypomnieć sobie jak witało się po norwesku – Gabriel kiedyś mnie uczył, ale kompletnie nie pamiętam i witam się z nim normalnie po polsku. Zaskakuje mnie tym jak płynnie mówi po moim ojczystym języku. Zagaduje mnie i zaprasza do salonu gdzie poznaję Iwonę, matkę przeuroczej Magdy. Ojciec Gabriela przypomina sobie, że zapomniał mi się przedstawić. Nazywa się Jonas.  

W salonie przepięknie świeci choinka, którą dzień wcześniej ubierałem wspólnie z Gabrielem. Ileż radości przy tym mieliśmy.. i ile stłukliśmy bombek! Łobuz zdążył stłuc już jedną. Zapoznałem się bliżej z jego rodzicami. Prosili bym mówił im po imieniu. Trochę mi głupio więc mówiłem na Ty. Jego rodzice od razu sprawili, że poczułem się jak u siebie i zawalili mnie gradem pytań. Bardzo miło mi się z nim rozmawiało. Zapoznaję się również z Iwoną, która często rzucała kawałami przy stole. Złożyliśmy sobie wszyscy życzenia i podzieliśmy się opłatkiem. Po moim stresie i obawach nie było śladu. Cholera.. czuję się jak w domu. Byli rodziną, o której zawsze marzyłem i jaką chciałem mieć.  

Otwieranie prezentów, hura! Najbardziej na tą czynność nie cieszyła się dziewczynka, która siedziała mi na kolanach przez całą kolację, a sam Gabriel! Nie mógł się doczekać i co chwilę pytał czy to już ten czas. Gdy na chwilę byliśmy sami powiedziałem mu, że mógł mnie uprzedzić o tym, że obecna będzie jego kuzynka, bo nie miałem dla niej żadnego prezentu. Oczywiście pomyślał o wszystkim i go miał, a nie mówił mi, bo nie chciał mnie jeszcze bardziej stresować. Długo drapałem się po głowie myśląc nad prezentem dla niego. Na początku poleciał pod choinkę i wręczył każdemu jego prezent, a potem zabrał mnie do swojego pokoju byśmy w spokoju mogli rozpakować swoje.  

Siadamy na łóżku, a on głaska mój policzek by dać mi buziaka. Chęć pocałowania mnie wygrała z ciekawością co jest w paczkach, ha! Pierwszy prezent za który się zabrał, to jeden z dwóch ode mnie. Odrywa papier szeroko uśmiechając się w moją stronę. Jego radość przekracza moje oczekiwania. Nie sądziłem, że aż tak ucieszy się na tego iPoda. Cieszę się, że nie ma mi za złe, że wcześniej go otworzyłem. Wgrałem tam jeden folder z muzyką, która towarzyszyła nam w różnych sytuacjach. Wgrałem mu również zawartość jego drugiego prezentu, czyli wszystkie nasze zdjęcia. Mianowicie drugim prezentem był ręcznie wykonany album, a w nim właśnie wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Na pierwszej stronie znajdowało się zdjęcie, które zrobiła nam Magda w Krakowie – te, na którym byliśmy pochyleni razem nad mapą. Pod nim, najładniej jak potrafiłem, napisałem od siebie "Cokolwiek by się nie wydarzyło, zawsze będziemy w stanie znaleźć drogę do naszych serc, kocham Cię". Ten prezent wywołał u niego wzruszenie, a pocałunek jakim mnie obdarował był… niesamowity.  

Nadchodzi kolej na mnie. Gabriel wskazuje mi, który otworzyć najpierw. Widać, że nie może doczekać się mojej reakcji. Odrywam papier świąteczny, zachodząc w głowie co to takiego. Rozpakowuję, a tu biały karton z różnymi napisami. Po bokach ręcznie zostały wypisany teksty takie jak: kocham Cię, ubóstwiam Cię, jesteś niesamowity, a najbardziej zaskakuje mnie jeden bok, na którym mniejszą czcionką od pozostałych jest napisane: chcę spędzić z Tobą resztę swojego życia. Zarumieniam się, a moją uwagę przykuwa wielki napis na przykrywce od pudełka, "zróbmy to, spełnijmy nasze wspólne marzenia". Z ciekawości wstrząsam kartonem.  
  
- Nie bój się, nie jest pusty – wytyka język czekając aż go otworzę.  

Zerkam podejrzliwie na Gabriela, a ten nie może powstrzymać śmiechu z sposobu w jakim na niego patrzę. Otwieram pudełko, a moim oczom okazuje się sterta papierów. W moje oczy rzucają się przeróżne mapy Europy. Zaczynam przewracać w tych papierach by zrozumieć o co w tym chodzi. Wyciągam co przykuło mój wzrok na sam początek, a mianowicie tą ogromną mapę Europy. Spoglądam na nią, ale nic nie rozumiem. Odkładam ją i przeglądam resztę zawartości pudełka. Kolejna mapa. Ta jednak jest turystyczna. Odkładam ją na łóżko. Widzę stertę kolejnych map razem zawiązanych w pliczek. Mapa Polski, Niemiec, Holandii, Belgii, Francji i Włoch. Odkładam je na bok pomału uświadamiając sobie o co w tym wszystkim chodzi. Rzucają mi się kartki z planami wyjazdów, dróg, opłat i wszystkiego możliwego. Widzę, że Gabriel sam to wszystko spisywał i wyszukiwał. Pod tym plikiem kartek leżą małe rozmówki w paru europejskich językach. Do tego są ulotki do sklepów z namiotami i śpiworami oraz książeczka o życiu w ciągłym podróżowaniu.  

- Nie, nie, nie, nie! Serio?! – nie mogę opanować swojej radości i rzucam się na niego.  
- Serio! – cieszy się ze mną i go całuję.  

Kiedyś rozmawialiśmy o planach po liceum. Oboje zdecydowaliśmy się na rok przerwy od nauki i innych dupereli. Po tylu latach nieustannej nauki i zakuwania należało nam się trochę wolnego czasu. A poza tym teraz mieliśmy siebie, a teraz całkowicie przyznał, że chce zostać ze mną na długo, długo. Jednym z moich marzeń było udanie się na objazdówkę, na początek po Europie. Okazało się, że chciał zobaczyć te same miejsca. Nie przestaję go całować. Chwilę rozmawiamy o tej wycieczce i wstępnie planujemy ją albo przed, albo po wakacjach. Otwieram kolejny prezent mimo, że dostałem już wszystko co chciałem. Najnowsza część gry FIFA na konsolę, oh yeas! Poza masą słodyczy otrzymaliśmy wspólnie prezent od jego rodziców. Bilety lotnicze do Norwegii, które możemy wykorzystać kiedy chcemy i ich odwiedzić.  

Wracamy do pozostałych i spędzam bardzo rodzinne święta z masą śmiechu, kolęd, filmów i zdjęć. Gabriel był przesłodkim dzieckiem! Czuję się jak członek rodziny. Gdy robi się już dość późno i chcę już wracać do siebie ani myślą mnie gdzieś puszczać. Spędzam noc u Gabriela, tak jak lubiłem – w jego objęciach.  

- Dziękuję – mówię gdy wygodnie leżymy w jego łóżku.  
- Za co? – przytula się do mnie.  
- Za te święta, za te prezenty i za to, że jestem z tobą taki szczęśliwy – wyznaję.  
- Och – zawstydza się. – Zasługujesz na bycie szczęśliwym miśku.  
- A ten napis z kartonu… był na poważnie? – pytam i cytuję napis na nim, który brzmiał: chcę spędzić z tobą resztę życia.  
- Był śmiertelnie poważny. Nie wyobrażam sobie siebie bez ciebie.  
- Nie musisz – mówię, a on wstaje z łóżka i szuka czegoś w swoim biurku.  
- Gumek szukasz? – pytam i oboje się śmiejemy.  

Wraca do łóżka trzymając coś w swojej ręce. Kładzie się opierając swoją głowę o rękę. Uśmiecha się do mnie i kładzie to, co trzymał w swojej dłoni na moim brzuchu. Podnoszę tajemniczy przedmiot i przyglądam się mu. To wisiorek z literą G. Uśmiecha się do mnie, a ja całuję literkę G, zawieszam wisiorek na szyi i wsadzam go pod koszulkę, którą dał mi Gabriel do spania. Kawałek metalu idealnie przyległ do mojej klatki piersiowej. Zauważam też, że ma drugi taki wisiorek z literą M. Robi to samo co ja i całujemy się. Cóż za wspaniały dzień.  

***

- Chłopaki! Jak dobrze was widzieć! – moja siostra nie kryje radości na widok mój i Gabriela na lotnisku.  
- Dusisz –mówię ciężko gdy się na nas rzuca.
- Mój ulubiony szwagier, aaaa! – na szczęście teraz męczy Gabriela.  
- Jedyny! Nic się nie zmieniłaś – przyznaje Gabriel.  
- Za to Ty bardzo! W końcu urosłeś – żartuje Marta.  
- Wiesz co – obraża się.  

Siostra jest wniebowzięta naszym spotkaniem. Okropnie się cieszę, że znów jest w mieście, nieważne, że tylko na tydzień. Aż tydzień. Nie możemy się sobą nacieszyć przez całą drogę do domu. Ciągle się śmieje i piszczy z radości. Wariatka! Wiadomo po kim jestem taki zakręcony. Zagaduje nas na wszystkie tematy w samochodzie jednocześnie obserwując gdańskie ulice. Każdy gdańszczanin tęskni za swoim pięknym miastem. Dojeżdżamy do domu.  

- Kto by pomyślał, że taki silny facet z ciebie – drażni się ze mną gdy wnoszę jej walizkę.  
- Ja na przykład – mówi Gabriel wnosząc za mną jej bagaż podręczny.  
- A to, to wiadomo – nie może się powstrzymać i ściska mnie za biceps. – Hoho, ktoś tu nieźle przypakował – oświadcza dumnie.  
- Mojego już nie ściśniesz? – pyta z udawanym smutkiem Gabriel.  
- Pościskam jak sobie pójdzie – wskazuje na mnie i jej śmiech wypełnia całe mieszkanie.  
- Już ja wam pościskam.  

Gabriel po jakimś czasie wraca do siebie i zostawia nas samych. Rozmawiamy o najróżniejszych pierdołach, zarówno tych ważnych jak i tych mniej ważnych. Tak jak wcześniej się umawialiśmy wpadają dziewczyny ze swoimi zestawami do makijażu i sukienkami by przygotować się na sylwestrową noc. Mają na to tylko cały dzień! Jak one zdążą?! Dziewczyny obściskują moją siostrę, a o mnie kompletnie zapominają. Idę do kuchni po jakieś słodycze i sprawdzam telefon. Nieprzeczytanych wiadomości: 2.  

___________________

Nadawca: Ula P.  
Data: 31.12.11 13:02  
Treść: Hejo Maciuś, pamiętaj, że sylwestra zaczynamy o 21. Mam nadzieję, że pamiętasz gdzie! Przypomnij też dziewczynom proszę, bo jak nic pewnie się spóźnią. Do zobaczenia :)  

___________________

Nadawca: Gabryś  
Data: 31.12.11 13:11  
Treść: Zdumiewające.. nie tak dawno od Ciebie wyszedłem, a już tęsknie jak cholera. Jak Ty to robisz?! Nie wytrzymam do 19, to zbrodnia, że muszę tyle czasu bez Ciebie wytrzymać :( Że też musieliście sobie wymyślić sylwestra paręnaście kilometrów za miastem -.- i tak Cię kocham! W sumie więcej czasu z Tobą sam na sam :)

Odpisuję na oba smsy i chyba nie muszę mówić kto dostał najbardziej czułego. Ula, nasza guru imprez i innych wszystkich wydarzeń dostała propozycję zorganizowania sylwestra w uroczym miejscu za miastem i udało jej się wywalczyć paręnaście wejściówek dla najbliższych przyjaciół. Dziewczęta domagają się słodkiego więc wynurzam się z kuchni i przerywam cieszenie się jak głupi do… telefonu. Zgodnie z obietnicą przypominam dziewczynom wszystkie szczegóły dotyczące sylwestra i wygodnie rozsiadam się obserwując jak chwalą się swoimi sukienkami.  

- Ależ oni się kochają, co nie? – kontynuuje Marta wcześniejszą ich rozmowę, której się nie przysłuchiwałem.  
- Para idealna. Nawet paru godzin nie umieją bez siebie wytrzymać – stwierdza Samanta.  
- Też bym chciała mieć takiego Gabriela – wzdycha Patrycja.  
- Ej! – ożywiam się, bo uświadamiam sobie, że mówią o mnie. – Wara od mojego faceta – mówię uderzając pięściami w klatkę piersiową.  
- A co z tym twoim Gusto? – pyta Magda.  
- Srusto, a nie Gusto. Nie odzywa się od trzech dni – Patrycja jest niepocieszona.  
- Rozmyśla jak dotrzeć do twojego serca – Samantę rozpiera energia.  
- Jest na to sposób. Niech się w końcu ze mną umówi, bo tak tylko gada i gada, a kroków żadnych.  
- Jak każdy facet – zajada się cukierkami Marta.  
- Ej! – ożywiam się znowu, tym razem w żartach.  

Czas leci, a dziewczyny okropnie się ociągają. Męczą mnie bym pomógł im z tym i tym, a sam się jeszcze muszę odpowiednio ubrać. Jestem wdzięczny Michałowi, że zawiezie wszystkie dziewczyny, a ja z Gabrielem będę mógł pojechać sam. Zamierzaliśmy tam przenocować i następnego dnia wrócić.  

- Mówię wam, Tomuś to taki dzikus, że ah! – chwali się Samanta gdy siostra usiłuje wybrać mi koszulę.  
- Michał też – wyznaje nieśmiało Magda.  
- Siostro, macie to za sobą, a ty dopiero teraz o tym mówisz?! – niedowierza rudowłosa.  
- Nie jestem aż taka prawdomówna jak ty!  
- To czekaj, czekaj. Wychodzi na to, że nasza Pati jest tu jedyną dziewicą.  
- Spadajcie. Mi tam się nie śpieszy.  
- Wstydź się! Żeby oto ten tu mężczyzna – wskazuje na mnie – stracił to przed tobą… – żartuje ze mnie siostra, a reszta zanosi się od śmiechu.  
- Bardzo śmieszne. Co to, dzień żartowania z Maćków? – oburzam się.  
- Tylko z tych najukochańszych!  

Michał z Gabrielem przyjeżdżają niemal jednocześnie. Gabriel był szybszy, ha! Michał zabiera dziewczyny, a ja na szybko wkładam do siatki ulubione chrupki Łobuza, jego ukochaną kość i zawozimy go do babci Gabriela, która sylwestra spędzi razem z koleżaneczkami w domu. O ile mi wiadomo jego rodzice spędzali sylwestra z Iwoną i jej znajomymi. Żegnam się z Łobuzem, a babcia życzy nam udanej zabawy. Cholera, mówię o niej już jak o swojej babci. Gabriel cały promienieje i bardzo seksownie mu w tej białej koszuli i czarnej koszulce. Gdy prowadzi nie mogę się powstrzymać i przeczesuje jego pięknie pachnące włosy. Mam ochotę zanurzyć w nich nos, ale nie chcę doprowadzić do żadnego wypadku samochodowego. Przyglądam mu się. Jest tak bardzo uroczy gdy jest na czymś skoncentrowany. Zresztą zawsze jest uroczy. Żywię do niego bardzo silne uczucia. Kocham go. Kocham ponad wszystko. Tak bardzo, że bez zastanowienia oddałbym za niego swoje życie. Czuję, że on też. Chcę z nim zamieszkać po maturze i chcę z nim być już do końca swoich dni. Tylko tyle chcę.  

- O czym myślisz? – zerka na mnie.  
- O tobie – uśmiecham się.  
- I co tam sobie takiego o mnie myślisz?  
- Że jesteś uroczy gdy prowadzisz, że oddałbym za ciebie życie, wskoczył za tobą w ogień, że chcę z tobą zamieszkać i być do końca życia – rumienię się jak diabli jednocześnie dziwiąc się samemu sobie, że z taką swobodą mu o tym wszystkim mówię. Uśmiecha się od ucha do ucha.  
- Musisz częściej mówić mi co myślisz. Nie raz zastanawiam się o czym tam sobie myślisz – mówi po czym na chwile milknie – widzisz… Chcę dokładnie tego samego co ty. Czuję się jakbyśmy znali się już z dobre dwadzieścia lat. Co dzień coraz bardziej cię kocham dziwiąc się samemu sobie, że da się jeszcze bardziej – wyznaje, a ja powoli się do niego przybliżam by ucałować go w policzek, nie chcę mu przerywać ostrożnej jazdy.  
- Czyli nie mówisz nie na zamieszkanie razem? – odważam się po chwili.  
- W sumie, to i tak już razem pomieszkujemy. Maćku, marzę o tym – wyznaje, a ja czuję, że zaraz wybuchnę z radości.  
- Musisz częściej mówić mi o swoich marzeniach – mówię okazując mu cała radość wywołaną jego słowami, jednocześnie zwracając się do niego w ten sam sposób co on do mnie odnośnie moich myśli.  

Obserwuję zza okna polne drogi jednocześnie zastanawiając się gdzie do cholery Ula nas wyciągnęła. Znaki drogowe mówią, że do danego miejsca zostało nam dziesięć kilometrów. Siedzę przeszczęśliwy ciągle obserwując skoncentrowaną minę Gabriela. Co jakiś czas spogląda na mnie i uśmiecha się by zaraz znów pilnować się drogi. Świeży kierowca, prawo jazdy jeszcze ciepłe i to dobry znak – ta jego czujność. W radiu rozbrzmiewa "Kocham cię kochanie moje" zespołu Maanam, a Gabriel chętnie się do nich przyłącza we słowach. Fałszuje, ale wiem, że wszystkie słowa przez niego wyśpiewane były w stu procentach prawdziwe. Nagle się zatrzymujemy, a Gabriel przeklina.  

- Kurwa, zapomniałem zatankować – mówi niedowierzając.  
- Ale się nie denerwuj – chwytam go za rękę, a cała sytuacja mnie rozśmiesza. Po chwili i on się chichra.  

Chodzę dookoła próbując znaleźć sygnał w moim telefonie. Niestety ta misja kończy się niepowodzeniem. Gabriel zgasił samochód i siedzi na masce auta zastanawiając się jak mógł zapomnieć zatankować. Jest ciemno, ale nie chłodno. Przed nami, koło nas i dookoła nas znajdowały się tylko pola. Zdecydowaliśmy, że poczekamy tu z nadzieją, że jakiś samochód się zatrzyma.  

- No to ładny sylwester sprawiłem – mówi przepraszająco wskazując na jego zegarek, jest dziesięć po dziesiątej.  
- Nie zimno ci? – obejmuję go przysuwając się do niego na masce auta.  
- Jak powiem, że cholernie, to mocno mnie przytulisz? – pyta rozbawiony, a ja wedle jego życzenia jeszcze mocniej go ściskam.  
- Lepiej?  
- O wiele lepiej – mówi głaszcząc mnie po głowie.

Po chwili Gabriel wstaje i wsiada do samochodu. Odpala go, włącza światła oświetlając zadupie, na którym się znaleźliśmy i radio. Przyglądam się terenowi i stwierdzam, że na takie znowu zadupie nie wyglądało. W radiu dziennikarz wita się ze swoimi słuchaczami, ale nie jest chyba zadowolony ze sposobu w jaki spędza sylwestra, a mianowicie w pracy. Gabriel wysiada i podchodzi do mnie.  

- Podaruje mi pan jeden taniec? – pochyla się nade mną i wyciąga swoją dłoń okrytą rękawiczką.  
- Tylko jeden? Zamierzam przetańczyć całą noc – ześlizguję się z maski i podaję mu rękę.  

Tańczymy na poboczu drogi, przez którą nic nie przejeżdża w świetle reflektorów. Nie chcę się z nim rozstawać, a ten sylwester okazuje się być moim ulubionym… Spędzamy czas tylko ze sobą. Z dala od innych. Tylko my. Zadupie z pięknymi polami wokół siebie okazało się naszą bezludną wyspą. Rozkoszujemy się sobą przy audycji z polskimi sylwestrowymi hitami. Ani trochę nie jest mi zimno. On tu jest. Moje prywatne ogrzewanie. Przenośny piecyk. Przy szybszych piosenkach stale się wygłupiamy i mamy z tego niezłą frajdę. Mógłbym przysiąść, że nasz śmiech słychać było nawet gdzieś we Wrocławiu gdzie zapewne odbywał się sylwester w telewizji.  
Przypominam sobie, że nie jechaliśmy na imprezę sylwestrową z pustymi rękami. Gdy do bagażnika wsadzałem karmę dla Łobuza, to wkładałem do niego również siatkę z wielką butlą szampana, bo Ula przestrzegała, że tamtejszy na miejscu jest okropny i nie można było go odwołać przez obowiązującą umowę, karton z fajerwerkami i paczkę zapałek. Pod kocem, za skrzynką z narzędziami znajduję paczkę z ciastkami prosto z Tesco.  

- Ah, tam były – śmieje się Gabriel gdy pokazuję mu opakowanie ciastek.  

Przez chwilę mocuję się z butelką szampana, ale w końcu z nią wygrywam. Korek od butelki pofrunął daleko ode mnie świętować sylwestra według swojego uznania, a ja dumny uśmiecham się do mojego ukochanego z miną typu "mówiłem, że mi się uda". Siadamy z powrotem na maskę.  

- Z rok temu w życiu bym nie powiedział, że będzie nas łączyło takie uczucie. Zawsze dyskretnie do ciebie wzdychałem, ale nigdy nie miałem odwagi, wiesz, postawić odpowiednich kroków – mówi popijając płyn z butelki i wręcza mi ją.  
- Dokładnie to samo tutaj. Czekaj, czekaj. Rok mówisz? – pytam zaciekawiony popijając z butelki.  
- A widzisz, nigdy w sumie o tym nie rozmawialiśmy. Zawsze uwielbiałem ten twój śmiech i szeroki uśmiech na twarzy. Zauroczyłem się coś koło lutego jak razem robiliśmy ten projekt no.. z historii. Domyślałem się, że jesteś taki ja, ale cykałem się – wyznaje wskazując bym podał mu butelkę.  
- Jakby to powiedzieć… Od czasu tego projektu też coś poczułem, ale było to dla mnie nierealne. Nie wyglądałeś na takiego, który byłby mną zainteresowany, o. W lato gdy spotkaliśmy się na plaży, to wszystko wróciło – wręcza mi butelkę – potem ten wyjazd – wyznaję przypominając sobie jego prośbę do Uli.  
- Dobra, o tym też ci powiem. Przez kilka dni prosiłem Ulę by umieściła mnie w pokoju z tobą. Musiałem jej umyć i wypolerować samochód – szeroko się uśmiecha na samo wspomnienie.  
- O tym akurat wiem. Nie, nie, Ula się nie wygadała. Samanta doradziła mi, że jak chcę się do ciebie zbliżyć, to idealnym do tego powodem byłby wspólny pokój. Tego samego dnia wariatka podpatrzała, że ma listę tych pokoi i tego wszystkiego w laptopie, który miała ze sobą na przerwie. Wymyśliła, że jakoś ją od niego odciągnie, a ja pozmieniam pary do pokoi. Miała wtedy tyle na głowie, że pewnie by się nie połapała. Poleciała razem z Patrycja do niej i nagadały jej, że w jej aucie alarm się tentego i ktoś się wokół niego kręcił. Obiecałem jej z Magdą, że popilnujemy laptopa, a ona poleciała z nimi – zerkam na niego i widzę szeroki uśmiech zadowolenia – no i patrzę na listę, a tam już byliśmy dobrani w parę. Myślę, to na co ta szopka aż zobaczyłem notatkę Uli, żeby umieścić mnie z tobą w jednym pokoju na twoją prośbę. Nawet nie wiesz jakiego szoku doznałem – śmieję się, a on mnie całuje. Butelka z szampanem nie jest nawet w jednej trzeciej opróżniona, ciąży mi więc daję mu ją.  
- I to jest właśnie ironia losu. Obojga nas ciągnie do siebie, a sami sobie stwarzamy przeszkody. Ważne, że dziś jesteśmy tu. Razem. Na zawsze – mówi biorąc łyk i z powrotem wręczając mi butelkę.  
- Na zawsze – popijam płyn i odstawiam butelkę na ziemię. Przytulam się do niego i zapinam go pod szyją by się nie rozchorował.  

Gabriel szuka czegoś w bagażniku. Towarzyszę mu. Znajduje to co szukał i łapię mnie za rękę prowadząc w stronę jednego z wielu drzew wokół drogi. W końcu dostrzegam co trzymał w dłoni – scyzoryk. Zaczął wystrugiwać w pniu drzewa nasze inicjały. Dość ładnie wyszło mu G.H + M.W = <3.  

- To już chyba czas – zwraca moją uwagę na swój zegarek, który pokazywał za pięć dwunastą.  

Wyciągam pudełko z fajerwerkami z bagażnika samochodu. Wbijamy je w świeży śnieg z nadzieją, że wystrzelą. Gdzieś z daleka już słychać pojedyncze strzały fajerwerków, ale nie jestem w stanie ich zobaczyć. Biedny Łobuz, mam nadzieję, że nie będzie się bał. Gabriel po kolei odpada wszystkie fajerwerki, które wbiliśmy i odsuwamy się od razu wpadając sobie w ramiona.  

- Za nowy rok – mówię i całuję go.  

Fajerwerki wystrzelają, a my kołyszemy się i namiętnie się całujemy. Na chwile przerywamy by spojrzeć w niebo. Fajerwerki kolejno wyfruwają w powietrze, tworząc piękną mieszankę kolorów na czarnym niebie. Z oddali i widać i słychać inne fajerwerki. Mocno się obejmujemy. Tak mi dobrze.  

***  

Gdy jesteś maturzystą, czas szybko leci. Gdy jesteś okropnie zakochanym maturzystą, nie chce ci się uczyć, tylko przebywać ze swoją połówką czas leci jeszcze szybciej. Zostały już tylko dwa tygodnie do ostatecznego starcia. Starcia z rywalem zwanym maturą. Zamierzam walczyć do upadłego, do ostatniej kropli potu, krwi i łez mając nadzieję, że to ja będę świętował wygraną z nią, a nie ona ze mną. Jestem niemal pewny, że uda zdać mi się to cholerstwo. Wszystkie te dni, które spędziłem na zakuwaniu z Gabrielem nie mogły pójść na marne. Siedzę sam nad zadaniami z matematyki i zaskakuje mnie dzwonek do drzwi. Pewnie Gabriel, który miał niedługo do mnie wpaść. Chociaż on od razu by wszedł, może zakluczyłem.  

W drzwiach zaskakuje mnie moja przyjaciółka, Ula. Zapraszam ją do środka ciesząc się z niezapowiedzianej wizyty. Cieszę się, bo na chwilę oderwę się od tej cholernej matematyki. Ula jest zestresowana. Proponuję jej coś do picia, ale odmawia. Ciekawe o co chodzi. Siadamy w kuchni i zamykam książki.  

- To co tam? – pytam.  
- Chciałam żebyś dowiedział się przed dziewczynami – mówi tajemniczo, po czym na chwilę milknie – jestem w ciąży – w końcu z siebie wyrzuca.  
Szokuje mnie swoim wyznaniem. Przecież zawsze się zabezpieczała.
- To gratulacje… - nie wiem co powiedzieć, bo nie wiem czy się z tego cieszy czy nie. – Kto jest tatusiem? – pytam zaciekawiony.  
Spoglądam na nią i uzyskuję ciszę. Nerwowo stuka nogą o panele w kuchni.  
- Gabriel.

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 5458 słów i 30550 znaków.

6 komentarzy

 
  • Picasso

    ****  jak można skączyc w takim momencie  to teraz będę czytał całą noc heh następną część

  • Gabriel

    Jak w takim momencie można skończyć opowiadanie? Tak się nie robi. Do następnej części oszaleję, pisz szybko, A tak ogólnie to świetne. Mam tylko pytanie nawet nie istotne, ale jak Gabriel ma na nazwisko? Zaciekawiło mnie to jak podałeś inicjały.

  • love94

    :* za zdjęcie przecudnej choineczki, :* za siostrunie:P, <plask> za Wrocław mendo :D :*:* za sylwester :D i <plask> dla Uli a dla Gabriela to w kolejnej części :D Mój miszczunio klawiatury :*

  • Kubolo

    Ale się porobiło! Tyle pięknych chwil, zabawne sceny, a najlepsze te romantyczne, sam na sam… :faja: Matko, pierwszy raz z otwartą gębą doczytuję ostatnie słowa opowiadania. Przez chwilę nawet szukałem jakiegoś ukrytego paska, który rozsunie mi dalszą treść tekstu :lol2: Gabriel ojcem dziecka Uli… Jak to się dalej potoczy! Czekam z niecierpliwością! Błędów wypominać nie będę, bo jestem w zbyt dużym szoku, weny, weny! :rotfl:

  • slodka13

    Opowiadanie cudne, ale koniec w takim momencie? Szybko pisz dalej!! ;)

  • sweetkicia

    Ostanie zdanie :O
    Jak ja mam wytrzymać do następnej części? Tak się nie robi ! Ja po prostu nie wierzę. Pisz szybko, bo ja tu oszaleje w tym domu ! Część boska jak zwykle, ale proszę szybko następna <3