Serce do serca | Część 5

Miłości nie zdołasz oszukać. Możesz próbować oszukać mamę, tatę, czas bądź przeznaczenie, ale miłości w życiu nie zdołasz. Miłość to miłość. Nie jest ona podzielona na jakieś tam kategorie. Jest po prostu miłość, a czy miłość jest męsko damska, damsko damska czy męsko męska nie ma większego znaczenia. Miłość jest miłością. Każda z nich jest taka sama z malutkim szczegółem. W jednej może być łatwiej niż w drugiej, a to wszystko przez siejącą się dookoła nietolerancją. Zresztą.. to takie dziwne. Jak można nie tolerować miłości dwojga ludzi? Czy ja wychodzę na ulice i patrząc na parę hetero mówię: ja tego nie toleruję? Co mi do tego tak właściwie. Jedyne czego ja nie toleruję to nietolerujących, czy też ludzi którzy uważają, że mogą czegoś nie tolerować.  

Gdy już jesteśmy przy temacie miłości, to muszę wam coś powiedzieć.. moja z Gabrielem układała się niesamowicie! W przeciągu dwóch miesięcy po powrocie z wycieczki tyle się między nami wydarzyło, że mogę otwarcie, wszem i wobec przyznać, że nie tyle co jestem zakochany, a kocham tego człowieka. Tylko wstydziłem się mu o tym powiedzieć. Sam nie wiem dlaczego. Może ciut się bałem, że on mnie jeszcze nie? No nie wiem, mój mózg jak już wspominałem bywa dziwny. To pewnie efekt pustki w nim. W przeciągu tych dwóch miesięcy zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej. Nasz związek z dnia na dzień kwitnął i czułem, że staje się jednym z tych poważniejszych.  

- Jak on mnie mógł zostawić – wybuchła płaczem Samanta. Akurat mieliśmy z dziewczynami nasz wieczorek.  
- Bo to głupi kutas! – pocieszyła Patrycja.  
- Ta znowu o kutasach – skomentowałem.  
- I to jeszcze dla tej grubej armaty – zaszlochała Samanta.  
- Jeśli lubi być przygniatany, to już jego sprawa. Ty się nic nie przejmuj kochanie! Nie on pierwszy, nie ostatni – spróbowała Magda.  
- Łatwo wam mówić. Ty masz swojego Michałka, który sto razy dziennie do ciebie dzwoni i pisze z Krakowa, Maciuś ma swojego wymarzonego Gabrysia..  
- Nie przesadzaj już! Ja i Ula jakoś nie mamy faceta i żyjemy.  
- Właśnie – zgodziła się Ula zasmucona swoim losem samotnej kobiety z Patrycją.  
- No ale to wy.. a ja no wiecie.. potrzebuję mężczyzny – wyjawiła ocierając oczy.  
- Jak ci się skończyły baterie w wibratorze to mów, dam ci dwie – zaśmiałem się.  
- Aż tak kiepsko z Gabrielem, że zrobiłeś zapas baterii do swojego? – zaatakowała dowcipnie.  
- Wręcz przeciwnie, po prostu się nie śpieszymy. Zresztą daj spokój, dopiero trzy tygodnie jesteśmy ze sobą, ale z drugiej strony no wiecie.. pociągający jest no! Tak poza tym tobie też by nie zaszkodziło się nie śpieszyć. Teraz masz efekty.  
- Ale mi się właśnie śpieszy! Przynajmniej z nim mi się śpieszyło. To ciało.. sami rozumiecie – rozmarzyła się. – A teraz należy do tej grubej berty Weroniki – znów się rozwyła.  

Biedna. Piotrek zostawił ją niedługo po powrocie do Gdańska dla nikogo innego jak Weroniki. Był dobrym kumplem, ale słabym materiałem na oddanego mężczyznę. Może to i nawet lepiej, że tak to się potoczyło. Nie zasługiwał by posiadać serce naszej rudej wariatki. Do naszego grona dołączyła Ula, która okazała się bardzo dobrym doradcą sercowym. Romans Magdy z tym całym Michałem, którego widziałem tylko raz na oczy kwitnął. Miał do niej przyjechać niedługo. Całymi dniami wymieniali się smsami i dzwonili do siebie. Cieszyłem się, bo ta zaś zaczęła rozpamiętywać swojego byłego Marcina, a Michał wyglądał na porządnego kolesia. Tak czy tak planowałem z nim małą pogawędkę gdy tylko przyjedzie.  

Tego samego dnia byłem umówiony z Gabrielem. Gdy już zdołaliśmy wytłumaczyć Samancie, że jest młodą i atrakcyjną kobietą i szybko kogoś znajdzie mogłem spokojnie opuścić ich grono i czym prędzej pognać do mojego chłopaka. Jak to pięknie brzmiało! Mojego chłopaka.. nie kryliśmy zbytnio naszego związku. Nie znaczy to, że lataliśmy po szkole trzymając się za ręce, ale w bliższym gronie znajomych nie kryliśmy się. Nie było sensu.  

- Witam – przywitał mnie w swoich drzwiach.  
- Witam – odpowiedziałem rzucając mu się w ramiona i ciągnąc do salonu. Znów nie mogłem się nim nacieszyć.  
- Jak tam dzień? – spytał w przerwach między namiętnymi pocałunkami na sofie.  
- W porządku a… a któż to? – spytałem zdziwiony widząc biegnącego małego pieska w naszą stronę.  
- Jeszcze nie ma imienia, sam musisz je wymyślić.  
- Ja?  
- Tak, bo to od teraz twój piesek – powiedział i znów mnie pocałował. – Kolega teraz miał w domu szczeniaki, to tak pomyślałem o tobie, bo mówiłeś, że i tak niedługo będziesz musiał zwolnić się z pracy przez naukę, no i nie chcę żebyś kiedykolwiek już musiał być sam w tamtym domu – dodał po chwili.  
- Pod jednym warunkiem!
- Jakim, jakim?  
- Będziesz razem z nim pilnował żeby już nie było mi samotnie – pocałowałem go.  

Całą noc rozmyślałem nad imieniem dla tego słodkiego małego labradora. Przypadliśmy sobie na tyle do gustu, że spał razem ze mną i Gabrielem. Od jakiegoś już czasu nocowaliśmy u siebie, po prostu uwielbiałem budzić się przy nim. Cieszyłem się, że w końcu znalazłem kogoś na kogo mogłem przelać całą miłość, która się we mnie znajdowała. Kogoś kto swoją miłość przelewał na mnie. To wspaniałe uczucie mieć kogoś takiego. Kogoś kogo się kocha i ten ktoś kocha nas. Takiego uczucia nie da się kupić, wygrać czy wymyślić. Takie uczucie prędzej czy później się pojawia. Nie można znaleźć miłości na siłę. Miłość jest dla cierpliwych. Teoria życiowa mojej babci jest następująca: poznasz masę skurwieli przez całe swoje życie, aż w końcu pojawi się ten jeden wspaniały. Niestety okaże on się kolejnym, jeszcze większym skurwielem. Potem witaj z powrotem z marnowaniem czasu na beznadziejne przypadki aż na drodze pojawi się ten jeden jedyny! Dlatego też właśnie moja babcia ma za sobą aż dwa rozwody, ale jej teoria sprawdza się od dłuższego czasu. Całe życie nie może być kolorowo, muszą być momenty krytyczne. Człowiek uczy się życia żyjąc. Im więcej życia poznasz tym większa szansa na szybsze znalezienie tego jednego, bo w końcu będziesz umieć poznać drania. Ostatnio na lekcji matematyki Gabriel tłumaczył mi coś tam czego i tak już nie pamiętam, ale przypomniał mi o pewnej ważnej zasadzie w matematyce, a mianowicie dwie liczby ujemne dają pozytywną. Czy jakoś tak. Tak samo jest w życiu. Czasem musi stać się coś negatywnego, a najczęściej parę rzeczy naraz, ale potem.. wychodzisz na plus! Po każdej burzy wychodzi tęcza.  

Po powrocie do domu od razu widać było, że mu zależy, że to nie był taki tam tylko jeden raz gdzieś z dala od domu. Już następnego dnia, tak jak się umawialiśmy, przyszedł do mnie z książkami i wcale nie żałował czułości. Zdarzyło nam się parę randek, na pierwszą to ja zaprosiłem jego. Potem oczywiście się zrewanżował, potem znów ja i tak w kółko. Spędzaliśmy ze sobą dnie i noce, tak bardzo byliśmy ciekawi siebie nawzajem.  

- Dzień dobry – usłyszałem przy swoim uchu ściszony aksamitny głos. Znowu sobie pospałem, no ale wiadomo.. w sobotę już tak mam.  
- Dobranoc – odpowiedziałem nakrywając się kołdrą pragnąc powrócić do snu.  
- No wstawaj no – położył się przy mnie próbując pozbawić mnie kołdry.  
- No już – powiedziałem by zyskać chwilę spokoju.  
- No to już!  
- A nie możemy tak spędzić całego dnia w wyrze? – wyciągnąłem się i obróciłem w jego stronę.  
- No w sumie – zastanowił się głaszcząc mój policzek.  
- To chodź tu i daj buzi – zachęciłem.  
- Potem muszę jeszcze pójść do babci.  
- Mogę z tobą?  
- No pewnie. Nie może się doczekać aż cię przyprowadzę – wyznał zawstydzając się.  

Zlitował się nade mną i zamiast wypędzać mnie z łóżka, sam się w nim ze mną położył. Kompletnie nie chciało mi się wstawać. Dzień wolny trzeba święcić! Zero pracy, zero nauki i zero obowiązków! Poznawał moją drugą stronę, czyli okropnego lenia. I was born this way i już. Nie chciałem go wypuszczać ze swoich ramion chociaż musiałem. Zaproponował, że zrobi śniadanie więc.. siła wyższa.
  
- A czym to sobie zasłużyłem? – spytałem gdy przyniósł tosty do łózka.  
- Tymi pięknymi oczami – wyznał.  
- Akurat! Zazwyczaj, to zanosi się śniadanie do łóżka partnerowi po dość udanym współżyciu, a nie za brzydkie, w moim mniemaniu oczy – roześmiałem się na cały głos. Byłem w świetnym humorze.  
- Po dość udanym współżyciu będzie jajecznica, a nie jakieś tam tosty – również się śmiał. – Dla mnie są najpiękniejsze – dodał po chwili, po czym pocałował. – Kocham twoje niebieskozielone oczka, kocham twoje krótkie blond włosy, kocham twój śmieszny nosek, niemniej te czerwone policzki, a te usta.. – rozmarzył się i znów obdarował mnie pocałunkiem.  
- Zawstydzasz mnie! A ten no.. kiedy ta jajecznica? – po raz kolejny jego pokój wypełnił mój śmiech.  

W końcu było trzeba wstać, ogarnąć się i przebrać. Dość dobrze czułem się w jego ubraniach więc z trudem je z siebie zdejmowałem by z powrotem założyć swoje. Cieszyłem się na poznanie jego babci. Dużo mi o niej opowiadał chociaż nie wiedziałem czego by się tu spodziewać. Rak to dość poważna choroba, a starsi ludzie zazwyczaj plotą przy niej bzdury typu, że na nich już czas. Szpitale nie są moimi ulubionymi miejscami. Jakoś tak dziwnie tam, za dużo tam smutku, szarości i do tego ten specyficzny zapach wybielacza. Co prawda rak babci Gabriela nie był aż tak straszny, bo został wykryty dość szybko, ale rak to rak czyż nie? Czym szybciej został wycięty, a jego babcia dochodziła do siebie będąc pod stałą obserwacją lekarzy.  

- W końcu! – usłyszałem uradowaną starszą kobietę na mój widok. – Wstałabym cię powitać, ale jak widzisz przywiązali mnie tu tymi wszystkimi kablami – dodała.  
- Dla twojego dobra – upierał się Gabriel.  
- A tam bredzisz. Piczy mi tylko to cholerstwo tu nad uchem. Spać się nie da i takie tam moje dobro. No siadajcie, siadajcie, bo zaraz zrobi mi się głupio, że tak tu sobie leże gdy wy stoicie – zachęciła. Już wiedziałem po kim Gabriel był taką gadułą.  
- Przyniosłem ci coś – wskazał Gabriel na siatkę, którą trzymał w ręce.  
- Znowu pomarańcze? – spytała z niesmakiem. Miałem z nich niezły ubaw.  
- Zdrowe są! Ale tym razem bez pomarańczy.  
- Jak ty wytrzymujesz z tym uparciuchem? – skierowała pytanie do mnie.  
- Nie jest taki najgorszy – przyznałem, po czym zostałem nagrodzony buziakiem.  
- Ileż on mi tu o tobie naopowiadał.. o matko! Na początku bał się jak wy to teraz mówicie zagadać, a jak już zagadał, to zastanawiał się co ty tam sobie o nim myślisz. Gorzej niż baba – opowiadała patrząc na zawstydzonego wnuka.
- Miałem tak samo! – przyznałem.  
- A teraz razem. Co tam u was dzieci?  

Pani Jadwiga była bardzo pozytywną kobietą z ogromną dawką humoru. W krótką chwilę zyskała moją sympatię. Opowiedziała mi większość historii z dzieciństwa mojego chłopaka jednocześnie naśmiewając się z niego. Obiecała mi, że gdy tylko dadzą jej tu spokój i ją wypuszczą pokaże mi wszystkie zdjęcia, bo jak zna życie, to nigdy mi nie pokaże. Wyglądało na to, że razem z jego babcią nadawaliśmy na tych samych falach. Kolejny powód do zadowolenia.  

- Zakochany po uszy jest w tobie – stwierdziła dumnie gdy już wychodziliśmy.  

***

Następne dni mijały zbyt szybko. Dni spędzone z Gabrielem mijały o wiele za szybko. Raz, dwa i po dniu, za to chwile bez niego trwały w nieskończoność. Z utęsknieniem wyczekiwałem tych chwil kiedy zostawaliśmy sami. Nasz związek z dnia na dzień stawał się coraz bardziej intensywniejszy. Byłem zadowolony z tego powodu. Jeszcze niecałe dwa miesiące temu w życiu bym nie powiedział, że nas dwoje jednak będzie razem. Byłem zadowolony, że się nie poddałem przy starcie sądząc, że nie mam u niego najmniejszych szans. Jak już pewnie mówiłem, często gęsto jest tak, że kiedy do kogoś sobie po cichu wzdychamy ten ktoś może wzdychać i do nas. I dlatego należy nigdy się nie poddawać, tylko spróbować. I tyczy się to zarówno małych, średnich i dużych. Zawsze trzeba spróbować, nigdy nie mówić nigdy.  

Tamtego dnia akurat mijały dwa miesiące od pamiętnego pocałunku pod pięknymi krakowskimi sukiennicami. Końcówka listopada, to już nie najcieplejsza pora. Jak dobrze, że miałem swój bezprzewodowy kaloryferek! W sumie nic takiego specjalnego nie planowaliśmy na okazję dwóch miesięcy związku. Ważne, że oboje pamiętaliśmy. Zaprosiłem go do siebie, a zachętą było to, że coś ugotuję. Uwielbiał moją kuchnię, a ja cieszyłem się, bo w końcu przez żołądek do serca. Jakiś tam wielki kucharz ze mnie nie był, ale gotowanie mi wychodziło, a każdy zawsze zajadał się moimi dziełami. Nie wiedziałem kompletnie co by tu ugotować i jak nigdy włączyłem telewizję gdzie zajadali się lasagnią. Przypomniało mi się jak dobrą zrobiłem na urodziny Patrycji i jak wszyscy sobie ją wyrywali. Oczywiście przyszedł o godzinę za wcześnie troszkę mi poprzeszkadzać.  

- Seksownie wyglądasz w tym fartuszku – przyznał, po czym cicho zamruczał odrabiając za mnie matmę.  
- Jeszcze seksowniej bez – odmruczałem.  
- Udowodnij!  
- Gdzie i kiedy?  
- Tu i teraz!  

Trochę go wykorzystywałem jeśli chodzi o matmę.. no ale sam się zaoferował! Matma, to serio przedmiot nie dla mnie. Cieszyłem się, że miałem tak dobrego korepetytora, a do tego jeszcze robił lekcje za mnie! No ale tak, tak, nie napisze za mnie matury z matematyki więc zamierzałem po nowym roku na serio przysiąść z nim i trochę się pouczyć tego niemożliwego się do nauczenia przedmiotu. Szczerze, to wolałbym żeby i tą maturę za mnie napisał, bo sam jak nic wyciągnę nie więcej niż dwóję i nici po wielkiej karierze. Zresztą sam nie wiedziałem dotychczas co dalej jeśli chodzi o wykształcenie. Wyglądało na to, że zrobię sobie rok przerwy, a potem się będzie myśleć.  

- Mogę? – poprosił gdy nakładałem farsz na płaty makaronu.  
- Nie! – zaprotestowałem, ale i tak się nie posłuchał. Gdy już miał sięgać po łyżkę dostał po paluchach.  
- Au! To bolało! – oburzył się.
- Bo miało – wybuchnąłem śmiechem.  
- Niech cię tylko złapię! Masz podmuchać i pocałować!  
- Nadal mówimy o tym palcu? – mój charakterystyczny śmiech nie przestawał wypełniać kuchni.  

Gonił za mną więc nie mając gdzie uciekać zbiegłem po schodach w stronę swojego pokoju. Gdy już zbiegłem na dół słyszałem jak zbiega zaraz za mną po schodach. Cholera, szybki był! Uciekłem do swojego pokoju żałując, że nie mam zamka w drzwiach. Poddałem się gdy wślizgnął się do tego samego pomieszczenia. Nie było już którędy uciekać. Zbliżył się do mnie, objął i pocałował. Co za cwaniak, gdy uciekałem zdążył posmakować farszu!  

- Kocham cię – wyznałem nagle.  
- Ja ciebie bardziej!  
- Nie bo ja – powiedziałem, po czym to ja go objąłem.  

Kochałem go całym sobą. Kochałem go tak jak nigdy nikogo wcześniej. Nie wiem po co się obawiałem mu to wyznać. Nie było sensu się tego obawiać, no ale ja to ja. Obejmując go ciut, pociągnąłem go ze sobą i powaliłem na łóżko. Zaraz do niego doskoczyłem i siadając na nim kontynuowałem namiętny pocałunek. Ależ byliśmy podnieceni! Bez zawahania pozbawił mnie koszulki, a potem przewrócił pod siebie. Równie szybko pozbawiłem go jego górnego okrycia ciała odrzucając je gdzieś daleko za siebie. Przytuliłem jego gorącą pierś do swojej nie przerywając namiętnego muskania warg. Niedługo byłem pod nim, bo zaraz znów wskoczyłem na górę. Moje wargi zjechały do jeszcze gorętszej szyi. Gdy te ją muskały jego dłonie delikatnie jeździły po moich plecach. Z szyi moje wargi w wolnym tempie zniżyły się do jego serduszka, które ucałowałem po czym moje wargi osunęły się i zaczęły pieścić jego sutki. Satysfakcjonowało mnie to, jaką przyjemnością go przez to obdarowałem, a najlepsze było to, że dopiero co zacząłem.  

Jego klatka piersiowa była jednym słowem piękna. Jakby była wyrzeźbiona. Nie była nie wiadomo jak umięśniona, a mimo to okropnie mnie podniecała. I do tego te wcięcia! Szybko z sutek moje wargi powędrowały odważnie jeszcze niżej. Trochę namęczyłem się z paskiem od jego spodni, ale gdy już sobie poradziłem, zdjąłem z niego wszystko za jednym zamachem. Moim oczom okazał się piękny okaz, który zachęcał do przywitania się z nim. Najpierw podałem mu rękę, ale było to dla niego zdecydowanie za mało. Najwidoczniej domagał się moich warg, i za dobre sprawowanie otrzymał to co chciał, to czego tak bardzo pragnął. Moje uszy wypełniały jęki przyjemności mojego ukochanego, które zachęciły mnie do jeszcze dokładniejszego działania. Jego rozpalone dłonie głaskały moją głowę, rozczochrywały moje włosy i zahaczały o moją szyję. Moje wargi wróciły na samą górę pieszcząc jego szyję i usta. Jego dłonie przejechały od spodu po mojej klatce i dotarły do spodni. Rozpiął w nich guzik, po czym razem z bokserkami zsunął je w dół. Podał rękę mojemu okazowi witając się z nim. Moje rozpalone wargi nie potrafiły przestać pieścić jego warg. Na chwile musiały przestać. Podniosłem się i pozbawiłem swoje ciało jakiegokolwiek okrycia.  

Widok mojego całkowicie nagiego ciała podniecił Gabriela całkowicie. Gdy tylko powróciłem na łóżko, przyciągnął mnie do siebie zaczynając pieścić. Teraz to moje dłonie masowały jego plecy, a z moich ust wydobywały się dźwięki rozkoszy. Pozwoliłem sobie odepchnąć go do tyłu tak, że jego głowa idealnie wylądowała na poduszkach. Pragnące dotyku dłonie przejechały wzdłuż jego nóg, a w odpowiedzi rozszerzyły się dla mnie. Jego równie spragnione dłonie wylądowały na moich biodrach dociskając moje ciało jeszcze bardziej do swojego. Pragnął poczuć mnie w sobie, pragnął tego całym sobą. Po chwili dostał to, czego tak bardzo chciał. Przyniosło to nam obojgu ogromną rozkosz. Teraz to on nie mógł nacieszyć się mną. Naciskał i dociskał. Pieścił moje usta, moją szyję. Nasze okrzyki przyjemności zagłuszały siebie nawzajem, ale to jego głos okazał się mocniejszy od mojego gdy doszedłem.  

Nie było na co czekać. Jego ciało zostało w tej samej pozycji, lecz nogi osunęły się kompletnie. Moja dłoń musnęła ponownie jego piękny i wysoki okaz. Pośladki jednak miały inny zamiar. Wolały poczuć go w sobie i tak też zrobiły. Jego dłonie powędrowały naciskać moje biodra, za to moje opierały się o jego klatkę piersiową kręcąc kółka wokół sutków. Wargi protestowały. Bardzo chciały znów musnąć jego wargi. Po wszystkim mocno mnie przytulił i ani myślał mnie gdziekolwiek wypuszczać.  

***

Po wspólnym prysznicu wróciliśmy na górę by zjeść przygotowaną przeze mnie lasagnie. Przez parę chwil rozkoszowała się światłem piekarnika, aż w końcu swoim zapachem wypełniła połowę domu. Z przyjemnością przeczesywałem jego mokre włosy, a on nie mógł nachwalić mojej kuchni. Kolację przerwał nam dźwięk wsadzanego klucza do drzwi wejściowych. Nikt inny jak moja matka. Jak zawsze bez uprzedzenia niczym jak do hotelu. Zdziwił mnie jej widok, oj tak. Nie bardzo chciałem przedstawiać jej swojego nowego chłopaka bojąc się, że skończy się tak samo jak z poprzednim.

- Łobuz, chodź tu! – zawołałem mojego psa, który skakał dookoła mojej stworzycielki. – Cześć – rzuciłem krótko i ozięble w jej stronę.  
- Dzień.. dobry wieczór – przywitał się zakłopotany Gabriel.  
- Każdego bym się tu spodziewała, ale nie ciebie – powiedziała drwiącym głosem jednocześnie dokładnie mu się przyglądając.  
- Zjesz z nami? – spytałem by zmienić temat.  
- Nie, nie przeszkadzajcie sobie mną. Kamil i tak zaprosił mnie do restauracji. Wpadłam tylko się przywitać i wziąć ze sobą parę papierków.  
- Zaprasza cię za twoje własne pieniądze? – zaśmiałem się choć wcale nie było mi do śmiechu. – Ciężkie życie utrzymanka – dodałem widząc jej złą minę.  
- Lepsze to niż bycie twoim chłopakiem – rzuciła zimnie, znalazła to czego szukała i wyszła.  

Kompletnie straciłem apetyt, a do tego i humor. W ciszy opuściłem kuchnię i zasiadłem na sofie w salonie. Po chwili przyczłapał zmartwiony Gabriel, usiadł koło mnie i mocno do siebie przytulił. Głupio mi było, że musiał być świadkiem tej małej rodzinnej wymiany zdań. Łzy napływały do oczu, ale jego ramiona były niczym tarczą przed nimi.  

- To ten sam Kamil tak? Twój były i ten od twojej mamy? – szybko kojarzył fakty.  
- Tak – przyznałem z trudem.  
- Mówiłeś, że cię zdradził.  
- Bo zdradził.  
- Aha… - wpadł na to, czego tak bardzo nie chciałem pamiętać.  
- Mama od początku była przeciwna. Gadała, że zbyt starszy, że nie pasuje do mnie, że tracę tylko czas. Z dnia na dzień jak ci już mówiłem między nami przestało cokolwiek istnieć, odszedł ode mnie, a następnego dnia był już z nią. Tak po prostu go sobie odbiła. Zrobiła sobie z niego swojego utrzymanka i wszędzie go ze sobą zabiera. – przyznałem. – Potwór, a nie matka – dodałem po chwili.  

Nie wiedział co powiedzieć więc milczał. Nie musiał nic mówić, ważne że był. Wtuliłem się w niego jeszcze mocniej czując, że moczę mu koszulkę. Kamila poznałem całkowicie przypadkowo na jednym z portali internetowych. Ledwo co osiągnąłem pełnoletność, a on miał już dwadzieścia trzy wiosen za sobą więc nie robiłem sobie zbyt wielkich nadziei. Na początku była to tylko luźna, internetowa znajomość aż spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci i ta znajomość przerodziła się w coś większego. Przeżyłem z nim parę dobrych chwil, ale jedyne co teraz nasuwa mi się na myśl gdy słyszę jego imię, to sam ból.  

Mimo dość późnej pory wzięliśmy Łobuza i udaliśmy się z nim na spacer. Chwaliłem Kraków nocą, ale starówka Gdańska była równie piękna. Łobuz rósł jak na drożdżach. Był wspaniałym psiakiem. Ciepło opatuleni mijaliśmy piękne podświetlone budynki trzymając się za ręce.  

- Tak sobie myślałem.. masz jakieś plany na święta?  
- Raczej nie. Wiesz jak to jest.. Marta mówiła, że nie da rady przylecieć na święta, bo coś tam ważnego ma do zrobienia, ojciec wyśle pewnie tylko jakąś kasę i zjebaną kartkę, a matka to ostatnia osoba, która miałaby czas i chęci na spędzenie świąt ze mną. Więc w sumie nie mam, a co?  
- Rodzice przylecą tu i chcieliby cię poznać. A jako, że nie masz żadnych planów, to niestety nie możesz odmówić. Jeśli jednak się odważysz – pomachał palcem – będę musiał nasłać na ciebie babcię, albo.. tych bandziorów z którymi mam do czynienia.  
- To już wolę tych bandziorów!

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 4341 słów i 23418 znaków.

9 komentarzy

 
  • Jabber

    Czysty przypadek.

  • ktos8

    Lubisz Gage? Czy to tylko taki przypadek z I was born this way?

  • Picasso

    **** opowiadanie i  jakie wciągające

  • MrKlaus

    Po prostu brak mi słów. Opowiadanie jest jednym z moich ulubionych, a z każdym kolejnym następnym rozdziałem skacze o poziom wyżej. Szkoda tylko, że na następną część trzeba będzie poczekać, ale cóż damy rade!!

  • Jabber

    Na kolejną część niestety będziecie musieli troszkę poczekać :sad:

  • marycha

    zaj*biste !!

  • sweetkicia

    Cudowne opowiadanie! <3 Nie mogę się doczekać kolejnej części! :3

  • Kubolo

    Świetne świetne świetne! Cieszy mnie tak szybki rozwój sytuacji i nowe problemy pojawiające się w życiu bohatera… Opowiadanie zaczęło się oczywiście od mojej ulubionej sceny - rozmowy koleżanek Maćka, uwielbiam je :D Szczerze to z części na część mam coraz mniej do napisania, bo z zachwytu brakuje mi słów. Walić interpunkcję i inne błędy, kogo to interesuje przy takiej fabule :faja:

  • Gabriel

    Witam mistrzu. Opowiadanie super, genialne nie mogę doczekać się następnego.