Serce`

-Chciałabym opowiedzieć, jak mi się teraz wiedzie bez ciebie - wyszeptała pewnej chłodnej nocy, siedząc na parapecie. Jej ciepły oddech zamieniał się w parę na śliskiej szybie. Dotknęła jej wierzchem dłoni.  
-Kiedyś zastanawiałam się, jakie to uczucie, gdy ktoś wbija nóż w klatkę piersiową a potem wycina serce, jak w chorym filmie. Zastanawiałam się, o czym wtedy można myśleć, wiesz? - pokręciła głową, śmiejąc się z własnych błądzących myśli. - Teraz już wiem - jej smutny uśmiech odbijał się w oknie. Przyciągnęła nogi mocniej do klatki piersiowej.  
-Codziennie, na nowo ktoś wyrywa mi serce. Bawi się nim, jak ulubioną zabawką a potem wycina je, odbiera zupełnie, jak swoją własność - szepnęła jednym tchem. - A ból? Bólu nie można porównać z niczym gorszym od samego wyrywania narządu, który podtrzymuje zwiędnięte ciało przy życiu - jej palce zatrzymały się w kącikach oczu, by powstrzymać łzy.  
-Dziwię się jeszcze, że żyję - zaśmiała się ironicznie. - Codziennie umieram od nowa, ale to nigdy się nie kończy. Później, kiedy myślę już, że to koniec ktoś spuszcza pomocną linę i krzyczy, bym się po niej wspięła a kiedy nie słucham - sam przyciąga mnie do góry i przywołuje kolejną falę bólu - wzdycha, sięgając po kawę. Jest ciepła i smaczna, ale nie koi nerwów ani nie polepsza nastroju.  
-Myślę już, że wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam, zostało mi odebrane - uśmiech znów zawitał na jej pełnych ustach. To był jeden z najpiękniejszych uśmiechów, choć najsmutniejszych. Zamknęła oczy. Teraz nie powstrzymywała już łez. Kubek z ciepłym płynem spadł z trzaskiem na panele. Nawet się nie wystraszyła. Siedziała dalej w tej samej pozycji, nie otwierając powiek.  
-Teraz już wiesz, że każdy mój poranek, dzień, wieczór, noc to tortura, która nigdy się nie kończy, trwa nieprzerwanie. Żadna ucieczka nie ma szans z tym, co czeka na mnie za rogiem, by znów pustka i ból chwyciły mnie w swoje ramiona i zaprowadziły tu, w to miejsce, gdzie noc zlewa się z moją czarną duszą - jej głos stawał się głośniejszy. Dłonie w nawyku zacisnęły się w pięść.  
-Od dawna czekałam na twój powrót, ale wiem, że ten dzień nigdy nie nastąpi - znajomy śmiech otulił mały pokój. - Moje serce wyrywane, szarpane, torturowane nigdy nie pogodzi się z tą myślą.
Spojrzała za siebie. Odnalazła dłonią to, czego w tej chwili potrzebowała. Czarny marker spoczywał w jej dłoni. Obracała go w dłoniach, jak coś cennego. Potem przyłożyła go do zimnej szyby i drukowanymi literami napisała - "Kiedy zobaczysz moje serce, znów błąkające się samotnie po wymarłych ulicach, krwawiące gdzieniegdzie - napraw je, jeśli zdołasz."

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 532 słów i 2808 znaków, zaktualizowała 12 lip 2015.

1 komentarz

 
  • Lilith

    Cud, miód i orzeszki  :)