Serce do serca | Część 14

Serce do serca | Część 14Lotnisko jest malutkie, ale mimo to wypchane po brzegi. Wielkością mogłoby konkurować z hipermarketem, ale cieszę się, bo wiem, że się nie zgubię. Dodatnią pewność siebie dodaje mi Diana, która zna lotnisko jak własną kieszeń i od razu prowadzi nas do wyjścia, gdy odbieramy swoje bagaże. Velkomen til Norge! Reklama wisząca przy wyjściu z terminalu przylotów, wita mnie w swoim kraju. Wychodzimy z niewielkiego budynku, a chłodne powietrze osiada na mojej twarzy. Razem z Dianą naśmiewamy się, że lot był całkiem nudnawy, bo nikt się nie porzygał, żadne dziecko nie płakało ani nie było żadnych turbulencji. Jednym słowem – nuda. Zapalam swojego ostatniego papierosa, a po chwili zostaję sam ze wszystkimi bagażami, bo moja nowa koleżanka idzie odebrać swój samochód i ma po mnie podjechać. Wyjmuję swój telefon i nie dziwi mnie fakt, że moja skrzynka odbiorcza jest zapełniona ciepłymi smsami od mojego operatora na temat kosztów połączeń, smsów i transferu danych na terenie Norwegii. Przymykam na to oko, ale zapamiętuję, że lepiej nie surfować po internecie, bo mogę szybko zbankrutować.  

Wybieram numer do mojej rudej przyjaciółki i informuję ją, że cały i zdrowy doleciałem na lotnisko znajdujące się nieopodal norweskiego miasta Sandefjord. Życzy mi powodzenia z Gabrielem i sprawia, że uczucie stresu do mnie powraca. Boję się. Nie wiem czego, ale się boję. Boję się, że odeśle mnie do domu, boję się, że już jest za późno. Boję się, że nie jest już sam. Moje zamartwienie się przerywa parkujące szare Volvo przed chodnikiem, a w nim Diana. Wysiada i otwiera bagażnik, a ja kolejno wrzucam do niego nasze bagaże. Samochód jest na norweskich blachach, a jego środek bardzo mi się podoba. Rozsiadam się w skórzanym fotelu przedniego pasażera i zapinam swój pas, gdy Diana mówi mi jak drogie są mandaty za jazdę bez nich. Prosi mnie o kartkę z adresem, spogląda na nią, chwilę myśli i ruszamy. Odjeżdżamy z zatłoczonego małego lotniska i kierujemy się do centrum Sandefjord. Towarzyszy nam radio, a język, który się wylewa z samochodowych głośników sprawia, że cały się skrzywiam.  

- Jak cię ciśnie, to mogę się zatrzymać – śmiech Diany wypełnia środek Volva.  
- Okropny język – komentuję.  
- Ciesz się, że nie słyszałeś jak gadają na północy. Nawet mi trudno ich zrozumieć.  
- Już myślałem, że gorzej być nie może – przyznaję, a Diana wsuwa płytę cd do odtwarzacza.  
- Niedługo będziemy na miejscu - uśmiecha się w moją stronę, a mnie atakuje ból w brzuchu.  

Opieram głowę o okno samochodowe i wyglądam przez nie. Widoki są przepiękne. Jadąc w stronę centrum miałem okazję zauważyć, że dużo tu skał i drzew. Gdy wyjechaliśmy dalej zaskoczyły mnie piękne widoki fiordów i morza. Teraz wjeżdżamy do centrum miasta, które jest jeszcze piękniejsze. Diana w końcu zwalania, bo tak nakazują znaki drogowe, co daje mi kolejną okazję by bliżej przyjrzeć się miastu. Mijamy przepiękne budynki, gdzie większość z nich są drewniane. Trudno znaleźć dwa takie same, bo każdy zbudowany jest według innego projektu. Mijamy piękny budynek wybudowany z jak sądzę cegły, a wygląda on na kościół. Skręcamy i wjeżdżamy w uliczkę z masą sklepików. Ponownie skręcamy i wjeżdżamy na wąską ulicę, a za jej barierami widać już tylko samo morze. Droga prowadzi pod górę i zgaduję, że wjeżdżamy na wyższy poziom miasta. Cieszę się, bo może będę miał okazję podziwiać miasto z wysokości. Dojeżdżamy pod górę i teren jest już prosty. Droga się rozszerza, wjeżdżamy na rondo i skręcamy w lewo. Kolejna wąska droga, ale dookoła niej znajdują się już domy. Wszystkie są wysokie, drewniane, a przed nimi znajdują się przepiękne ogródki. Zauważam też, że w większości nich stoją ogromne trampoliny zabezpieczone siatką dookoła. Kurde, też chcę! Diana rozgląda się po ulicy i domyślam się, że poszukuje konkretnego numeru domu. Moje nogi tak drżą, że nie jestem pewien czy dam radę wysiąść z szarego samochodu.  

Moja koleżanka skręca i zatrzymuje swój samochód przed zaparkowanym Peugeotem, który zamiast w garażu, który stał przed nim, to stał przed drzwiami do niego. Diana gasi silnik, a ja siedzę cicho. Przyglądam się temu miejscowi. Dom, przy którym stajemy jak najbardziej zachęca do wejścia. Dookoła niego rośnie sobie piękna trawa, która lśni swoją zielenią. Przed domem znajduje się również mały ogródek, w którym rosną przeróżne kolorowe kwiatki, drzewka, a do tego dostrzegam małe oczko wodne. Przyglądam się domu, który jest koloru żółtego i wygląda na to, że jest jednopiętrowy. Ma wybudowany taras, ale wygląda jakby dopiero został tam zbudowany. Przy domu dobudowany jest garaż tego samego koloru. Matko, nie wysiądę stąd.  

- Śmiało, na pewno rzucicie się sobie w ramiona – szturcha mnie w ramię Diana.  
- Ile jestem ci winien za podwózkę?  
- A przestań! I tak mam po drodze, bo mieszkam niedaleko stąd.  
- Na pewno?  
- Na pewno! Ale musisz mi obiecać, że się spotkamy w trójkę i pójdziemy na jakieś piwko – uśmiecha się do mnie.  

Z trudem wysiadam z wygodnego Volvo i kieruję się do bagażnika. Otwieram go, wyjmuję swoją torbę, kładę ją na ziemię i chwytam za plecak, który był moim bagażem podręcznym. Zostawiam je na ziemi, na chwilę zanurzam się jeszcze w Volvo, żegnam się z Dianą, wkładam kartkę z jej numerem do kieszeni spodni i obserwuję jak szary samochód odjeżdża. Zakładam plecak na plecy, a torbę chwytam w rękę. Naprawdę nie wiem gdzie mam tu dwanaście kilo, bo są tu raptem tylko ubrania na kilka dni, bo dziewczyny się uparły, że za pewne na tyle tu zostanę oraz kilka podstawowych przedmiotów z łazienki. Najwyżej udam się do jakiegoś hoteliku, póki nie złapię lotu do Polski. Mam jednak nadzieję, że nie będzie takiej konieczności i pogodzę się z Gabrielem. Kieruję się pod drzwi żółtego domu. Z lewej strony znajdował się mały taras, na którym znajdował się stół z plastikowymi krzesłami, huśtawką i grillem. Ciekawe czy Gabriel jest w domu. Ciekawe czy to on mi otworzy. Używam dzwonka do drzwi i wstrzymuję oddech. Matko, ależ stres.  

- Maciek?! Nie wierzę! – drzwi od żółtego domu otwiera mi jego mama. – Jak dobrze cię widzieć, no nie wierzę! – kobieta z lokami aż podskakuje z radości, po czym mocno mnie ściska.  
- Byłem w pobliżu, to pomyślałem, że wpadnę – udziela mi się humor rozweselonej kobiety.  
- Akurat! Oh, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Wchodź, nie stójmy tak!  

Mama Gabriela bierze ode mnie bagaż i gdzieś go odkłada. Przekraczam próg domu i znajduję się w szerokim przedpokoju. Swój plecak zawieszam na wolnym uchwycie od wieszaka i zdejmuję swoje buty. W domu panuje wyśmienity zapach świeżo upieczonego ciasta. Wychodzę z przedpokoju i znajduję się w kolejnym przedpokoju. Na lewej ścianie wisi piękne lustro, a jego rama jest okryta jest jasnym bordowym kolorem. Pod wiszącym lustrem znajduje się mała komoda tego samego koloru, a na niej stoi telefon, piękny kwiatek w doniczce i dwie świeczki. Obok komody stoi przepiękna waza z mieszanką czerni i ciemnej czerwieni. Ściany obite są w panele, a na nich wiszą dwie łyżki do butów. W rogach wiszą zdjęcia, a większość z nich przedstawia piękną twarz uśmiechniętego Gabriela. Przyglądam się tym dołeczkom, które tak kocham, gdy się szeroko uśmiecha. Mama Gabriela przygląda się tym samym zdjęciom co ja i również szeroko się uśmiecha. Zaraz za ścianą z lustrem i zdjęciami znajduje się krótki korytarz z dwoma parami drzwi. Pierwsze znajdują się zaraz przy początku ściany, a drugie na samym końcu krótkiego korytarza i zgaduję, że prowadzą do garażu. Naprzeciwko drzwi do tajemniczego pomieszczenia znajdują się schody w dół. Wchodzę głębiej w pomieszczenie i zgaduję, że kierujemy się do salonu. Kobieta chwyta mnie za rękę i ciągnie za sobą. Wchodzimy do dużego i przestronnego salonu. Pierwsze co rzuca mi się w oczy, to kominek. Następną rzeczą, która rzuca mi się w oczy, to długi drewniany stół z sześcioma obitymi w czarną skórę krzesłami, który stoi przed oknem. Okno przysłonięte jest piękną firanką, a pomiędzy oknami znajdują się drzwi i zgaduję, że prowadzą one na taras, który zauważyłem wysiadając z samochodu. Mama Gabriela dopytuje się kiedy przyleciałem i jak minął lot. Opowiadam jej krótko o mojej nowo poznanej koleżance, a ta oprowadza mnie po swoim domu, który wygląda bardzo ciepło i rodzinnie.  

Białe ściany nadają temu pomieszczeniu sporo przestronności. Długa ściana, ta sama, do której należą okna i stół jest dłuższa niż mi się wydawało. Nieopodal stołu stoi segment w kolorze ciemnego brązu, a na nim znajdują się kolejne fotografie, a wokół nich książki. Na końcu pomieszczenia znajduje się kącik z kusząco wyglądającą sofą, pomiędzy nią jeszcze bardziej kusząco wyglądające fotele, a naprzeciwko sofy szklany stolik, na którym stoi półmisek z ciastem. Czyżby to mi tak pachniało? Przy ścianie stoi stolik z telewizorem, a koło niego regał z płytami.  

Mam ochotę rozsiąść się na jednym z tych foteli, ale jego mama zabiera mnie do kuchni. Jest mała, ale podobnie jak salon przestronna. Znajduje się tu wysoki blat ciemnego koloru, a przy nim stoją dwa wysokie czerwone krzesła. Lodówka, blat, zlew, płyta indukcyjna, zmywarka, a obok tego wbudowany piekarnik z mikrofalówką w ścianie. Nad tym wszystkim wiszą szafki obite w biały kolor i po raz kolejny podoba mi się mieszanka czarnego z białym w kuchni. Może zrobię drobne zmiany w wyglądzie mojej kuchni? Uśmiechnięta od ucha do ucha mama Gabriela proponuje mi kawę, a ja nie odmawiam. Zostawiam ją w kuchni i idę zasiąść na wygodnej sofie. Zastanawiam się gdzie jest Gabriel. Gdyby był w domu, to już pewnie by do nas dołączył. Zgaduję, że Jonas jest w pracy, bo jest dopiero południe. Po chwili przychodzi z dwiema filiżankami kawy i zasiada koło mnie.  

- Nie mieliśmy nawet okazji porozmawiać od czasu świąt – obejmuje mnie, czym miło mnie zaskakuje.  
- Racja, nie mieliśmy – mówię i nie zamierzam wyswobadzać się z jej objęć.  
- Zgaduję, że przyjechałeś do Gabriela. Wiesz, byłam w Polsce na weekend, gdy zadzwonił do mnie z tymi wszystkimi nowinami… - głośno przełyka ślinę – nie mogłam w to uwierzyć, stałam jak wmurowana, gdy mi o tym opowiedział. Najpierw na niego nakrzyczałam, a potem próbowałam po prostu pocieszyć. Chciałam się wtedy z tobą spotkać, ale miałam tyle na głowie, a po drugie obawiałam się, że nie chciałbyś ze mną rozmawiać. Na pewno to przeżyłeś.  
- Przeżyłem… To był strasznie trudny okres. Wciąż jest, bo nie umiem bez niego żyć – czuję, że się rumienię.  
- A on bez ciebie… Jestem wściekła na tą całą Ulę. Tyle nieszczęścia przynieść.  
- Też się zastanawiam jak mogła tak postąpić. Okazała się szują, a nie przyjaciółką.  

Jego mama się ze mną zgadza, a ja opowiadam jej o mojej ostatniej rozmowie z Ulą. Biorę kawałek ciasta ze szklanego półmiska i zajadam się nim, co sprawia, że idealnie zagłuszam swój stres. Gdzie jest Gabriel… Chcę już podziwiać jego piękną twarz i zaszyć się w jego ramionach.  

- Gabriel nawet mi nie powiedział o wypadku. Zadzwonił tylko, czy go nie odbierzemy, bo niedługo wylatuje – przewraca oczami, cały Gabriel.  
- I jak on się teraz ma? – pytam i mam nadzieję, że dowiem się gdzie jest, ile jeszcze będę musiał czekać na niego.  
- Odkąd przyjechał, to słabo… Całymi dniami albo leży w łóżku, albo dłubie coś w garażu. Mówiłam mu, jedź do niego i wytłumacz to wszystko, to się uparł, że masz już kogoś innego i nie będzie ci tego odbierał.  
- Nie miałem i nie mam nikogo – próbuję się do niej uśmiechnąć – przyjaciel, z którym kiedyś coś mnie łączyło zaproponował wyjazd do Hiszpanii. Wyjechałem, bo chciałem uciec od tego, nie dawałem już rady. Ale nic mnie z nim nie łączyło, bo po pierwsze on już jest z kimś związany, a po drugie.. wciąż kochałem Gabriela. Nadal kocham, dlatego tu jestem. Wróciłem dopiero parę dni temu i dopiero wtedy się o wszystkim dowiedziałem, że to wszystko, to jedno wielkie kłamstwo…
- Rozumiem, byłam pewna, że na pewno nie jesteś z tym chłopakiem.  
- Ale Gabrielowi nie da się wytłumaczyć – wyjmuję z jej ust i oboje się śmiejemy.  

Razem z zapełnionymi do połowy filiżankami pysznej kawy, przenosimy się na taras. Upewniam się w swoich wątpliwościach i okazuje się, że miałem rację, bo taras został dopiero co zbudowany. Jednak stoi na nim już małej wielkości szklany stolik i dwa wiklinowe krzesła. Rozdziawiam buzię z zaskoczenia, bo widok z niego jest przecudowny! Otwarte morze, piękne skały, które rażą swoją zielonością, a do tego wszystkiego właśnie przepływał prom. Powietrze jest tak bardzo czyste, przyjemne – aż chce się wdychać! Zasiadam na wiklinowym krześle i chwalę ten piękny widok.  

- Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak bardzo do siebie tęsknił. Może i przesadzam, ale wy faktycznie nie potraficie bez siebie żyć. Bałam się, żeby nie przyszło mu coś głupiego do głowy.  
- Chyba nie potrafimy… - wiem co mówię, bo byłem bliski odebrania sobie życia, gdy go w nim nie było – i gdzie on teraz jest? Zostawił mi list… List w którym napisał, że będzie na mnie czekał. Czy coś się zmieniło? – pytam niepewnie, bojąc się odpowiedzi.  
- Jeśli chodzi ci o to, czy kogoś znalazł, to nie. Przez pierwsze dni nawet nie wychodził ze swojego pokoju… Często w nocy mamrocze twoje imię. Trzy dni temu pojechał na naszą działkę. Chciał być sam.  
- Ach, rozumiem… To daleko stąd?  
- Godzina drogi, może półtorej przy większym ruchu przy wyjeździe z miasta. Chcesz do niego jechać? – pyta, choć i tak zna odpowiedź na swoje pytanie.  

Pod dom podjeżdża czarny samochód, wysiada z niego ojciec Gabriela, żegna się z kierowcą pojazdu, który po chwili odjeżdża. Machamy mu z tarasu, a on odmachuje zaskoczony wizytą niespodziewanego gościa, czyli mnie. Czym prędzej przekracza próg domu i po chwili jest już z nami na tarasie. Wstaję ze swojego krzesła, a Jonas obejmuje mnie i poklepuje po plecach. Zadaje podobne pytania, co jego żona, a mianowicie kiedy przyleciałem i jak się mam. Nie muszę odpowiadać, bo podekscytowana małżonka pytającego robi to za mnie.  

- Zawieziesz Maćka do Gabriela, prawda? Gabriel zabrał mój samochód, a tym francuskim wynalazkiem jeździć nie będę – mówi o Peugeocie, który stoi przed garażem i zgaduję, że Jonas nim jeździ.  
- Uważaj słowami – macha palcem w jej stronę.  
- Na słowa – poprawia go.  
- Zawiozę, bo jak ty sama masz problem tam trafić, to co dopiero Maciek. Jedziemy? – kieruje pytanie w moją stronę, bo widzi, że nie mogę się doczekać na spotkanie z Gabrielem.  

Zauważam, że już bez problemu wypowiada moje imię. Znając życie powtarzał je sobie milion razy by mnie nie urazić. Jest bardzo pozytywną osobą i pod wieloma cechami charakteru przypomina Gabriela. Jest troskliwy i wyrozumiały. Jego niebieskie oczy, którymi obdarował Gabriela, świecą ciepłem i chcą nieść pomoc. Przekonuję go by spokojnie wypił kawę i coś zjadł, a potem pojedziemy. Muszę się psychicznie przygotować na spotkanie z Gabrielem. Matko, tak cholernie za nim tęsknie. Gdy tak z nimi siedzę, to brakuje mi tylko jego. Mam nadzieję, że zaraz skądś wyjdzie, da mi całusa i zasiądzie koło nas. Tak bardzo chcę już do niego. Wiem jak właśnie się czuje. Wiem, bo doświadczyłem jak to żyć bez niego. Nie potrafimy bez siebie żyć, jego mama ma sporo racji. Nie wstawał z łóżka, albo przesiadywał całe dnie w garażu… Też to przeżył, wciąż przeżywa. Pewnie podwójnie, bo obwinia się i sądzi, że to wszystko stało się przez niego. Myli się, to stało się przez głupotę, samolubność i okrucieństwo Uli. Uli, którą obaj uważaliśmy za przyjaciółkę.  

***

Jesteśmy w drodze na działkę, która znajduje się godzinę drogi od pięknego Sandefjord. Przyglądam się i mimo, że krajobraz ciągle się powtarza, to jestem pod wrażeniem. Jonas opowiada, że większość Norwegii, to właśnie woda, skały i lasy. Mówi, że nie ma co się zniechęcać, bo to widok tylko z dróg, a gdy wejdzie się głębiej w las i wepnie na skały dające widok na otwarte morze, to jest to nieopisanym doznaniem. Wierzę mu na słowo. Mimo krajobrazu jest jeszcze jedna rzecz, która tak bardzo mi się podoba. Piękna i gładka droga. Przyjemnie się jeździ po drodze, na której nie napotkaliśmy jeszcze ani jednej dziury. Tak to ja mogę jeździć, jak nożem po maśle.

- Gabriel bez ciebie, to już nie ten sam Gabriel – przerywa moje zachwycanie się drogą.  
- Maciek bez Gabriela, to już nie ten sam Maciek – odpowiadam szczerze.  
- Cieszę się, że poznał kogoś tak wyjątkowego – zgaduję, że mówi o mnie – serca się przekraja jak widzę go w takim stanie, w jakim jest bez ciebie.  
- Kraje – poprawiam go rozbawiony, ale szybko poważnieję – myślisz, że w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać?  
- Sam się pewnie zastanawia, czy ty chciałbyś z nim rozmawiać. Jestem pewny, że jak tylko cię zobaczy, to oszaleje z radości.  
- Masz rację, nie wiem po co sobie wmawiam inaczej. Stres…  
- Kocha cię tak bardzo, jak ty jego.  

Informuje mnie, że dojeżdżamy na miejsce. Skręca w mniejszą uliczkę i wjeżdża w kolejną wąską, która już szła przez las. Zastanawiam się gdzie mnie wywozi, do środka lasu? Ale po chwili wyjeżdżamy z leśnej drogi i podjeżdżamy pod średniej wielkości czerwony dom. Przed domem rośnie skoszona, ale nie zgrabiona trawa, a za domem dostrzegam skały i widok na morze. Jonas opowiada, że zimą przechadzają tędy sarny i łosie w poszukiwaniu jedzenia. Zastanawiam się jak tu musi być zimą. Podobnie jak z Dianą, tak teraz przy Jonasie nie potrafię wyjść z samochodu. Siedzimy i przyglądamy się domkowi. Stres ponownie zawładnął moim ciałem. Drzwi od domku są na roścież otwarte, co pozwala mi myśleć, że Gabriel jest w środku. Jestem już tylko kilkanaście metrów od niego. Tylko kilkanaście metrów dzieli mnie od jego oczu, ramion i ust. Tylko kilkanaście metrów dzieli mnie od miłości, którą mnie darzy. Przyglądam się dalej.  

- Tyle już się na siebie naczekaliście, nie przedłużaj tego – motywuje mnie do wysiadki z auta.  
- Masz rację.  

Odpinam swój pas bezpieczeństwa. Wyciągam plecak, który leżał pod moimi nogami i otwieram drzwi od samochodu. Ależ ciepło. O wiele cieplej niż na lotnisku. Spodziewałem się, że będzie wiało od morza, a moją twarz znów pokryje chłodne powietrze, ale mylę się. Promienie słońca zagościły się w okolicach działki na dobre. Myślałem, że Jonas również wysiądzie, ale nic takiego się nie dzieje.  

- Lepiej jak będziecie sami – mówi, gdy spoglądam na niego pytająco.  
- W sumie… Znowu masz rację – stwierdzam rozbawiony – takk skal du ha – dziękuję mu po norwesku, bo przypominam sobie słówka, których Gabriel uczył mnie po norwesku.  
- Bare hyggelig – odpowiada, a ja domyślam się, że to oznacza nie ma za co.  

Wysiadam z samochodu, rozprostowuję nogi, spoglądam na Jonasa i zamykam drzwi. Zakładam plecak na jedno ramię i macham Jonasowi, gdy odjeżdża Peugeotem spod domu. Rozglądam się. Tak bardzo chciałbym go zobaczyć wybiegającego z czerwonego domku, wprost w moje objęcie. Koło domku zauważam zaparkowanego czarnego Volkswagena Polo 4 i domyślam się, że to ten samochód, o którym tak czule opowiadała jego mama. Czuję jakby moje nogi wpadły w niewidzialną pułapkę, bo wciąż nie chciały się ruszyć z miejsca, w którym opuściły pokład samochodu. Wypuszczam z siebie powietrze i idę w kierunku wejścia do domku. Czuję narastający stres, ale też i podekscytowanie, bo w końcu ujrzę jego twarz. Jestem przy drzwiach, a ze środka dobiega cicha muzyczka. Pukam głośno w otwarte drzwi i z niecierpliwością czekam aż się w nich pojawi. Nic takiego nie następuje. Pukam ponownie i czuję coraz większe napięcie.  

Po chwili decyduję się wejść do środka, bo tylko bezczynnie czekam przed drzwiami. Może śpi albo nie słyszy, choć muzyka gra naprawdę cicho. Mijam mały przedpokój i od razu zauważam, że wnętrze domku jest też obite w drewno. Na stojaku wisi jego czerwona bluza, a koło niej zawieszone są rękawiczki ogrodnicze. Mimowolnie chwytam za rękaw czerwonej bluzy, odkładam tam swój plecak, bo okropnie mi ciąży i idę dalej. Wchodzę do dużego pokoju i mimo, że nie przyszedłem tu by oceniać jego wnętrze, to i tak robi na mnie wrażenie. Ściany wykonane są z drewnianych desek w kolorze jasnego i ciepłego brązu. Pokój jest urządzony bardzo staromodnie, ale jest piękny. Pod ścianą z końca pokoju stoi piękny drewniany segment w tym samym kolorze co ściany. Ma czerwone drzwiczki, co daje ładny kontrast. Niedaleko segmentu stoją dwa fotele rozdzielone dokładnie takim samym szklanym stolikiem, co w domu na tarasie. Obok tego krótka sofa okryta ładnym kocem i trzema poduszeczkami. Nad tym wszystkim wisi duża fotografia z pięknym widokiem na morze i domyślam się, że fotografia zawiera tutejszy widok. Rozbawia mnie żyrandol, który jest wykonany z koła sterowego, a na nim zawieszone są małe klosze. Kolejna ściana należy do długiego czerwonego stołu, a po jego bokach zamiast krzeseł znajduje się ława do siedzenia. Drewniane panele podłogowe okrywa czerwony dywan i znów pochwalam ten stworzony tu kontrast. Jest tu również ceglany kominek, komoda, a na nim telewizor. Okna przykrywają firanki, a za nimi rośliny okrywają parapet. Na czerwonym stole jest niemały bałagan, ale przymykam na niego oczy i idę głębiej wołając za Gabrielem.  

Wchodzę do prostokątnej kuchni, która lśni białością. Nie ma tu już śladu po drewnianych panelach czy kolorze jasnego brązu. Środek kuchni jest pusty, a jej panele okryte są szarym, przytulnym chodnikiem, który prowadzi pod samo okno gdzie stoi czerwony kwadratowy stół okryty białym obrusem. Do tego zasunięte dwa czerwone krzesła i domyślam się, że mama Gabriela lubuje w czerwonym. Okna pokrywa krótka firanka z góry, a zza niego widać wysokie drzewa lśniące ciemną zielenią. Po bokach znajdują się drobne akcesoria kuchenne, szafeczki, lodówka czy zlew, a wszystko to w białych kolorach. Jedynie drzwiczki od szafek zrobione są w kolorze bardzo jasnego turkusu.  

Wychodzę z kuchni, przechadzam się po salonie i wracam do przedpokoju, bo pamiętam, że były tam jakieś drzwi. Pukam do nich, ale nikt nie odpowiada. Ostrożnie je otwieram. Łazienka. Pomieszczenie obite jest w białe kafelki co nadaje miejscu wiele przestrzeni. Ubikacja, umywalka, której towarzyszą białe szafki, a w rogu ściany kabina prysznicowa z brodzikiem. Gdzie on kurde jest? Wychodzę z łazienki, zamykam drzwi i kieruję się do drewnianych schodów, które prowadziły na górę. Znajduje się na korytarzu. Na samym jego końcu znajduje się okno z kolejnym widokiem na tutejsze drzewa, a po bokach znajdują się drzwi do pomieszczeń. Ostrożnie otwieram każde po kolei. Pierwsze drzwi, to nic innego jak spiżarnia. Drugie, to sypialnia, ale skromna i na pewno nie jest w użyciu. Trzecie, to kolejny pokój, ale widać, że używany. Pokój Gabriela. Jego rzeczy, jego zapach. Niepościelone łóżko, poduszka wala się po ziemi, a na krześle przewieszone są jego ubrania. Mam ochotę tu posprzątać, ale wychodzę i otwieram ostatnie drzwi, które prowadzą mnie do kompletnie pustego pokoju. Zrezygnowany schodzę na dół i wychodzę przed domek. Uważnie się przyglądam, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Może poszedł się gdzieś przejść. Wchodzę do dużego pokoju i siadam przy zaśmieconym stole. Leży na nim skrzynka z akcesoriami do łowienia. Żyłki, haczyki, blaszki i inne wynalazki. Koło tego leży album ze zdjęciami. Album, który podarowałem mu na święta. Uśmiecham się i go otwieram. W albumie leży zeszyt i z ciekawości go otwieram. Przerysowywał w nim wszystkie nasze zdjęcia z albumu… Przeglądam go i czuję zakręcającą się łezkę. Po skrzynce z akcesoriami łowickimi domyślam się, że poszedł łowić.  

Wybiegam przed próg domku i znów się rozglądam. Gabriela wciąż nigdzie nie widać. Idę za dom i tam się rozglądam. Przede mną znajdują się same skały przykryte zielenią i kolorami lata. Wdrapuję się na pierwszą i ponownie się rozglądam. Słyszę morze i czuję jak jego jody przedostają się w moje dziurki od nosa. Idę dalej, jednocześnie zachowując ostrożność by się nie wywrócić na nierównych skałach. Mam szczęście, że nie są mokre. Mijam piękne widoki. Dookoła mnie jest tyle roślin. Wysokie drzewa, a na skałach rośnie wrzos. Jestem coraz bliżej otwartego morza i mam nadzieję, że jestem coraz bliżej Gabriela. Idę ciągle pod górę i łapię małą zadyszkę, bo za szybko idę. Słyszę, że morze jest już bardzo blisko mnie. Wchodzę do końca i orientuję się, że stoję na dość wysokiej skale, ale bardzo małej w porównaniu do innych, które wpadają mi w oczy po obu stronach. Ależ tu pięknie. Podziwiam obraz morza, a w nim mniejsze i większe skałki. Spoglądam w dół, a tam stoi on. Jest odwrócony do mnie plecami, a w swoich dłoniach trzyma wędkę. Zauważam też, że w uszach ma słuchawki. Fajnie, nie mam co się drzeć, bo i tak mnie nie usłyszy. Ma na sobie koszulkę, którą kiedyś mu wybierałem w sklepie, w którym pracowałem. Idealnie pasuje na nim ciemnozielona koszulka i krótkie spodenki ¾. Powolutku schodzę na dół, bojąc się, że niedługo zaliczę jakąś glebę. Jednak cało docieram na dół. Stoję już tylko parę metrów przed nim, ale nie potrafię się ruszyć dalej. W skupieniu łowi i przygląda się morzu. Jego włosy lekko powiewają, przez wiatr przepełniony zdrowym jodem. Zaczyna kręcić kołowrotkiem i albo coś złowił, albo ponownie spróbuje zarzuć wędkę. Wyjmuje z wody szarą blaszkę zawieszoną na żyłce i odwraca się by ponownie zarzucić wędkę. Mruga podwójnie myśląc, że ma jakieś zwidy. Przyglądam się jego niebieskim oczom, a w moich pojawią się łzy. Gabriel wyjmuje słuchawki z uszu i z przyzwyczajenia wkłada je do kieszeni. Odkłada wędkę, ale nic nie mówi. Wolnym krokiem idę w jego kierunku, a on w moim. Nasze oczy się spotykają, Przypatruję się najpiękniejszym oczom na świecie. Gabriel wpatruje się w moje, jakby próbował z nich coś wyczytać. Kładę swoją dłoń na jego policzku i delikatnie go głaszczę. Ręka Gabriela ląduje na moim biodrze, a swoje czoło opiera o moje.  

- Przepraszam cię. Przepraszam za wszystko – szepcze.  
- A ja ciebie… że zwątpiłem, wyjechałem, zostawiłem cię – odszeptuję.  

Odkleja swoje czoło od mojego i uważnie mi się przygląda. Szeroko się uśmiecha, a swoimi dłońmi dotyka moich policzków. Przybliżam swoje wargi do jego warg. Od razu za nie łapie swoimi i obdarowuje je niesamowitym pocałunkiem. Mocno go obejmuję, a on ani myśli odkleić się od moich warg. Mimowolnie zaciągam się zapachem, za którym tak bardzo tęskniłem. Na chwilę się od niego odklejam i mocno do siebie przytulam. Opieram swoją głowę o jego ramię, a on mocno mnie ściska.  

- Myślałem, że już nigdy tego nie doświadczę – mówię o pocałunku i przytuleniu się.  
- Jeśli tylko chcesz, to możesz tego doświadczać do końca swojego życia – składa mi propozycję, której wręcz nie mogę się oprzeć.  
- Kocham cię – wyznaję.  
- Kocham cię…  

Opuszczam jego ramiona i całuję go. Lekko przeczesuję jego włosy, a on błądzi swoimi ciepłymi dłońmi po moich plecach. Tak długo czekałem, by się tego doczekać. Nie chcę przestawać go całować, nie potrafię. Mogę stać tu tak do końca świata i o jeden dzień dłużej, byle z nim. Jego czerwone wargi są tak bardzo.. magiczne. Nie sposób im się oprzeć, nie sposób im odmówić. Przyjemny wiaterek o nas zahacza, a słońce planuje za niedługo się schować i ustąpić swojego miejsca księżycowi. Niebo robi się lekko pomarańczowe z mieszanką jasnego fioletu. Pięknie.  

- Kiedy przyjechałeś? – pyta, gdy siedzę między jego nogami na skale. Swoje ręce oplótł wokół mojego brzucha, a jego usta co jakiś czas chowają się w mojej szyi i ją całują.  
- Dziś rano – odpowiedziałem, wpatrując się w obraz morza i towarzyszącemu mu zachodowi słońca.  
- A do Polski?  
- Trzy dni temu. Dowiedziałem się o wszystkim dopiero po wylądowaniu w Gdańsku… Następnego dnia już miałem zarezerwowany bilet do ciebie i dziś oto jestem – odpowiadam, a on jeszcze mocniej mnie obejmuje i całuje.  

Przez dłuższą chwilę podziwialiśmy jeszcze zachód słońca. Gabriel wziął swoją wędkę, złapał mnie za rękę i wyruszyliśmy w kierunku domku. Mimo, że przez wysokie drzewa w lesie jest ciemno, to nie boję się, bo mam przy sobie jego. Moje poczucie bezpieczeństwa powoli do mnie wraca. Szybko jesteśmy na miejscu, bo Gabriel poprowadził mnie kompletnie inną drogą od tej, którą do niego trafiłem. Wchodzimy do domku, a on zamyka za nami drzwiami. Nie puszcza mojej dłoni i wchodzimy do dużego pokoju. Zapala światło, bo w środku było dość mrocznie. Opieram go o ścianę i powalam jego dłoniom zamieszkać na moich biodrach. Całuję go. Powoli i namiętnie. Rozkoszuję się każdym jedynym muśnięciem, zbliżeniem i oddechem. Jego dłonie długo nie zostają w jednym miejscu i jak zwykle błądzą po moim ciele. Na chwilę przestaję go całować i zdejmuję jego ciemnozieloną koszulkę. Jego wisiorek jest na miejscu. Przejeżdżam swoimi palcami po jego torsie i zahaczam o literkę M. Kieruję swoje usta na jego nagie ramiona i obdarowuję je soczystymi pocałunkami. Łapie mnie za rękę i prowadzi za sobą na schody. Szybko je pokonujemy i znajdujemy się w jego sypialni. Zapala małą lampkę, która stoi na stoliku przy łóżku i od razu kieruje się w moją stronę. Pozbawia mnie górnego okrycia ciała i spogląda na mój wisiorek. Lekko się uśmiecha i przykłada literkę M do literki G. Trzyma je razem, a jego usta znów są przy moich. Chcę by już tak zostało na zawsze. Ja i on. Razem. O niczym więcej nie marzę, niczego więcej nie chcę, niczego więcej nie wymagam, nie domagam… Powoli przesuwamy się w stronę łóżka i zaskoczony opada na nie, gdy go na nie popycham. Szybko do niego dołączam i okrywam jego ciało swoim ciałem. Kontynuuję pocałunek.  

***  

- Tak bardzo się za tobą stęskniłem – mówię, gdy moja głowa leży na jego ramieniu, a moje oczy dokładnie przyglądają się jemu – to było tak cholernie trudne… Dla mnie, dla ciebie.  
- Nigdy więcej… Nigdy – całuje mnie w czoło i okrywa moje nagie ciało kołdrą.  
- Nie dajmy się już nikomu zniszczyć – zgadzam się z nim.  
- Mogę o coś zapytać? – zaczął nieśmiało, kręcąc kółka wokół moich sutków.  
- Nie, nie mam HIV – rozbawiam go. – Pewnie – poważnieję, ciekawy o co może zapytać.  
- Opowiesz mi o Hiszpanii? Czy was coś połączyło? - zgaduję, że pyta o Kubę.  

Opowiadam mu o wszystkim, co spotkało mnie w Hiszpanii. Uważnie słucha, a ja opowiadam mu o nawet najmniejszych szczegółach. Opowiadam mu o tym, że na początku Kuba miał na coś nadzieję. Opowiadam mu o feralnym pocałunku podczas meczu Hiszpanii z Włochami i o tym na dachu. Nie jest zły, jest szczęśliwy, że o wszystkim mu mówię. Opowiadam mu o José, który był o mnie cholernie zazdrosny, bo czuł coś do Kuby. Po moim wyjeździe zaczęli na nowo randkować i wygląda na to, że wszystko jest na dobrej drodze by byli razem szczęśliwi. Opowiadam mu również o moim znajomym Adrianie, pochodzącym z Manchesteru. Śmieje się z sytuacji, która zaistniała w knajpce, a mianowicie ze mnie kryjącego się za ladą przez godzinę na zimnych kafelkach. Stwierdza, że wcale mu się nie dziwi i sam by ślęczał w tej knajpce do końca swojego życia, byle mnie jeszcze raz spotkać. Opowiadam mu o ciągle podekscytowanej Carmen, która stała się moją nową przyjaciółką i razem z Kubą stali za nim murem, radząc mi bym do niego wrócił i wszystko wyjaśnił. Gabriel stwierdza, że należy podziękować Kubie i zastrzega, że mam się już do niego nie przyklejać, po czym sam się do mnie przykleja. Opowiadam mu o przepięknym Madrycie, a on obiecuje, że jeszcze tam pojedziemy. Przypomina mi o swoim prezencie na święta i wygląda na to, że niedługo poruszymy kwestię wyruszenia na wycieczkę dookoła pięknej Europy. Jeszcze raz ze szczegółami opowiadam mu o epizodzie z Kamilem, by wszystko było jasne. Opowiadam mu również o mamie, która bardzo się zmieniła. Stwierdza, że to dobrze, ale musi być ku temu jakiś powód. Nie drążymy tego tematu dalej, bo choć nie chciałem, to musiałem zapytać go o nią. Odpowiada krótko, że nie tknął jej nawet palcem. Ani wcześniej, ani kiedy zmyślała ciążę. Tego tematu też nie drążymy dalej i wpadamy w swoje objęcia. Księżyc jest jedynym punktem oświetlenia sypialni po tym, jak w lampce stojącej na stoliku nagle przypaliła się żarówka.  

- Zamieszkajmy razem – proponuję między pocałunkami, a on nie potrzebuje się odzywać, bo i tak już znam odpowiedź na swoje pytanie. Kontynuujemy całowanie się. Gubię się w jego objęciach. Tak mi dobrze, gdy okrywa moje ciało swoim. Jestem szczęśliwy. Jestem z nim. Nareszcie.  

-----------------------------  
Kurdę! Znowu się strasznie rozpisałem, ale mam na to dwa wytłumaczenia!
1: Trudno jest mi pisać krótko. Uwielbiam się rozpisywać, oddać Wam każdy najmniejszy szczegół akcji, sytuacji i miejsca. Sam uwielbiam czytać długie teksty, więc i takie piszę.  

2: Dziś obchodzę swoją małą rocznicę. Mianowicie 30 listopada 2012 zacząłem pisać, bądź też opublikowałem swoje pierwsze opowiadanie. Przez długi czas czułem w sobie, że chcę pisać, ale dopiero wtedy usiadłem do tego i zacząłem dość oryginalnie...  

Swoje pierwsze opowiadanie oceniam na jedną gwiazdkę, tak, tak! Późniejsze części Poziomek dopiero ukazywały jakieś tam moje zdolności. Gdzieś od piątej części oceniałem siebie na dwie gwiazdki. Od 7-8 części Serca do Serca przyznaję sobie trzecią gwiazdeczkę - wiem, jestem skromny. Do czego dążę? Do tego, że piszecie tu o książce i podobnych sprawach.. oczywiście, że marzę o wydaniu czegoś swojego, ale do tego potrzebne są mi 5 gwiazdek! Zanim je zdobędę, czeka mnie trudna praca, bo jeszcze pod wieloma elementami jestem słabiutki. Tysiąc opowiadań i milion książek, by wbić te 5 gwiazdek.  

Odnośnie tego opowiadania - chciałbym by nigdy się nie kończyło. Mam nadzieję, że wytrwam w pisaniu tego, moim zdaniem, świetnego opowiadania. Dopiero od kilku części wyciągnąłem to, co tak naprawdę chciałem. Cieszę się, że jesteście ze mną. Każdy komentarz jest na wagę złota. Każda wiadomość jest dla mnie jak nagroda. Uwielbiam Was :) Trzymajcie się, dzięki! Sto lat, sto lat i takie tam :P  

Tu też się rozpisałem o.O | I tak nikt nie czyta! :-D

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 6447 słów i 35807 znaków.

19 komentarzy

 
  • Jabber

    Jutro po południu dodam ;-)

  • ...

    Kiedy następna część?

  • Oddana twoim opowiadania czyte

    Kocham, kocham kocham.

  • Endajs

    Powiem szczerze, że jak kilka tygodni temu pojawiła się pierwsza część, to zdecydowanie zniechęcił mnie wątek homoseksualistów. Po bodajże dziesiątej zmusiłam się do przeczytania i w pełni zwracam honor. W stu procentach popieram tezę mówiącą o ocenie po okładce, do której sama się nie dostosowałam i odczułam to jak widać całkiem nie dawno. Świetna fabuła, gramatyka, spójność, interpunkcja i wszystkie inne pierdoły są na miejscu. Daj znać kiedy wydasz książkę, jestem pierwsza w kolejce!  :rolleyes:

  • Jabber

    Dziękować :smile:

  • .

    najlepsze < 3

  • Czytelniczka

    Wspaniałe uwielbiam wzruszyłam się . Pisz dalej :)

  • yuuchirokun

    Matko wiecej prosze ;( to jest genialne :D marze o takiej histori w realu ^^

  • Kubolo

    Tak się bałem, że to ostatnia część opowiadania, a tak pozytywnie zaskoczyłeś mnie, mówiąc, że masz nadzieję (zresztą tak jak ja), że to dzieło się nigdy nie skończy. Co ja Ci mogę powiedzieć? Nie będę mówić, że jesteś świetny, fenomenalny, pierońsko dobry, bo to oczywiste jak błękit nieba! Życzę Ci wszystkiego najlepszego z okazji tego jubileuszu i jeszcze większej weny (o ile to możliwe) niż dotychczas! Przyznam się, że gdyby nie Ty, to prawdopodobnie nigdy nie zacząłbym pisać :rotfl:

  • Jareg

    YaY!! W końcu są razem, narescie! Z zapartym tchem czytam od początku i za każdym razem czuje taki... niedosyt. Co do długości to, jak dla mnie jest za krótko i chciałbym jeszcze dłuższe, więc nie masz się co przejmować, czy będzie za długie, czy za krótkie! Jest poprostu idealnie. Za każdym razem, gdy dodajesz część, to mam taki zaciesz na twarzy! Choć mam 14 lat i nie rozumiem miłości do końca, to i tak uważam, że to jest piękne. A poziomkową przeczytałem w 2 dni, bo bylem ciekawy. Gratuluję!!

  • nati :)

    to jest swietne opowiadanie nie czytalam nigdy lepszego :) ciesze sie ze wlasnie w ta storne prowadzisz to opowiadanie mam nadzieje ze wszystko skonczy sie happy endem :)

  • love94

    Kciuk w górę za:
    1. Przystojniaka z obrazka *.*
    2. Za wszystko inne:P Tak trzymaj bracie:*

  • love94

    Łezka mi się zakręciła, ale się nie poryczałam Ha !:D Chociaż było blisko:P Co ja ci mogę Tomuś powiedzieć? Komentuje ci na bieżąco na gg, ale i tak muszę skomentować raz jeszcze. Twoja dokładność mnie powala i przez to jak piszesz, mogę wyobrazić sobie siebie w tym świecie, zżywam się z bohaterami, a dzięki tym opisom, czuje jakbym naprawdę tam była, a to jest sztuka wprowadzić czytelnika w atmosferę panującą w opowieści. Za każdym razem będę powtarzała, że jesteś moim mistrzem :)

  • Jabber

    Kurcze.. wzruszyłem się... Naprawdę... Dziękuję  :redface:

  • paula.

    ... przepraszam, ale nadal nie mogę się uspokoić po tym co przeczytałam, pomimo tego że skończył mi się już tekst ja nadal płacze i płacze :) To co piszesz jest .. no po prostu już sama nie wiem, ale jesteś w tym wszystkim taki prawdziwy i nie znając Cię mam wrażenie, że we wszystko co piszesz wkładasz małą część siebie, bo to się po prostu czuję. Tak jakbyś utożsamiał się z tym. Co do twoich kompleksów na temat długości, to powiem tyle, że jak dla mnie każdy rozdział by mógł być dwa razy takiej długości, a i tak czytałabym z zapartym tchem. Za każdym razem przewijając stronę w dół, myślałam tylko żeby to jeszcze nie był koniec :) To tak chyba w skrócie <3 No i czekam na następny rozdział :)

  • Gabriel

    A wracając do kwestii opowiadania to tak jak zawsze było świetne mam nadzieję, że będziesz kolejne części dodawał tak jak do tej pory regularnie, bo przynajmniej już wiem kiedy mogę spodziewać się następnej. Dziękuję Ci również za to, że wreszcie napisałeś o tym, że Maciek i Gabriel wrócili do siebie i wszystko sobie wyjaśnili. Jeszcze raz z okazji Twojego jubileuszu życzę Ci weny, weny i jeszcze raz WENY i czekam z niecierpliwością na kolejną cześć.

  • Gabriel

    Dziękuję Ci za wszystko za to, że piszesz i, że chcesz pisać. Skoro mówisz, że świętowałeś wczoraj swój mały jubileusz chciałbym życzyć Ci wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim weny twórczej, która mam nadzieję, że nigdy Cię nie opuści, życzę Ci również tego abyś tak jak sam napisałeś wytrwał w tym opowiadaniu jak najdłużej, a jeżeli mowa o książce  to koniecznie musisz ją wydać chociażby zebrać wszystkie części serce do serca i z tego zrobić książkę. Jeszcze raz weny.

  • bbebbety

    Kocham :) jesteś naj!!! <3

  • sweetkicia

    A ja przeczytałam wszystko nawet to Twoje rozpisanie się na koniec :D Nawet nie wiesz jak się cieszę, że oni znowu są razem! Po prostu Gabriel i Maciek to najlepsza para pod słońcem! Dla mnie to opowiadanie mogłoby nigdy się nie kończyć i mam nadzieję, ze jeszcze długo będziesz pisał :) Weny, weny i jeszcze raz weny, bo uwielbiam Twoje pisanie <3