Serce do serca | Część 6

Serce do serca | Część 6Zaskoczył mnie tym zaproszeniem. Nie spodziewałem się tego, ale bardzo się z tego ucieszyłem, mimo że przybył mi kolejny powód do zmartwień – czy jego rodzice mnie zaakceptują? Nie podzieliłem się z nim moimi obawami. Nie było po co. Co ma być to będzie – powtarzałem sobie. Z drugiej strony waham się czy aby na pewno przyjąć to zaproszenie.. nie chciałbym czuć się niezręcznie, jak jakaś sierota albo niespodziewany gość. Jest mi smutno, że święta spędzę bez swojej rodziny.. o ile jeszcze ją mam. Matka spędzi czas ze swoim utrzymankiem popijając kolorową wódkę w ciepłych krajach, ojciec zabierze swoją nową, bądź też inną rodzinkę do Rzeszów, a moja siostra zamierza przylecieć dopiero na sylwestra, bo wcześniej nie da rady się wyrobić. Troszkę kicha. Na szczęście jest Gabriel. Na szczęście są dziewczyny. To oni są moją jedyną rodziną. A propos dziewczyn, przerywam użalanie się nad sobą i śpieszę się by zdążyć na siłownie. Do swojej ulubionej torby pakuję ciuchy do spalania zbędnych kalorii, ręcznik, żel, telefon ze słuchawkami oraz wodę. Dużo wody.  

Spotykam wszystkie dziewczyny przed drzwiami wejściowymi do piekła – tak Patrycja nazywała naszą siłownie, a dziś takie stwierdzenie było jak najbardziej trafne dla tego miejsca, jako że szykowała się godzina ćwiczeń z Danką, szefową szefów wszystkich diabłów. Na jej zajęciach polewała się krew i pot, ale zawsze była dobra zabawa. Wszystkie cztery dziewczyny uważnie mi się przyglądają od momentu spotkania przy drzwiach. Ciekawe o co im chodzi. Danuta nie cacka się z nami, od razu zaczyna od rozgrzewki. Idziemy na sam tył by móc spokojnie porozmawiać i co najważniejsze – nie było widać naszych błędów w wykonywaniu ćwiczeń.  

- W górę i w dół! – wykrzykuje pełna radości instruktorka.  
- Nie dam rady już – wysapuje jakiś chłopak z przodu.  
- Nie dasz rady zapłacić kartą w biedronce, podnieść dupsko w górę i opuścić w dół dasz kochanieńki!  
- Ja się jej boję – szepcze Patrycja.  
- Zacznij bać się nadchodzącego cellulitu! I od nowa… raz, dwa, trzy, cztery i pięć!  

Danka też ma dobry słuch, chyba zapomniałem wspomnieć. Cała sala wybucha śmiechem, a ćwiczenia nie tracą na intensywności. Trochę się ociągam w ćwiczeniach. Jestem odrobinkę obolały po ćwiczeniach z moim prywatnym instruktorem.. jak on się nazywał? A, Gabriel. Mimo to próbuje nadążyć by i mi nie zwróciła uwagi. Wdech i wydech. Wdech i wydech. Wydech i wdech. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem i raz, dwa, trzy.. liczę pod nosem razem z innymi.  

- Macieju Walecki, uprawiałeś seks! – stwierdza oskarżycielskim tonem Samanta gdy instruktorka odpuszcza na chwilę ćwiczenia i daje nam wolną rękę.  

Skąd wie? Aż tak widać? Reszta dziewczyn bacznie mnie obserwuje wyczekując na moją reakcję. Na usta Magdy ciśnie się szeroki uśmiech, Patrycja zaś wstrzymuje śmiech. Chyba nie muszę im się zwierzać z takich rzeczy, co nie? Mimo, że one zwierzały mi się z tych spraw cały czas. Przynajmniej dowiaduję się czemu mi się tak przypatrywały.  

- No.. ee.. skąd ty to.. wcale nie – mamroczę czując jak moje policzki stają się bordowe.  
- Promieniejesz na kilometr, Maciusiu – stwierdza moja przyszywana siostrzyczka, Magda.  
- A na dwa kilometry widać jak chodzisz – wybuchają śmiechem wszystkie trzy oprócz Uli.  
- Niby jak?! – oburzam się.  
- Jakbyś dopiero co przeżył gwałt zbiorowy – stwierdza Samanta rozpoczynając kolejną falę śmiechów.  
- Przyłóż się lepiej do ćwiczeń, to wielkie dupsko samo się nie spali – rzucam udając śmiertelnie obrażonego.  
- Mów lepiej jak było! Gabriel się spisał? – dopytuje Patrycja.  

Grad pytań sprawia, że zaczynam się zastanawiać nad nazwą koloru ciemniejszego od bordowego. Moje policzki jak nic były już purpurowe na wspomnienie wydarzeń z poprzedniego dnia. Uśmiech nie znika z mojej buzi. Było mu tam dobrze i ani myślał stamtąd znikać.  

- I to jak – wyjawiam nieśmiało.  
- Dużego ma?! – pyta oczywiście podekscytowana Samanta.  
- Spadaj – prycham.

Danka na szczęście ratuje mnie z gradu pytań na temat mojego pożycia seksualnego. Uważa, że wszyscy się tylko ociągamy i zaczyna ćwiczenia na, jak to nazwała, piękne ramiona. Moje chyba były dość piękne, albo przynajmniej dla Gabriela, który nie potrafił przestać ich obdarowywać pocałunkami. Były dla niego tak piękne, że przez długą chwilę nie chciał się od nich odlepić, a jego dłonie badały każdy ich zakamarek. "Droga Danuto, moje ramiona są już piękne" stwierdzam dumnie w myślach.  

Męki kończą się po jakiejś godzinie i razem z Samantą, Magdą i Patrycją udajemy się na kawę w pobliskiej kawiarni. Ula do nas nie dołącza, bo ma do załatwienia jakieś sprawy. Tym razem zamawiamy tylko kawę, a nie żadne ciasto jak przedtem. Dziewczyny zrozumiały, że nie ma sensu nadrabiać dopiero co spalonych kalorii, albo ćwiczenia z panią D. tak na nie zadziałały.  

- Ula jest jakaś nie tego – mówi Samanta popijając swoją latte macchiato.  
- To znaczy? – pytam zaciekawiony.  
- Coś mi się w niej nie podoba, tyle.  
- Przesadzasz – uspokaja Patrycja.  
- Gabriel zaprosił mnie do siebie na święta. Mam poznać jego rodziców.  
- Robi się poważnie – uśmiecha się Magda.  
- No. Znając życie poważnie to spieprzę.  
- Boisz się, że cię nie polubią? – pyta Patrycja jakby czytała mi w myślach.  
- Raczej, że nie zaakceptują.  

Podzielam się z dziewczynami wszystkimi moimi obawami, a te jak zwykle sprawiają, że wszystkie one znikają. Nie ma co się przejmować, to "tylko" rodzice. Ważne, że to jemu się podobałam, że to on mnie.. kocha. To tak pięknie brzmi. Kogoś kochać, samemu być kochanym. Kocham – najpiękniejsze słowo. Kocha mnie. Pokazuje i mówi to cały czas. Czuję to, on naprawdę mnie kocha. Kto by pomyślał.  

Z przyjemnością słucham zadowolone z życia przyjaciółki. Magda wręcz skacze z radości, bo Michał miał do niej przyjechać w następnym tygodniu. Znów o nim opowiada. Widać jak bardzo jest w nim zauroczona, jak bardzo jej do niego tęskno. Samanta już dawno przestała opłakiwać swojego byłego Piotrka, a co więcej.. już jest w trakcie polowania na kolejnego faceta. I to nie byle jakiego, a jej byłego, Tomka, który niespodziewanie został singlem gdy Ola go zostawiła. Życzę jej powodzenia, w końcu pasowali do siebie jak nikt inny i kiedyś byli parą zakręcenie idealną. Patrycja, kobieta anioł poznała kogoś ciekawego w internecie, jej też życzę powodzenia, ale zwracam uwagę by była ostrożna.  

- Mówiłam wam już, że Michał ma babcię, tu w Gdańsku?  
- Ze sto razy – narzeka Samanta badając wzrokiem swoje paznokcie.  
- Wczoraj mówił, że będzie starał się przenieść.  
- Szczęściara – przyznaje Patrycja.  
- A jak tam ten twój Gusto18? – pyta Magda.  
- Na szczęście jest z Gdańska – wytyka język.  
- Właśnie, Pati. Mów coś więcej o nim no! – ożywia się Samanta.  
- No hmm… Jak już mówiłam, nazywa się Łukasz i jest w moim wieku. Nie, nie wiem jak wygląda, i on na szczęście nie wie jak wyglądam ja, bo wtedy pewnie byśmy już nie pisali – mówi, a my troje mrozimy ją wzrokiem za wygadywanie bzdur – jest mądry, czuły. Lubi książki, siatkówkę i rock.  
- A seks lubi? – żartuje Sami.  

Nagle robi mi się ciemno przed oczami. Światło dostrzegam tylko przez małe szparki. Szparki między palcami, które oplotły moje oczy. Nawet nie zastanawiam się kto to. Po pierwsze czuję zapach, TEN zapach, a po drugie umówiłem się z Gabrielem, że spotkamy się w kawiarni.  

- Cześć przystojniaku – wita się ze mną całując mnie w policzek.  
- Czcz..cześć – wyduszam z siebie okropnie zawstydzony czym doprowadzam go i innych do śmiechu.  
- Ktoś coś mówił o seksie? – pyta przysiadając się do nas.  
- Toć to nasz stały temat – stwierdzam dumnie.  
- Och, tak, dokładnie… – Samanta dopija swoją kawę, a ja lekko kopię ją pod stołem w nogę, by nie palnęła czegoś głupiego.
  
Siedzę tak i podziwiam mojego ukochanego w wymianie zdań z moimi przyjaciółkami. Cały promienieje. Wychodzi na to, że promieniałem tak samo jak i on. Szeroko się uśmiecha i co chwilę zerka na mnie posyłając mi jeszcze szerszy uśmiech. Jest tak piękny. Pozwalam sobie przeczesać dłońmi jego ciut odstające włosy. Uwielbiam je. Niebieskooki jest mi niezmiernie wdzięczny za ten gest. Po chwili żegnamy się z dziewczynami, bo Łobuz, który przyszedł po mnie razem z Gabrielem nieźle się niecierpliwi pod drzwiami kawiarni. Idziemy ramię w ramię, opatuleni ciepłymi kurtkami. Śnieg już nadchodził, a tego dnia okropnie wieje. Nie dość, że mam kurtkę, to do tego mój bezprzewodowy kaloryfer. Gabriela.  

- Kocham cię – wyznaje znienacka gdy spacerujemy przez park. Ten sam w którym po pijaku wracałem z dziewczynami i tam go spotkałem.  
- Ja ciebie też – łapię go za rękę ignorując przechodnich.  

***  

Kuchnia jest miejscem idealnym dla mnie. Tak przynajmniej twierdzi babcia Gabriela, którą w końcu wypuścili ze szpitala. Nie może się mnie nachwalić, a Gabriel chętnie we wszystkim mi pomaga. Nie może się ode mnie odkleić. Szybko zdążyłem zapoznać się z kuchnią u Gabriela i był pełen podziwu, że wiedziałem co gdzie leży.
  
- Skaleczę się – mówię rozbawiony, bo przytula się do mnie gdy kroję pomidora.  
- Podmucham – obiecuje.  
- Już chyba starczy wam tego dmuchania – woła rozbawiona babcia przekrzykując Depeche Mode grające w radiu.  

Odkąd babcia Gabriela była już w domu, dużo czasu spędzałem właśnie u niego razem z Łobuzem. Mógłbym tu nawet zamieszkać. Panowała tu taka rodzinna i miła atmosfera. To coś czego bardzo mi brakuje od tylu lat. Zresztą, pewnie nie mieliby nic przeciwko jeślibym im gotował.  

- Jak tam dziś, babciu? – pyta zatroskany wnuk.  
- Patrz – zwraca się do mnie przy stole – w dzień, to do rany przyłóż, a w nocy mnie zostawia i wymyka się do ciebie – pomachuje palcem w stronę wnuka.  
- Oj tam – odpowiada zawstydzony.  
- Pycha – ocenia moje danie starsza kobieta, kładąc ręce na brzuch.  
- Dwadzieścia pięćdziesiąt – zwracam się w jej stronę dowcipnie.  

Babcia Gabriela nie kryła sympatii do mnie, co dodawało mi skrzydeł i wiary, że z jego rodzicami nie będzie tak źle. Chciałbym by polubili mnie tak samo jak ona. Święta zbliżają się hucznymi krokami. Z jednej strony jest jeszcze do nich wiele czasu, a z drugiej cholernie mało.  

Po obiadokolacji zostajemy sami. Jego babcia wyszła, jak to stwierdziła, na osiedlowe ploteczki i prędko miała nie wrócić. Z Gabrielem odrabiamy zaległe lekcje – o tak, moje książki również były u niego. W głośno grającym radiu rozbrzmiewa francuska piosenka w kubańskich rytmach*. Moje nogi same z siebie zaczynają tańczyć pod stołem zaliczając cztery noty po dziesięć punktów. Cholera, niezła piosenka! Gabriel sam nie może usiedzieć w miejscu aż w końcu porywa mnie do tańca odrywając mnie od angielskiego. Obraca mną po całym salonie po czym nagle przyciąga blisko do siebie. Bardzo blisko. Muskam jego wargi namiętnie i przejmuję pałeczkę obejmując go i obracając się w kółko z nim. Niebieskie oczy świecą się z radości. Obdarowuje mnie pocałunkiem w szyję i przejeżdża swoimi dłońmi wokół moich ramion. Puszczam go z objęć i robię podobny ruch, lecz moje dłonie przejeżdżają po jego głowie kończąc na pocałunku. Odlepiamy się od siebie i kontynuujemy namiętny taniec. Obracam nim, przyciągam do siebie i od nowa obracam. Uwielbiam te momenty gdy przylega do mojego ciała. Jego dłonie wędrują na moje plecy i zjeżdżają po nich, zatrzymując się na pośladkach i napierając na nie, co sprawia, że nasze ciała przylegają do siebie jeszcze bardziej.  

- Świetnie pan tańczy – szepcę mu do ucha.  
- Nie tak świetnie jak pan.  
- Ja może i tańczę świetnie, ale pan doskonale, proszę pana – podoba mi się to całe zwracanie się do siebie na pan.  
- Wspominałem już, że bardzo pana kocham? – mruczy do mojego ucha.  
- Och, tak, ale jak dla mnie może pan wspominać o tym cały czas. Bardzo mnie to… zadowala – wyznaję rozpinając guziczki od jego koszuli, ciągnąc go w stronę jego pokoju.  

***

Śnieg był już wszędzie. Zimno, biało i świątecznie. Gdzie człowiek nie poszedł, spotkał jakieś świąteczne elementy. Ahh, te świąteczne piosenki grane co rok aż do znudzenia. Narzekałem na nie, ale w głębi serca bardzo je kochałem. Już na początku grudnia w mojej głowie powtarzały się słowa "we wish you a merry christmas". Cholera. Prezenty. Co sprawić Gabrielowi?!  

Grudniowa sobota jest bardzo specjalnym dniem, a w szczególności dla Magdy. Jej Michał do niej przyjechał i miał zostać aż do nowego roku! Dwa tygodnie z nim, siostrunia jest wniebowzięta. Z tej właśnie okazji, by się lepiej poznać, Magda zaprosiła nas wszystkich do kręgielni, a na potem planowała łyżwy.  

Razem z Gabrielem wygrywamy całe "zawody". Było nas ośmioro i podzieliliśmy się na cztery grupy. Magda z Michałem przeciwko Patrycji z Ulą oraz ja z Gabrielem przeciwko Samancie i jej nowo starej zdobyczy Tomkowi. Wygrane pary z tych starć przechodziły do małego finału, a pary przegrane walczyły o trzecie miejsce na podium. Lekko ograliśmy parę wariatów, a w finale starliśmy się z nikim innym jak z Magdą i Michałem. Brąz wywalczyły Patrycja z Ulą, a Samanta twierdziła, że i tak był spalony… Kobiety.  

- Dobrana z was para – mówi Michał i wydaje mi się, że mówi zarówno o parze w kręgle jak i parze w praktyce.  
- Dzięki – odpowiadamy jednocześnie czym doprowadzamy go i Magdę do śmiechu.  
- I nawet mówicie jednym głosem – stwierdza rozbawiony całując Madzię w policzek.  

Łyżwy. O nie. To nie moja najmocniejsza strona, przyznaje ten fakt szczerze i otwarcie. Klapnąłem dupskiem o lód w swoim życiu tyle samo razy, ile PSY zdobył wyświetleń przy swoim marnym Gangnam Style. Gabriel jednak asekurował mnie od upadku mocno trzymając mnie za ręce. W hali rozbrzmiewała świąteczna piosenka, którą kochałem ponad wszystkie inne, a dokładniej utwór pod tytułem - All i want for Christmas is you. Idealnie pasuje do mojej sytuacji z Gabrielem.  

- Jedyne czego chcę na święta, to ty – zwracam się do niego, ledwo stojąc i pozwalam sobie naciągnąć jego wełnianą czapkę na oczy.  
- Tylko na święta? – pyta z udawanym smutkiem i odgrywa się za numer z czapką robiąc mi to samo.  
- Nie, nie. Na calutkie życie – wyznaję przywracając czapkę na swoje miejsce i przytulam go.  
- Dość tych czułości! – woła do nas Patrycja ścigająca się po lodzie z Ulą.
  
Jak na sobotę lodowisko jest w miarę niezapełnione, dzięki czemu można swobodnie pojeździć. Nie odstępuje na krok mojego misia – tak się do niego czasem zwracam, a on na krok nie odstępuje mnie. Uwielbiam jego bliskość. Czuję, że chce go mieć przy sobie już na zawsze, już do samego końca. Kocham go tak bardzo, tak mocno i z całych sił. Jest moim powietrzem. Jest moim wszystkim. Wszystkim czego chcę, wszystkim czego pragnę i wszystkim czego potrzebuję. Znalazłem tego… tego jedynego. Uśmiecham się szeroko i ciągnę miśka za sobą, jeżdżąc z nim w kółko. Znienacka wjeżdża w nas Ula i wszyscy troje lądujemy na lodzie. Ula szybko się podnosi i przeprasza rozbawiona po czym odjeżdża w stronę Pati, by i w nią wjechać. Gabriel się nie podnosi. Przysuwam się do niego na kolanach i delikatnie na nim siadam. Patrzy na mnie zdezorientowany.  

- Nic ci nie jest kochanie? –pytam równie zatroskany co rozbawiony.  
- Eee.. a kim ty.. gdzie jestem? – pyta rozglądając się dookoła całkowicie zdezorientowany.  

Adrenalina mnie wypełnia. Wygląda na całkowicie zdziwionego. Co jest. Kurde, on chyba nie udaje. Z mojej twarzy znika uśmiech, a pojawia się strach.  

- Oj, daj buzi lepiej – mówi mając niezły ubaw ze mnie.  
- Sam sobie daj głupku – odburkuję, a i tak łapię go za policzki i obdarowuję całusem.

Jestem zadowolony z tego dnia i to nawet bardzo. Spodobał mi się Michał jako kandydat na przyszywanego szwagra. Widać, że chłopak ma coś w główce. Akurat teraz zrobił sobie rok przerwy po liceum. Towarzyski i dowcipny. Inteligentny. Wizualnie też dobrze. Co jak co, ale Magda ma gust, wiadomo że po mnie. Samanta też promieniała przy Tomaszu. Dobrze zrobiło jej zejście się z nim. Dzień zakańczam z nikim innym jak z moim Gabrielem. Z naciskiem na moim! Nie cierpię tych wszystkich dziewczyn przyglądających mu się na ulicy, ale cieszę się, że on przygląda się tylko mi. We wrześniu jeszcze do niego ukrycie wzdychałem, a w połowie grudnia wiąże nas wspaniały związek. Niesamowite. Gdyby we wrześniu ktoś mi powiedział, że teraz będzie tak wspaniale jak jest teraz, wyśmiałbym tego kogoś za nic w to nie wierząc. Jednak pozory mylą, a wszystko może się zdarzyć. Należy przyznać nagrodę Patrycji i jej intuicji. Przypomniałem sobie jak pewnego dnia gdy byliśmy na siłowni, powiedziała, że Gabriel może być dla mnie osiągalny. Martwię się o nią. Ta jej cholerna niska samoocena.. mam nadzieję, że ten cały Gustosrusto18 doprowadzi jej pewność siebie do porządku. Coś dziś wspominała, że niedługo ma się z nim spotkać i prosiła czy byśmy jej nie potowarzyszyli gdzieś w ukryciu, na wszelki wielki.
  
Zasnąłem razem z Gabrielem na sofie przed telewizorem. Budzi mnie głośno dzwoniący telefon. Gabriel się tylko obraca i śpi dalej. Ostrożnie wyciągam rękę i patrzę na ekran wibrującego smartfona. Wyświetlacz wskazuje, że kontakt "Marta – Australia" próbuje się do mnie dobić o wpół do czwartej w nocy. Tak, tak, mówi się nad ranem, ale dla mnie to zdecydowanie noc. Naciskam obrazek słuchawki na dotykowym ekranie i przeciągam ją w stronę zieleni, która oznacza odebranie połączenia.  

- Halo – mówię, a nie pytam zaspanym głosem.  
- Oj, obudziłam cię?  
- Nie no, coś ty, zazwyczaj o wpół do czwartej kręcę Hula Hoop w salonie.  
- Kocham ten twój humor braciszku. Wybacz, w Sydney jest trzynasta trzydzieści.  
- Co tam? – pytam przymykając oczy.  
- Nic się nie zmieniło od naszej ostatniej rozmowy na Skype. Zarezerwowałam właśnie lot do Polski i chciałam jeszcze raz przeprosić, że nie przylecę na święta… Głupio mi wiesz, ale tak wyszło, cholera. Wcześniej nie mogę, bo nauka, a na potem wszystkie loty są już zajęte. Mejlem ci przysłałam gdzie i kiedy. Mam nadzieję, że mnie chociaż odbierzesz, słodziaku. I jak spędzisz te święta co? Ja to z koleżankami, kicha no – prowadzi monolog. Słyszę, że smutno jej z tego powodu. Mi tak samo.  
- No dobrze, rozumiem. Hmm. Gabryś mnie zaprosił do siebie z całą rodzinką, wiesz, jego rodzice przyjeżdżają z Norwegii. Kurde, czaisz? Poznam jego rodziców, matko. Obym tego nie spierdolił.  
- Wyrażaj się! – przerywa mi.  
- Oj, wiem, wiem. No i pewnie wpadnę do Magdy trochę ją objeść. Sama wiesz jakie pyszne pierogi robi jej mama.  
- No właśnie, co tam u Gabriela?  
- Śpi obok mnie – uśmiecham się.  
- Ooo – wzdycha. – Ty to masz szczęście. Taki facet. Kiedyś, kiedyś jak poszedłeś do gimnazjum podobno wzdychał do mnie – śmieje się wspominając to.  
- Dobra, dobra, już to słyszałem – przewracam oczami. Jak dobrze, że tego nie widzi.  

Słucham przez jakąś chwilę jej opowieści o studiach w Australii. Ani jej się śni z nią żegnać, chciałaby dokończyć studia, utrzymać pracę i zostać na dłużej. O ile jej na to pozwolę. Ma wyrzuty sumienia, że zostawiła mnie tak samego. Uważam, że słusznie, ale cieszę się, że się spełnia i podąża za marzeniami. Odkąd mam Gabriela przeminęła mi malutka, gdzieś głęboko kryjąca się złość na nią z powodu, że jest ode mnie tak daleko, a ja jestem tu sam.  

- Jak z mamą? Ostatnio z nią rozmawiałam, to wspominała, że byłeś niemiły dla niej przy Gabrielu – pyta, choć wie, że miałem pełne prawo tak postąpić.  
- A jaki mam być dla niej po tym wszystkim? Po tym jak zniszczyła całą naszą rodzinę? Najpierw zdradziła, a potem zostawiła ojca, kompletnie oddała się swojej zasranej firmie, olewając ciebie i mnie, zrzucając wychowanie nas jakiejś obcej kobiecie, a na sam koniec pała do mnie wręcz nienawiścią jakbym jej nie wiadomo co zrobił odbija mi chłopaka. Bierze na swoją stronę partnera jej dziecka i robi sobie z niego swojego utrzymanka, która matka tak robi? No która? Wskaż mi chociaż jedną taką samą, to zgodzę się, że byłem dla niej niemiły. Sądzi, że jak będzie przelewać mi na konto co miesiąc kokosy, to wszystko mi wynagrodzi? Grubo się myli. Mam jej serdecznie dość – wyznaję siostrze z kluchą w gardle. Ten temat od zawsze mnie boli, i jeszcze długo, długo będzie bolał.  
- Wiem Maciuś. Ale wiesz, że to nie rozmowa na telefon. Nie zaprzątaj tym sobie głowy, niepotrzebnie o tym wspominałam.  
- Luz. Ojciec też ma mnie w dupie, oby mi nagle nie odbił Gabriela – oboje się śmiejemy.  

Żegnamy się po chwili, gdy przypominam jej jak drogie są połączenia z Australii do Polski i odwrotnie. Obiecuję, że sprawdzę mejla i zrobię wszystko by ją odebrać z lotniska i wstępnie umawiam się na Skype w najbliższych dniach. Gabriel śpi w najlepsze. Najciszej jak potrafię wstaję, wyciszam telefon, wyłączam telewizor i sięgam po koc wiszący na krześle. Wracam na sofę, przytulam się do niego i opatulam nas kołdrą. Oddaję się dobrowolnie w objęcia Morfeusza przy niebieskookim, pragnąc by i mi się przyśnił. Mało mi go, cholernie mało!  

***  

Mam już porobione wszystkie zakupy i biorę się za gotowanie tego, co zaniosę dziś do Gabriela. Wcześniej zrobiłem już ulubioną sałatkę Magdy, którą jej zaniosę w ostatni dzień świąt. Niezła wymiana, sałatka za te pyszne pierogi. Włączam radio i wcale nie zaskakuje mnie fakt, że lecą same świąteczne hity. Rozczulam się jak głupi, gdy ludzie dzwonią do radia i składają przez nie komuś specjalne, świąteczne życzenia. Cholera, dopada mnie świąteczna atmosfera. Rozklejam się gdy córka dzwoni do radia składając mamie życzenia i oświadczając jej, że zostanie babcią. Z jednej strony mogłaby sama zadzwonić, a z drugiej przez radio jakoś tak fajniej. Mimo, że jest dopiero po jedenastej, otrzymałem z pięć esemesów z życzeniami, na które potem będę musiał odpisać. Gdy mieszam składniki na pyszną szarlotkę nachodzi kolejny esemes. Tym razem sprawdzam od kogo i nie żałuję tej decyzji jako, że był od nikogo innego jak od Gabriela.  

Nadawca: Gabryś  
Data: 24.12.11 11:43
Treść: Jak się mój skarbek trzyma?
_________________

Nadawca: Ja  
Data: 24.12.11 11:46
Treść: Kiepsko bez Ciebie. Właśnie tworzę szarlotkę z nadzieją, że zasmakuje, eee.. teściom :D
_________________

Nadawca: Gabryś  
Data: 24.12.11 11:54
Treść: Pff, a mi to już ma nie smakować? Chociaż wiesz, że cokolwiek sporządzisz, to będzie mi smakować. A propos teściów - właśnie ich odebrałem.  
_________________

Nadawca: Ja  
Data: 24.12.11 11:57
Treść: Tobie przede wszystkim miśku. O której będziesz?  
_________________

Nadawca: Gabryś  
Data: 24.12.11 12:01
Treść: Po 17. Chociaż mam nadzieję, że szybciej się wyrobię. Już nie mogę się doczekać aż Cię zobaczę, kocham Cię.  

Już czuję stres związany z przyjazdem jego rodziców. Biorę się za gotowanie by o tym nie myśleć, by się tym nie przejmować. No kurde, co takiego mogłoby się wydarzyć? Przecież są oswojeni z orientacją swojego syna i normalnie to akceptują. Myślę, że nie będzie żadnych afer. Mam nadzieję. W najgorszym przypadku mogę im po prostu nie przypaść do gustu. Mogę coś głupiego palnąć albo cholera wie co. Dobra! Nie ma sensu się przejmować, zobaczę wieczorem.  

Gdy już kończę gotowanie i pakowanie przyrządzonych dań, ślęczę w łazience i próbuję doprowadzić swoje włosy do porządku dziennego. Zbyt mało ma człowiek możliwości, gdy na głowie nosi krótkie blond włosy. Włosy, w które Gabriel tak bardzo uwielbia zanurzać swój nos. Uwielbia je też czochrać, robiąc mi na złość. Decyduje założyć na siebie to, co planowałem już od dawna. Szary, dość luźny garnitur z dwoma zapiętymi, czarnymi guzikami i spodniami, białą koszulę, którą ostatnio przysłała mi siostrzyczka, a do tego czarny krawat. Wyglądam nawet, nawet. Decyduję się nie golić, kilkudniowy zarost pasuje mi do dzisiejszej stylizacji. Została mi jeszcze godzina aż Gabriel przyjdzie. Moje strojenie głupich min w lustrze przerywa dzwonek telefonu.  

- Słucham? – pytam odbierając nieznany mi numer.  
- Witaj, Maćku – słyszę głos Marioli, asystentki mojej mamy.  
- Cześć Mariola – witam się z nią. Często rozmawiamy przez telefon, to ona robi mi przelewy i za każdym razem gdy dzwoni mnie o tym powiadomić gadamy o różnych pierdołach. Chyba dzwoni ze swojego prywatnego numeru.  
- Mama nie mogła się z tobą skontaktować, bo jest właśnie w trakcie lotu i prosiła przekazać ci życzenia.  
- Ale z tobą jakoś mogła – prycham do telefonu czując, że Mariola czuje się niezręcznie w tej sytuacji – no trudno, liczy się gest. Życzę ci wesołych świąt! – udaję radość.  
- Dziękuje, tobie też, mój ty ulubiony rozmówco – odpowiada z ulgą, że zmieniłem temat.  

Dyskutujemy jeszcze przez chwile o planach na najbliższe dni. Moja matka miała trzy asystentki i to Mariola okazała się tą najlepszą – przynajmniej dla mnie. Wiem, że było jej czasami niezręcznie, bo działała jako pośrednik między nami. Dziwię jej się, że daje radę przebywać z moją matką. Ja nie potrafię z nią usiedzieć godziny bez kłótni. Mam nadzieję, że nie poluje na jej narzeczonego. Mariola swoim telefonem przypomina mi, że muszę odpowiedzieć na te wszystkie esemesy z życzeniami, które dziś otrzymałem. Kopiuję wierszyk, który przysłała mi moja kuzynka z Rzeszowa i rozsyłam go masowo do kontaktów w telefonie. Dzwonię do moich najbliższych przyjaciół, a więc do moich wariatek, Magi, Sami i Pati – od jakiegoś czasu panują takie zdrobnienia. Na mnie zaś uparli się z "Maci". Wrr! Po świętach wynegocjuję "Macio".  

Biegam po całym domu szukając tej fajnej dużej siateczki w świątecznych barwach. Muszę mieć w co wsadzić te wszystkie prezenty. Mam parę dla Gabriela, jego babci i upominki dla jego rodziców. Mam nadzieję, że trafione. Dla dziewczyn też coś mam, ale wręczę im jakoś po świętach. Chyba, że jednak spotkamy się wszyscy w ostatni dzień świąt u Magdy. Słyszę dzwonek do drzwi i radośnie biegnę w ich stronę. Gabriel jak zwykle przyszedł za wcześnie. Cieszę się, bo spędzę jeszcze więcej czasu z nim. Otwieram drzwi, jestem zaskoczony. Najprzystojniejszy mężczyzna na świecie stoi w moim drzwiach. Matko. Jakiż on jest seksowny. Jego twarz promienieje. Szeroko się uśmiecha i dokładnie mi się przygląda. Widać, że ma podobne zdanie o moim ubiorze, co ja o jego. Ma na sobie granatowy garnitur ze spodniami (Dziwnie to mówię, wiadomo, że ze spodniami. Chociaż mógłby i bez!), podobny budową do mojego, jeden guziczek zapięty, a drugi rozpięty, białą koszulę i czarny krawat. Jego włosy są idealnie ułożone, a twarz dokładnie ogolona. Delikatnie zanurzam swoje palce w jego idealnych włosach.  

- Ależ się odstawiłeś – mówię podziwiając go.  
- I kto to mówi. Pięknie wyglądasz – wyznaje. – Chętnie odpiąłbym te guziczki, pociągnął cię za ten krawat – szepcze po czym wpuszczam go do środka, a on opiera mnie o ścianę, unosi moją brodę, patrzy swoimi pięknymi oczami wprost w moje i namiętnie mnie całuje.  
- Żebyś wiedział, co ja bym zrobił z tobą – mruczę między pocałunkami.  
- Co takiego? – pyta ochoczo.  
- Byłbym twoim świętym Mikołajem – mruczę dalej. – Wziąłbym cię na kolanka i… hohoho! – oboje wybuchamy śmiechem.  

Nadal nie mogę przestać się w niego wpatrywać. Młody bóg. Za to on, nie może przestać wpatrywać się we mnie. Chemia między nami z dnia na dzień staje się coraz intensywniejsza. Jest ciekawy, co takiego dla niego mam w siatce z prezentami. Dowcipnie odpowiadam, że rózgę, a on oczywiście szybko znajduje do tego skojarzenie. Bierze siatkę z jedzeniem, a ja wołam Łobuza, zapinam mu smycz i biorę siatkę z prezentami. Zamykam drzwi i przypominam sobie wszystkie moje obawy.  

- Gotowy? – pyta wyjmując dłoń w moim kierunku przed kamienicą.  
- Gotowy – mówię odrzucając obawy na bok i łapię go za rękę.  

---------------------------------------
*Utwór: Major Boys feat. Aurelia Sous Le Soleil (Radio Mix)  
Do znalezienia na największym polskim serwisie z muzyką. Nie chcę robić reklamy, ale ma coś wspólnego ze wrzucaniem... cichosza :-P

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 5176 słów i 29325 znaków.

4 komentarze

 
  • love94

    Już sama fotka na początku zachęciła do czytania :D Warto jednak czasem nie zawracać ci gitary jak dostajesz takiej weny braciszku, a ta część jest si jak każda inna ale brakuje mi poziomek :D

  • MojeZdanie

    Normalnie brak mi słów!... Nie wiem co powiedzieć. To jest po prostu świetne! Mega! WOW!.... itp... itd...

  • Kubolo

    Matko, ilość tekstu całkowicie mnie usatysfakcjonowała. Tyle wydarzeń, opisów… Czuję, jakbym przeżywał te wszystkie chwile razem z bohaterami, pięknie! Ale kurcze, myślałem, że już w tej części Maciek spotka rodziców Gabriela, ale jak zawsze najbardziej wyczekiwane momenty zostawiasz na deser :smile: Co do strony technicznej - czasami brak w czasowniku końcówki "ę", która jest zastępowana "e", co wskazuje na trzecią osobę liczby pojedynczej, a nie pierwszą. Ale całość to i tak arcydzieło! :faja:

  • sweetkicia

    Jest świetne <3
    Mogę to czytać godzinami i nigdy mi się nie znudzi! Pisz dalej <3