Serce do serca | Część 2

Do tamtego dnia uważałem, że już nic mnie nie zdziwi a tu proszę, niespodzianka! Przejrzałem małą samoprzylepną karteczkę koloru żółtego jeszcze parę razy jakbym coś ominął, coś źle przeczytał czy też nie mógł czegoś rozczytać. Ostatnie odpada.. Ula zawsze miała piękne i wyraźne pismo. Zresztą to, że chciał dzielić ze mną pokój hotelowy jeszcze nic nie oznaczało. Nie było co się podniecać na zapas, o. Chociaż było mi strasznie miło, że właśnie ze mną chciał "pomieszkiwać" przez niespełna tydzień. I na pewno musiał się trochę postarać, bo Ula przecież miała losować pokoje, a nie spełniać czyjeś prośby. Ulkę trudno było przekabacić, jak nic Gabriel musiał się bardzo postarać bądź też obiecać coś w zamian.  

- To wcale nic nie znaczy, dajcie spokój – powiedziałem po opróżnieniu lampki z winem.  
- No jak nie, jak tak! To musi coś znaczyć – ożywiła się Patrycja.  
- Może wie, że nie chrapiesz i dlatego – zironizowała Magda.  
- Oj, nie denerwuj go. Mówię ci, że na ciebie leci – dodała kobieta anioł, czyli Patrycja.  
- Oj, dobra. To tylko pokój i to nie oznacza, że na mnie leci. W ogóle co z Samantą?  
- Pewnie godzi się teraz z Piotrusiem – zachichotała Magda.  
- A my wszyscy troje samotni, użalamy się nad sobą z butelką wina w środowy wieczór. To aż tak źle z nami.. – zaśmiałem się wypełniając wszystkie trzy lampki.  
- A matura?! Co z maturą moi drodzy?!  
- Sama się zda! – stwierdziliśmy z Magdą.  

Ostatnio dni strasznie szybko mijały. Szkoła – dom –praca – dom. Przed wyjazdem musiałem jeszcze załatwić parę spraw i wykazać się w pracy. Na szczęście dostałem wolne, na które zresztą zasługiwałem. Punktualność, dobra obsługa i branie zmian za koleżanki jednak popłacały. Dziewczyny zresztą uważały, że ta praca jest mi zbędna, ale ja tam ją lubiłem. Ileż można siedzieć w domu samemu, a tak chociaż mam szansę się wykazać i pogadać z ludźmi. Poza tym wolałem też zarobić jakieś swoje pieniądze niż ciągle żyć z tych, które zarabia matka. Jak dla mnie mogła się nimi wypchać.  

- Ale przepraszam bardzo, żadne troje samotnych! – wyjawiła Magda.  
- Poznałaś kogoś? – spytałem zaciekawiony.  
- Nie no coś ty, ale ja jestem samotna podwójnie albo i potrójnie – rozkleiła się. – Odkąd mój Marcin mnie zostawił tak właśnie się czuję.  
- Nadal się tym idiotą przejmujesz?! – zdenerwowała się Patrycja.  
- Czasami mnie tak najdzie…  
- Nie ma co się przejmować tym głupim kutasem, uwierz mi.  
- Patrycja! – zdziwiłem się.  
- No co.. tak by przynajmniej powiedziała Samanta – roześmialiśmy się wszyscy troje.
  
Marcin.. nie lubiłem nigdy tego gościa, ale Magda była w nim bardzo zakochana, więc musiałem go jakoś tolerować. Zawsze wydawał się dziwny i taki też się okazał. Był znajomym jej kuzynki, o dwie wiosny starszy od Magdy. Zaczęło się jak w komedii romantycznej, a zakończyło jak w średniej telenoweli. Adorował ją, obiecywał bóg wie co a potem zdradził i zostawił, a do tego śmiał powiedzieć jej, że to jej wina, że ją zdradził! Wiadomo, nie wytrzymałem i pozwoliłem swojej pięści zapoznać się bliżej z jego uzębieniem.  

- Babę zesłał bóg, raz mu wyszedł taki cud, babę zesłał bóg, coś innego przecież mógł – zaczęła nagle Magda gdy odprowadzałem dziewczyny do domu, na szczęście mieszkały blisko siebie. Sam kiedyś mieszkałem w tych okolicach, ale potem przeprowadziliśmy się parę ulic dalej do większego mieszkania.  
- Żeby dobrze zrobić wam, żeby dobrze zrobić wam – przyłączyła się Pati.  
- Bóg też chłopem jest, świadczy o tym jego gest, bóg też chłopem jest, tak jak swing blues i jazz – przyłączyłem się i ja, ciut wstawiony.  
- Żeby z baby ciągle drwić, żeby z baby ciągle drwić – zaśpiewały niemal jednocześnie.  
- Trzeba chłopem być! – wykrzyczeliśmy jednocześnie po czym śmialiśmy się z siebie nawzajem przekraczając terytorium parku który znajdował się zaraz koło miejsca zamieszkania dziewczyn.  

Mimo, że było ciemno, mokro i zimno nie przejmowaliśmy się ewentualnym zagrożeniem, bo rzadko kiedy się tu ono zdarzało. Znaliśmy zarówno ten park jak i te okolice lepiej niż własne kieszenie. Mimo płaczów i użalania się nad sobą oceniałem ten dzień na w miarę dobry, akurat tego dnia miałem wolne od pracy. W szkole było jeszcze lepiej, bo dziś spędziłem większość czasu z Gabrielem. Nigdy nie kończyły nam się tematy do rozmów. Gdy dziewczyny dalej śpiewały, i okropnie myliły się w kolejności zacząłem nad nim rozmyślać. Tym większe było moje zdziwienie gdy moje oczy ujrzały jego twarz.  

- O, Gabriel! – zawołała Magda. Natychmiast zrozumiałem, że nie mam żadnych zwidów, tylko rzeczywiście go ujrzałem.  
- Dobry wieczór – ucieszył się Gabriel na nasz widok siedząc na ławce. Posunął się robiąc dla nas miejsce. Dziewczyny od razu chętnie się przysiadły, a ja jeszcze chętniej, bo mogłem zająć miejsce koło niego.  
- Co tu porabiasz? – zapytałem zaintrygowany.  
- A tak sobie siedzę – uśmiechnął się. – Może odprowadzimy panie do domu i wtedy pogadamy, co?  
- Z takimi dwojga jak wy, to zawsze i wszędzie – zabełkotała Magda.  

Odprowadziliśmy wspólnie dziewczyny, najpierw Patrycję, bo mieszkała bliżej, a potem Magdę. Jeden wziął jedną pod pachę, a drugi drugą. Co jak co, ale gdy tylko zobaczyłem Gabriela od razu otrzeźwiałem. Wydawał się jakiś taki smutny na tej ławce, ciekawiłem się o co mogło chodzić. Nie mogłem się doczekać aż zostaniemy sami, aż będziemy mogli porozmawiać przynajmniej przez pięć minut. Przy nim czułem się kompletnie inny, prawdopodobnie szczęśliwszy. Oboje byliśmy ciekawi jak dziewczyny jutro wstaną do szkoły. Co jak co, ale jakieś picie w trakcie tygodnia bardzo rzadko nam się zdarzało, chyba że mieliśmy sytuację awaryjną. Dzisiejsze spotkanie można było pod taką podpiąć, bo w końcu Magda potrzebowała troszeczkę wsparcia. Odprowadziliśmy obie dziewczyny i w końcu mieliśmy trochę spokoju. Nieźle prezentował się w czarnych dżinsach i skórzanej czarnej kurtce. Znów ten zapach. Dyskretnie pociągałem nosem, by móc się nim rozkoszować. Pobudzał moje wszystkie zmysły.  

- No to teraz kolej ciebie odprowadzić – przerwał moje rozmarzanie. Powoli kierowaliśmy się przed siebie.  
- Przecież trafię – dyskretnie się zawstydziłem.  
- A co jak nie? Mam cię wtedy mieć na sumieniu do końca życia? Nie ma mowy. Wiesz ile teraz jest kradzieży, napaści i innych dupereli? Spacerowanie samemu a do tego po alkoholu nie jest zbyt..  
- No dobrze, dobrze! Już wystarczy – przerwałem mu rozbawiony jego gadulstwem. – Takie rzeczy się w Gdańsku nie dzieją. – dodałem.  
- Oj, uwierz mi Maćku, dzieją się! Zdradzić ci sekret?  
- No jaki?  
- Jestem odpowiedzialny za połowę z tych przestępstw.  
- Mówił ci już ktoś, że masz bujną wyobraźnię? – spytałem z nieznikającym uśmiechem na twarzy.  
- Wiesz.. nie zdążyli, zazwyczaj odcinam języki – parsknął śmiechem.  
- Głupek – skomentowałem szturchając go w ramię.  
- To bolało!  

Krok po kroku razem z Gabrielem przemijałem te same ulice które wcześniej z dziewczynami. Na usta cisnęło mi się pytanie o pokój.. ale w końcu wydałby się podstęp z samochodem. I tak jakoś udało nam się z tego wybrnąć. Samanta wyszła na głupią, ślepą i głuchą – bo zaprowadziła Ulę nie do tego samochodu, żadnego faceta nie było i żaden alarm nie huczał, ale w końcu lubiła się poświęcać, oczywiście dla dobra swoich przyjaciół. Ciekawiłem się czemu akurat ze mną chciał dzielić swój pokój hotelowy. Gdzieś tam pojawiał się promyk nadziei, że no wiadomo.. cytując Patrycję – leci na mnie. Zresztą.. co za głupie słowo. Jak można na kogoś lecieć, a jeśli już idziemy tym tokiem myślenia, to ja nie leciałem na niego, a wręcz spadałem w szybkości dwustu kilometrów na sekundę. W jego towarzystwie czułem się jak w niebie.  

Zresztą.. może po prostu chciał, nie wiem, spędzić więcej czasu ze swoim kumplem. Może chciał się zaprzyjaźnić i z stąd ta prośba o pokój. W końcu to zawsze większa możliwość do pogadania, a ostatnio bardzo dużo czasu razem spędzaliśmy. To, że chciał dzielić ze mną swój pokój nie musiało oznaczać nic specjalnego. Chociaż, no dobra, miałem nadzieję, że to znaczyło dużo. Miałem nadzieję, że być może coś tam we mnie widzi, że moje marzenia, wyobrażenia i to wszystko może się spełnić. To wspaniały człowiek i wiedziałem, że warto się postarać, zawalczyć. Koniec ze wzdychaniem do facetów! Koniec z łudzeniem się czy są wolni, zajęci, hetero, homo! Żyje się tylko raz. Nie można tracić życia na zastanawianie się, obawianie się czegoś. Trzeba walczyć o swoje, tu i teraz! Nie można się poddawać! Nigdy, nigdy, nigdy! Możliwe, że czasem się spalimy, zrobimy coś głupiego. No, ale przecież to nic takiego strasznego. Uważam, że lepiej się zbłaźnić i mieć co potem wspominać niż zastanawiać się co by było gdyby. Życiem trzeba kierować tak by nie zadawać sobie podobnych pytań. Podczas tego właśnie spaceru obiecałem sobie, że zawalczę, że przynajmniej spróbuje. Kto wie, może czuł to samo. My faceci jednak mamy trudniej, bo nigdy nie jesteśmy pewni. Niepewność bywała wkurzająca.  

- No to bezpiecznie podstawiony pod dom – zwrócił się do mnie gdy już staliśmy pod moją kamienicą.  
- Tylko kto ciebie odprowadzi, co?  
- Sam się odprowadzę – zaśmiał się.  
- To może wejdziesz na trochę? – wskazałem kciukiem na drzwi.  
- Chętnie, ale już późno, wątpię by twoja rodzinka gościła takich jak ja o tej porze.  
- W sumie to mieszkam sam, chodź – zachęciłem.  

W zasadzie to mieszkałem sam mimo, że z mamą. Ale mama w domu bywała może z raz czy dwa razy w przeciągu dwóch tygodni. Była zajęta swoją wielką karierą, pewnie gdy oprowadzałem Gabriela po mieszkaniu była gdzieś w Londynie albo Berlinie. Musiałem zająć się domem i nauczyć się radzić sobie samemu. Ojca ostatnio widziałem w styczniu w swoje urodziny. Siostra za to żyła i uczyła się aż w Australii, więc byłem tu kompletnie sam. Dziadkowie mieszkali w Rzeszowie, bo z stamtąd pochodzili moi rodzice. Byłem zdany na samego siebie – ale dawałem radę. Nawet pasował mi ten układ.  

Oprowadzałem Gabriela po domu który musiałem sam stworzyć i byłem z niego dumny. Matka nie ruszyła tu palcem, jedynie ja, no i siostra mi pomagała przy przeprowadzce. Dość wąski przedpokój ze ścianami koloru khaki a na samym końcu drzwi do łazienki. Potem średniej wielkości kuchnia połączona z większym już salonem. Salon podzielony był na dwie części, z jednej był cichy zakątek na przeczytanie książki czy chwilę relaksu a po drugiej bardziej gościnnie ze szklanym stolikiem, sofą narożną i telewizorem plazmowym. Dookoła regały i obrazy przedstawiające przeróżne stolice świata. Taka zawsze była wizja mojego salonu i w końcu ją spełniłem. Byłem wręcz dumny, bo w końcu coś nie było tak jak chciała matka. Ona tylko płaciła. Najbardziej w moim salonie podobało mi się wielkie, szklane drzwi do malutkiego ogródka – mieszkałem na parterze. Co prawda nie miałem czasu tam nic zrobić, ale trawa i jakieś skromne rośliny żyły tam swoim życiem. Zaraz na końcu salonu były drzwi do najmniej używanego pomieszczenia, czyli sypialni mojej matki. Zamierzałem niedługo zrobić tam jakiś schowek na graty.  

Potem schody w dół do mojego królestwa. Znajdował się tu pokój mój i pokój dla mojej siostry gdyby przyjechała. Kolejne zbędne pomieszczenie. Stało też drugie pomieszczenie, niedokończone. W sumie po co je dokańczać jeśli w tym domu mieszkała tylko jedna osoba? I na samym końcu korytarza.. moje królestwo.
  
- Wow, skomentował Gabriel po przełknięciu soku pomarańczowego który mu nalałem.
  
Mój pokój to naprawdę było moje królestwo. Nie było tu żadnej plazmy czy zbędnej konsoli ale wszystko to co lubiłem. Ściany pokrywał kolor fioletowy. Jedna z czterech ścian okryta była masą zdjęć, moich z dzieciństwa, moich z przyjaciółmi, miejsc w których byłem. Gabriel spędził przy nich najwięcej czasu prosząc bym opowiedział o niektórych. Druga ściana przeznaczona była dla mojej miłości do muzyki, czyli regał z wieżą i płytami. Na ścianie miałem wymalowaną płytę winylową a w niej wypisane wszystkich ulubionych artystów czy zespoły. Pod trzecią ścianą stało biurko z laptopem i innymi niezbędnymi rzeczami do nauki, kosz na śmieci i mała sterta ubrań którą miałem zebrać. Czwarta ściana to szafa z ubraniami i regał z różnymi książkami czy podręcznikami. Na środku pokoju stało moje łóżko, akurat miałem pościel z barwami Manchester United. Było dość duże a i tak spałem tylko po jednej stronie. Nad tym pokojem spędziłem najwięcej czasu i zużyłem najmniej pieniędzy. Włożyłem w ten pokój serce, a nie tylko pieniądze jak moja matka we wszystko czego się podejmuje. W kącie wisiały małe posklejane samolociki, a na suficie, nad łóżkiem poprzyklejałem sobie małe gwiazdki które świeciły w ciemności. Coś tam z dziecka mi jeszcze zostało.  

- No, no, jestem pod wrażeniem – przyznał gdy oboje usiedliśmy na łóżku. – Pięknie urządziłeś sobie ten pokój – pochwalił wskazując głową na ścianę ze zdjęciami. Zdjęcia nie wisiały w ramkach, po prostu były poprzyklejane jedno koło drugiego.  
- Każdemu się tu podoba, tylko nie matce – przyznałem.  
- A tam, nie zna się – próbował mnie rozweselić. – Brakuje ci jej? – zapytał odważnie.  
- Już nie – odpowiedziałem po chwili namysłu. – Miłości nie da się kupić, gdyby się dało to pewnie byśmy byli udaną rodzinką.. to co, może dla rozweselenia jakieś śmieszne filmiki na YouTube? – zapytałem dla rozluźnienia atmosfery, bądź też ucieczki od tematu.  
- Śmieszne filmiki na Youtube? Zawsze! – ożywił się. – Ale wiesz.. nie śmiej się za głośno, bo i twój język będzie trzeba odciąć – zażartował.  

Nie ma nic lepszego na poprawę humoru niż komplikacja śmiesznych filmików na YouTube. Gabriel chichrał się z każdego jedynego czym i mnie doprowadzał do śmiechu. Śmiałem się i śmiałem. Nie pamiętam kiedy ostatnio aż tyle miałem frajdy z oglądania głupich filmików. To on zapewnił mi tą frajdę. A do tego, leżąc blisko niego mogłem rozkoszować się jego zapachem. Nadeszło kilka nudnych filmików i nawet nie wiem kiedy odpłynąłem. To była dość spokojna noc. Przebudziłem się z przyzwyczajenia nad ranem. Po chwili uświadomiłem sobie, że w nocy odpłynąłem. Otworzyłem oczy. Spał obok, bokiem do mnie. Doszedłem do wniosku, że odpłynął zaraz po mnie albo i przede mną. Wyglądał na takiego aniołka gdy spał. Oddychał spokojnie a minę miał wręcz rozanieloną, pewnie coś miłego mu się śniło. Przez dobre piętnaście minut mu się tak wpatrywałem zanim obróciłem się by sprawdzić która godzina. Akurat wybiła ósma gdy już sprawdziłem. Miałem straszną ochotę pogłaskać go po głowie czy też policzkach.. tak słodko spał. Ucieszyłem się gdy przypomniałem sobie, że to nie ostatni raz gdy widzę go takim, bo w końcu wspólny pokój.  

Jak najciszej mogłem wstałem i nie budząc go poczłapałem na górę. Nie śpieszyło mi się, dziś wyjątkowo szliśmy do szkoły na dziesiąta czterdzieści. Poszedłem do łazienki trochę się ogarnąć, nastawiłem wodę na kawę – bo bez kawy nie funkcjonuje ostatnio i pomyślałem co by tu zrobić na śniadanie. Pocieszyłem się faktem, że przez żołądek do serca. Kuchnia była moim drugim królestwem, ale nie za często było komu gotować jak nie sobie. No chyba, że na jakiś wieczór z dziewczynami. Mimowolnie poszedłem na przedpokój w poszukiwaniu kurtki po czym znalazłem swój telefon. Napisałem sms do Magdy jak się czuje i oczywiście musiałem pochwalić się, że Gabriel u mnie dziś spał. Nie odpisywała więc pewnie spała. Wziąłem się za robienie jajecznicy, zapomniałem zrobić zakupy. Nie byłem fanem zwykłej jajecznicy, zawsze musiałem coś wrzucić do swojej. Tym razem padło na pomidora i szczypiorek. Gdy już kończyłem i miałem iść z ciężkim sercem obudzić tego śpiącego aniołka sam przyszedł na górę ciut zaspany.  

- Przepraszam, przysnęło mi się chyba wczoraj – powiedział zakłopotany.  
- No coś ty! Nie ma za co – rozbawił mnie.  
- Ten zapach mnie tu sprowadził – uśmiechnął się patrząc w stronę kuchni.  
- To chodź, już skończyłem.  

Nieźle nam szło. Nie tak dawno wspólny obiad, teraz śniadanie. Czas jeszcze na kolacje. Albo kolację ze śniadaniem, i obiadem, i kolacją, i śniadaniem, i obiadem, i kolacją. Ups, troszkę się zagalopowałem. Nie mogłem lepiej zacząć tego dnia! Obudzić się koło niego i zjeść z nim śniadanie, marzenia się spełniały! Powoli, ale się spełniały.  

- Nie dość, że wpuszczasz do domu najniebezpieczniejszego bandytę w Trójmieście, to pozwalasz mu u siebie spać i witasz go ze śniadaniem, coś z tobą nie tak – zażartował.  
- Oj, przepraszam! Sam zasnął!  
- Ups, tu mnie masz. Dziękuje, na pewno się odwdzięczę – obiecał.  
- Trzymam za słowo!  
- To co, do zobaczenia w szkole?  
- Myślisz, że wyjdziesz z stąd żywy?  
- Myślisz, że dasz radę?  
- Idź już bandyto – pożegnałem go z ogromnym uśmiechem na twarzy.  

***  

- Spaliście ze sobą?! – zapytała zszokowana Samanta gdy powiedziałem jej o naszym wspólnym wieczorze.  
- No spaliśmy no! No ale nie w sensie, że spaliśmy a nie spaliśmy, tylko w sensie, że razem zasnęliśmy. I do cholery jasnej, nie krzycz tak kobieto! – powiedziałem zakłopotany.  
- Aaa, to mówże od razu, a nie. I jak? – spytała podekscytowana.  
- Jest okropnie słodki jak śpi.. no mówię ci – wzdychałem.  
- Ja to z Piotrusiem wiesz.. wcale nie spałam, patrz jakie mam wory pod oczami – pochwaliła się.  
- Oh, oh, tobie to dobrze – powiedziałem złośliwie.  
- A ty coś tego od czasu Kamila? – spytała zaciekawiona.  
- No coś ty, wiedziałabyś małpo.
  
Wcale nie dziwiło mnie to, że dziś w szkole zabrakło dziewczyn. Wypiły chyba z dwa razy więcej niż ja, a poza tym od razu otrzeźwiałem gdy zobaczyłem Gabriela. Gabriela z którym spędziłem następną przerwę, i kolejną i następną po tamtej. Nigdy wcześniej aż tak blisko się nie trzymaliśmy. Wcale nie miałem ku temu nic przeciwko z wiadomych powodów.  

Dni dalej leciały szybko. Zbliżał się nasz wyjazd. Wszyscy byliśmy już przygotowani i spakowani. Gotowi by zobaczyć nowe miejsca, poznać nowych ludzi, poznać bliżej "starych" ludzi. Przeżyć coś, a ja.. na tej wycieczce przeżyłem coś pięknego. Coś co odmieniło calutkie moje życie.  

-----------------------------------------------  

Oczywiście musiałem mój kochany Gdańsk umieścić! Mam nadzieję, że nie zanudziłem :-D

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 3518 słów i 19320 znaków.

12 komentarze

 
  • zachwyt

    przeczytałem cala "pozionkowa przygodę z kuzynem" na innej stronie i bylem starsznie smutny bo był to koniec, tak myślałem aż do wczoraj kiedy trafiłem tutaj, jestem bardzo szczęśliwy, kocham twoje opowiadania mam nadzieję ze napiszesz kiedys książkę

  • PICASSO

    ISTNA  POEZJA AŻ CHCE SIĘ  CZYTAĆ:)

  • kinga328

    Brak słów no geniusz. Już ci kiedyś pisałam, że jestes mistrzem "pióra"

  • Gabriel

    Kolejna świetna część szkoda, że mi taka historia się nigdy nie przydarzy  :sad:

  • Misiaaa <3

    Czekam na kolejną część i oby pojawiła się szybko :*

  • love94

    Ale czekam na więcej pikanterii :D

  • love94

    Teraz to musisz podzielić czas pomiędzy pisanie a mnie, ale warto cie olać braciszku dla takiego efektu:*

  • MrKlaus

    Fantastyczne ^^
    Po prostu nie mogę się doczekać wydarzeń jakie będą miały miejsce na wycieczce!
    Oby tak dalej Autorze :)

  • Kubolo

    Oczywiście ta część, jak i każda przez ciebie napisana, nie rozczarowała :D Robi się coraz ciekawiej, podoba mi się postać głównego bohatera no i Gabriel… Mam taki natłok myśli po tej części, że aż nie wiem co napisać, więc skwituję krótko - świetne! Chyba jako jedyny sprawiasz, że fabuła mnie tak wciąga, że przy pierwszym czytaniu w ogóle nie zwracam uwagi na jakiekolwiek błędy, toteż musiałem je przeczytać drugi raz :D Znów interpunkcja, ale przy czymś takim to nie ma znaczenia :faja:

  • sweetkicia

    Zgadzam się z poprzedniczką :) Jest BOSKIE i czekam na kolejną część :D

  • Booomkufa

    Jestem pod wrażeniem! Doskonałe opowiadanie :)

  • goracakicia

    Co jak co, ale opowiadanie genialne:)