Serce do serca | Część 13

Serce do serca | Część 13Gdzie ten świat tak pędzi? Ludzie są zapracowani, zestresowani, a jedynym ich przyjacielem są tykające wskazówki zegara. Bardzo możliwe, że na lotniskach tak właśnie jest. Jedni wylatują, drudzy przylatują, trzeci tu pracują, a czwarci odbierają czy też odwożą klientów tego lotniska. Świat dalej się kręci, a ja siedzę z dziewczynami na ławce i zastanawiam się jak druga osoba może tak bardzo pokomplikować życie kilku na raz. Sam zastanawiam się jak mogłem uwierzyć w to, że Gabriel mógł mnie zdradzić. Dlaczego posłuchałem tego, co mówiła Ulka, zamiast słuchać tego co mówił człowiek, którego tak bardzo kochałem… Którego wciąż kocham. Czuję się urażony przez los i wszystkie inne siły wszechświata, mimo że nie znam jeszcze dokładniejszych szczegółów. Dziewczyny nie mogą przestać mnie obściskiwać. Kto by pomyślał, że aż tak się za mną stęskniły. Pożyczają mi telefon bym mógł zadzwonić do Kuby, bo mój po długiej bezczynności nie chciał się włączyć. Przekonują mnie, że porozmawiamy w domu, bo Michał czeka w aucie, a do tego, że mają dla mnie ogromną niespodziankę. Zachodzę w głowie co to takiego może być, jednocześnie próbując poukładać sobie nawał informacji, które mi przekazały. Opuszczamy halę przylotów i idziemy w kierunku parkingu. Z oddali widzę czarnego volkswagena, który należy do Michała, a po chwili samego właściciela, który wysiada z auta, ale nie sam. Łobuz! Gdy tylko wysiada, od razu mnie zauważa i zaczyna szczekać na pół Rębiechowa (lotnisko w Gdańsku). Bezradny partner Magdy puszcza go, a Łobuz pokonuje około osiemdziesiąt metrów w energicznym biegu ciągnąc za sobą smycz. Kucam i wpada mi w ramiona. Uaktywnia szał szczęścia, oblizuje mi pół twarzy, obskakuje z każdej strony i chce by go głaskać. Nie możemy się sobą nacieszyć, nawet w samochodzie. Siedzi mi na kolanach, a ja drapię go za uszkiem.  

Od razu odczuwam zmianę w temperaturze. Dzisiejszy dzień w Gdańsku jest chłodnawy, a z Hiszpanii wylatywałem w zaledwie samej koszulce z krótkim rękawkiem. Michał podrzuca nas pod moją kamienicę, wchodzę na chwilę do mieszkania, zostawiam w nim bagaże i mówię dziewczynom, że wrócę za góra pół godziny, bo muszę zrobić zakupy. Samanta doradza by kupić coś mocniejszego i dobrego do zjedzenia. Zgaduję, że szykuje nam się wspólny wieczorek jak za starych czasów.  

Proponuję przyznać nobla człowiekowi, który postawił bankomat zaraz przed wejściem do sklepu, na którym widniała biedronka, a w środku brakowało urządzeń do płacenia kartą. Kupuję podstawowe produkty spożywcze, przysmaki dla Łobuza i butelkę jakiegoś wina, bo gdzieś w domu mam jeszcze jedną. Kompletnie nie chcę mi się nic gotować, więc uznaję, że złożymy się na pizzę. Jak najszybciej wracam do domu, bo chcę znać wszystkie szczegóły i wszystko to, co ominęło mnie podczas mojej nieobecności.  

- No to od początku – proponuję, gdy zajadamy się pizzą.  

Dziewczyny kłócą się, która i co mi opowie, aż w końcu grzecznie je upominam, że z niecierpliwością czekam na te nowiny. Gabriel miał małą stłuczkę kilka dni po moim wyjeździe. Nie było to nic groźnego ani nikt znacznie nie ucierpiał, ale Gabriel stracił przytomność. Przewieziono go do szpitala, ale został tam tylko na dwa dni. Samanta dowiedziała się o wypadku od Uli, która wezwała pogotowie, bo to pod jej domem jakiś kierowca rozpędził się przy parkowaniu, po czym wjechał w tył samochodu Gabriela. Gdy rudowłosa dotarła do szpitala, Gabriel już nie spał, a wiedziała o tym jak tylko weszła na korytarz, bo awanturę jaką robił Uli słychać było na pół szpitala. Stracenie przytomności przez uderzenie głową o kierownicę sprawiło, że ze wszystkimi szczegółami przypomniał sobie wieczór, którego tak bardzo nie mógł przypomnieć sobie wcześniej. Kazał jej się wynosić, jednocześnie domagając się odpowiedzi jak mogła tak postąpić. Przez stres ponownie stracił przytomność, a Ula jak najszybciej opuściła szpital.  

- Nie złamał sobie nic? Wszystko w porządku z jego zdrowiem? – dopytuję, gdy Samanta opowiada mi o wydarzeniach ze szpitala.  
- Nabił sobie tylko małego guza – odpowiada ruda.  
- A opowiedział ci co zaszło tamtego wieczoru? – pytam niepewnie.  
- Opowiedział. Opijali jej zdobyty dyplom i referencje od tej tam firmy organizującej imprezy i konferencje. Namieszała mu wina z wódką i masz. Zaczęła się do niego przystawiać, ale ją odpychał. Powiedział jej, że kocha tylko ciebie i żeby nie robiła sobie jaj. Chciał wyjść, ale przekonała go, żeby został, bo pewnie by nie doszedł do domu – uśmiechamy się, bo wiemy jak słabą głowę ma Gabriel – położył się w pokoju jej siostry. W nocy było mu gorąco i rozebrał się do bokserek, a ta nad ranem się przy nim położyła, cwaniara jedna.  

- To kto w końcu jest ojcem tego dziecka? – pytam mając nadzieję, że wiedzą.  
- Tylko ona wie. Po tym wszystkim Gabriel pokazał mi papiery od lekarza i to wszystko, i jak tak usiadłam z kalendarzem i policzyłam co do każdego dnia i tygodnia, to wyszło na to, że w ciąże zaszła dwa tygodnie po ich małym opijaniu.  
- Och… I co on na to wszystko? – pytam przez ściśnięte gardło.  
- Wkurwił się i to bardzo… Nie odpuścił sobie i przyrzekł jej, że nigdy jej tego nie zapomni. Chciał do ciebie lecieć i spróbować cię odzyskać, ale poczucie winy za twoje katusze go dobijały. Uznał, że jesteś z Kubą i nie chciał po raz kolejny odbierać ci szczęścia.. przekonywałam go, że powinien od razu wsiąść w samolot i do ciebie lecieć, że nie jesteś z Kubą, ale on to on. To wszystko tak go dobiło…  
- Wmówiła mu, że cię zdradził, a do tego, że będzie ojcem. Co za bezduszna… - nie dokańcza Patrycja.  
- I gdzie on teraz jest?  
- Spakował się i poleciał do rodziców.  

Wszystkie te doniesienia sprawiają, że duszkiem wypijam dwie lampki wina by móc jasno myśleć. Gabriel wyjechał do Norwegii, do swoich rodziców. Naprawdę uważał, że tak szybko o nim zapomniałem i pocieszyłem się Kubą? Przypomniały mi się jego słowa, gdy próbował mnie powstrzymać od wyjazdu – nie jedź, nie pozbawiaj mnie nadziei, że jeszcze coś może być między nami. Czy właśnie tak odebrał mój wyjazd? Co ja sobie myślałem.. że wrócę, a on będzie na mnie czekał i od razu wpadnie mi w ramiona? Jak mogłem być tak głupi. Dzielę się swoimi samokrytycznymi myślami z dziewczynami, aż Samanta nie wyjmuje jakiejś koperty ze swojej torebki. Wręcza mi ją, a ja spoglądam na nią pytająco. Odpowiada, że to list od Gabriela, który zostawił dla mnie. Ciekawsko pytam, czy któraś go już czytała, ale przyrzekają, że nie. Koperta jest zaklejona, więc wierzę im na słowo. Chwilę się zastanawiam czy go otworzyć, bojąc się co w nim jest, aż w końcu się odważam i niezdarnie rozrywam kopertę.  

_______________________________________________

Maciuś, zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo ta cała sytuacja namieszała w naszych życiach. W naszym wspólnym życiu. To wszystko wydarzyło się przez moją głupotę, niepamięć i uwierzenie w to, co mówiła. Zawsze wiedziałem, że nigdy nie będę w stanie cię zdradzić, ale gdy pojawiła się luka w mojej pamięci, a ona przylazła z tymi wszystkimi papierami.. zwątpiłem w to. Boję się pomyśleć ile się przeze mnie wycierpiałeś. Sama myśl o chociażby jednej wylanej przez Ciebie łzie z mojego powodu cholernie mnie dobija. Tęsknię za Tobą, nami i tym wszystkim co zbudowaliśmy. Przez moją głupotę już tego nie ma.  

Stawiam Twoje szczęście nad swoim. Twoje szczęście było, jest i będzie dla mnie zawsze najważniejsze. Żałuję, że tak bardzo je zniszczyłem. Jedyne co w pewnym sensie mnie pociesza to, to że na nowo odnalazłeś je z nim. Nie raz bukowałem bilety by do Ciebie przyjechać, ale nie mogę postępować samolubnie i odbierać Ci tego, co tam budujesz… Po prostu nie mogę.  

Nie chcę Ci opisywać bólu jaki towarzyszy mi bez Ciebie. Nie chcę byś pomyślał, że jakkolwiek biorę Cię na litość. Głupota boli i teraz tego doświadczam. Niezależnie od tego gdzie Ty będziesz, gdzie ja będę – zawsze będę Cię kochał. Jesteś jedyną miłością mojego życia i tak już pozostanie. Nic ani nikt tego nie zmieni. Zawsze będę na Ciebie czekał i żył w nadziei, że kiedyś sobie wybaczymy, że kiedyś wróci wszystko to, co nas łączyło. Będę żył w nadziei, że wróci nasze szczęście, że wrócimy do budowania tego, co zaczęliśmy – domu.. ucałuj ode mnie Łobuziaka.  

Nie wiem co zrobić ze swoim życiem, gdy nie ma w nim Ciebie. Nie potrafię normalnie bez Ciebie funkcjonować i dlatego wyjeżdżam, bądź też wracam do domu. Tęsknię za Twoim szerokim uśmiechem, zaczerwienionymi policzkami, błyszczącymi oczami, zimnym noskiem i jeszcze zimniejszymi nogami. Tęsknię za Twoim śmiechem, dobrocią i częstym narzekaniem na moją szybką jazdę czy gadulstwo. Tęsknie za Tobą, Miśku.  

Przepraszam za wszystko
Gabriel  

_______________________________________________

List jest starannie napisany, ale na kartce widać, że niejednokrotnie wylądowała na nim kropla łzy. Do tego wszystkiego doszły moje łzy, bo nawet nie wiem kiedy odnalazły wyjście i po cichu opuszczały moje oczy. Przeczytałem każde zdanie po trzy razy, a pod koniec już nie wytrzymałem i kompletnie się rozkleiłem. Wręczam list zaciekawionym dziewczynom i udaję się do łazienki by pobyć przez chwilę sam. Osuwam się na zimne kafelki w łazience i opieram głowę na kolanach. Moje serce całe drży, a adrenalina rozchodzi się po moim ciele. Chwytam się za mój wisiorek i zdejmuję go spod koszulki. Chwytam literę G i ponownie ją całuję. Gabriel.. nie zdradził mnie. Nie byłby w stanie. Kocha mnie. Tęskni za mną. I wierzy, że gdzieś buduję od nowa szczęście w towarzystwie Kuby.. do tego akurat sam doprowadziłem. Mam dość tego beznadziejnego losu, jego ironii i krzywd, które nam przyniósł. Wiem jedno.. chcę objąć twarz Gabriela w swoich rękach, zatonąć w jego oczach, a potem zaszyć się w jego ramionach. Chcę znów czuć jego dotyk, zapach i miłość. Chcę znów czuć się bezpiecznie, bo to on dawał mi to poczucie. Chcę do niego.  

Obmywam swoją twarz zimną wodą, wycieram ją w ręcznik i wychodzę. Dziewczyny siedzą nachylone nad listem, a pod drzwiami zaskakuje mnie Łobuz, który nie odstępował mnie na krok. Kucam do niego i wygłaskuję go po brzuszku. Prowadzę go do kuchni i wyjmuję dla niego kość, którą kupiłem jeszcze przed wyjazdem, a zapomniałem zapakować, gdy podrzucałem go do domu Patrycji. Schodzę na dół do swojego pokoju, bo tam podłączyłem swój telefon do ładowarki. Zamiast od razu pognać do telefonu, kładę się na łóżku i przytulam do siebie poduszkę, na której sypiał Gabriel. Zaciągam się jej zapachem, zamykam oczy i zgodnie z oczekiwaniami przed moimi oczami pojawia się on. Leżę tak chwilę, aż wstaję i podchodzę do mojej ściany ze zdjęciami. Przyglądam się jednemu zdjęciu z setki wiszących na ścianie. Fotografia przedstawia Gabriela nad ogniskiem, które urządzała Magda z Michałem. Kciukiem przejeżdżam po jego policzku i na chwilę się uśmiecham. Podchodzę do biurka, na którym leżał telefon i odłączam go od ładowarki. Skrzynka odbiorcza informuje mnie, że na mojej poczcie głosowej nagrały się takie i takie numery. Wybieram numer, który prowadzi do odsłuchiwania wiadomości z poczty głosowej i po kolei je odsłuchuję.  

- Cześć – wkurzony głos Samanty dudni w moim uchu – pewnie cię to nie obchodzi, bo jeśliby cię to obchodziło, to nie siedziałbyś teraz z Kubusiem w Hiszpanii, ale Gabriel miał wypadek. Łaskawie się odezwij.  

- Maciuś.. czemu nie odbierasz żadnych telefonów? Przyjeżdżaj natychmiast! Gabriel cię nie zdradził, słyszysz? Oddzwoń do cholery – Magda wręcz błaga bym oddzwonił.  

- Cześć, braciszku! Czemu ja do kurwy jasnej ciasnej nie wiem, że jesteś w Hiszpanii?! Dlaczego nawet nie wiem co wydarzyło się między tobą a Gabrielem?! Dlaczego muszę dowiadywać się o tym od dziewczyn?! Masz natychmiast oddzwonić jak tylko to odsłuchasz, bo obiecuję ci, że wsiądę w najbliższy samolot i skopię ci dupsko! Obyś miał dobre wytłumaczenie na to wszystko – nie sądziłem, że aż tak zdenerwuję moją siostrę swoim wyjazdem… Czemu jej nie powiedziałem? Nie wiem, nie chciałem robić z siebie ofiary.  

- Hej.. – ożywiam się, bo jest to głos Gabriela – tak dzwonię, żeby usłyszeć twój głos. Tym razem nie zdążyłem się rozłączyć, bo chciałem do końca wysłuchać twojej wiadomości zachęcającej do zostawienia wiadomości… Głupio to sformułowałem, heh. Trzymaj się – tą wiadomość odsłuchuję cztery razy, rozkoszując się jego aksamitnym głosem.  

Podłączam telefon z powrotem do ładowarki i idę do góry do dziewczyn. Wszystkie trzy oczekują na mnie i od razu zadają mi pytanie co zamierzam dalej. Wszystkim trzema tusz do rzęs spływa rozcieńczony ze łzami po policzkach. Odpowiadam, że włączyć film, choć zdaję sobie sprawę, że pytają co zamierzam zrobić w sytuacji z Gabrielem. Włączam nasz ulubiony film, który oglądaliśmy w krytycznych sytuacjach, a mianowicie Pamiętnik. Wszystkie trzy nie mogą nacieszyć się moją obecnością i z każdej możliwej strony mnie obściskują. Gdy tylko film zaczyna grać, od razu wszyscy zaczynamy płakać od nowa. Biegnę do kuchni by nasypać do misek chipsy z popcornem, które dziś kupiłem i oglądamy film do końca.  

- Jak ona mogła go nie pamiętać? – wybucha płaczem Patrycja.  
- Choroba no… - próbuję powstrzymać się od łkania.  
- Ależ oni się kochali – komentuje jak zawsze Magda.  
- Tak bardzo, że o nim zapomniała na jakiś czas – burczy Samanta ocierając swoje łzy o moją koszulkę.
- Choroba no… - powtarzam się, jednocześnie odsuwając się od rudej by nie plamiła mi koszulki.  
- Ja bym tam nigdy Tomusia nie zapomniała. O takim dobrym bzykanku się nie zapomina – wybucha śmiechem Samanta, a my do niej dołączamy, lecz po chwili znów zapada depresyjny nastrój.  
- I co teraz, Maciuś? – pyta Patrycja i domyślam się o co jej chodzi.  
- Nie wiem… Muszę pomyśleć.  
- Jakie tam myśleć! Masz do niego jak najszybciej polecieć – wtula się we mnie Samanta.  

Wieczór zakończyliśmy serią smutnych miłosnych filmów, wylaliśmy morze łez i wypiliśmy jezioro wina. Podzieliłem się z nimi wrażeniami z Hiszpanii i wytłumaczyłem, że mimo dwóch pocałunków, między mną a Kubą nic nie zaszło. Opowiedziałem im o Carmen, José i Adrianie. Budzę się, na szczęście bez bólów głowy czy innych dolegliwości. Godzina była wczesna, dziewczyny jeszcze pochrapywały, a ja zdecydowałem po cichu się ogarnąć i zabrać Łobuza na długi spacer.  

Mój czworonożny przyjaciel jest zadowolony, że zabieram go do jego ulubionego parku. Tego samego, do którego chodziliśmy z Gabrielem co piątek i tego samego, w którym Łobuz mi uciekł, bo z dala wyczuł idącego Gabriela. Tak bardzo chciałbym zobaczyć jego twarz. Dotknąć jej… Po części szedłem do tego parku mając nadzieję, że znienacka się tam pojawi jak wtedy. Po części szedłem tam, bo zwykle tak rano przechadzała tędy ona, bo mieszkała w okolicach. Nie wiem dlaczego, ale czuję potrzebę porozmawiania z nią. Zastanawiam się, czy po tym wszystkim będę w stanie jeszcze na nią spojrzeć, ale mimo to cierpliwie czekam łudząc się, że będzie tędy przechodziła. Łobuz niecierpliwi się siedząc w miejscu, ale próbuję go udobruchać i dzielę się z nim moją pizzerką, którą kupiłem w piekarni po drodze. Gdy już kończę ją jeść, zauważam ją. Jak nie teraz, to nigdy.  

- Ula… Cześć – zaczepiam ją.  
- Cześć… - unika wzroku kontaktowego. Spoglądam na nią. Jej brzuch był już nie małych rozmiarów.  
- Usiądziesz? – mimo, że mam ochotę na nią nawrzeszczeć, to zachowuję się spokojnie i pamiętam, że nie mogę jej zbytnio stresować… Jej szczęście, że jest w tej ciąży.  
- Usiądę – odpowiada zdziwiona na moją propozycję.  
- Nie denerwuj się, nie będę na ciebie krzyczał, czy cię obrażał. Nie o to mi chodzi.  
- A o co?  
- Chciałem zapytać dlaczego postąpiłaś tak, a nie inaczej. Chociaż tyle jesteś mi winna.  
- Wiem, że nie mam się czym chwalić. Jest mi z tym źle, ale pewnie nie mniej niż tobie było czy też wciąż jest. Nie potrafię jasno odpowiedzieć czemu.. nie zrobiłam tego by skrzywdzić ciebie czy jego.. zrobiłam to, żeby uszczęśliwić siebie, na siłę. Nie pomyślałam o was.  
- W jaki sposób miało cię to uszczęśliwić? Uszczęśliwia cię rozstanie dwóch osób, wmówienie zdrady, dziecka…?  
- Serce nie sługa. Wiem, że moje tłumaczenie jest żałosne, ale nie zamierzam się też tłumaczyć. Kochałam go i chciałam na siłę zatrzymać go przy sobie. Nie myślałam o konsekwencjach.  

- Widać, że nie myślałaś. Pomijając już to, że wmówiłaś mu, że mnie zdradził, że będzie ojcem.. co byś zrobiła gdyby to dziecko przyszło na świat? Przecież zrobiłby badania, a potem od ciebie odszedł. Zresztą skąd pewność, że w ogóle byłby z tobą? I kto tak naprawdę jest ojcem tego dziecka? I… jeśli tak bardzo go kochałaś, to po co umieściłaś nas w tym pokoju? Po co udawałaś taką dobrą przyjaciółkę?  
- Nie wiem co bym wtedy zrobiła. Myślałam, że coś poczuje do mnie. Od dawna coś czułam, ale komu miałam o tym powiedzieć? Wam? To nie wyjaśnia moich działań, wiem. Ojcem jest mój kolega, z którym raz się zapomniałam. Powiedziałam mu już o ciąży. Umieściłam was w tym przeklętym pokoju, bo mnie prosił.. bo nie myślałam, że coś do siebie czujecie. I nie udawałam przyjaciółki… Tęsknię za naszymi wieczorami, naprawdę – odpowiada na każde moje pytanie, a po jej policzku spływa łza. Prawdziwa czy sztuczna?  
- I zepsułaś to wszystko… Zniszczyłaś tą przyjaźń, zniszczyłaś mnie i zniszczyłaś Gabriela… Nie wiem jak w ogóle mogło ci przyjść coś takiego do głowy. Może jeszcze specjalnie się zapomniałaś, by potem wmówić Gabrielowi, że to jego dziecko, tak? Nie potrafię zrozumieć jak tak mogłaś. Jeśli go tak kochałaś, to czemu go tak bardzo skrzywdziłaś? Tak postępują tylko samolubne istoty… Miłość, to myślenie o dobrze tego drugiego, a dopiero potem swoim. A ty zrujnowałaś mu całe życie przez swoje widzi mi się…  
- Przepraszam – wydusza z siebie zapłakana.  
- Gabriela przeproś. I samą siebie. Cześć.  

Wstaję z ławki i odchodzę z Łobuzem. Na zakręcie jeszcze patrzę za siebie, by zobaczyć czy Ula tam jeszcze jest. Właśnie wstawała i ocierała swoją twarz. Martwiłem się, żeby nie ucierpiało przez to, to niewinne dziecko, które nosi w swoim brzuchu. Jak można upaść tak nisko. Miała wszystko, nie ma nic. Miała przyjaciół, którzy ją wspierali i uwielbiali taką jaką jest. Próbuje mi wmówić, że robiła to z miłości. Akurat! Jeśli uważa, że takie rzeczy robi się z miłości, to najwidoczniej nie wie co to miłość. Jest mi okropnie smutno po tej rozmowie i nie wiem jak poukładać natłok myśli. Mimo tego wszystkiego co zrobiła, nie czuję do niej nienawiści. Pewnie powinienem, ale nic takiego nie czuję. Jedyne co czuję to złość i żal. Dochodzę z Łobuzem do upragnionego wybiegu dla psów i wpuszczam go do środka. Obserwuję zza płotu jak gania się z młodym spanielem i wyjmuję z kieszeni swój telefon. Przeszukuję całą listę kontaktów, zanim znajduję właściwy numer.  

- Hola amigo – w telefonie słyszę głos José.  
- José! Jak dobrze cię słyszeć, tu Maciek – witam się z nim po angielsku.  
- Wiem, że to ty – mówi rozbawiony – masz Kubę.  
- Cześć, Maciuś – wita się zdyszany Kuba.  
- Cześć – mówię podejrzliwie – coś taki zdyszany?  
- José chciał spróbować swoich sił na ringu.  
- Dobra, dobra. Jak przeszkodziłem w jakimś gorącym bzykanku, to już się rozłączam – żartuję.  
- Słownictwo, młody człowieku! Co tam? Ty też masz niespokojny oddech, czyżby po gorącym bzykanku z Gabrielem? – drażni się ze mną.  
- Chciałoby się..  
- Co jest?  
- Nic. Nie ma go tutaj, wyjechał do rodziców. Dowiedziałem się, że sobie przypomniał tamten wieczór i nic nie zaszło. Nie zdradził! Ale wyjechał, bo czuł się wszystkiemu winny.  
- Ha, mówiłem! To co ty jeszcze tam robisz, czemu do niego nie polecisz?  
- Zamierzam, ale najpierw musiałem do ciebie zadzwonić i się poradzić. Jak tam u was?  
- Leć i to natychmiast! A u nas bardzo dobrze, mimo że wciąż próbujemy wypełnić pustkę po tobie.  

Kuba opowiada mi o randce z José i prosi o kilka rad. Życzy mi powodzenia i prosi bym go informował, bo umrze z ciekawości. Żegnam się z nim i zabieram zadowolonego Łobuza z wybiegu. Spokojnym krokiem wracam z nim do domu myśląc o Gabrielu. Próbowałem do niego zadzwonić, ale zgłaszała się poczta. Pamiętam, że kiedyś dawał mi kartkę z numerem do jego rodziców i adresem na wszelki wielki. Gdy tylko wrócę do domu, to znajdę tą kartkę i zadzwonię. Mam nadzieję, że pisał na poważnie o tym czekaniu na mnie.. że jeszcze nie jest na nic za późno. Już nic nie stoi na przeszkodzie byśmy do siebie wrócili i nadal budowali, jak to powiedział, dom.  

Gdy przekraczam próg domu, czeka na mnie miła niespodzianka. Słyszę ożywione głosy moich przyjaciółek, ale też i głos babci Gabriela. Czym szybciej zdejmuję buty i wchodzę do środka, by upewnić się czy to na pewno ona. Seniorka od razu podnosi się ze swojego miejsca by mnie wyściskać. Przyznaje jak dobrze mnie widzieć i twierdzi, że albo to ona się skurczyła, albo ja podrosłem w tej Hiszpanii. Chwyta mnie za rękę i prowadzi do kuchni, gdzie siedziała razem z moimi przyjaciółkami.  

- Masz – mówi Magda wyciągając jakieś papiery w moją stronę.  
- Co to? – pytam, a i tak biorę je do ręki.  
- Bilety lotnicze. Jutro lecisz do Gabriela – uśmiecha się do mnie Samanta.  
- Skąd pewność, że będzie chciał mnie widzieć?  
- Bo cię kocha, głuptasie. List, który ci zostawił mówi sam za siebie – zwraca się do mnie czule jego babcia.  
- Właśnie. Sam za długo byś zwlekał. Lecisz jutro i koniec – zaskakuje mnie Patrycja swoim zdecydowanym tonem.  
- Tu ci napisałam adres, spójrz skarbie. Z lotniska weźmiesz taksówkę, to jest bardzo blisko – starsza kobieta głaska mnie swoim kciukiem po policzku.  
- Mówiłaś mu? Albo rodzicom?  
- A skądże! Niech wszyscy mają niespodziankę – jeszcze raz mnie ściska, po czym dopytuje o Hiszpanię.  

***  

Czyżbym został stałym klientem gdańskiego lotniska. Ponownie na nim jestem. Tym razem mam ze sobą cała paczkę, która uparła się, że mnie odwiozą. Mimo, że tylko ja wylatywałem, to aż dwa samochody przyjechały na lotnisko. Magda z dziewczynami przecież musiały pojechać, Michał musiał dopilnować Magdy, a Tomek uparł się, że pojedzie z Samantą, a do tego najbardziej podekscytowana ze wszystkich babcia Gabriela. Mam swoją armię! Wszyscy wchodzą za mną do nowo wybudowanej hali odlotów. Dopiero teraz zwracam uwagę jak pięknie wygląda. Gdy wylatywałem z Kubą, nie miałem czasu jej się przyjrzeć, bo chciałem jak najszybciej znaleźć się na pokładzie samolotu. Nie muszę się rozglądać, do której bramki muszę się udać, bo moja armia już pokazuje mi palcami gdzie się udać.  

- Kto w ogóle ma mój bagaż? – pytam w drodze do miejsca, w którym zdaje się bagaże.  
- Tomuś ma – Samanta nie żałuje słodkości.  
- Ja mam – potwierdza Tomek.  
- Nie wiem po co mi ten bagaż. Znając życie odeśle mnie i jutro będziecie mnie odbierać – narzekam.  
- Tak, tak, my to wszystko wiemy. Ruchy – pośpiesza mnie najstarszy członek mojej armii.  

Wnętrze nowego terminala na gdańskim lotnisku robi na mnie ogromne wrażenie. Wszystko jest tu takie nowe, praktyczne i kompletnie niepolskie. Idziemy na sam koniec, bo tam znajdowała się moja bramka. Dookoła rozbrzmiewają informacje w języku polskim i angielskim, że nie pilnowany bagaż zostanie usunięty i zniszczony na koszt właściciela. Spróbowaliby tylko! Dochodzimy do pierwszego z trzech stanowisk, które obsługiwały loty z Gdańska do Oslo Torp. Za biurkiem siedzi znudzony swoją pracą blondyn w okularach. Albo to praca go postarza, albo po prostu jest dobrze po trzydziestce.  

- Dzień dobry – witam się, a razem ze mną połowa mojej armii i podaję mu papiery razem z paszportem.  
- Proszę położyć bagaż tutaj – obojętnie wskazuje bym włożył bagaż na taśmę.  
- Dokładnie dwanaście kilo waży! – stwierdza dumnie Samanta, gdy celnik spogląda na wagę bagażu.  
- Cicho bądź – ucisza ją Patrycja, a Tomek ma niezły ubaw.  
- Może się pan odprawić w bramce jedenaście, ma pan jeszcze trochę czasu. Miłego lotu – mówi niczym jak automatyczna sekretarka.  
- Dziękujemy – armia odpowiada za mnie i wycofujemy się z labiryntu, który stworzył się przez porozstawiane słupki.  

Powoli kierujemy się w stronę mojej bramki, co oznaczało ponowne przejście całego terminalu. Po drodze zostaję obsypany kontrolnymi pytaniami, typu czy mam kartkę z adresem albo portfel. W końcu przeszliśmy cały terminal i znajdujemy się parę kroków od otwartej już bramki numer jedenaście.  

- Obiecajcie, że nie zadzwonicie. Umiem zamówić sobie taksówkę, nie musi mnie odbierać – przypominam im po raz kolejny.  
- Obiecujemy – odpowiadają prawie jednocześnie.  
- A co jak nie będzie chciał ze mną rozmawiać, matko.. – przekładam ciężar ciała z nogi na nogę.  
- No i dobrze, od razu wpadniecie sobie w ramiona, ihaha i do wyra – przewiduje Samanta.  
- Dobrze mówi – stwierdza babcia Gabriela, a Samanta wystawia do niej rękę by przybiła piątkę.  
- No dobra.. będę już leciał – zwracam się do nich, a Magda wręcza mi mój bagaż podręczny.  
- Leć i przywieź go tu – Tomek poklepuje mnie po ramieniu.  
- Dokładnie się z nim przywitaj – Samanta mocno mnie ściska.  
- Nie denerwuj się skarbie – po Samancie, to seniorka mnie ściska.  

Przez długą chwilę słucham słów otuchy i przekraczam bramkę. Odwracam się jeszcze by im pomachać i od razu tego żałuję. Zamiast tylko mi odmachnąć, dziewczyny znów nie popisały się swoim zachowaniem i zaczęły symulować ruchy masturbacyjne w moją stronę. Pamiętam, gdy kiedyś też tak zrobiły, a moje policzki oblały się rumieńcem. Pokonuję kolejny labirynt stworzony przez słupki i wkładam swój bagaż podręczny do plastikowego pudełka, które przejeżdża przez urządzenie prześwietlające. Przechodzę przez bramkę wykrywającą metal i aż podskakuję ze strachu, gdy rozlega się głośny alarm. Panowie celnicy od razu do mnie doskakują i pytają się, czy na pewno wszystko co metalowe umiejscowiłem w pudełku. Orientuję się, że nadal mam na sobie wisiorek i wręczam im go. Nie unikam obmacywania, jeszcze raz muszę przejść przez bramkę, która już nie wydaje z siebie żadnych alarmów, gdy przez nią przechodzę i w końcu mogę się udać elektrycznymi schodami na drugie piętro, bo tam właśnie znajduje się moje wyjście na pokład samolotu.  

Zachodzę do sklepu, w którym kupowałem masę słodyczy, gdy odlatywałem z Kubą do Madrytu i tym razem robię podobne zakupy. Wiem jak bardzo Gabriel uwielbia cukierki michałki i zakupuję całą ich paczkę. Nie byłbym sobą, gdybym przy okazji nie zakupił jakiegoś breloczka do kluczy i z niechęcią staję w długiej kolejce. Każdy przede mną ma jedynie po paczce papierosów czy butelce wódki, a ja muszę stać w nieskończoność z zaledwie jedną paczką białych michałków i breloczkiem. Za mną stoi jakaś dziewczyna, która sama jest zirytowana tym samym faktem co ja, a sposób w jaki o tym opowiada przez telefon doprowadza mnie do śmiechu. W końcu płacę i od razu kieruję się do kolejki, która robiła się coraz większa przy moim wyjściu. Przez głośniki rozbrzmiewa informacja, że pasażerowie odlatujący do Oslo Torp mogą już wchodzić na pokład samolotu. Spokojnie staję w kolejce i czekam na swoją kolej. Pokazuję celniczce swój bilet i paszport, po czym mierzy mój bagaż. Dostaję zielone światło i wchodzę do szklanego tunelu, w którym pasażerowie oczekiwali na kolejne zielone światło. Opieram się o szybę i przyglądam pasu startowemu. Fioletowy samolot już czekał, by przyjąć mnie na swój pokład. Do tunelu przedostało się chłodne powietrze, a po chwili kilkanaście pasażerów przede mną zaczęło go opuszczać, schodząc schodami w dół.  

Po raz kolejny pookazuję swój paszport, tym razem przy wejściu do samolotu, po raz kolejny życzą mi miłego lotu i w końcu wchodzę na pokład. Spodobało mi się siedzenie z tyłu i właśnie na samym tyle siadam, bo chcę zapewnić sobie miejsce przy oknie. Wkładam swój bagaż do schowka znajdującego się nad siedzeniami i wygodnie rozsiadam się w fotelu lotniczym. Podobno ludzie boją się siedzieć z tyłu, bo towarzyszy temu efekt jakby samolot spadał, więc z zadowoleniem obserwuję jak wszyscy idą do przodu, a ja nadal mam wolny rząd dla siebie. Uśmiechnięte od ucha do ucha stewardesy biegają dookoła pokładu by pomóc klientom i wygląda na to, że zaraz będziemy odlatywać. Gdy już zapinam pas i zamierzam oddać się w objęcia Morfeusza, rozbawia mnie błagalny krzyk "czekajcie", który rozległ się przed samolotem. Kolejno słyszę dźwięk pokonywanych w szybkim tempie kroków na metalowych schodach, aż w końcu spóźniona pasażerka wchodzi na pokład samolotu, przeprasza i okazuje swoje dokumenty. Po głosie domyślam się, że to sama, co się tak niecierpliwiła w sklepie bezcłowym. Gdy już kończy wylegitymowanie się dokumentami, wszyscy jej się przyglądają z uśmiechami na twarzy, a ta pakuje swój bagaż do tego samego schowka co ja i zasiada koło mnie.

- Siemano! – rzuca w moją stronę. – Już myślałam, że nie zdążę, co nie.. okres mnie dopadł, siła wyższa! Diana jestem – składa w swoją rękę w pięść i zgaduję, że chce przybić ze mną żółwika.  
- Maciek – przybijamy żółwika.  

Napełniona pozytywną energią brunetka ku mojemu zaskoczeniu, chwyta mnie za rękę i mocno ją ściska, gdy samolot się rozpędza by wbić się w powietrze. Nie protestuję, bo widać, że panicznie boi się wnoszenia w powietrze. Mi taka prędkość jak najbardziej odpowiada, przyzwyczaiłem się podczas jazdy z Gabrielem. Gdy już wbijamy się w powietrze, Diana puszcza moją dłoń, szturcha mnie w ramie i dowcipnie mówi, żebym nie robił sobie szans.  

- Maciuś, coś taki zestresowany? Czyżby ktoś tu bał się latać? – zaczepia mnie.  
- Ja zestresowany? No coś ty.  
- Może papieroska? – po raz kolejny mnie rozbawia. – Ty, ale nie masz żadnej bomby, nie? Jak oglądałam ten film.. o jeżuniu, jak on był! Lot trzydzieści trzy?
- Dziewięćdziesiąt trzy – poprawiam ją.  
- O właśnie, to tam też tacy zestresowani siedzieli. Ty! Jak dobrze wiesz! Ale wiesz.. przybiliśmy żółwika, to mnie nie wysadzisz, co nie? - chichramy się najciszej jak potrafimy, by nikt nie przyszedł nas uciszyć.  
- Spokojnie, nie mam.  
- Ale dobrze, że z tyłu siedzimy, nie? Dwa lata temu, to wieniec co z tyłu leżał przeżył, a reszta nie.  
- Czyżby członkini komisji Macierewicza? – dalej z nią żartuję.  
- A gdzie tam! Po prostu nie lubię rusków, no nie. Po pierwsze, bo kto lubi? A po drugie, moja była podchodziła z Rosji, to wiesz… Hejtuję wszystko co ruskie. Nawet licznik z gazem zdjęłam i przeszłam na kuchenkę elektryczną.  

Podejrzewałem, że albo jest tak chłopięca, albo po prostu jest lesbijką. Wypytuje mnie do kogo lecę, ale zanim pozwala mi odpowiedzieć, to opowiada dlaczego ona tam leci. Ma tu mamę, z którą na razie pomieszkuje. Opowiadam jej swoją historię, bo czuję się raźniej wiedząc, że jest taka jak ja, a po drugie chciałem usłyszeć zdanie kogoś kompletnie neutralnego. Wzrusza się, gdy opowiadam jej o liście i domaga się jakiegoś zdjęcia. Z tym akurat nie ma problemu, bo noszę jedno w kieszeni. Rozczula się, a ja opowiadam jej, że kompletnie nie wiem jak do niego dotrzeć. Mam nadzieję, że potowarzyszy mi przy wyjściu z lotniska i pokaże gdzie stoją taksówki, bo z tego co mówiła, to często bywa na tym lotnisku. Pyta się mnie gdzie dokładnie mieszka, a ja odpowiadam, że nie wiem i pokazuję jej kartkę z adresem, który również miałem w kieszeni. Zaproponowała, że mnie podwiezie, bo wie gdzie to jest, a samochód ma na parkingu przed lotniskiem. Czas razem szybko nam leci, a ja dziwię się, gdy podchodzimy do lądowania. Co tak szybko?  

- Nie ma się czym stresować – rzuca w moją stronę – dacie sobie buzi i będzie good – pociesza mnie, a jej śmiech znów mnie rozśmiesza.  
- Obyś miała rację – wyciągam do niej rękę, a ona mocno za nią chwyta. Lądujemy.

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 5990 słów i 33455 znaków.

9 komentarzy

 
  • petrova18

    O nie, żadnej sceny z uprowadzeniem, bo wtedy już za dużo akcji będzie! Czekam na kolejną część, bo zbyt wiele napięcia, haha. :3 A ta babcia to rozbrajająca jest. :D

  • MrKlaus

    Cieszę się, że wreszcie zmobilizowałem się do przeczytania tej części. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że mnie nie zawiodła i teraz sam się sobie dziwie dlaczego tak długo z tym zwlekałem

  • yuuchirokun

    O matko ;3 Jabber blagam o wiecej ;) to jest jak narkotyk xd uzaleznia ale to jest poprostu **** xDchce wiecej ;3 zycze weny !!!! I dziekuje ze i tak szybko dodajesz :3 nie wytrzymal bym xd Tez chce takiego swojego Gabriela ;3  prosze nie kacz szybko ;3

  • Gabriel

    Jak tylko widzę, że dodałeś kolejną część to tak się cieszę, że domownicy patrzą się na mnie jak na wariata i nie wiedzą o co chodzi. Ale jeżeli chodzi o opowiadanie mam nadzieję, że szybko się nie skończy i czekam z niecierpliwością na kolejną cześć, bo tak jak zawsze jest świetna, a z tym uprowadzeniem to może odpuść bo mnie zawał łapnie. Gratulacje dla autora, że ma aż taką wenę i tak świetnie pisze.

  • .

    Kocham to opowiadanie . Masz talent o to ogromny < 3

  • love94

    Samanta Samanta... Uwielbiam ją :D Ja dalej nie mogę wyjść z podziwu dla twojej weny, mnie znowu opuściła xd Chyba mamy tą samą wenę bracie ;d, ale jeśli masz tak pisać, to jeszcze ci jej nie zabiorę :D Coś czuję że zbliżamy się do końca :) 100/10 :*

  • sweetkicia

    Świetne <3 Ja chcę kolejną i wszyscy wiedzą o tym hahaha. Pisz dalej :)

  • Jabber

    No czekaj, dopiero wylądowali! Pomyślę nad opcją z uprowadzeniem :rolleyes:

  • Kubolo

    Matko, bałem się, że samolot się rozbije, albo Diana okaże się krewną Gabriela, albo go uprowadzi jadąc tym autem! Ale na szczęście wylądowali bez komplikacji :faja: Wzruszająca część, myślami jestem jeszcze w Madrycie, bo obraz całej Hiszpanii był taki żywy i realistyczny… Ula to menda, nie ma co się nią przejmować, tylko dziecka mi szkoda… Samantę lubię coraz bardziej, moim zdaniem jest najlepsza z całej paczki. Po prostu ją uwielbiam :) Weny życzę!!