Serce do serca | Część 10

Serce do serca | Część 10Ból nie chce ustąpić. Szlag mnie już trafia, miałem po prostu zasnąć i więcej się nie obudzić, a nie zwijać się z bólu. Otwieram powieki i zauważam łebek psa nad sobą. Gdy zauważa, że otworzyłem oczy od razu przystawia swój mokry nos do mojego i mnie nim szturcha. Ból narasta. Z wielkim trudem podnoszę się z sofy i jak najszybciej udaję się do łazienki. Zapalam światło i na chwilę spoglądam w lustro, a w nim widzę największego desperata jakiego kiedykolwiek widziałem. Chce się zabić tylko dlatego, że ktoś kogo kocha jest szczęśliwy i spodziewa się dziecka. Co z nim nie tak? Odwracam się plecami do zdesperowanego blondyna i klękam przed ubikacją. Otwieram buzię i wsadzam do niej trzy palce, pchając i pchając je coraz głębiej. Powtarzam tą czynność tak długo, aż żaden płyn już nie podchodzi mi do góry. Po wszystkim osuwam się na podłogę, a chłodne kafelki działają na mnie pobudzająco. Leżę i zastanawiam się jak mogłem dopuścić się do takiej głupoty.  

Podnoszę się i znów w lustrze wita się ze mną desperat. Jego twarz wydaje się okropnie zmęczona, a oczy smutne, puste i bez blasku. Przez długi czas obmywa swoją twarz próbując ukryć w niej swoje łzy. Wyjmuje z szafeczki szczoteczkę do zębów, wyciska na nią o wiele za dużo pasty i wsadza do buzi. Szczotkuje niedokładnie wciąż wpatrując się we mnie. Obmywa szczoteczkę, odkłada ją na miejsce, zamyka pastę, a do kubka nalewa wciąż lecącą wodę. Wypłukuje buzie, potem kubek, a na sam koniec jeszcze raz obmywa swoją twarz w wodzie. Odchodzę od lustra i wycieram twarz w niebieski ręcznik, po czym gaszę światło i wychodzę. Ból przeminął, o wiele lepiej. Podchodzę do odtwarzacza i wyłączam go jednocześnie sięgając za pilot od telewizora. Włączam kanał informacyjny, mimo że nie zamierzam za bardzo wsłuchiwać się w to, co w nim przekazują. Źle mi z otaczającą mnie ciszą.  

Zasiadam na tej samej sofie, na której planowałem skończyć swoją podróż zwaną życiem i łapię w objęcia dalej siedzącego tam Łobuza. Poklepuję go i nie zamierzam puszczać. Drapię go za uszami i całuję w łebek. Tak bardzo brak mi Gabriela. Naszych wspólnych poranków, popołudni, wieczorów i nocy. Naszych wspólnych planów i marzeń, rozmów, spacerów i bliskości. Wciąż nie mogę pogodzić się ze stratą tego wszystkiego, mając nadzieję, że niedługo najdą jakieś lepsze dni. A może smutek zagościł w mojej krwi już na zawsze. Spoglądam na telewizor, a dokładniej w jego lewy róg by sprawić godzinę podawaną przez stację. Jest dopiero po dwudziestej, więc podnoszę się z sofy i idę do kuchni w poszukiwaniach telefonu. Przeszukuję długą listę kontaktów i wybieram odpowiedni numer. Po trzech sygnałach połączenie zostało odebrane.  

- Maciek? Co tam? – zdziwiłem Kubę swoim telefonem.  
- Cześć, a nic, tak sobie dzwonię – po chwili orientuję się, że to głupio zabrzmiało.  
- Aa, to ja sobie tak odbieram – śmieje się  
- Może miałbyś czas tak sobie się spotkać?  
- Z kim? – drażni się.  
- Z Obamą – również się drażnię.  
- Dobrze, panie prezydencie. Niedługo będę.  
- Czekam!  
- Idę!  

Odkładam telefon i zdaję sobie sprawę, że na chwilę się uśmiechnąłem.. że na chwilę nie myślałem o Gabrielu. Sprzątam z salonu wszystkie śmieci, cholera, jak wytłumaczę mamie brak jej tabletek? Może nawet o nich nie pamięta skoro ciągle tu leżały. Jak będzie pytać, to powiem, że skończyły im się ważność czy coś podobnego. Idę do łazienki i ponownie witam się z desperatem. Tym razem jego twarz wygląda na spokojniejszą. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu do uczesania włosów używam szczotki, a nie palców na oślep. Odkręcam wodę, moczę w niej ręce po czym twarz i wyjmuję piankę do golenia. Niestarannie rozsmarowuję ją po twarzy i powoli pozbywam się zarostu z twarzy. Nie śpieszę się, bo nie chcę się zaciąć. Po chwili zmywam piankę i wylewam na rękę wodę po goleniu. Wklepuję ją w twarz, po czym obdarowuję moją szyję jednym z perfum na półce. Przyglądam się sobie w lustrze i stwierdzam, że wyglądam w miarę przyzwoicie. Zresztą nie szykuję się na randkę, ale wypada prezentować się normalnie. Wpatrywanie się w lustro przerywa mi dzwonek do drzwi. Cholera, co tak szybko?  

- Buenas noches – wita się w drzwiach - Se puede? – tego już nie zrozumiałem.  
- Że co? – uśmiecham się do niego.  
- Pytałem czy mogę wejść – wytyka język.  
- Nie możesz – również wytykam język.  
- To nie dostaniesz tego! – wskazuje na siatkę, którą trzyma w ręce i dopiero teraz czuję ten zapach.  
- Kebab daje ci przepustkę w me skromne progi – zapraszam go do środka.
  
Wysoki brunet z szarymi oczami od razu się u mnie rozgaszcza, podając mi siatkę z jedzeniem. Wykładam zapakowane kebaby w bułce na talerze, wyjmuję po widelcu dla każdego i dwa piwa z lodówki. Słyszę jak śmieje się ze mnie, że oglądam powtórki narad sejmu i pyta czy może przełączyć na coś bardziej interesującego. Kłócę się z nim, że powtórki narad sejmu są bardzo ważne, udając, że oglądam też na żywo, a powtórki tylko po to by lepiej przeanalizować słowa posłów. Przełącza na jakiś mecz, a ja za jednym zamachem przynoszę wszystko z kuchni.  

- Kto gra? – pytam, a on dziwnie na mnie patrzy.  
- No jak to kto?! Ćwierćfinał, Hiszpania z Francją, euro? – spogląda na mnie jakbym zwariował. – I ty dziś nie pijesz – dodaje po chwili zwracając uwagę na dwie butelki piwa.  
- Dlaczego niby nie piję? Jak Hiszpania gra, to piję z tobą! – oburzam się.  
- Bo za dużo pijesz! No ale dobra, jako że gra Hiszpania, to jedno.  
- Trzy.  
- Dwa.  
- No i pięknie – podaję mu talerz i zasiadam koło niego.  

Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tak bardzo przeżywał mecz jak on. No chyba, że spojrzałbym w lustro gdy grała Polska. Cały mecz przesiaduję na podłodze, parę centymetrów przed telewizorem i gdy tylko jest jakaś akcja, to podnoszę się i dopinguję. Mecz ćwierćfinałowy wygrała Hiszpania, pokonując Francję dwa do zera. Pierwsza bramka Hiszpanów była przepiękna, szczupakiem z główki, a druga z karnego, także tym nie ma co się podniecać. Przez cały mecz Kuba zdążył opowiedzieć mi historię każdego jedynego zawodnika zespołu hiszpańskiego i połowę ich życiorysu. Pilnie go słuchałem, a nawet dyskutowałem, bo jakąś tam wiedzę na ten temat posiadam. Sędzia potrójnie gwiżdże, czym zakańcza spotkanie i daje przepustkę Hiszpanii do półfinału rozgrywek.  

- Mówiłem, że wygrają – komentuje dumnie Kuba.  
- A gdyby tak Polska grała z Hiszpanią, to komu byś kibicował? – pytam sprzątając ze stołu, a on wstaje mi pomóc.  
- No wiadomo, że Polsce – wynosimy naczynia do kuchni.  
- Spróbowałbyś odpowiedzieć inaczej!  
- Jak się trzymasz? – pyta ni stąd ni z owąd.  
- Dobrze.  
- Kłamczuch – znów wytyka język – przecież widzę.  
- Okej, przyznaję, bywało lepiej.  

Wychodzę z kuchni mając nadzieję, że przestanie mnie wypytywać. Siadam na sofie, a po chwili dołącza do mnie.  

- Miałem dziś słabszą chwilę, ale jest dobrze. Pomału, do przodu. Dziś natknąłem się na zdjęcie USG i tak jakoś mi się słabo zrobiło.  
- Dziewczyny mi tak mniej więcej opowiedziały gdy zapytałem co u ciebie. Poszedłem pod twój stary adres, ale otworzyła mi jakaś babcia, to poleciałem do Patrycji. To smutne, że taka miłość tak się skończyła, ale.. musisz się wziąć w garść. Wiem, że to trudne, ale no kurde.. chyba nie chcesz wpaść w depresje, zrobić jakiejś głupoty.  
- Nie chcę – walczę by się nie rozkleić.  
- Pomyśl o tym z drugiej strony. Skończyłeś liceum, na pewno zdałeś matury i robisz sobie rok przerwy od nauki. Jesteś kompletnie wolnym człowiekiem, możesz robić co chcesz i udać się gdzie tylko chcesz. Nie jeden by się z tobą zamienił, w sensie na to by mieć tą wolność, nie ból.  
- Na przykład do Madrytu? – wymuszam uśmiech.  
- A przemyślałeś to już?  
- Nie odpowiada się pytaniem na pytaniem – przypominam sobie jak Gabriel mi to powtarzał i ledwo co dodaje – zabierz mnie z stąd, proszę – przegrywam walkę i łzy znów przepływają przez mój port zwany policzkami.  

Mocno mnie przytulił. Na początku milczał, a potem zaczął mnie pocieszać. To dziwne. Tyle lat się nie widzieliśmy, a i tak wszystko było tak jakby w ogóle nie wyjechał, było po prostu jak kiedyś. Wziąłem się w garść, ogarnąłem i obiecałem, że koniec z płaczami. Gdzieś do trzeciej rano wspominaliśmy sobie stare podwórkowe czasy, aż w końcu zasnąłem. Dawno się tyle nie śmiałem, ile wczoraj z nim. Wspomnieliśmy wszystkie piosenki, które były na topie za czasów naszego dzieciństwa, obgadaliśmy wszystkie dzieci, które mieszkały w sąsiedztwie i pośmialiśmy się z naszych dawnych podchodów do siebie. Gdy rano się przebudziłem, on już czekał ze śniadaniem, narzekając na zawartość mojej lodówki. Obiecałem mu, że jak tylko się rozstaniemy, to pójdę i zrobię jakieś małe zakupy. Małe, bo we wtorek wyjeżdżam razem z nim i nie mam co robić zapasów, bo wszystko się zepsuje. Właśnie siedzę przy laptopie na stronie linii lotniczych i zastanawiam się jak to zorganizować. Muszę powiadomić mamę, że mnie na trochę nie będzie, dziewczyny i do tego Łobuz.. Mógłbym go zabrać gdyby nie to, że wciąż czekam aż mu wyrobią paszport. Mam nadzieję, że będzie mógł zostać u Patrycji. Nie powinno być problemu, w końcu go uwielbia. W najgorszym przypadku zostawię go Samancie, której Łobuz swoimi pazurami podarł już parę sztuk rajstop. Nie wiem jeszcze na ile tam zostanę, nie wiem kompletnie co tam będę robił, ale wiem, że to jedyny sposób by się od tego na trochę odciągnąć. Zaznaczam interesujący mnie lot na stronie internetowej, wypełniam wszystkie dane, płacę i od razu drukuję kartę pokładową żeby nie robić tego potem.  

Od razu sięgam za telefon i wybijam numer do mamy, który znałem na pamięć. Swojego za cholerę nie pamiętam, ale jakby ktoś obudził mnie w środku nocy, to bez zawahania wyrecytowałbym wszystkie trzy numery jakie miała moja mama, numer siostry do Australii i.. Gabriela. Nie, jego numeru nie chcę pamiętać, nie mogę, nie przyda mi się już. Wybieram jej numer i o dziwo odbiera, o dziwo odbiera od razu. Czyżby naprawdę się zmieniła? Jest taka miła, taka.. kochana. Tracę Gabriela, czytaj wszystko, to chociaż odzyskuję matkę. Mówię jej, że robię sobie małe wakacje i wyjeżdżam na tydzień-dwa do Hiszpanii. Tak naprawdę nie wiem ile tam zostanę, zależy od tego ile zniesie mnie Kuba. Potem zamierzałem wrócić na parę dni mając nadzieję, że paszport Łobuza będzie już gotowy i zabieram go w podróż. Jeszcze nie wiem gdzie. Jedyne co wiem, to że przed siebie, jak najdalej z stąd. Pyta się mnie czy wyjeżdżam z Gabrielem.. Nic jej nie opowiadałem o tym, i nawet nie chcę. Nie musi na razie wiedzieć więc zmieniam temat i pytam co u niej. Proszę ją, żeby sprawdzała jak będzie czy paszport już nie przyszedł. Mówię jej też, że zakręcam gaz oraz wodę i gdzie może sobie to odkręcić. Każe mi dzwonić i pisać do siebie, by wiedziała gdzie jestem. To miłe z jej strony. Żegnam się z nią, ale to dopiero początek – muszę powiedzieć jeszcze dziewczynom. Raczej nie będą miały mi tego za złe, a wręcz się cieszyły, że gdzieś sobie odpocznę po tym wszystkim. Jedynie Samanta może być niezadowolona, ale jakoś sobie dam radę.

Siadam z powrotem do komputera i przeglądam podstawowe informacje o Hiszpanii. Szukam jakiegoś słowniczka, ale znajduję tylko wielkie słowniki do ściągnięcia. Dostałem rozmówki Hiszpańskie od Gabriela.. razem z całym planem z wycieczką po Europie. Wycieczką, którą szlag trafił. Karton nadal leży pod moim łóżkiem. Nieraz chciałem go wyrzucić czy spalić w złości, jak na razie sobie tam leży i się kurzy. W końcu znajduję jakiś fajny słowniczek internetowy i przeglądam podstawowe słówka. Hola, basta i gracias znam już od dawna. Próbuję wypowiedzieć co po niektóre i dam sobie rękę uciąć, że gdyby Kuba słyszał moją wymowę tych słów, to sam by mi ją odciął. Kij z tym, na pewno mówią po angielsku. Dam radę, najwyżej będę ciągnął Kubę wszędzie ze sobą. Muszę zacząć się pakować!

***  

- Jak to wyjeżdżasz? Gdzie? – pyta oburzona Samanta przy stoliku w kawiarni.  
- Do Hiszpanii. Nie wiem jeszcze na ile, ale wiem, że we wtorek.  
- Przecież to jutro! I dopiero teraz o tym mówisz? – rudowłosa wraca uwagę wszystkich w kawiarni na nas.  
- Ciszej bądź – ucisza ją Magda.  
- Jakie ciszej.. Z Kubą jedziesz tak? Już zdążył ci namącić w głowie?  
- Tak, z Kubą. I nie namącił mi w głowie, po prostu zaproponował krótkie wakacje.  
- A Gabriel? – Samanta nie ustępuje.  
- A co z nim? Niech żyje zdrowo i szczęśliwie z Ulą i swoim dzieckiem – próbuję się uśmiechnąć.  
- Ale on cię kocha, ty też go kochasz…  
- I co z tego? Zdradził mnie, rozumiesz? Spodziewa się dziecka. Więc co z tego, że go kocham? Nic. A po drugie, to po co z takimi tekstami wyjeżdżasz. Przecież nie jestem z Kubą!  
- Kwestia czasu aż te jego szare oczka cię zmanipulują do siebie.  
- A co ty tak bronisz Gabriela, co? Tobie też zdążył zrobić dobrze po pijaku? – od razu żałuje słów wypowiedzianych w furii.  
- Przesadziłeś – powiedziała cicho Patrycja, a Samanta odeszła od stolika i wyszła – no idź za nią – dodaje Pati.  

Jest mi głupio, przykro i jestem zły na siebie. Wychodzę z kawiarni i rozglądam się za rudą. Nigdzie jej już nie było. Rozglądam się ponownie mając nadzieję, że gdzieś ją zauważę. Nic z tego. Wracam do kawiarni i czuję na sobie dwie wściekłe pary oczu. Siadam do stolika i przez długą chwilę milczymy. Patrzę w dół i spalam się ze wstydu.  

- Wiem, przesadziłem – przerywam ciszę.  
- Troszkę – przemawia Magda.  
- Macie czas spotkać się wieczorem? Takie tam małe pożegnanie? – proponuję.  
- Nie bardzo mogę – rozkłada ręce Magda.  
- Ja też – mówi cicho Patrycja.  
- No dobrze, nie to nie. Trzymajcie się – wstaję, spoglądam na nie i wychodzę.
  
Nie bardzo wiem co ze sobą zrobić. Idę do domu i z bólem serca pakuję Łobuza. Zabieram go na długi spacer, wyściskuję i wycałowuję milion razy. Zaprowadzam go do mamy Patrycji, daję się przekonać na szybką herbatkę, znów żegnam się z Łobuzem i wychodzę. Jestem już spakowany i gotowy. W sumie mógłbym już lecieć, byle się teraz tak straszliwie nie nudzić. Wychodzę do centrum i wchodzę do pierwszego lepszego kantoru. Wymieniam złotówki na euro by mieć gotówkę w razie czego. Uwielbiam tego gościa, co wpadł na karty bankowe! Szlajam się po sklepach kompletnie bez celu. Zachodzę do sklepu, w którym kiedyś pracowałem i udaje mi się przez chwilę porozmawiać z moją byłą kierowniczką Jolą, która dziś ma urwanie głowy. Zachodzę też do Empiku w poszukiwaniu jakieś fajnej książki gdyby dopadła mnie tam nuda. Średnio widzę czytanie po hiszpańsku. Znajduję dwa ciekawe tytuły, płacę i wychodzę. Szerokim krokiem omijam sklep z ubrankami dla dzieci i wychodzę z ogromnego molocha. Ba, molochy będą dopiero w Hiszpanii!  

Wracam do domu i jeszcze raz sprawdzam czy wszystko mam spakowane. Szybko zaskakuje mnie wieczór, ale nie bardzo chce mi się spać. Z Kubą zobaczę się dopiero jutro na lotnisku, bo spędzał właśnie czas ze swoimi kuzynami. Co prawda ciągnął mnie tam ze sobą, ale nie bardzo mi się chciało. Kurde, co mi się tak w ogóle chce? Spać nie, iść z Kubą nie.. to co? Od razu odczuwam brak biegającego Łobuza dookoła. Jest mi o wiele za cicho w domu i włączam radio. Idę do kuchni i celuję się do lodówki. Zaglądam do niej, ale nie było w niej nic ciekawego do pożarcia. Wybieram numer z ulotki, która wisiała na lodówce i zamawiam pizzę. Szybko dostaję ją w swoje ręce, bo pizzernię mam za rogiem. W radiu jak na złość rozbrzmiewa nasza piosenka.. piosenka, która leciała gdy całowaliśmy się w hotelowym łóżku w Krakowie. Od razu wstaję by ją przełączyć, ale nie mogę znaleźć pilota. Daję sobie spokój, zamykam oczy i wsłuchuję się w nią. Wspomnienia znów mnie nawiedzają. Przypominam sobie jak bardzo byliśmy ze sobą szczęśliwi, jak bardzo byliśmy w sobie zakochani. Radio jest takie złośliwe. Zaraz po tamtej piosence rozbrzmiewa hit Seweryna Krajewskiego. Mogę spokojnie przyznać, że to była wielka miłość. Z naciskiem na stan przeszły.. Tak bardzo chciałbym by to wszystko powróciło. Nieprzespane nocy, godziny spędzone na rozmowach i pocałunkach, spacery, a nawet te wszystkie małe kłótnie o pilota czy muzykę w samochodzie.  

Gdy dowiedziałem się o zdradzie Kamila, to fakt zabolało mnie to, ale szybko o nim zapomniałem. Cały swój żal przelałem na matkę. A teraz? Nie mogę zapomnieć o Gabrielu. Wciąż go kocham. Mimo, że moje serce pęka na samo wspomnienie jego imienia, to teraz pobiegłbym i wpadł mu w ramiona. W ramiona, w których niedługo będzie trzymał swojego potomka, może i nawet ją. Znów niepotrzebnie rozbijam się tym tematem. Dopijam dwa piwa, które miałem w lodówce. Ściągam naszyjnik z szyi, który wciąż nosiłem. Uważnie przyglądam się literce G i całuję kawałek metalu. Zakładam go z powrotem na serce, nie potrafię go jeszcze zdjąć. Mimo, że czuję do niego ogromny żal i wściekłość, to nie mogę przestać go kochać. Może z czasem, z dala od niego.. robi się strasznie późno i schodzę na dół by się położyć. Nastawiam oba budziki, kładę się, ale nie mogę zasnąć. Wpatruję się w sufit, trzymając w ramionach jego poduszkę. Tęsknie za tymi chwilami gdy się budziłem, a on słodko spał, albo również się przebudzał i dawał mi całusa na lepszy sen. Tęsknie za tym jak cichutko pochrapywał i mówił przez sen jak bardzo mnie kocha. Tęsknie za tym jego rozpychaniem się w nocy, ściąganiem ze mnie kołdry i późniejszych wojen o to komu należy jej się więcej. Gabriel jak kładł się, to zaciągał większość kołdry na siebie i nijak nie dało mu jej się odebrać. No chyba, że postraszyłem go, że będę spał pod drugą, to od razu mięknął i się dzielił. Nadal leżę na swojej stronie i zachowuję się jakbym czekał aż powali się na swojej. Tęsknie za tym jak musiałem wywlekać go z łóżka, bo spóźnilibyśmy się do szkoły. Nigdy za nikim tak nie tęskniłem. Gdy już po raz kolejny miałem zasnąć ze łzami w oczach, zaskoczył mnie dzwoniący telefon. Kuba.  

- Obudziłem? – pyta przepraszająco.  
- Właśnie się kładłem, co tam?  
- A dobrze, właśnie też się kładę. Chciałem usłyszeć twój głos.  
- Aż tak seksowny mam? – pytam dowcipnie.  
- I to jeszcze jak – śmieje się – nie rozmyśliłeś się?  
- Ależ skąd!  
- To jutro widzimy się na lotnisku, tak?  
- O jedenastej, tak, pamiętam – uprzedzam jego kolejne pytanie.  
- A powiesz mi ładnie dobranoc?  
- Dobranoc – mówię i rozłączam się.  

***

Obudziłem się o wiele za wcześnie, co dało mi czas na spokojne zjedzenie śniadania i wypicie kawy. Słuchałem wiadomości i zacząłem jedną z książek, które wczoraj zakupiłem. Powoli zbliżała się godzina X, czyi godzina, o której musiałem wyjść z domu by wyjechać na lotnisko. Dopiąłem oba bagaże, zarówno ten większy jak i ten podręczny i postawiłem je sobie na przedpokoju, zaraz koło drzwi. Zakręciłem wodę i gaz. Wyłączyłem też większość listew w domu i uśmiechnąłem się na samą myśl mamy, która musi to wszystko potem włączyć. Jeszcze raz sprawdzam czy wszystkie okna są domknięte i aż podskakuję na dźwięk dzwonka do drzwi. Może Kuba jednak się wyrobił i pojedziemy razem? Muszę naprawdę nauczyć się używam judasza, bo znów w drzwiach zaskakuje mnie Gabriel. Gabriel, który jak tylko otwieram drzwi wchodzi do środka, spogląda na bagaże i upewnia się w swoich wątpliwościach.  

- Czyli jednak wyjeżdżasz – burczy pod nosem.  
- Wakacje mam, to wyjeżdżam – spoglądam na niego, łzy leciały mu ciurkiem.  
- Nie wyjeżdżaj – zbliża się do mnie. – Nienawidź mnie, ale nie wyjeżdżaj.. nie pozbawiaj mnie nadziei, że coś jeszcze może być między nami – obejmuje mnie, a ja po raz pierwszy się nie przeciwstawiam.  
- Nie mam wyjścia, nie daję rady już – mocno się do niego przytulam i zaciągam się jego zapachem.  
- Bałem się, że nie zdążę.. że cię już nie będzie. Proszę cię, zostań – krąży swoimi dłońmi wokół moich pleców.  
- Nie mogę Gabriel, za bardzo mnie to wszystko boli – czuję, że znów łzy lecą mi ciurkiem, nie puszczam go i czuję przez koszulkę jego naszyjnik – nawet nie powinienem cię teraz przytulać..  
- Przytulasz, bo wiesz, że cię kocham.. i wierzysz tak samo jak ja, że nic wtedy nie zaszło.. Nie jedź, nie zostawiaj mnie tu – jego telefon zaczyna dzwonić, ale go ignoruje – nie potrafię bez ciebie żyć, nie chcę. Ostatnio przypomniał mi się kawałek tego wieczoru… Wstrzymaj się proszę, nie jedź z nim – telefon dalej dzwoni, a on przybliża swoje wargi do moich.  
- Za bardzo tu cierpię po tym wszystkim. Nie wiem czy potrafię ci wybaczyć. Odbierz – mówię, a mimo to całuję go. Zachłannie i namiętnie. – Odbierz, może to ważne – powtarzam, gdy na chwilę się od siebie odklejamy.
  
Gabriel wyciąga telefon z kieszeni spodni i spogląda na niego. Cały się skrzywia i ma minę jakby w ogóle nie chciał odebrać, ale w końcu odbiera.  

- Co chcesz? – pyta i czeka na odpowiedź – uspokój się, to normalne w tym okresie – mówi gdy już wysłuchał tego, co miał mu do powiedzenia jego rozmówca. – Nie mogę teraz – wręcz syczy do telefonu. – To nie wiem, zadzwoń do lekarza, co ja mogę? - Niedługo będę – poddaje się, a ja domyślam się, że jego rozmówcą była Ula.  

Rozłącza się i wygląda jakby miał ochotę zgnieść i roztrzaskać swój telefon. Wsadza go z powrotem do kieszeni i spogląda na mnie. Jestem zły i smutny przez ten telefon. Próbuje dotknąć mojej twarzy, ale cofam się do tyłu.  

- Jedź – mówię oschle.  
- Zostaniesz? – pyta z nadzieją w głosie.  
- Nie. Bądź szczęśliwy – mówię, sięgam klucze od mieszkania i wychodzę z torbami na korytarz.  
- Kocham cię – wychodzi z mieszkania, a ja zamykam drzwi – przepraszam, że tak wyszło…  
- Idź już, Ula na ciebie czeka – nie umiem powstrzymać kolejnej fali łez.  

Gabriel nie wie co ma teraz zrobić. Sam nie umie powstrzymać się od płakania. Znów mocno mnie przytula, całuje w szyję, prosi bym nie rezygnował z tego wszystkiego i szybkim krokiem odchodzi.. Odchodzi, bo ona go potrzebuje. To tłumaczy się samo przez siebie. Zamykam drzwi i staję na chwilę by się uspokoić. Sięgam po komórkę i zamawiam taksówkę. Ma być za trzy minuty. Ocieram oczy o rękaw bluzy i zakładam bagaż podręczny na ramię, a walizkę ciągnę za sobą, bo jest na kółkach. Taksówka już stoi pod domem. Taksówkarz otwiera mi bagażnik, a ja wkładam swoje bagaże do niego. Cholera, mam nadzieję, że nie przekroczyłem dopuszczalnej wagi. Nawet nie wpadłem na to, by je zważyć w domu. Wsiadam z tyłu i odjeżdżamy. Tym razem trafia mi się rozgadany taksówkarz i cieszę się, bo nie myślę tyle o tym co zdarzyło się nie tak dawno temu. Brak korków na drodze sprawia, że szybko docieramy na miejsce. Kuba już na mnie czeka.  

- Jednak się nie rozmyśliłeś – mówi gdy taksówka już odjechała.  
- A ty karmisz raka – zwracam uwagę na papierosa w jego ustach.  
- Oj tam, zdrowym też nie można umrzeć - uśmiecha się do mnie.  
- Idziemy? – kiwam głową w stronę drzwi wejściowych.  
- Oczywiście, jak tylko dopalę papierosa – wytyka język.

Dopala swojego papierosa, zdajemy bagaże i od razu idziemy się odprawić. Kupuję masę słodyczy w sklepie bezcłowym, aż w głośnikach rozbrzmiewa informacja, że pasażerowie odlatujący do Madrytu mogę już wsiąść na pokład samolotu. Mimo końcówki czerwca okropnie wiało. Wsiadamy na pokład samolotu, oczywiście po drodze kłócimy się kto będzie siedział przy oknie i odlatujemy.

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 4513 słów i 24574 znaków.

8 komentarzy

 
  • Picasso

    świetne opowiadanie

  • .

    płaczę :c

  • love94

    Piesuś z obrazka<3 I nie gniewaj się, że zabrałam ci trochę weny;p

  • Ja

    Zaskakujące..Już myślałam że Maciek nie poleci..ale jednak..Coz wydaje mi się że to nie Gabriela dziecko tylko Kamila.:C Ale nie mam pewności. Czekam na ciąg dalszy. Świetne opowiadanie.

  • Gabriel

    Chcę jeszcze dodać, że Twoje opowiadania tak na mnie działają, że ja po prostu nie śpię po nocach tylko myślę o tym kiedy będzie następna część. A ostatnia część to można powiedzieć, że tak na mnie zadziałała aż sam tych tabletek się nałykałem. ALE NAJWAŻNIEJSZE PISZ I NIE PRZESTAWAJ, JESZCZE RAZ WENY.

  • Gabriel

    Zgadzam się z moimi poprzednikami Maciek musi wrócić do Gabriela, a Ulka jak nic kręci z tym dzieckiem i jeszcze jedno po co on z nim poleciał? powinien zostać tutaj i jakoś porozmawiać z Gabrielem.Na koniec Życzę weny i mam nadzieję, że będzie jak najszybciej.

  • sweetkicia

    Nieee!!! On ma być z Gabrielem! Dlaczego poleciał tam z Kubą? Aaa moja dusza krzyczy i domaga się kolejnej części! <3 Pisz następną, bo jest cudowna i zgadzam się w 100% z @Kubolo :3

  • Kubolo

    Rany… I co ja mogę powiedzieć? Nawet nie wiem co mam powiedzieć! Za bardzo oddaliłem się od rzeczywistości, żeby móc cokolwiek skomentować… Walić stronę techniczną! Coś czuję, że Samanta powiadomiła Gabriela o wyjeździe Maćka, a ten bachor wcale nie jest jego! Sam już nie wiem, mam sentyment do Gabriela, więc życzę mojemu imiennikowi szczęścia z innym facetem! Jeśli ten przystojniak na zdjęciu ma być Maćkiem, to nie mam nic przeciwko! :danss: