Serce do serca | Część 3

Czwartki.. kto lubi czwartki? Tak myślałem, że nikt. Wstałem dość wcześnie, bo i do szkoły wcześnie. Oczywiście tego dnia obowiązywał pakiet najbardziej zjebanych przedmiotów w jednym, czyli dwie godziny biologii, fizyka, matematyka, angielski i na otarcie łez wychowanie fizyczne. Nie cierpiałem biologii.. a fizyka? Fizyki nie zrozumiesz. Matematyka była zaś kolejnym przedmiotem na otarcie łez, bo znów miałem okazję powygłupiać się w ławce z Gabrielem. Potem angielski z którym co prawda nie miałem problemu ale bywał męczący. WF za to był cudowny.. spędziłem go truchtając razem z Gabrielem dookoła terenów szkoły. Najgorsze było to, że dziś musiałem iść do pracy zaraz po szkole. Chciałem szybciej skończyć swoją zmianę żeby móc jeszcze na spokojnie w domu sprawdzić czy wszystko spakowałem.  

- To co, dasz się odprowadzić do pracy? – spytał biegnąc przodem do mnie. – Muszę i tak dokupić jeszcze parę pierdółek.  
- Widzę, że nawet w biały dzień panuje tu zagrożenie!  
- Niekoniecznie, ale wolę zadbać o twoje bezpieczeństwo. Wojna gangów i takie tam, wiesz. Sprzątną cię, bo mnie znasz i co, i co?  
- I będziesz miał mnie na sumieniu – zacytowałem.  
- Dokładnie! A chyba wolisz by sumienie Gabriela było czyste a twoja głowa na swoim miejscu, no nie? A właśnie. Ścigamy się kto pierwszy do szatni?  
- I tak wygram – zawołałem po czym wystartowałem przed siebie.  
- Oszukujesz, nie policzyłem do trzech! – usłyszałem za plecami.  

Był cały czas taki uroczy. Zachowywał się jakby naprawdę mu zależało. Tylko na czym? Na przyjaźni czy może czymś więcej? Oczywiście, że miałem nadzieję na drugą opcję, ale mój pesymizm czy też realizm podpowiadał mi opcję pierwszą. Straszliwie chciałem, żeby to właśnie opcja numer jeden się zgadzała.. a nawet jak nie, to przecież miałem się nie poddawać, prawda? No właśnie. O kogoś takiego warto było powalczyć, a nawet się zbłaźnić, ale z drugiej strony nie chciałem stracić jego przyjaźni. Trzeba było być ostrożnym.  

- Następnym razem to ja ciebie będę musiał odprowadzić – podziękowałem przy wejściu do sklepu.  
- Oby nie na komisariat – zaśmiał się, a po chwili zniknął w tłumie ludzie chodzących po centrum.  
- Maciek! No chodź już, potrzebujemy cię! – zawołała Jola, moja kierowniczka.  

Kto by pomyślał, że w czwartki jest taki ruch. Klient za klientem. Moje ręce były zajęte pakowaniem ubrań w siatki czy też sterowaniem kasą lecz myśli były zarezerwowane tylko dla niego. Rozmyślałem i rozmyślałem. Widziałem jego uśmiech przed sobą, słyszałem jego śmiech. Zakochiwałem się coraz bardziej. Tak straszliwie na mnie działał. Mogłem całymi dniami się uśmiechać z myślą o nim. Ba, nawet nie mogłem skupić się na niczym innym. Tak bardzo nie mogłem się doczekać tego wyjazdu! Godziny do końca pracy okropnie się dłużyły, były niczym wieczność.  

Po powrocie do domu od razu otworzyłem wcześniej spakowaną torbę. Zacząłem w niej przewracać upewniając się co w niej takiego mam. No tak, zapomniałem przecież spakować aparat, ale uznałem, że mój telefon w zupełności mi starczy. Chociaż.. czy to można nazywać telefonami? Teraz, to to się nazywa smartfon. Przeleciałem dookoła domu, posprawdzałem czy wszystkie okna są pozamykane, zakręciłem wodę i gaz. Powyłączałem wszystkie listwy. Zgasiłem wszystkie światła, domknąłem wszystkie drzwi i pobiegłem w umówione miejsce z dziewczynami gdzie mieliśmy razem zamówić taksówkę na dworzec.  

Na wycieczkę zdecydowało się piętnaście osób zaś nasza klasa liczyła dwadzieścia. W tych piętnastu osobach znajdowała się oczywiście Ula, nasza guru, przewodnik i organizator. Ja, Magda, Patrycja i Samanta. Mój obiekt wzdychać – Gabriel, Piotrek od Samanty, Michał, Krzysiek i Krzysiek. Zazwyczaj oglądałem z nimi mecze przy piwku, bo z dziewczynami meczu nie dało się obejrzeć, przynajmniej nie z tymi. Do tego z naszej klasy jechała jeszcze para, Tomek i Ola oraz Weronika, kolejny Piotrek i Julka z sąsiednich klas.  

Podziwiałem organizację Uli. Miała wszystko tak dokładnie zaplanowane, z najmniejszymi szczegółami. Byłem pewien, że będzie kiedyś wspaniałym przewodnikiem bądź też organizatorem czegoś. Ładnie wszystkich policzyła po czym pozaprowadzała do wagonów sypialnych. Tym razem trafiły mi się moje trzy przyjaciółki.  

- O boże, jak tu ciasno – skomentowała Samanta.  

Dla mnie było w sam raz. Cztery tak zwane łóżka, po prawej dwa i po lewej dwa. Oczywiście od razu walnąłem torbę na to piętrowe, bo zaraz byłaby woja o to kto śpi na dole. Dziewczyny stworzyły już scenariusz, że któraś spadnie i się zabije. Dodatkowo po środku był mały stoliczek i tyle. Byle zasnąć, rano już mieliśmy być w Krakowie. Pociąg ruszał wpół do dwunastej, a na miejscu miał być koło jedenastej. Wątpiłem w to bym pospał do przynajmniej dziesiątej, bo dziewczyny zawsze wstawały dość wcześnie. Z drugiej strony przy nich strach było spać. Zawsze wpadały na jakiś głupi pomysł, sami rozumiecie.  

- Tylko ja cię proszę Maćku mój kochany, nie paraduj mi tu w samych gaciach. Masz przed sobą trzy głodne samice które mogą niecnie to wykorzystać, i nie będą patrzyły jakiej orientacji jesteś – parsknęła śmiechem Patrycja gdy już wszystkie trzy leżały na swoich miejscach.  
- Akurat Samanta jest najmniej poszkodowana, jej samiec jest tuż obok – skomentowałem szukając jakichś krótkich spodenek przeznaczonych do spania.  
- A kto to? – spytała Magda gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi, czy jakkolwiek można było to nazwać.  

Wszystkie dziewczyny leżały w swoich łóżkach więc ja, stojąc już na ziemi nieśmiało otworzyłem stojąc praktycznie w samych bokserkach, na szczęście tych ciut dłuższych. Moje oczy ujrzały mój obiekt wzdychań. Czułem, że na moje policzki wkradł się okropny rumieniec gdy tak stałem przed nim w samych gaciach. Dokładnie mi się przyjrzał po czym rozdziawił buzię w ogromnym uśmiechu.  

- Ula mówiła, że ktoś z was miał ze sobą wziąć apteczkę – powiedział wskazując na krwawiący łokieć.  
- Ja mam – zerwała się Magda i zaczęła grzebać w swojej walizce.  
- No wejdź kaleko – zaśmiałem się. – Coś znowu sobie zrobił?  
- Wiem, wiem, głupio to wygląda. Przywódca gangu z zakrwawionym łokciem proszący o pomoc i apteczkę. Rozdrapałem strup, no wiesz.. swędział - zaśmiał się.  
- Masz, ja się brzydzę krwi – powiedziała Magda wręczając mi czerwone pudełeczko.  
- Pokaż mi to – powiedziałem otwierając pudełeczko.
  
Chciałem mu najpierw przemyć ranę wodą utlenioną. Oczywiście najpierw zaczął narzekać, że lepiej nie, bo będzie go piekło. Zagadałem go jak sobie sprawił taki strup, i rozbawiony jego historią gdy szedł po krawężniku i nagle splątały mu się nogi, przemyłem mu tą ranę i nakleiłem plaster. Ta gaduła zaczęła opowiadać o innych swoich wypadkach i zachęciła do opowiadania o swoich. Największy ubaw miał ze mnie, bo gdy byłem mały zachciało mi się dwóch rzeczy na raz – rower i rolki. To było naprawdę ekscytujące doświadczenie, pedałować rowerem na rolkach. Pierwsze okrążenie dookoła bloku dałem radę ale za drugim nie było już tak kolorowo.
  
- Dziękuję.  
- Ależ nie ma za co – powiedziałem rozbawiony gdy odprowadzałem go do drzwi.  
- No i.. dobranoc – powiedział już swoim ściszonym głosem. Był on taki cudowny, tak seksowy..

Zamknąłem drzwi i stałem tak przez dobrą chwilę. Odwróciłem się i czując jeszcze większy rumieniec na twarzy sięgnąłem po spodenki które miałem na siebie założyć. Dziewczyny wybuchły śmiechem a po chwili i ja dołączyłem do nich.  

- No co?! – spytałem.  
- No nie widzisz? Przecież on najwyraźniej na ciebie leci do cholery! – odpowiedziała Magda.  
- I jeszcze to dobranoc – skomentowała Samanta.  
- Właśnie, takiego dobranoc nie słyszy się od jakiegoś tam kumpla – dodała Patrycja.  
- Ileż ja bym dała by taki facet jak on powiedział mi takie dobranoc – wzdychała Magda.  
- Oj, uspokójcie się. Nie nakręcajmy się na zapas – powiedziałem rozkładając się na wyrku. – Ale kurde, słyszeliście ten jego ton jak mówił to dobranoc.. – dodałem po chwili podekscytowany.  
- No to skończ w końcu się tego wypierać! Jesteś wspaniałym, przystojnym i mądrym facetem i nic dziwnego jeśli i on na ciebie leci, mam rację? – spytała Magda pozostałe dziewczyny.  

Zawstydziłem się po czym odwróciłem się. Zamknąłem oczy. Od razu widziałem go, tak uroczo uśmiechniętego w tych drzwiach z krwawiącym łokciem. Od razu się uśmiechnąłem, a moje serce znów przyśpieszyło.  

- To co? – spytały wszystkie trzy naraz przerywając moje rozmarzania. Jak nic to zaplanowały.  
- Co? – spytałem.  
- Obiecasz, że spróbujesz z nim?  
- Obiecuję no. Dajcie spać.  

***
- Znając Ulę, to dziś tylko zwiedzanie – usłyszałem narzekającego Piotrka po przebudzeniu.  
- Nie no, wspominała coś o jakimś klubie – tym razem usłyszałem głos który tak bardzo wielbiłem. Głos Gabriela.  
- No zobaczymy – powiedział zrezygnowany Piotrek.  
- Jak nie obudzimy Maciusia, to wróci do Gdańska – zaśmiał się Gabriel.  

Po chwili poczułem dłoń na swoim ramieniu, która lekko mnie szturchała. Jakimś cudem zdołałem otworzyć oczy i obróciłem się. Zobaczyłem nad sobą schylonego Gabriela, musiał stanąć na dolnym łóżku. Na jego twarz cisnął się jeszcze większy uśmiech. Znając życie miałem jakąś głupią minę, jak to po przebudzeniu. Jego piękne, niebieskie oczy wpatrywały się wprost w moje.  

***
Kraków. Przez większość swojego życia mogłem podziwiać jego piękność tylko na zdjęciach, tym razem miałem okazję zobaczyć to wszystko na swoje oczy. Byłem pod ogromnym wrażeniem. Czułem się jak gdzieś za granicą, a nie w Polsce. Kochałem Gdańsk, ale w mgnieniu oka podjąłbym decyzję by tu zamieszkać. Kompletnie nie wiem co się ze mną stało, ale od razu pokochałem to miasto. Te widoki i tą atmosferę. Przechadzając po rynku głównym czułem jakbym miał przez cały czas opuszczoną gębę z wrażenia. Teraz nie dziwiłem się dlaczego Kraków nazywany był europejską stolicą kultury!  

Pogoda dopisała. Chmury na błękitnym niebie unosiły się nad pięknym Krakowem. Kościół Mariacki był czymś co każdy musiał zobaczyć, bez względu w co wierzył, a w co nie. Nie mogłem się nadziwić. Chodziliśmy dookoła miasta, zrobiliśmy chyba z trzy rundy, bo każdy chciał wrócić na rynek. Ludzie robili sobie milion zdjęć, sam zrobiłem ich ze sto i pięćset z dziewczynami, bo przecież w każdym miejscu musieliśmy jakąś mieć. Jedną fajną zrobiła Magda, przedstawiającą mnie i Gabriela schylonych nad mapką turystyczną. Od razu poprosiłem by przypilnowała tego zdjęcia.  

Hotel był równie piękny jak miasto, znajdował się z pięć minut od centrum. Nasz pokój znajdował się na piątym piętrze. Jedyne czego można było się przyczepić, to ta ciasna winda. Przytulny hol zachęcał gości. Przy wejściu do windy widać było małą, lecz pięknie urządzoną restaurację. Pokój był dość duży, na środku stały dwa, a do tego bardzo wygodne i wysokie łóżka. Naprzeciwko nich był powieszony mały segment a w nim wbudowany mały telewizorek, miał może z piętnaście cali. Były też drzwi do łazienki, która była bardzo praktyczna. Dość duży zielony zlew, równie duże lustro, suszarka do włosów. Ubikacja oraz kabina prysznicowa. Nie no, bajka, i to za taką cenę. Z okna był widok na stację benzynową i starą kamienicę. Gdyby nasz pokój był po drugiej stronie, widziałbym z niego chociaż małą część panoramy miasta.  

Gabriel jednak miał rację i na wieczór planowane było wyjście do klubu, niedaleko naszego hotelu. Na sobotę zaś planowane były zakupy, zwiedzanie i podobnie jak w piątkowy wieczór – klub. Niedziela za to była wielkim sprawdzianem, bo rano było trzeba wstać. Mieliśmy udać się do kopalni soli w Wieliczce. Ula zrobiła niespodziankę i w ostatniej chwili ogarnęła autokar który miał nas zabrać z Krakowa do Pragi i z powrotem do Gdańska. Wyszło o wiele taniej niż za pociąg, czemu nie. Co do piątkowego wieczoru, mój współlokator miał inne plany, którymi miło mnie zaskoczył.
  
- Bo tak sobie pomyślałem.. zaczął nieśmiało. – Może chciałbyś pójść dziś ze mną na jakieś piwo czy spacer, bo i tak jutro idziemy do klubu, a ja coś dziś nie tego. Co ty na to, współlokatorze? – zapytał równie nieśmiało jak zaczął.  
- W sumie też mi się dziś nie chce. Odstawiam clubbing, pubing i dancing, współlokatorze – nieśmiało się uśmiechnąłem.

Zamieniliśmy jeszcze parę słów i czym prędzej poleciałem w stronę dziewczyn. Uśmiech cały czas cisnął mi się na usta, musiałem ukryć ten stan przed nim, bo uznałby mnie za wariata. Może i nim byłem? Oszalałem ze szczęścia. Zresztą, oj tam, oj tam. To już pocieszyć się nie można było? Dziewczyny podzieliły moją radość, więc chyba nie było ze mną tak najgorzej.  

- Czyli randka – stwierdziła Magda popijając kawę.  
- Chciałbym! No ale mowa była o piwie i spacerze więc no..  
- Przestań! Od razu widać, że chodziło mu o randkę, a nie tam piwo – przerwała mi Patrycja.  
- No dobra, dobra! Już milczę.  

Jak zwykle nie chciałem na zapas się nakręcać. Nie lubię rozczarowań, bo kto lubi. Wróciłem z dziewczynami wcześniej do hotelu, chciałem się jeszcze trochę ogarnąć przed wieczorem. Oczywiście zanim otworzyłem drzwi tą cholerną kartą minęło trochę czasu. Już tak miałem, nigdy nie czytałem instrukcji, a w tym przypadku nie spojrzałem na strzałkę wskazującą która stroną karty mogę otworzyć drzwi. Zaraz po wejściu padłem na swoje łóżko cały w skowronkach. Przekopałem całą torbę za czymś fajnym do ubrania. Z drugiej strony nie chciałem jakoś też przesadzać. Na koniec postanowiłem, że nie będę się przebierać. Dostałem smsa od Patrycji, że jestem im potrzebny. Szczęściara mieszkała z Magdą, zaś Samanta musiała mieszkać z Olą, której zresztą nie cierpiała. Cały czas się z niej śmialiśmy. Dziewczyny kiedyś pokłóciły się o Tomka, obecnego chłopaka Oli i tak już im zostało. Próbowałem przekonać Samantę żeby sobie już odpuściła, bo w końcu jest z Piotrkiem.

Myślałem, że dziewczyny coś popsuły i potrzebują męskiej dłoni, a tu nie mogły się zdecydować w co ubrać się do klubu. Kobiety.. Pomogłem im coś wybrać i popędziłem w umówione miejsce wręcz biegiem, umawialiśmy się na dwudziestą a było za piętnaście gdy opuszczałem lobby hotelu.  

***
Kraków był piękny za dnia, ale wieczorem.. bajka. Budynki były podświetlane, knajpy pootwierane. Na rynku roznosiła się muzyka, akurat ktoś miał koncert w jednej z knajp. Byliśmy z Gabrielem w jednej z takich na umówionym piwie, ale zrobiło się tam za głośno i zajęliśmy miejsce przy fontannie. Wtedy jakimś dziwnym trafem poruszyliśmy ciężki temat, bo temat swoich najbliższych.  

- Bardzo czujesz się samotny? – zapytał zmartwiony po dłuższej chwili gadania o mnie.  
- Dopóki nie jestem sam, to się tak nie czuję. Staram się bywać w domu jak najmniej, bo głupio tak samemu wiesz.. Matki nigdy nie ma i w sumie lepiej, bo dla mnie może bywać jak najrzadziej, ojciec ma swoją rodzinkę i jakoś mu się wiedzie, siostra siedzi w tej swojej Australii, czasem zadzwoni. Nie lubię sam siedzieć w domu więc spędzam jak najwięcej czasu czy to z wami czy w pracy, bo co tu innego robić. Ale no koniec o mnie!  
- Hmm, no też nie lubię sam siedzieć w domu. Nie wiem czy pamiętasz, ale moi rodzice wyjechali do Norwegii, zresztą mój tata z stamtąd pochodzi. Nie chciałem jechać z nimi, bo po co ja tam, nudziłbym się tylko. Babcia zamieszkała ze mną, albo i ja z nią no i jakoś sobie żyliśmy. Teraz się rozchorowała i o, leży większość czasu w szpitalu, rodzice często wpadają teraz, no ale tak czy tak też sam siedzę w domu.  
- To przecież możemy posiedzieć razem – uśmiechnąłem się, a mimowolnie poczułem napływającą łezkę do oka.  
- Nie ma płakania! – powiedział delikatnie ścierając ją swoim kciukiem.  
- A na co jest chora? – spytałem ostrożnie.  
- Na raka, na szczęście nie złośliwego. Myślisz, że ona się tym przejmuje? W życiu. Mi też każe. To wspaniała kobieta, mówię ci. Musisz ją poznać – uśmiechnął się.  
- No to musisz mnie z nią poznać – powiedziałem po czym usłyszałem huk. Przecież miało nie padać, a tu co? Burza, a po chwili lunęło. Dosłownie.  
- Zwijamy? – zawołał mimo, że siedziałem tuż naprzeciwko niego.  
- Zwijamy!  

Mimo, że padało gdzieś od minuty, byliśmy już cali mokrzy. Ludzie dookoła mieli ze sobą parasolki, nie byli aż tak poszkodowani. Przecież sprawdzałem pogodę! I co, i co? Zero wspomnienia o jakimkolwiek deszczu, a co dopiero o burzy. Oboje mieliśmy na sobie tylko po t-shircie, w końcu było ciepło. Z trudem podniosłem się, moje nogi okropnie ścierpły. Zrobił coś co strasznie mnie zdziwiło. Złapał mnie za rękę i szarpnął za sobą szukając jakiegoś schronienia. Biegłem tam gdzie mnie ciągnął, ani na chwile nie puszczając jego ciepłej i gładkiej dłoni. Sam nie wiedział gdzie biec. Przebiegliśmy z połowę rynku aż w końcu wpadł na to by pobiec pod sukiennice. No tak, pod latarnią najciemniej.  

Dobiegliśmy do celu, nie puszczał mojej dłoni. Sam nie zamierzałem wypuszczać jego. Oparłem się plecami o ścianę cały przemoknięty do suchej nitki. Spojrzał na mnie zatroskany po czym puścił swoją dłoń. Zmartwiłem się, że już więcej jej nie poczuję. Ostrożnie skierował ją na moją twarz i jeszcze delikatniej ją do niej przyłożył. Zdecydowałem przyłożyć moją dłoń do jego, znów poczuć to ciepło. Jego niebieskie oczy nie przestawały wpatrywać się w moje. W jego ozach potrafiłem dostrzec to całe ciepło i zatroskanie. Opuścił swoją dłoń razem z moją. Oparł swoje czoło o moje, nasze nosy się dotknęły. Czułem jego słodki, ciut zadyszany oddech na swojej buzi. Pozwoliłem swoim dłoniom objąć jego twarz. Podniósł ją do góry i jeszcze raz spojrzał mi prosto w oczy. Po chwili poczułem jego wargi na swoich. Delikatnie je musnął. Przełożyłem swoje ręce na jego mokrą głowę, a on zaczął mnie całować. Chciałem więcej i więcej. Z delikatnego muskania nasz pocałunek zamienił się w namiętny i wręcz zachłanny. Czułem jego dłonie na swoich plecach. Dociskał mnie do siebie, kiedy to ja głaskałem go po głowie, policzkach… Nie mogłem nacieszyć się jego ustami.

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 3483 słów i 19014 znaków.

10 komentarze

 
  • Picasso

    normalnie dech zapiera  jak to sie czyta  bardzo ciekawe i wciągające

  • sweetkicia

    Autorze pisz szybko, bo jest genialne!!! <3

  • MrKlaus

    Wspaniale :). Zaczyna się rozkręcać ^^

  • kinga328

    No to pozostało mi czekać na kolejna część :) szacunek :)

  • goracakicia

    Brak mi słów. To jest cudowne i nie do przebicia

  • Gabriel

    Pisz, pisz i jeszcze raz pisz i nie przestawaj opowiadanie cudowne mógłbym je czytać cały czas mam nadzieję że kolejna część będzie jak najszybciej bo nie wytrzymam. Już dzisiaj nie zasnę twoje opowiadania zawsze mnie zaciekawią i dadzą do myślenia.

  • love94

    Jaki mam niedosyt. Braciszku naprawdę wspaniale że ty i twoja twórczość jesteście z powrotem:*

  • Jabber

    Nigdy się nie nauczę.. :-D

  • Kubolo

    Romantyczny pocałunek w deszczu… Lepiej być nie mogło! Jeszcze wybrałeś moje ukochane miasto… Uwielbiam koleżanki Maćka, ich reakcje na różne sytuacje mnie rozbrajają :) Opisy żywe, jak wyjęte z obrazka. Cieszę się też, że oddzielasz partie tekstu na małe akapity, bo to z pewnością ułatwia przyswojenie treści przez czytelnika. Proszę, zrób coś z tym "patrzaniem"! Jedyne, do czego mogę się jeszcze przyczepić to to, że matematyka i fizyka nie są trudne! Czekam z niecierpliwością na kolejną część:)

  • kornel173

    Kocham Cię! jesteś niesamowity <3 Zabieram się za czytanie ;D