Serce do serca | Część 16

Serce do serca | Część 16Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jak wyglądałby mój pogrzeb. Zawsze powtarzałem, że na mojej stypie ma być dobra zabawa i zero smutków, ale nigdy nie myślałem w jaki sposób odbyłby się mój pogrzeb. Mam to szczęście, że rzadko bywam na pogrzebach. Nigdy nie zastanawiałem się w jakie ubrania chciałbym zostać ubrany bądź w jaką trumnę wsadzony. Nigdy nie zastanawiałem się nad życiem po śmierci, nowonarodzeniem i wszystkimi innymi procesami, które przewidywały przeróżne religie. Jednak teraz przed moimi oczami staje mi mój własny pogrzeb i już nie muszę się zastanawiać jakby wyglądał.  

Na gdańskim cmentarzu szaleje wichura. Drzewa wyginają się w każde możliwe strony, a fryzury osób, które przybyły mnie pożegnać fruwają dookoła. Zastanawiam się, czy pod ziemią będzie mi zimno. Miejsce, w którym wykopali miejsce na moją trumnę wypełnione jest masą ludzi. Stoję gdzieś na uboczu i wszystko obserwuję. Koło wykopu stoi biała trumna i zgaduję, że właśnie tam znajduje się moje ciało. Wokół niej widzę swoją matkę i Gabriela. Oboje przy niej klęczą i przeraźliwie łkają. Przy moim ukochanym siedzi mój czworonożny przyjaciel, Łobuz. Swój pyszczek opiera na kawałku drewnianej trumny, a z jego gardła wydobywają się cichutkie piski. Parę kroków od nich widzę swoje zapłakane przyjaciółki oraz ich partnerów. Pomiędzy nimi kryje się mała sylwetka i po chwili orientuję się, że to moja siostra. Za nimi stoją moi przyjaciele z liceum, a nawet ciężarna Ula. Pomiędzy nich zdołali wcisnąć się moi dziadkowie i kuzynowie z Rzeszowa. Zauważam też mojego ojca, który zaczął już siwieć. Jest ze swoją nową żoną, ale jego twarz nie okazuje żadnych emocji. Spoglądam jeszcze raz na przybyłych i dostrzegam hiszpańską opaleniznę z szarymi oczami. Kuba również tu jest. Nieopodal trumny stoją też rodzice Gabriela razem z jego babcią. Są w podobnym stanie do tego, w którym jest Gabriel razem z moją mamą. Spoglądam na ścieżkę, która wypełniona jest innymi grobami i dostrzegam moje dwie nauczycielki z liceum. Raczej za nimi nie przepadałem, ale to miłe, że się zjawiły. Gdy mój wzrok śledzi obie panie, między dużymi rosnącymi drzewami zauważam Kamila. Dlaczego nie dołączy do reszty? Stoi tam ze zniczem i białą różą.  

Dopiero teraz spoglądam na to, co w rękach trzymali ci, którzy przybyli mnie pożegnać. Niektórzy trzymają w dłoniach białe róże, niektórzy czerwone, a jeszcze inni przepiękne wieńce. Przyglądam się bliżej napisom na nich. "Kochanemu przyjacielowi", "Najukochańszemu wujkowi", Śpij spokojnie Aniele", "Wyrwany z życia, lecz nie z serc naszych", "Gdyby miłość mogła uzdrowić, a łza wskrzesić byłbyś z nami". Mój wzrok znów skupia się na Gabrielu. Nie jest z nim dobrze. Podtrzymują go jego rodzice, bo inaczej upadłby z bezsilności. Wygląda jak wrak człowieka, a jego oczy kompletnie zgasły. Mężczyzna w czarnej szacie zaczyna swoje przemówienie. Nie jest księdzem i domyślam się, że jednak uszanowano moje poglądy religijne i został wyprawiony mi świecki pogrzeb. Zaczyna opowiadać o mnie tak, jakby mnie doskonale znał.  

- Odszedł od nas pełen życia i planów młody człowiek. Maciej nie zdążył dożyć swoich dwudziestych urodzin, co sprawia, że dziś smucimy się jeszcze bardziej. Był człowiekiem bardzo odważnym i wiele z was brało z niego przykład, ale nadszedł dzień, w którym wykazał tej odwagi zbyt wiele. Zginął walcząc o sprawiedliwość… Sprawiedliwość, która mu się nie zwróciła. Ciężko wypowiedzieć słowo sprawiedliwość, gdy dziś musimy pożegnać się z waszym synem, wnukiem, partnerem, przyjacielem, kolegą bądź sąsiadem. To jest niesprawiedliwe, że dziś nie ma go z nami…  

Ludzie płaczą, ale nie chcę by się smucili. Chcę objąć każdego z nich i powiedzieć, że czasem tak bywa. Największą ochotę mam objąć Gabriela, który stoi tyłem do mojej trumny i szuka schronienia w ramionach swojej mamy. Słyszę jak płacze i słyszę jego ciężki oddech. Ten dźwięk jest dla mnie niczym torturą i podchodzę bliżej. Przepycham się między tymi wszystkimi ludźmi, a oni stoją w miejscu niewzruszeni. Staję za jego plecami i próbuję go objąć, ale nie udaje mi się. Moje ręce przez niego przenikają. Nie mogę go dotknąć, poczuć. Próbuję z każdej strony, ale nie udaje mi się. Cholera. Co jest? Czemu nie mogę go dotknąć? Tak bardzo chciałbym złapać za jego brodę, podnieść ją ciut do góry i złożyć pocałunek na jego wargach. Tak bardzo chciałbym wytrzeć jego łzy i doprowadzić do uśmiechu na jego twarzy. Czemu nie mogę? Kobieta z lokami, ubrana cała na czarno próbuje pocieszyć swojego syna mimo, że sama jest w ogromnej rozsypce. Jeździ wolno swoją dłonią po jego głowie i próbuje nie patrzeć przez siebie, czyli wprost na białą trumnę.  

- Oddajmy dziś hołd człowiekowi, który tak dużo wnosił do waszych żyć. Zawsze żył przede wszystkim dla was, wyciągał do was swoją pomocną dłoń oraz oferował swoje wsparcie i pomoc. Uśmiech nie schodził z jego ust, a w swoim ogromnym sercu trzymał was wszystkich. Nie widział świata poza swoim ukochanym Gabrielem, którego kochał ponad życie i unosił się z nim nad chmurami. Uwielbiał awaryjne wieczory z trzema dziewczynami, gdzie nigdy nie brakło wina z chipsami… – mężczyzna zaczyna swoją mowę końcową po długim przedstawianiu mojej osoby.  

Mowa końcowa po chwili dobiega końca, a ja dziwię się, że ludzie są w stanie wylać tyle łez, a do tego przeze mnie. Mężczyzna zamyka księgę, z której czytał, a na sam koniec wymawia pewien wiersz, który zna na pamięć. "Jeśli mnie szukacie, szukajcie mnie w waszych sercach. U tych którzy mnie kochali, żyć będę najdłużej". Po swoim wierszu odsuwa się do tyłu i poklepuje po plecach zrozpaczonego Gabriela. Biała trumna jest na drodze w dół, by już zostać tam na wieki. Dźwięk, który towarzyszy odbijanemu piachu o trumnę przeraża mnie. Trumna schodzi na sam dół, a po chwili słyszę krzyk ukochanego. Zaraz po nim obraz cmentarza znika mi z oczu i następuje ciemność. Gdzie teraz jestem?  


- Jeszcze trochę i się obudzisz – mówi z nadzieją w głosie Gabriel. – Pójdziemy na spacer z Łobuzem do parku, potem zjeść przepysznego kebaba w naszej knajpce, a wieczór spędzimy na sofie przed telewizorem – czuję jak głaska mnie po dłoni, a potem ostrożnie przykłada swoją głowę do mojej piersi.  
- Gabryś idź do domu, prześpij się i ogarnij. Popilnuję go przecież – słyszę zatroskany głos Patrycji.  
- Mój dom jest tam, gdzie on – czuję, że posyła w jej stronę uśmiech – niedawno spałem trochę na łóżku obok, a zresztą polubiłem kawę.  
- Siedzisz tu dzień i noc… Musisz chwilę odsapnąć i odpocząć, bo się wykończysz.  
- Jesteś gorsza niż moja babcia. No dobrze, ale zostaniesz przy nim? Wróciłbym za godzinę czy dwie.  
- Uparciuch. Zostanę, nigdzie się nie wybieram.  
- Mów do niego. Jakby coś to dzwoń, dobrze? Wezmę prysznic, zjem coś i wracam.  
- Dobrze. Leć już!  

Słyszę jak Gabriel wstaje, całuje mnie w policzek, coś na siebie zakłada i po cichu otwiera jakieś drzwi, by po chwili je za sobą zamknąć. Patrycja się przemieszcza i wydaje mi się, że siada tam, gdzie przed chwilą siedział Gabriel. Łapie mnie za dłoń i kciukiem ją głaska. Co jest? Czemu nie mogę się ruszyć, otworzyć oczu, odezwać się czy ścisnąć jej dłoń? Co się ze mną dzieje… Słyszę i czuję wszystko dookoła, ale nie mogę dać znaku życia. Wyostrzam słuch i dopiero teraz zauważam ten dźwięk. Coś okropnie piszczy nad moim uchem. Jestem w szpitalu? Nie umarłem? Czy ja żyję? Próbuję się podnieść, ale bez skutku. Nie mogę się ruszyć. Cholera… Czy ja jestem w śpiączce? Gabriel coś mówił, że jeszcze trochę i się obudzę. Patrycja nawet nie zareagowała na moje próby poruszenia się. Żyję! Ale nijak nie mogę przekazać im, że ich słyszę. Więc to jest możliwe.. słyszenie kogoś podczas snu. Jestem jak najbardziej świadomy, bo słyszę ich. Nie wiem jaki jest dzień, w którym szpitalu jestem, ani nie mogę się ruszyć, ale wiem, że żyję. Obraz cmentarza.. to musiał być sen.  

- A gdzie podział się stały stróż? – w pomieszczeniu rozbrzmiewa miły kobiecy głos.  
- Udało mi się go przekonać, żeby zrobił sobie chwilę przerwy – odpowiada moja przyjaciółka.  
- I tak pewnie zaraz przyleci – odpowiada rozbawiona. – Zgaduję, że już go obmył.  
- Dokładnie. Jak przyszłam, to już kończył.  
- Normalnie odbiera mi pracę! – oburza się na żarty kobieta. – Niepotrzebnie mu pokazywałam co i jak – zgaduję, że właśnie wzrusza ramionami.  
- Proszę pani – zaczepia kobietę Patrycja – czy wiadomo, ile jeszcze będzie spał?  
- Ordynator mówił, że jeszcze parę dni. Musi się zregenerować po stracie tylu krwi i tym postrzale. Wyniki są coraz lepsze i ordynator wspominał, że może być teraz świadomy i czuć dotyk. Tak naprawdę im dłużej sobie teraz pośpi, tym lepiej, ale w każdej chwili może się przebudzić. Nic mu już nie grozi – mówi rozweselona kobieta i czuję, że lekko przemyka swoimi ciepłymi palcami po moim policzku. – Robi furorę na oddziale. Siostry biją się o dyżury, żeby do niego zaglądać – kobieta ponownie się śmieje.  
- A on już ma swojego pielęgniarza – chichra się Pati – mówiła pani, że może być już świadomy…  
- Tak, dlatego teraz mówcie do niego jak najwięcej. Możliwe, że wcześniej nic nie słyszał, a teraz jest już większa szansa.  

Pielęgniarka twierdzi, że w każdej chwili mogę się obudzić. Ciekawe jak. Tak bardzo chciałbym otworzyć oczy, ale nie mogę. Zalecam się do słów pielęgniarki i daję sobie na razie spokój. Spróbuję jak będzie już przy mnie Gabriel. Po chwili zostajemy sami w pomieszczeniu, w którym się znajdujemy, a Patrycja zaczyna długi monolog. Opowiada mi o ostatnich zdarzeniach. Odleciałem po drodze w karetce i musiano mnie reanimować, ale serce szybko powróciło do pracy. Gabriel jechał ze mną.. nie chcę wiedzieć, co musiał czuć jak walczyli o moje życie. Kurde, czy mam na sobie mój naszyjnik? Żałuję, że nie mogę ruszyć ręką i sprawdzić, czy jest na swoim miejscu. Gdy przewieziono mnie do szpitala, od razu trafiłem na stół operacyjny, bo nie było czasu do stracenia. Operacja przebiegła pomyślnie i miałem wiele szczęścia, że pocisk był małej wielkości, bo przy większym mogłoby mnie już tu nie być. Żadne moje narządy znacząco nie ucierpiały, ale nie myślę o tym, bo boję się, że doszukam się jakiegoś bólu, choć pewnie podają mi jakieś leki znieczulające. Kolejne szczęście jakie miałem, to Gabriel z Samantą, którzy ograniczyli wylew krwi. Podobno śpię już od trzech dni i powoli dochodzę do siebie. Gdy zastanawiam się, co stało się z chłopakiem, który mnie postrzelił i kobietą, którą tak mocno zranił, otrzymuję odpowiedź. Chłopak sam zgłosił się na komisariat, a kobieta na następny dzień była mnie odwiedzić, bo przebywała w tym samym szpitalu, a dziś ją wypuszczono. Mam nadzieję, że skoro ją wypuścili, to nic poważnego jej nie jest. To w jaki sposób została rzucona na ścianę, a potem upadła trzymając się mocno za kolano, wyglądało bardzo poważnie.  

Patrycja na chwilę milknie i dzwoni do swojego chłopaka. Domyślam się tego po sposobie w jaki zwraca się przez telefon. Mówi mu, że jest u mnie w szpitalu i wesoło przekazuje, że moje wyniki są coraz lepsze i możliwe, że właśnie ją słyszę. Tak bardzo chcę wyskoczyć z łóżka i uświadomić ją, że rzeczywiście ją słyszę, ale nic z tego. Na pewno powstrzymałyby mnie kable, do których jestem podłączony i możliwy ból w brzuchu. Ciekawe, czy będę miał jakąś bliznę. Kobieta anioł umawia się z Piotrkiem, że po pracy przyjdzie mnie odwiedzić do szpitala, po czym się rozłącza. Ponownie chwyta moją dłoń i zaczyna opowiadać mi o Gabrielu. Od trzech dni koczuje przy moim łóżku i mnie pilnuje. W dużym stopniu zastępuje pielęgniarki. Obmywa mnie, ostatnio zgolił zarost i dopilnowuje bym wszystko miał. Jest tak bardzo kochany… Sypia na wolnym łóżko obok mnie, ale najbardziej lubi zasypiać na moim torsie. Nie chce zostawiać mnie na chwile, bo boi się, że nagle mu zniknę. Bardzo przeżył tamten dzień.  

Opowiadania Patrycji przerywają otwierane się drzwi. Przez krótką chwilę mam nadzieję, że Gabriel już wrócił i będę miał okazję porozpływać się w jego aksamitnym głosie, ale to nikt inny jak dziewczyny, które od razu na wejściu witają się ze mną i wysłannikiem prosto z nieba, Patrycją. Szurają krzesłami i po chwili siedzą już przy mnie. Jedna z nich szeleści siatką, a po chwili dowiaduję się, że to Samanta, bo Patrycja wyśmiewa ją, że przyniosła mi soczek i batoniki. Ruda oburza się i mówi, że albo wleje mi to do kroplówki, albo po prostu da jak się obudzę. Fuj, podłączono mnie do kroplówki? Pamiętam, że jak byłem mały, to niestety leżałem i przyczepioną miałem do siebie kroplówkę. Cały czas czułem igłę w swojej żyle, a do tego co chwile i tak mi się wysuwała i co chwilę przychodzili ponownie mnie kuć tym cholerstwem. Ciekawe do czego jeszcze mnie tu podpięli. Nie chcę nawet o tym myśleć, a Samanta mi z tym pomaga.  

- Zwariowałaś? – Magda zwraca się do niej, bo czuję jak szarpie mnie za uszy.  
- Oj, zobacz jak uroczo wygląda. Jak taka małpka kochana – rozczula się, a ja mam ochotę wstać i ją upomnieć.  
- Rzeczywiście – kobieta anioł, mój ostatni sojusznik opuszcza mnie i przyłącza się do rechotu.  

Czuję jak robią mi głupie miny i mają z tego niezły ubaw. Niech ja się tylko obudzę! Doskonale pamiętam swoją osiemnastkę… Obudziłem się z masą męskich członków na czole, papierosami w uszach, marchewką w nosie oraz życzenia wypisanymi markerem na brzuchu. Cały dzień musiałem to zmywać! Co prawda życzenia były pomysłem innych gości, ale papierosy z marchewką, to dzieło nikogo innego jak moich ukochanych przyjaciółek. Na szczęście miałem okazję się zrewanżować i swoją osiemnastkę Samanta na pewno doskonale zapamięta, bo noc spędziła na balkonie z wywieszką, że jest chętna na małe co nie co. Do dziś mi to wypomina, ale pozostałe dwie wariatki miały przy tym swój udział.  

- Mam stresa – zaczyna Magda – albo chce mi się oświadczyć, albo mnie zdradza!  
- Kto? – ożywia się Pati.  
- No Michał no. Znalazłam w szufladzie pierścionek, wygląda na zaręczynowy.  
- Olaboga! To pewnie chce ci się oświadczyć. O Jezu! Mogę być świadkiem, proszę? – Patrycja puszcza moją dłoń i zrywa się z siedzenia.  
- Spadaj, ja będę jej świadkiem. To w końcu ja, najwspanialsza kobieta jaką znacie, zaprowadziła ją do baru, przy którym siedział jej przyszły mąż – oburza się ruda.  
- Uspokójcie się. Maciuś będzie moją świadkową, a Gabryś świadkiem – uspokaja Magda, a po chwili się rechoczą.  
- To jak już jesteśmy takie szczere i w ogóle, to ten.. okres mi się spóźnia – przyznaje Samanta i zapada głucha cisza. – I to ja zdeptałam twoją biedronkę w przedszkolu, nie tamta.. jak jej było, Alicja – dodaje ruda, by przerwać ciszę.  
- Wiedziałam, że to ty, a nie Ala! – oburza się kobieta zesłana z niebios.  
- O ile ci się spóźnia? – pyta cicho Magda.
- Sześć dni będzie.  
- To jeszcze nie tak najgorzej, nie ma co się martwić – pociesza ją Magda.  
- Poczekam jeszcze trochę i jak nie dostanę, to zrobię test…  
- Niech ja cię tylko dopadnę – domyślam się, że Patrycja kieruje te słowa w stronę Samanty.  
- To było piętnaście lat temu, spadaj!  

Ich rozmowę przerywają otwierające się drzwi. To Piotrek. Wita się z dziewczynami i pyta jak ze mną. Słyszę, że Patrycja podnosi się ze swojego krzesła, a po chwili znów ktoś na nie siada. Zgaduję, że Patrycja powaliła się na kolana Piotrka. Przez chwilę razem rozmawiają, a potem się ze mną żegnają, bo Gabriel już wrócił. Zostajemy w pokoju sami, a jego piękny głos znów roznosi się w moich uszach. Siada na krześle, przesuwa je bliżej mojego łóżka i łapie mnie za dłoń. Całuje ją, a potem przykłada ją sobie do policzka. Tak bardzo chciałbym się podnieść i go przytulić. Niestety nie mogę, za żadne skarby mi się to nie uda. Chcę się w końcu obudzić!  

- Lekarz mówił, że teraz możesz mnie słyszeć – zaczyna Gabriel cicho. Rozkoszuję się jego aksamitnym głosem i ciepłem jego dłoni. Tak mi dobrze. – Wciąż czekam aż się obudzisz i dasz mi buziaka. Nie wiem czy wiesz, jak trudno jest wytrzymać bez twojego roześmianego głosu i tych pięknych, otwartych oczu – ponownie całuje mnie w rękę.  

***

To już piąty dzień, w którym smacznie sobie śpię bez możliwości obudzenia się. Gabriel spędził te wszystkie chwile przy mnie, co bardzo mnie uspokajało. Wczoraj przyniósł ze sobą książkę, którą kupiłem przed wyjazdem do Hiszpanii i czytał mi ją przez pół nocy. Uwielbiam takiego audiobooka. Mógłbym słuchać go w kółko i w kółko, bez przerwy i bez znudzenia. Jego głos jest dla mnie najlepszym znieczuleniem. Przez te ostatnie dwa dni zostałem odwiedzony przez mamę, która była u mnie najpierw zaraz po wypadku, następnego dnia i dziś. Zostałem również odwiedzony przez dziewczyny, babcię Gabriela, a nawet przez kobietę z tamtego feralnego wieczoru. Czuję, że już niedługo będę miał na tyle siły, żeby się obudzić. Wciąż próbuję, ale bezskutecznie.  

- Pamiętasz dzień, w którym się poznaliśmy? – Gabriel gładzi swoją dłonią wzdłuż mojej. – Rozpoczęcie roku szkolnego w gimnazjum. Pamiętam jak zaliczyłeś glebę w sali gimnastycznej – cicho się śmieje.  

Tak, jakbym mógł zapomnieć tamten dzień? Rozpoczęcie roku, pierwsza klasa gimnazjum, to było coś. Stres jaki wtedy mi towarzyszył, był nieopisywalny. Bałem się dużych zmian i tego, że sobie nie poradzę. Do tego wszystkiego w domu nie było łatwo, bo rodzice akurat się rozwodzili. Miałem to szczęście, że towarzyszyły mi dziewczyny. Kurde, jakby nie patrzył, to towarzyszą mi od całego mojego życia. Z Magdą trzymałem się od lat, w których razem układaliśmy babki. Na podwórku nie kolegowaliśmy się z Samantą i Patrycją, bo mieszkały ulicę dalej i miały innych znajomych. Dopiero w podstawówce zaczęliśmy ze sobą gadać, a w gimnazjum ze sobą przebywać. Ostatecznie w liceum przekonaliśmy się, że nie umiemy bez siebie żyć. Pamiętam, że Samanta się we mnie kochała w gimnazjum. Magda na szczęście dała sobie spokój, bo wiedziała, że preferuję co innego. Często wspominam te wszystkie podchody, które robiła Samanta by zwrócić na siebie moją uwagę. Nie była, ani nie jest brzydką dziewczyną, ale w duszy grało mi coś innego. Wracając już do rozpoczęcia roku, to właśnie wtedy po raz pierwszy spotkałem Gabriela. Mimo, że mieszkał blisko nas, to nie miałem okazji wcześniej go spotkać, bo do podstawówki chodził w Norwegii. Śmiesznie seplenił w pierwszych dniach szkoły, ale potem już bez problemu mówił. Wchodząc do sali gimnastycznej, gdzie odbywało się powitanie klas pierwszych, po prostu, najzwyczajniej w świecie się potknąłem i wylądowałem na parkiecie. Wszyscy mieli ze mnie ubaw, a ja z siebie największy, ale to właśnie Gabriel podał mi rękę i pomógł w podniesieniu się.  

Trafiliśmy do tej samej klasy, ale nie od razu się zakolegowaliśmy. Dopiero w drugiej klasie gimnazjum, gdy usadzono nas razem w ławce na większości przedmiotów zakolegowaliśmy się. W trzeciej klasie zmieniło się to w przyjaźń, ale nie patrzyłem na niego w ten sposób. W liceum już zacząłem dostrzegać w nim te wszystkie cechy, jakie ma, ale nigdy nie starczyło mi na tyle odwagi, by spróbować. Chodziliśmy razem na piwo i mecze z innymi chłopakami, czasem sami gdzieś wyskoczyliśmy, ale strach mną władał. Potem pojawił się Kamil, który na jakiś czas zagłuszył wszystkie te uczucia do Gabriela. Gdy zostałem sam, uczucia do Gabriela wróciły, ale znów strach rozdawał karty.  

- Trudno mi się zdecydować, który dzień jest moim najlepszym w życiu. Jest tu ogromna konkurencja… Dzień, w którym cię poznałem, w którym pocałowałem, w którym powiedziałeś mi, że mnie kochasz, święta, sylwester, spacery, rozmowy.. nie mogę zdecydować się, który nazwać najlepszym w swoim życiu, ale wiedz, że wszystkie te dni, które zasługują na miano najlepszych były spędzone z tobą. Gdy wtedy tak tam leżałeś w kałuży krwi… Bałem się, że ta lista się zakończy, ale teraz już wiem, że będziemy ją wciąż rozbudowywać – przykłada swoją głowę do mojej piersi, a w swojej dłoni skrywa moją dłoń.  

Gdybym mógł, to wzruszyłbym się i od razu wpadł w jego ramiona. Chyba kiedyś muszę się obudzić, prawda? Cholera, ileż można spać. Przecież ja nawet nie śpię! Co za chory organizm. Chcę się obudzić, chcę wyjść na dwór i wyskoczyć na tego kebaba, o którym mówił Gabriel.  

- Gdy twoje serduszko się zatrzymało… To była najokropniejsza chwila w moim życiu, oj tak. Chwila, przez którą cię reanimowali, była najdłuższą w moim życiu. Nawet nie wiesz jaką ulgę poczułem, jak znów zaczęło bić. Potem ta operacja, która dłużyła się i dłużyła. Chodząc w kółko po korytarzu nabiłem z kilka mil, a gdy już lekarz wyszedł i powiedział, że operacja się powiodła, to poczułem największą ulgę… Obudzisz ty się w końcu? Tęsknie za tobą, miśku.

Z całych sił próbuje zmusić swój mózg do poruszenia się. Jest jak zaczarowany i w ogóle nie reaguje na moje polecenia. Dajcie już spokój, chcę w końcu otworzyć oczy i ujrzeć jego piękną twarz. Lekarz mówił, że niedługo się obudzę. Dlaczego musi to tak długo trwać? Odpowie mi ktoś? Głupi mózgu, budź się! Wykonuj moje polecenia do cholery!  

- Po tym wszystkim co przeszliśmy, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Obiecuję ci, że jak tylko się obudzisz i dojdziesz do siebie, to padnę na kolana, oświadczę ci się, porwę cię gdzieś, gdzie będziemy mogli się pobrać, a jak nie będziesz chciał, to cię do tego zmuszę – ostatnie słowa wypowiada dowcipnie. – Hej! Czy ty właśnie ścisnąłeś moją dłoń? – ożywia się po chwili, czyżby mi się udało? – Czuję, że ściskasz. Och, kocham cię – nadal trzyma moją dłoń, którą lekko ściskam, po czym składa pocałunek na moim policzku.  

***  

Tak dobrze znów być przytomnym. Niedawno temu się obudziłem, właśnie wygodnie sobie leżę i wpatruję się w śpiącego Gabriela, który leży na łóżko obok. Żal mi budzić tego śpiącego aniołka i po cichu rozglądam się wokół pomieszczenia, w którym się znajduję. Jest to dość przytulny i przestronny pokój. Dominuje tu kolor biały, ale dobiegająca ciemność z wielkiego okna sprawia, że kolor ścian nie razi moich zaspanych oczu. Koło mojego łóżka znajduję się pełno maszyn, których dźwięk tak strasznie mi wadził. Spoglądam w dół. Mam na sobie swój naszyjnik. Bałem się, że gdzieś go zgubiłem. Na klatce piersiowej mam przypięte jakieś kabelki oraz jeden na palcu. Do tego wszystkiego czuję pewną rurkę i nawet nie chcę o niej myśleć, ale nie mogę się doczekać aż ktoś mi ją wyjmie i sam będę mógł wstać i się wysikać. Nie tak daleko mojego łóżka, stoi drugie wolne, na którym słodko śpi on. Przy moim łóżku znajduje się wygodne krzesło, na którym Gabriel koczował przez te wszystkie dni, a na końcu pokoju znajdują się jeszcze dwa, które stały zasunięte pod stolikiem. Rozprostowuję swoje palce, a potem nogi. Towarzyszy temu przyjemne dla ucha strzyknięcie i lekko się uśmiecham. Na stoliku koło mojego łóżka stoi sok, który ostatnio przyniosła mi Samanta. Ależ bym się napił, tak bardzo zaschło mi w gardle. Opieram swoje dłonie o materac łóżka i próbuję się podnieść, ale towarzyszy mi przy tym okropny ból w brzuchu. Cały się skrzywiam, a Gabriel natychmiast się podnosi.

- Maciuś, leż! – stoi nad łóżkiem i głaska mnie po głowie.  
- Chodź tu – ledwo co udaje mi się odezwać i wyciągam ręce w jego stronę na tyle, na ile pozwalają mi kable, do których jestem podłączony.  
- Kocham cię – ostrożnie mnie przytula i całuje po policzku.  
- A ja ciebie – suche gardło sprawia mi duży problem w mówieniu.  
- Chce ci się pić, już ci daję – nawet nie muszę mu o tym mówić, a on już na to wpada.  
- O wiele lepiej – mówię po paru łykach wody.  
- Zawołam lekarza, poczekaj – ponownie całuje mój policzek i znika na korytarzu.  

Po chwili pojawia się z lekarzem i domyślam się, że to ten mnie operował. Wita się ze mną i pyta jak się czuję. Odpowiadam, że nie najgorzej, oprócz bólu w brzuchu, który towarzyszył mi po próbie podniesienia się. Mówi, że to normalne chwilę po przebudzeniu, a jutro nie powinienem już niczego czuć. Opowiada mi o operacji i wynikach. Są one bardzo dobre, a postrzał nie zostawił na moim zdrowiu żadnych znaczących szkód. Mówi, że będę miał małą bliznę, ale nie będzie mi w niczym przeszkadzać. Powtarza, że miałem wiele szczęścia oraz zapowiada, że jutro zrobią mi kolejne badania, po których stwierdzą co dalej. Życzy mi dobrej nocy, bo jest już późno i odchodzi.  

Niedługo po wizycie doktora, zachodzi do mnie pielęgniarka. Gdy tylko się odzywa, to wiem, że to ta sama, która wtedy rozmawiała z Patrycją i gładziła swoimi palcami po moim policzku. Witam się z nią, a ona przeprowadza ze mną mały wywiad odnośnie tego jak się czuję. Stwierdza, że będę mógł samodzielnie już jeść i odłącza mnie od tej cholernej kroplówki, dzięki! Gdyby dokuczał mi jakiś ból, mam pociągnąć za sznurek nad moim łóżkiem i zapoda mi środki przeciwbólowe. Zawstydzony pytam, czy muszę mieć tą rurkę, przez którą dotychczas oddawałem mocz, a ta rozbawiona odpowiada, że jutro jak będę się dobrze czuł i nie będzie towarzyszył mi żaden ból w brzuchu, to mi ją odłączy. Zamienia jeszcze parę słów z Gabrielem i zostawia nas samych.  

- Głodny jesteś, misiu? – pyta czule.  
- Troszkę – rumienię się przez sposób, w jaki mnie traktuje.  
- A na co miałbyś ochotę?  
- Na ciebie!  
- To, to później – również się rumieni.  
- Później, czyli kiedy? – droczę się z nim.  
- Jak stąd wyjdziesz – wytyka do mnie język.  
- Przecież jest tu całkiem wygodne łóżko – mój chichot wypełnia biały pokój.  
- To krzesło też nie najgorsze. Dobra, dobra! Jak na razie leżysz i nigdzie się nie ruszasz. To co byś zjadł?  
- Ciebie – znów się z nim droczę – albo takiego kebaba – przyznaję skromnie.  
- Kebab zamiast mnie? Zapamiętam! – oburza się na żarty. – To przyniosę ci takiego wypasionego, sam jestem głodny – proponuje, a ja niechętnie się z nim zgadzam, bo nie chcę by opuszczał mnie choć na chwilę.  

Ubiera na siebie bluzę i znów znika na korytarzu. Delikatnie i powoli przesuwam się do brzegu łóżka, by sięgnąć do szafeczki przy łóżku. Zauważam, że towarzyszy mi przy tym mniejszy ból i uspokajam się. Otwieram szufladkę z nadzieją, że znajdę tam swój telefon i wcale się nie mylę. Sięgam po niego i od razu wybieram numer do swojej siostry, bo dziewczyny opowiadały, że ma straszne wyrzuty sumienia, że nie ma jak wyrwać się z Australii i do mnie przylecieć. Jedyne co słyszę po wybraniu numery, to sygnał, który ciągnie się i ciągnie w nieskończoność. Jeśli u mnie jest teraz późny wieczór, to u niej musi być poranek. Albo jeszcze śpi, albo jest już na wykładach. Prawie podskakuje, gdy telefon zaczyna wibrować w mojej dłoni, gdy chcę go odłożyć. Spoglądam na niego, Marta dzwoni.  

- Cześć siostrzyczko – witam się.  
- Maciek! Och, jak dobrze cię słyszeć! Jak się czujesz, matko!?  
- Matko? Matka pod innym numerem – rozbawiam ją. – Niedawno dopiero się obudziłem, trochę boli, ale nie narzekam.  
- Masz osłabiony głos, co mówią lekarze?  
- Wyniki są w porządku, jutro chcą mi zrobić kolejne, które określą ile będę musiał tu jeszcze zostać i takie tam. Jest dobrze – uspokajam ją.  
- Przepraszam cię, że nie mogłam przylecieć… Nawet nie wiesz jak mi głupio, znowu. Okropna ze mnie siostra. A jak Gabryś, jest tam gdzieś?  
- Nie martw się, jakoś się jeszcze zrekompensujesz. Gabryś poszedł po kebaba.  
- Ale ci dobrze z nim! Dzwonił do mnie codziennie i mówił jak z tobą. Mówiłam ci to sto razy, ale powiem jeszcze raz. Masz ogromne szczęście!  
- Wiem – uśmiecham się. – A co tam u ciebie? Dawno się nie odzywałaś do braciszka.  
- Raczej braciszek do mnie!  
- Nie kłóć się ze mną, to ja tu leżę po postrzale, nie ty – znów ją rozbawiam.  

Jeszcze chwilę rozmawiamy, ale musi lecieć na uczelnię. Ciekawe jaki dziś dzień? Straciłem już rachubę. Odkładam telefon na jego miejsce i wygodnie się kładę zostawiając miejsce dla Gabriela, gdy już wróci z przepysznym kebabem. Patrzę się w sufit i myślę o tym, ile miałem szczęścia w nieszczęściu. Przed moimi oczami pojawiają się przestraszone oczy tego chłopaka… Skoro sam zgłosił się na komisariat, to pewnie zjadały go wyrzuty sumienia. To dobrze, że jest skory do takich uczuć. Może nie pójdzie na zmarnowanie… Ciekawe jak dużo czasu będzie musiał spędzić w areszcie? Może dostanie tylko zawiasy. Nie chcę o nim myśleć. Wiem, że jego przestraszone oczy utkną w mojej pamięci, ale na szczęście udaje mi się o tym nie myśleć. Najważniejsze, że Gabriel jest przy mnie. Tak dobrze się mną zajmował przez ten cały czas. Nie chcę wiedzieć przez jaki stres musiał przechodzić ostatnimi dniami. Tak bardzo go kocham. Nie potrafię nawet tego opisać, ubrać w słowa, bo jakiegokolwiek bym nie użył, to nie opisze w całości uczucia, którym go darzę. Gabriel pojawia się w drzwiach z mega kebabem zapakowanym w folii. Zdejmuje swoją bluzę, zamyka drzwi i kładzie się koło mnie. Odpakowuje kebaba, a jego wyśmienity zapach wypełnia cały pokój. Z kieszeni wyjmuje plastikowe widelce i powoli opróżniamy zawartość ogromnej bułki. Kebab polany jest moim ulubionym sosem czosnkowym, a Gabriel śmieje się, że ma gumę, gdybym chciał go potem wycałować.  

- Nie rób mi tego nigdy więcej… Nie zniosę kolejnej myśli, że musiałbym żyć bez ciebie – obejmuje mnie i przyciąga do siebie.  
- Obiecuję – wyswobadzam mu się i całuję go.  
- Tęskniłem za tym – mówi między pocałunkami.  
- Ja jeszcze bardziej – odpowiadam i znów zatapiam się w jego wargach.  
- Wspominałeś coś o jakichś zaręczynach – mówię nieśmiało, gdy opieram swoją głowę o jego ramię.  
- Och, czyli jednak słyszałeś?  
- Słowo w słowo – odpowiadam zadowolony.  
- A co byś powiedział na takie zaręczyny?

Jabber

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 5665 słów i 31466 znaków.

9 komentarzy

 
  • yuuchirokun

    MatkoTTnTT myslalem ze zawalu dostane ;( rzlyczalem jak bubr ;( nie rob juz tego nam ;( taka ulge mialem jak sie okazalo ze to jedynie sen :) najlepsze opowiadanie kiedy kolwikek <3 czekam na nastepna czesc i na oficialne zareczyny ;3 wenyyyy

  • Gabriel

    Dziękuję za to, że piszesz, a tym opowiadaniem przypomniałeś mi jak bardzo tęsknię za swoim ukochanym. Tęsknota jest tylko wtedy piękna, kiedy jest za kim tęsknić. A co do kwestii opowiadania nie muszę nic mówić, bo dobrze wiesz, że jest świetne tak jak zawsze. Czekam na kolejną cześć i WENY życzę. ;)

  • ...

    @nati :) *uśmierciłeś - Jabber to chłopal ;))

  • nati :)

    Jeju to opowiadanie jest lepsze z każdą częścia. o ile to jest w ogóle mozliwe. Już na początku myslałam że usmierciłaś Maćka i chciałam cię zabić :) ale jak przeczytałam że to był tylko sen to odrazu mi ulżyło. Nie umiem opisać jak bardzo podoba mi sie to opowiadanie bo to najwspanialsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam :) masz ogromny talent na prawde nie zmarnuj go :)

  • Endajs

    NIE ŻYJESZ, JABBER! Jak możesz doprowadzać nas do takich skoków ciśnienia? Myślałam, że będzie z nim koniec.  :lol2:
    Świetne jak zawsze.

  • sweetkicia

    Świetne opowiadanie! Zgadzam się z moimi poprzednikami :D Nie będę się rozpisywała, bo z każdą częścią jest coraz lepiej <3
    Weny, weny! <3

  • love94

    Co do pogrzebu to się już nie wypowiem, bo mój komentarz już znasz i lepiej go nie cytować xd Płakałyśmy z Martą obie ale tylko my i ty wiemy czemu :D A ta część chyba niczym specjalnym się nie wyróżnia....Bo wszystkie są świetne:* Ale tylko przy tej był taki ubaw w komentowaniu w trakcie :P Nie wiem dlaczego, ale zaintrygował mnie ten chłopak, który postrzelił Maćka. Myślę że coś w tej kwestii wykombinujesz. Tym razem kciuk w górę za wszystko oprócz obrazka:P Brawo bracie

  • Jareg

    Jak czytałem o pogrzebie to się popłakałem i myślałem, że to już koniec. Uff jak dobre, że Maciek żyje!! Samanta jest świetna, co tu dużo mówić.

  • Kubolo

    Mam literacki orgazm :lol2: Ta część była świetna! Ale nie dałem się nabrać, że pogrzeb jest na poważnie, nie zrobiłbyś nam tego! Fajnie opisałeś momenty, w których Maciek jeszcze spał, a dziewczyny z części na część uwielbiam coraz bardziej, przy czym Samanta jest niezmiennie na prowadzeniu i już tam zapewne zostanie :faja: Z taką radością czytałem wspomnienia ze szczenięcych lat bohatera, jakbym brał w nich udział :smile: Po prostu nic dodać, nic ująć, pisarz kompletny! Weny życzę! :jupi: