Daję ci siebie #22

Przez resztę nocy Sebastian mamrotał na zmianę imiona moje i Laury. Nie mogłam zasnąć, dlatego wszystko, co mówił, świdrowało mój mózg. Z każdym kolejnym jękiem, mój żołądek coraz bardziej się zaciskał. Dlaczego wciąż wymawiał imię Laury? Teraz nagle pojawiło się tam i moje, ale czemu w jego snach nie było nikogo innego? Dalej myślał o Laurze, ale myślał też o mnie, więc przeżywając trzęsienie ziemi po raz kolejny, usiłował ratować nas obie?
Opanowywałam kolejne fale złości i niepokoju. To tylko sen. Sebastian był ze mną. Byliśmy szczęśliwi. Naprawdę musiałam się opanować. Uświadomiłam sobie, że problem z Laurą istnieje głównie w mojej głowie. Nie wcinała nam się w życie, tak naprawdę nie miałam pojęcia, co się z nią akurat działo. Nie chciałam o to pytać. Założyłam, że wszystko jest z nią w porządku. Teraz był mój czas, a ona powinna po prostu zająć się sobą i leczeniem. Ja – moimi wakacjami.  
Rano wymknęłam się z pokoju. Udałam się do drogerii i kupiłam krem na rozstępy. Może to nie było nic wielkiego, ale nie chciałam, by te szramy były kolejnym problemem w moim życiu. Jakąś częścią siebie cieszyłam się, że Sebastian uznawał to za bzdurę, ale jeśli chciałam zrobić poważniejszy krok, nie mogłam myśleć tylko o kolejnych czynnikach, które obniżały moje poczucie własnej wartości.
Gdy wróciłam, wszyscy byli już na nogach. Przywitałam Sebastiana buziakiem i wszyscy poszliśmy na śniadanie. Miałam zamiar ograniczyć ilość wchłanianego przeze mnie jedzenia, ale byłam na to zbyt głodna – parsknęłam śmiechem, wzruszyłam ramionami i po prostu jadłam, nie myśląc o rozstępach ani Laurze.  
Odsunęłam od siebie wszystko i dałam się ponieść zabawie. Nie myślałam już o nocnych koszmarach Sebastiana. Jadłam, opalałam się, plotkowałam z Emmą, obserwując jej męża i mojego chłopaka. Wszyscy chlapaliśmy się wodą, chodząc co jakiś czas po lody lub drinki. I było świetnie. Wciąż nie mogłam się nadziwić, jak świetnie wygląda Sebastian bez koszulki, z tym opalonym ciałem. Te wakacje były bez porównania do poprzednich – non stop coś mówiłam. Rozmawiałam z Aleksem i Emmą, śmiałam się i nie myślałam o niczym innym – ani o nikim innym – bo nagle byłam na wakacjach z rodziną. Kończyły się o wiele za szybko.  
Zanim się obejrzałam, rzeczy, które dopiero co wyjmowałam z walizek, nagle musiały wylądować tam z powrotem. Jak to zwykle bywa, pakując się na powrót, nagle było ciężej dosunąć suwak.  
- Nie chcę wracać – marudziłam.  
- Wyobrażam sobie, ale musimy. – Sebastian cmoknął mnie w policzek. – Chyba że mamy w garści jakiś bank i kupujemy pobyt na następny tydzień. Lub miesiąc?  
- Wcale nie musimy nic kupować. Nikt nie przychodzi skontrolować stanu pokoju ani zabrać kluczy – zauważyłam, wskazując na drzwi, które w ogóle się nie otwierały, choć zbliżała się godzina wymeldowania. – Po prostu powiedzmy, że mamy rezerwację na dwa tygodnie, a oni mają błąd w systemie. – Rozkręcałam się. – Zresztą, ja jestem spakowana na co najmniej dwa tygodnie. Nic mi nie brakuje.
- Po co ci aż tyle ubrań? – Sebastian spojrzał na mnie dziwnie.
Zamrugałam niewinnie.
- No, a jakby mi się coś zgubiło, pobrudziło albo jakbym musiała coś pożyczyć Emmie…?
Sebastian parsknął coś, co brzmiało jak „Kobiety…”.
Moje pomysły zdały się na nic, ponieważ już pół godziny później targaliśmy nasze walizki do samochodu i musieliśmy ruszać w drogę powrotną. Spoglądałam z utęsknieniem na nasz domek i nadstawiałam ucha, by ostatni raz usłyszeć szum morza. W końcu jednak drzwi się zamknęły, została włączona nawigacja, która skutecznie zagłuszyła wszystko, a silnik zawarczał. Nie chciałam wracać. Miałam wrażenie, że w domu spotka mnie coś bardzo złego, a tu było jak w bajce.  
Zdążyliśmy dojechać akurat na obiad. Shirley już na nas wszystkich czekała w parującej kuchni, gdzie jedzenia było jak dla całej rodziny królewskiej. Ucieszyłam się bardzo, bo przez podróż zdążyłam zgłodnieć jak wilk, a miałam już serdecznie dosyć jedzenia ofoliowanych kanapek, które po paru minutach traciły swój smak, zwłaszcza w takim upale. Na widok parujących ziemniaków, kotletów i sałatek od razu poczułam się szczęśliwsza.
Myślałam, że pęknę po zjedzeniu samego obiadu, a później na stół wjechało ciasto. Choć miejsca w żołądku miałam mało, nie mogłam się oprzeć. Kto by myślał o rozstępach czy kilogramach, kiedy wokół było tyle pysznego jedzenia? Przez chwilę pożałowałam, że w kuchni byłam raczej niezdarą i leniem. Pewnie spieprzyłabym najprostsze danie. Nie będę dobrą żoną.
Sebastian siedział obok mnie, uśmiechnięty, choć nieco zmęczony po podróży, ale trzymał mnie za rękę i co jakiś czas szeptał coś do ucha. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nagle nie zawibrował jego telefon. Raz. Potem drugi. Gdy zawibrował trzeci raz, w końcu wyjął go z kieszeni i przysunął do oczu. Wpatrywałam się w niego niemo, czekając, aż powie mi, o co chodzi.
Na pewno nie sądziłam, że po chwili podniesie się z krzesła i oznajmi, że musi wyjść. Cmoknął mnie w policzek i powiedział, że niedługo wróci, a ja mimowolnie zapragnęłam zwymiotować wszystko, co zjadłam do tej pory.
Co, do cholery? Gdzie on poszedł? Co mogło być tak ważne, że mnie zostawił i po prostu wyszedł?
Nie chciałam o tym myśleć, ale mój mózg krzyczał tylko „Laura”.
Też wstałam i przeprosiłam towarzystwo, by iść do łazienki. Cała się trzęsłam, jakby było zimno, choć wokół było niemal parno. Zaczęłam wykręcać sobie palce ze zdenerwowania. Usiłowałam się uspokoić. Może to wcale nie o nią chodziło. Może jakaś pilna sprawa w pracy. Ale wtedy by mi powiedział… ta szybkość w działaniu oznaczała, że musiał być jakiś problem. Szukałam rozwiązania, ale nie byłam w stanie racjonalnie myśleć. Na samą myśl, że być może dostał wiadomość od Laury i się z nią spotka, zalewała mnie krew.
Spróbowałam do niego zadzwonić. Nie odebrał. Nie zdążyłam zrobić tego po raz drugi, bo nagle drzwi od łazienki się otworzyły i do środka weszła Emma, patrząc na mnie ze zmartwioną miną.
- Puka się – zwróciłam jej uwagę, ale głos miałam nieobecny. – Mogłam właśnie się załatwiać.
- Dobrze wiem, że nie poszłaś tutaj się załatwiać. Myślisz, gdzie poszedł Sebastian?
Odwróciłam się od lustra i spojrzałam poważnie na przyjaciółkę.  
- To chyba oczywiste. Wszyscy znamy odpowiedź.
Po wyrazie jej twarzy wiedziałam, że ona myśli to samo.
- Może stało się coś złego. Nie wiemy. Nie możemy oceniać…
- Ja nikogo nie oceniam! – przerwałam jej. – Nie jestem jakimś potworem. Jak ktoś ma problem, to należy mu pomóc. Ale dlaczego, dlaczego ta rola ciągle należy do Sebastiana? – Walnęłam pięścią o umywalkę, co było złym pomysłem, bo jej twardość na chwilę odebrała mi dech. – Czy ona nie ma rodziców? Innych przyjaciół? Dlaczego ciągle to Sebastian musi ją ratować?
Emma objęła mnie i wyprowadziła z łazienki.
- Na razie nawet nie wiemy, gdzie poszedł i do kogo – przypomniała mi. – Posiedzę tu z tobą i razem na niego zaczekamy. Dopiero później będziesz mogła się wściekać.
*
Czekałam, a Emma razem ze mną. Próbowałam się rozluźnić, ale siedziałam jak na szpilkach. W końcu, po może dwóch czy trzech godzinach, usłyszałam, jak trzaskają drzwi. Spięłam się jeszcze bardziej. Nie wiedziałam, czy sama do niego iść i żądać wyjaśnień, czy czekać, aż Sebastian sam poczuje obowiązek powiedzenia mi, gdzie był i co robił. Emma wyszła z pokoju, a ja dalej tam siedziałam. Po chwili usłyszałam ciężkie kroki na schodach.  
Wyglądał na jeszcze bardziej zmęczonego niż wcześniej. Opadł ciężko na łóżko i przymknął oczy.
- Nie mam teraz ochoty na kłótnie – rzucił w moją stronę, a ja cała się napięłam.
- Naprawdę? – parsknęłam. – A ja nie mam ochoty, byś mnie zostawiał ot tak, nie mówiąc nawet o co chodzi ani dokąd się wybierasz. Co było aż tak ważne?
Nie odpowiedział, przysunął tylko rękę do oczu.
- Laura, tak? – Głos mi drżał od powstrzymywanej wściekłości. – Jak zwykle, poszedłeś do niej?
Dalej nie odpowiadał, a ja miałam wrażenie, że zaraz dostanę szału.
- Odpowiedz mi! – krzyknęłam w końcu, zrywając się z fotela, na którym siedziałam. Sebastian zacisnął dłoń w pięść i też wstał.
- Tak, pojechałem do Laury! – też krzyknął, a ja nagle umilkłam. Jego słowa były jak mocny policzek. Wargi zaczęły mi drżeć. – Miała problem. Musiała pojechać gdzieś samochodem, a nie wsiadała do niego od czasu wypadku. Spanikowała. Zgubiła drogę i sama nie wiedziała, gdzie się znalazła. Dostała ataku paniki i nie potrafiła wrócić.  
Aż przymknęłam oczy. Czułam, jak buzuje we mnie wściekłość. Nie zatrzymywałam jej.
- Chyba istnieje coś takiego, jak nawigacja w telefonie – niemalże warknęłam. – Wystarczyło powiedzieć jej, żeby wpisała swój adres i spokojnie by trafiła z powrotem do domu. Czy to naprawdę było zbyt trudne?
- Dostała ataku paniki! – Sebastian też warknął. – Nie jest oswojona z samochodem, przypomniał jej się wypadek, spanikowała na tyle, że nie była w stanie nic zrobić.
- Nie broń jej! – krzyknęłam, zaciskając dłonie w pięści. – Skoro nie jest oswojona z samochodem, niech do niego nie wsiada! Jak ma problem, niech dzwoni po rodziców albo innych znajomych, nie po ciebie! A ty nie powinieneś być na każde jej skinienie, już nie jesteś jej chłopakiem! A może zdążyłeś już o tym zapomnieć? – rzuciłam ostro.
- A co twoim zdaniem miałem zrobić? Olać ją? Zignorować dziewczynę w potrzebie, którą jeszcze niedawno zapewniałem, że ją kocham? – Sebastian rąbnął pięścią w komodę, aż się zachybotała.  
- Tak! – wrzasnęłam, tracąc panowanie nad sobą. – Bo jeszcze niedawno zapewniałeś, że kochasz mnie! Myślisz, że będę tolerować to, że będziesz do niej jeździł, gdy tylko będzie miała jakiś problem? Już nie jesteś na jej wyłączność! Zamierzasz jej pomagać, jak tylko będzie miała kaprys? A pomyślałeś… - Nagle przyszło mi coś do głowy. – Że ona może to robić specjalnie? Pozorować jakieś kłopoty, żebyś mógł udawać księcia na białym koniu i ją ratować?! – krzyknęłam, sama nie mogąc uwierzyć, że wcześniej na to nie wpadłam. – Sytuacja z gwałtem się powtarza! Ona zrobi wszystko, byle tylko odciągnąć cię ode mnie i przybliżyć do niej! Gratuluję naiwności – dodałam z goryczą w głosie. – Pieprzony księciu na białym koniu.
Trzasnęłam drzwiami, przeleciałam po schodach i wypadłam z domu, jakby gonił mnie sam diabeł. Nawet nie zostałam, by podziękować Shirley za wspaniały obiad. Chwyciłam jedynie walizkę i ruszyłam przed siebie, chcąc tylko znaleźć się w domu. Łzy wściekłości spływały mi po policzkach. Nagle zrozumiałam, że już zawsze będzie chodziło tylko o Laurę.
Nie wiedziałam, czy Sebastian za mną pobiegł, ale miałam to gdzieś.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2093 słów i 11415 znaków.

1 komentarz

 
  • POKUSER

    Napięcie, tajemnice, emocje czegóż chcieć więcej, chyba tylko kolejnego odcinka  :bravo: