Daję ci siebie #17

Wzruszenie ścisnęło mi gardło. Żeby się opanować, wzięłam głęboki oddech i obrzuciłam Sebastiana przeciągłym spojrzeniem. Trzymał jakieś siatki.
Wszedł do środka pewnym krokiem i od razu skierował się w stronę kuchni. Podążyłam za nim – nieco wolniej – i zobaczyłam, jak wyjmuje z siatek jedzenie. Żołądek aż mi się skręcił.
- Skąd wiedziałeś, że nie mam jedzenia w mieszkaniu? – spytałam. To zabrzmiało co najmniej jakbym była jakąś biedną kobietą, która może liczyć tylko na pomoc dżentelmenów. Cóż, poniekąd tak było.
- Nie wiedziałem. – Wzruszył ramionami. – Ale nie powiedziałaś, kiedy wraca twój przyjaciel, a domyślam się, że raczej w tym stanie nie będziesz biegała po sklepach. Stwierdziłem więc, że nie dam ci umrzeć z głodu.
Czekałam, aż w jego głosie pojawi się jakaś wrogość podczas mówienia o Toby’m, ale mówił normalnie, tak jakby zaakceptował ten fakt. Oblekłam spojrzeniem jego sylwetkę. Nie był już w roboczym ubraniu, tylko w normalnych ciuchach. Po chwili spojrzałam na to, co wyjmował z toreb: zapakowane w pudełka świeże mięso, kaszę i ryż, gotowe sałatki i mieszkanki warzyw. Później pojawiły się galaretki, woda oraz soki, chleb, masło, szynka, nawet kilka jogurtów. Z każdym kolejnym wykładanym produktem uśmiechałam się coraz szerzej.
- Wykupiłeś chyba połowę sklepu – powiedziałam, kuśtykając ku niemu. – Dziękuję ci. Ile jestem ci winna? – Już chciałam iść do pokoju po portfel, kiedy Sebastian parsknął:
- Nic nie jesteś mi winna. Chciałem ci kupić jedzenie i kupiłem.  
- To masa jedzenia – zaoponowałam. – Nie będę na tobie żebrać, oddam ci pieniądze. Co mi przypomina, że nadal nie oddałam ci pieniędzy za bilet na motorówkę. – Przywołałam w myślach wakacje nad morzem. Sebastian lekko się uśmiechnął.
- Jesteś strasznie honorowa.
- Po prostu nie chcę cię traktować jak darmowego bankomatu – mruknęłam.  
- Nie traktujesz. Wyluzuj.
- Galaretki? – rzuciłam, patrząc na blat.
- Żelatyna – poprawił mnie. – Musisz sobie wzmocnić kości.
Nagle przestraszyłam się, że zaraz sobie pójdzie – ot, spełnił obowiązek, przyniósł jedzenie i zaraz się wyniesie. W końcu był wieczór, pewnie był zmęczony, a może miał jakieś plany. Szybko go zapytałam:
- Dlaczego wróciłeś?
Przez chwilę milczał, po czym odparł:
- Bo potrzebujesz pomocy, a wątpię, że ze wszystkim dasz sobie radę sama. Ale mogę pójść, jeśli nie życzysz sobie mojej obecności.
- Życzę! – zawołałam, nieco zbyt głośno, więc dodałam już ciszej: – Zostań. Proszę.
Bez Toby’ego w mieszkaniu było smutno, ciemno i pusto. Gdy Sebastian ze mną został, od razu się rozchmurzyłam. Obejrzeliśmy film, siedząc na kanapie – może trochę za bardzo oddaleni od siebie, ale nie miałam odwagi przysunąć się bliżej. W końcu oczy zaczęły mi się kleić.  
- Czas się umyć – mruknęłam. – Najlepsza część dnia – dodałam, wskazując na gips. – Wyobrażasz sobie mój prysznic? Stoję jak bocian, na jednej nodze, a drugą mam poza kabiną, żeby nie daj Boże nie zamoczyć tej białej płachty.
Sebastian wybuchnął śmiechem. Spojrzałam na niego oburzona, a ten dalej chichotał:
- Jak bocian… - wydusił z siebie, biorąc w końcu głęboki oddech. – Podoba mi się to porównanie… Boćku.
Momentalnie zdałam sobie sprawę, że od tej chwili będzie to moja ksywka. Potrząsnęłam gwałtownie głową.
- Nie mów tak na mnie!  
- Dobrze, Boćku.
- Idę się myć – oświadczyłam, wzburzona, a gdy się podniosłam, usłyszałam za sobą głos:
- A może ci w tym pomóc?
- Nie, dziękuję – odpowiedziałam, nie odwracając się. – Bociany potrafią świetnie stać na jednej nodze.
Zanim zamknęłam drzwi, usłyszałam, jak się śmieje.
Ponownie ogarnął mnie lęk, że gdy wyjdę z łazienki, Sebastiana już nie będzie, ale był. Siedział wciąż na kanapie i zerknął na mnie, gdy usiadłam obok niego, już ubrana w piżamę i szlafrok.  
- Idziesz spać w mokrych włosach? – Zerknął na moje wilgotne kosmyki.
- Nie mam siły ich wysuszyć. – Wzruszyłam ramionami. – Ręce nadal mnie bolą. Trudno, wyschną same.
- Mogę ci je wysuszyć – zaproponował, tym razem już nie chichocząc pod nosem. Zmieszałam się nieco, bo to była dziwna propozycja, ale kierowana jakimś dziwnym uczuciem, odpowiedziałam:
- Czemu nie.
Poszliśmy do łazienki. Stanęłam przed lustrem, trzymając w ręku szczotkę. Sebastian podłączył suszarkę do kontaktu i chwilę później moje włosy owionął ciepły powiew. Poczułam, jak Sebastian zabiera mi z ręki szczotkę i jedną ręką suszy moje włosy, a drugą je rozczesuje. Najpierw poczułam się, jakbym siedziała na fotelu u fryzjera, ale po chwili skupiłam się tylko na dotyku Sebastiana.  
Podobno jedną z najprzyjemniejszych rzeczy jest, jak ktoś czesze ci włosy. Gdy teraz tym "kimś” był Sebastian, prawie odpływałam. Jego palce co chwila muskały moją szyję, aż przechodziły mnie ciarki. W końcu usłyszałam, jak Sebastian wyłącza suszarkę.  
- Gotowe – oświadczył, a ja uśmiechnęłam się lekko, czując na głowie już kompletnie suche włosy. Odwróciłam się.
- Dzięki – powiedziałam, dalej się uśmiechając. – To było… niecodzienne. Ale przyjemne. Zdecydowanie potrafisz suszyć włosy.
Sebastian parsknął urywanym śmiechem, po czym wziął głęboki oddech i powiedział:
- Vanessa… nie możesz się temu tak opierać.
- Czemu? – spytałam, choć dobrze wiedziałam, o czym mówił.
- Temu… - Wykonał nieokreślony gest ręką. – Nam. Mnie. – Złapał mnie za rękę i przycisnął do swojej klatki piersiowej. – Zerwałem z Laurą. Już ponad miesiąc temu. To nie jest nieprzemyślana decyzja, zerwanie na chwilę…
- Nie zmieniłam zdania – przerwałam mu cicho.
Miałam tak ogromną ochotę go pocałować. Sytuacja była komiczna – staliśmy w małej, zaparowanej łazience, a on nagle ponawiał rozmowę o naszym potencjalnym związku.  
- Ciągle na siebie wpadamy – powiedział z naciskiem. – Nawet, gdy ze sobą nie rozmawiamy, zawsze coś sprowadza nas z powrotem ku sobie. Ciągle jesteśmy obecni w swoich życiach. Nie zaprzeczysz temu. Coś w tym musi być. I jest – dodał dobitnie. – Bo ja nie wyobrażam sobie mojego życia bez ciebie. Wiem, że chciałaś ruszyć naprzód. Chciałem ci na to pozwolić. Ale… dlaczego nie możesz iść naprzód razem ze mną? – Wyglądał na zdesperowanego. Łzy wcisnęły mi się do oczu. Boże, jak bardzo chciałam teraz zapomnieć o wszystkim i po prostu się zgodzić. Nieważne, jak urocze były loczki Toby’ego, nieważne, ile Sebastian zrobił rzeczy, które mnie zraniły, teraz chciałam po prostu zrobić to, na co miałam ochotę – powiedzieć Sebastianowi, jak bardzo mi na nim zależy, jak często o nim myślę, jak mi go brakowało przez ostatni miesiąc…  
Chciałam w końcu być szczęśliwa.
Nieświadomie przybliżyłam się do niego. Już brałam oddech, by powiedzieć mu, że go kocham i że chcę z nim być, nieważne co się stanie – gdy nagle zadzwonił mój telefon, schowany w kieszonce szlafroka. Z niedowierzaniem przymknęłam oczy. To nie mogło się dziać… czyżby to był Toby, chcący sprawdzić, jak sobie radzę i czy nie połamałam się jeszcze bardziej? A może Emma wybrała sobie fatalny moment na plotki. Odsunęłam się od Sebastiana, mamrocząc:
- Przepraszam…
Wyciągnęłam komórkę i zobaczyłam, że dzwonił do mnie tata. Nie zdążyłam odebrać połączenia, skończyło się, zanim wcisnęłam zieloną słuchawkę. Sekundę później przyszedł sms:  
"Mama rodzi. Jedziemy do szpitala”.
- O rany! – wymsknęło mi się.
- Co jest? – Sebastian wydawał się skonsternowany.
- Moja mama rodzi! – zawołałam, nagle zdjęta stresem.
- Co? Twoja mama jest w ciąży?
- Tak! I właśnie rodzi się moja siostra… lub brat… - Potrzebowałam chwili, by to do mnie dotarło. – Muszę tam jechać! – zawołałam, pisząc do taty, by podał mi adres szpitala.
Sebastian wyglądał, jakby bardzo żałował, że ten telefon nam przerwał, ale uśmiechnął się, widząc mój entuzjazm.
- W takim razie jedziemy – powiedział spokojnie. – Przebieraj się.  
*
Dobrze, że Sebastian był ze mną, bo nawet, gdybym nie miała gipsu, chyba nie byłabym w stanie prowadzić, tak mi się ręce trzęsły. Byłam jednocześnie podekscytowana i przerażona. Czy wszystko będzie dobrze? Czy dziecku nic nie będzie? Mamie?  
- Uspokój się – powtarzał Sebastian raz za razem, prowadząc jedynie lewą ręką – prawą trzymał moją. Ściskałam go tak, jakby miał zaraz odlecieć. – Wszystko będzie dobrze. Naprawdę jest bardzo mało prawdopodobne, żeby coś się stało akurat teraz, kiedy twoja mama już donosiła ciążę.
- Ale i tak się boję – mruczałam. – Będę miała rodzeństwo! – zapiałam szczęśliwie. – Wyobrażasz to sobie? Po dwudziestu latach bycia jedynaczką, nagle pojawi się taka mała istotka…
- …krzycząca, płacząca, śliniąca się, wymiotująca… - wtrącił Sebastian, a ja zmarszczyłam brwi.
- Faceci – prychnęłam. – Tylko o tym potraficie myśleć? Ale taka istotka jest też częścią ciebie, jesteś jej pierwszym widokiem, gdy tylko otworzy oczy… - Westchnęłam z rozmarzeniem. – Później zaczyna się do ciebie uśmiechać, chwyta cię za palec swoimi malutkimi rączkami… - urwałam. – I założę się, że ty też się śliniłeś i wymiotowałeś – dodałam ironicznie. – A pieluchę trzeba było ci zmieniać dziesięć razy na dzień. I co ty na to?
- Teraz na szczęście trzeba zmieniać tylko raz – powiedział rozluźnionym tonem, a ja parsknęłam śmiechem. Resztę drogi paplałam z nerwów, a Sebastian ograniczył się tylko do słuchania. Nie mogłam się powstrzymać. Wkrótce miałam mieć rodzeństwo!
W końcu dojechaliśmy. Ledwo powstrzymałam się od wyskoczenia z samochodu na beton – w porę przypomniałam sobie, że przecież mam złamaną nogę. Cierpliwie poczekałam na Sebastiana, który obszedł samochód i pomógł mi wysiąść, a potem iść. Wciąż go poganiałam, a serce waliło mi niecierpliwie.  
Oczywiście zatrzymali nas na samym początku szpitala. Szybko powiedziałam, że moja mama rodzi. Podałam jej imię i nazwisko i czekałam, aż dostanę numer sali, w której się znajdowała.
- A pan? – Pani z rudymi włosami i nieprzyjemnym spojrzeniem zerknęła na Sebastiana.
- To mój brat – powiedziałam szybko. – Proszę, naprawdę nam się spieszy.  
W końcu łaskawie podała mi numer sali i niemal biegiem ruszyłam do windy, a Sebastian za mną.
- Spokojnie – upomniał mnie. – Nie pali się przecież, a ty możesz sobie pokruszyć gips.
- No to co – odparłam przekornie, wciskając guzik w windzie. – W końcu jestem w szpitalu. Naprawią mi to raz, dwa.
Domyślałam się, że sala będzie pusta i tak właśnie było – prawdopodobnie mama była już na porodówce. Taty też nie było. Pełna nerwów, opadłam na fotel, stojący koło łóżka.
- Nie wariuj. – Sebastian przykucnął przy mnie i ścisnął mnie za rękę. – Wszystko na pewno będzie dobrze. Przynieść ci herbatę albo kawę?
- Herbatę i kawę – podkreśliłam, a Sebastian parsknął urywanym śmiechem, po czym szybko pocałował mnie w czubek czoła i wyszedł. Zrobiło mi się gorąco. To był ułamek sekundy, a jednak ten szybki buziak naprawdę podniósł mnie na duchu. Cała aż podrygiwałam z nerwów. Wiedziałam, że mama zdecydowała się na cesarskie cięcie, dlatego miałam nadzieję, że lada chwila powinno być po wszystkim.  
Sebastian wkrótce wrócił, trzymając dwa plastikowe kubeczki z automatu. Postawił je na szafce, a sam usiadł na krześle. Ścisnęłam go za rękę i dalej czekaliśmy.  
Prawie zasnęłam, gdy nagle usłyszałam coś jakby… sunięcie kół. I płacz. Gwałtownie otworzyłam oczy, a chwilę później zobaczyłam, jak tata otwiera drzwi i wtacza się przez nie, razem z małym wózkiem szpitalnym. Uśmiechnął się radośnie na mój widok, na widok Sebastiana trochę jakby nieco zdziwił – ale ja miałam oczy utkwione w małym noworodku wewnątrz wózka. Wstałam, lekko się zataczając, a po twarzy popłynęły mi łzy. Nie przeszkadzało mi nawet zawodzenie maluszka. Wpatrzyłam się w mojego brata, dotykając go leciutko. Słyszałam, że Sebastian rozmawia o czymś z moim tatą, ale nie interesowało mnie to. Zrobiłam to, o czym marzyłam od kilku miesięcy – podstawiłam noworodkowi mój palec pod maleńką rączkę, a on odpowiedział dokładnie tak, jak się spodziewałam – zadziałał odruch chwytny i maluszek od razu go chwycił, ściskając swoimi malutkimi paluszkami. Popłakałam się jeszcze bardziej, tym razem już nie z nerwów, ale ze szczęścia.
- Gdzie mama? – wychlipałam, zerkając na tatę. Wydawał się zmęczony, ale też szczęśliwy.
- Jeszcze ją szyją. Pewnie niedługo ją przywiozą – odparł, podchodząc do mnie. – Mam syna… - powiedział, jakby bardziej do siebie niż do mnie. Zauważyłam, że też był wzruszony – a to była nowość, bo chyba nigdy nie widziałam mojego taty płaczącego. Osunęłam się z powrotem na fotel i wyłapałam uśmiech Sebastiana. Odpowiedziałam mu tym samym.
*
Po jakimś czasie przywieziono mamę na łóżku, też wyraźnie zmęczoną i obolałą, ale uśmiechnęła się szeroko na mój widok. Dopiero po chwili jej oczy rozszerzyły się i zawołała ochryple:
- Dziecko, czy ty masz złamaną nogę?!
Parsknęłam śmiechem. Obiecałam, że wszystko jej opowiem potem. Wszyscy zajęli się maluchem, który wkrótce się najadł i zasnął. Trzymałam go na rękach, siedząc na fotelu. Tuliłam do siebie, jak największy skarb. W końcu jednak zrobiło się późno, a wszyscy byli zmęczeni. Postanowiłam, że nie będę wracać do mieszkania Toby’ego – skoro i tak miałam tygodniowe zwolnienie z zajęć, postanowiłam zostać w domu. W ten sposób nie będę sama, a moja rodzina będzie bliżej – poszerzona teraz o nową osobę.  
Nie mogłam rozstać się z maluszkiem, ale mama już usypiała – on zresztą też spał – więc w końcu zmusiłam się, by wyjść ze szpitala. Sebastian odwiózł mnie do domu. Tata postanowił spać w szpitalu, ale dla mnie nie było już tam miejsca. Poza tym, nadal byłam obolała i marzyłam o ułożeniu się w moim łóżku.
Nie chciałam jednak być sama.  
- Sebastian – odezwałam się cicho, gdy miał już wychodzić. – Czy… czy mógłbyś ze mną zostać? Proszę… - urwałam, bo uświadomiłam sobie, o co go proszę – był poniedziałek wieczorem, jutro rano musiał wstać do pracy, a ja go prosiłam, by ze mną został, tylko po to, żeby zaspokoić moje egoistyczne potrzeby.  
- Zresztą nieważne – pospieszyłam ze zmianą zdania. – Pewnie jesteś zmęczony. Jedź do domu.
Ale on uciszył mnie, zatykając mi ręką usta.  
- Zostanę – powiedział, a ja poczułam delikatne łaskotanie w brzuchu. – Mogę spać nawet na podłodze.
- Wolałabym, żebyś spał ze mną – powiedziałam cicho, niemal szeptem.
W słabym świetle lampki dostrzegłam jego blady uśmiech.
- W porządku.
Położyliśmy się w moim łóżku, które na szczęście było dość szerokie, by pomieścić nas oboje. Stwierdziłam, że jesteśmy na dobrej drodze i ostrożnie przytuliłam się do niego. Nie byłam pewna, jak zareaguje, ale przyciągnął mnie bliżej siebie, obejmując delikatnie, by nie sprawiać mi bólu. Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.
Obudziło mnie dziwne szamotanie się, które spowodowało, że mój kręgosłup na nowo zapłonął bólem. Otworzyłam oczy i przez kilka sekund nie mogłam się zorientować, co się działo. W końcu dotarło do mnie, że to Sebastian rzucał się po łóżku, ciężko dysząc.
- Nie! – jęknął nagle. Zrobił ruch, jakby chciał się zasłonić przed czymś. – Nie! – krzyknął nagle głośno, a ja zrozumiałam, że śniło mu się trzęsienie ziemi. Serce mi się ścisnęło. Miał mocno zaciśnięte oczy, szczęki, ale w jego ruchach był lęk. Natychmiast lekko go dotknęłam, by go obudzić, by nie przeżywał tego koszmaru na nowo…  
- Uciekaj! – krzyknął nagle, a ja zastygłam. Do kogo krzyczał? Przecież gdy to nastąpiło we Włoszech, był sam… krzyczał do Włochów? Po policzkach pociekły mu łzy. – Uciekaj! Zaraz się zawali!  
Zaczęłam nim potrząsać, by się obudził, ale to było na nic. I ja zaczęłam płakać, słuchając jego krzyków.  
- Obudź się! – zawołałam w końcu, ale on krzyczał dalej:
- Laura, do cholery! Uciekaj! – krzyknął, a ja zamarłam.
Laura…?



/ Opisując sytuację w szpitalu, przypomniałam sobie, jak 31 stycznia w roku 2012 urodził się mój brat, młodszy ode mnie o lat całe piętnaście. Potem zaczęłam sobie przeglądać inne, starsze zdjęcia. Zobaczyłam, jaka byłam chudziutka. Zobaczyłam w lustrze, jak wyglądam teraz.
Teraz mi smutno.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3042 słów i 17192 znaków, zaktualizowała 20 paź 2017.

3 komentarze

 
  • jaaa

    Coś czuje ze bedzie grubo :D

  • POKUSER

    Pięknie napisane, a ten pierwszy uścisk palca, mmm... :) Ps z punktu widzenia faceta, to przy chudej dziewczynie, jakoś tak strach żeby nie złamać :D

  • Black

    Częstotliwość wrzucania przez ciebie kolejnych części skutecznie odciąga mnie od nauki, dzięki:D I nie bądź smutna, kiedyś byłaś dzieckiem teraz jesteś młodą, utalentowaną kobietą :kiss:  <3

  • candy

    @Black mnie też!  :rotfl: powinnam teraz ćwiczyć włoski tryb łączący xD dzięki ❤❤ ale to i tak przygnębiające XDDDD