Upadły Anioł - Rozdział 23

Po ostatniej minipotyczce poczułem, jakbym rozgrzał zastałe mięśnie i zniwelował wszechogarniające otępienie. Z drugiej strony narastające kłucie strachu zaburzało spokojne myśli. Uczyniłem krok ofensywny, zaatakowałem aniołów i to nie w obronie własnej... Teraz to Kasja w życiu mi nie uwierzy... Jednak czy z naszego związku mogło coś wyjść? Co to za partnerka, która nie próbuje bronić ukochanego, tylko wierzy we wszystko, co przekaże jej zwierzchnik?
     Może właśnie w tym rzecz. Anielskie życie bywa bardzo długie, przez to łączymy się w niemal idealne pary, trudno to nazwać miłością z serca... Każdy tryb musi do siebie pasować, nic nie może odstawać, wszystko w pewnej harmonii i porządku. Czy więc to nadal właściwe określenie? A może raczej przywiązanie, będzie lepszym odpowiednikiem? Tak perspektywa bardzo dużo zmienia... Zbyt dużo.
     Przetrząsnąłem kieszenie w poszukiwaniu papierosów. Ostatnimi czasy nie potrafiłem bez nich wytrzymać, choć powiedziałbym, że do ludzkiego nałogu jeszcze trochę brakowało. W tym samym momencie deszcz zaczął powoli spadać na ziemie, w ciągu sekundy nabierając prędkości ulewy. Skląłem solidnie irytującą pogodę, próbując jednocześnie znaleźć miejsce pod dachem. Peron w porównaniu do tego ostatniego przypominał, żywcem wyjęty z jakiegoś dreszczowca, czy innego podobnego czegoś. Ciemno, mrocznie, ludzie z twarzami bez wyrazu i woda, lejąca się z wielu dziur tuż nad głowami przechodniów. Wszędzie leżały papiery od żywności, gazety, plakaty, które przezroczysta ciecz przycisnęła do betonowego podłoża.
     Z oddali usłyszałem nadjeżdżający pociąg, trzeba było opuścić suchą, choć zatłoczoną kryjówkę i ruszyć dalej. Nie wytrzymam z większą ilością ludzi tak blisko siebie. Przerażały mnie liczne zagrożenia, czające się między nimi. Dźgnięcie nożem, zastrzyk, albo użycie magii. Istoty nadprzyrodzone żyją tak długo w ukryciu, że niemal przypominają starożytne bractwo, o którym słyszy się legendy, czy też widzi w grach. Zaklęcia też "odwalają" ponad połowę zadania. Czy byłbym w stanie przeciwdziałać? Czy w porę zareagowałbym? Nie wiem, nie chciało mi się myśleć nad tym. Naciągnąłem kurtkę, tak wysoko, jak było to możliwe, po czym truchtem pobiegłem w kierunku wyjścia.
     Wysiadłem w najmniej odpowiednim miejscu... Prócz jedynego budynku za mną, nie widziałem innego obiektu. Wszędzie dookoła tylko ciemnobrązowe pola. Zaczynałem rozumieć dlaczego, gdy wychodziłem, ludzie posyłali mi zdziwione spojrzenia. Stacja przesiadkowa, a ja głupi... Duma nie pozwoliła wrócić. Z przemoczonymi ubraniami, butami chlupiącymi przy każdym kroku pokonywałem metr, po metrze ubitej drogi. Ulewa na całe szczęście zagłuszała niecenzuralne słowa, płynące z moich ust. Z powodu zimna zaczynałem dzwonić zębami niczym telegrafem. Było trzeba czytać stacje i się pytać... Mądry anioł po szkodzie. Pomijając te niedogodności, zaczynało mnie jedno lekko niepokoić. Moje ciało stawało się zbyt ludzkie... Rozumiałem głód, rany, ale dreszcze i zmęczenie? A może jak zwykle przesadzam, w końcu marzłem już wielokrotnie, a praca bywała męcząca. Pewnie szukam dziury w całym jak zwykle...
     Gdy już nie odróżniałem pola od drogi, przede mną ukazał się dość dziwny widok. W samym sercu niczego stała dość specyficzna budowla przypominająca zamek. Przynajmniej tyle widziałem przez ścianę wody, w oko wpadały też liczne bilbordy z nieznaną treścią. Normalny człowiek ruszyłby dalej, szczególnie mając w pamięci liczne horrory z "domami" na pustkowiach. Wolałem nie odgrywać tępego bohatera, czekającego na rzeź, jednak czy z magią u boku miałem się czego obawiać? Lepsi szaleni ludzie niż aktualna pogoda.
     Brnąc w błocie, ruszyłem w kierunku obszernego wejścia, zupełnie ignorując zdrowy rozsądek. Chwile przystanąłem, by ogrzać zziębnięte dłonie. Zmuszenie mięśni do wysiłku było daremnym wysiłkiem, odpuściłem więc i spojrzałem w kierunku źródła światła. Neon głosił: "Hotel Gęsia Skórka". Pytanie, jaki dziwak chciałbym wykupić tutaj pokój...
     Pchnąłem drzwi, nie kosztowało mnie to za dużo siły. Wnętrze przerosło każdą wyobraźnię. Liczne wypchane głowy zwierząt patrzyły na mnie, nawet gry zrobiłem krok do przodu. Żywe, czy jaki czort? Podszedłem do długiej, zakręcanej lady. Drewno pomalowano na kolor najciemniejszej nocy, a książka meldunkowa nosiła znamiona czasu. Kliknąłem dzwonek, ale zamiast standardowego pobrzękiwania, usłyszałem upiorny śmiech, roznoszący się po obszernym holu.
     Chwile później z pomieszczenia z tyłu wyszedł wysoki mężczyzna, a w tle mignęła mi sylwetka drugiej osoby.
— Witamy w naszym przerażającym przybytku, ufam, że zostanie Pan z nami na wieki. Proszę się nie obawiać, nawet po śmierci będzie miał Pan radość ze straszenia kolejnych gości. — Jednym ruchem zarzucił długi płaszcz na drugie ramię, a następnie poprawił długą, ciemną grzywkę. — Na ile dób życzy Pan sobie pokój? Jakieś dodatkowe usługi? W przypadku opcji niestandardowej będzie wymagany podpis... Mamy taki asortyment, że w przypadku chorowania na serce może Pan... No w każdym razie czego sobie Pan życzy?
— Jeden pokój bez udziwnień... — Cały czas miałem wrażenie, że z zaciemnionego kantorka przygląda mi się para oczu.
— Rozumiem... Czyli nie jest Pan naszym normalnym gościem....— Pióro umoczył w kałamarzu i coś naskrobał w obszernej księdze. — W takim razie będzie to standardowa stawka... Jak mniemam ma Pan czym zapłacić/? — Spojrzał na mnie krytycznie.
— Cristianie! — dobiegł do nas damski głos. — Mogę cię poprosić na chwilę?
     Recepcjonista zniknął w mroku, słyszałem tylko odgłosy jakby kłótni, lecz nie rozumiałem słów. Wszystko odbywało się na granicy głośnego szeptu. Miejsce mężczyzna zajęła kobieta, odziana podobnie jak jej kolega, różniła ich długość włosów.
— Czego błękitny tutaj szukasz? — Głośno uderzyła dłońmi o blat. — Prowadzimy tutaj legalny interes. Nie mamy żadnego powiązania z demonami czy innymi podobnymi bytami. Nie pijemy krwi gości, kupujemy ją na czarnym rynku. Ten hotel to nasza praca i pasja... Więc po cholerę tutaj przyszedłeś?
— Marietto, najdroższa proszę, uspokój się... — Christian, bo tak go nazwała kobieta, chwycił ją delikatnie za ramiona i posadził na stołku. — Rozumiem twoje zdenerwowanie, jednak popatrz na niego... Czy tak wygląda urzędnik z góry? Albo szpieg? Widziałem wielu aktorów, lecz takie osłupienie i głupotę na twarzy nie da się ot tak po prostu przywołać.
— Przecież te dupki lubią przywdziewać maski... — Nie dawała za wygraną, gromiąc mnie spojrzeniem. — A może to demon? A co jeśl...
— Ci.... — Położył palec na jej ustach. — Gość spod dwójki zamawiał śniadanie numer jeden. Sama dobrze wiesz, że tylko ty potrafisz je przyszykować. To ważny klient, więc nie możemy tego oddać w żadne ręce, oprócz twoich. Zostaw to mnie, dobrze?
— Niech będzie... — westchnęła głośno. — Ale niech ten... gość — wycedziła — uważa. Inaczej... — Dalszą część powiedziała w niezrozumiałym mi języku. Muszę w wolnej chwili ponownie rzucić odpowiednie zaklęcie na swój umysł, a kiedyś była to normą, wychodząc w ludzki świat.
— Tak, tak... — Delikatnie odprowadził ją na tyły. — Wiem, kim jesteś — odparł zmęczony, gdy wrócił. — Nie znam twojego imienia, ale resztę słyszałem. W czasie mego długiego życia nabyłem trochę profesjonalizmu, więc przekraczając nasz próg, stałeś się naszym gościem. — Zdjął z haka jeden z licznych długich kluczy i wyszedł zza lady. — Możesz zostać, ile chcesz... Raczej wątpię, byś pożegnał się z magią, dlatego o rachunku porozmawiamy później. A teraz chodź za mną, wyjaśnię ci regulamin naszego zakątku.
     Ruszyłem za nim kamiennym korytarzem, który wydawał się nie mieć końca. Mimo zapewnień z jego słów płynęły chłód i nienawiść, lecz nie obchodziło mnie to wcale. Jeśli tam, gdzie zmierzamy, czeka ciepłe i suche łóżko, niech robią, co chcą.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1462 słów i 8407 znaków. Tagi: #fantasy #przygodowe #anioły #demony

3 komentarze

 
  • Almach99

    No tak, z deszczu pod rynne

  • krajew34

    @Almach99 biednemu zawsze wiatr w oczy. :) Dzięki za wizytę i komentarz.

  • emeryt

    @krajew, brawo. szkoda że tak póżno i tak krótko. Pozdrawiam i dziękuję.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wizytę. :)

  • shakadap

    Brawo. Kolejny dobry, acz kolwiek krótki odcinek.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę i komentarz. :)