Upadły Anioł - Rozdział 27

Prawdę mówiąc, po tym antycznym mieście spodziewałem się czegoś większego... Nie wiem, czego, ale na pewno nie typowej, miejskiej monotonii. Krzyki kramarzy, pomieszane zapachy przypraw, mięsa oraz potu. Kupa ludzi, tłoczące się, jak insekty. Tysiąclecia mijają, postęp zmienia swe szaty, a każda metropolia nie odbiegała od reszty. Może różnić się ubiór, pojazdy na drogach, a i tak porównanie do mrowiska pozostanie aktualne.
     Spacerowałem z nudów między straganami, zupełnie nie wiedząc, co ze sobą począć. Spodziewałem się typowej historii z ratowaniem cywilizacji, zakończonej i tak jej zagładą, lecz jak na razie pozostała tylko bezczynność. Nawet dla swoich dotychczasowych przeciwników zostałem tylko tłem, powietrzem, czy też wiatrem, znikającym po kilku sekundach. Akurat z tego byłem zadowolony... Choć na chwile mogłem zapomnieć o teraźniejszości i kłopotach. Pytanie tylko ile to jeszcze potrwa? Kiedy ta utopijna tama w końcu runie, zalewając mnie falą fekaliów? Głęboko w środku czekałem, by to wreszcie nadeszło, ten niepokój wygryzał kawałek, po kawałku.
     Czego szukałem? Po co tu przybyłem? Sprawka Boga, czy po prostu podpowiadam to sobie, by móc żyć nadzieją? Pytania i pytania.... Powoli zaczynałem wariować... Trochę byłem z tego faktu zadowolony. Przynajmniej wciąż czułem, a chłód bijający od wewnątrz pozostawał tam gdzieś na dnie. W głowie z prędkością światła jawiły się kolejne znaki zapytania, szybko je zdławiłem. Jeszcze tego brakowało, bym założył togę i siedząc z głową podpartą pięścią, rozmyślał nad tym wszystkim.
     Za marną sumę zakupiłem jakiś owoc ze stoiska w pobliżu, nie zwróciłem uwagi na szczegóły. Czy sprzedał bądź sprzedała albo czy to pomarańcza, mandarynka, czy po prostu jabłko. Po prostu wbiłem zęby i w spokoju skonsumowałem słodki dar natury, ukradziony przez człowieka. Przedtem filozof, teraz ekolog... Zmierzałem w dobrą stronę... Przynajmniej zachowałem poczucie humoru.
     Spojrzałem w dal. Nie w sztuczne niebo, a przebijającą się gdzieniegdzie ciemność, wśród której połyskiwały długie wstęgi mocy. Żywioły pozostają potężną mocą. W pełni rozumiałem, dlaczego obie strony pożądały kontroli nad tym miastem. Żaden sojusz, żaden układ nie równał się z tak olbrzymią mocą, wytwarzaną przez wszystkie wody na Ziemi. A gdyby tak.... A jeśli by... Przystanąłem na chwile, czując, jak głupie pomysły powoli wypełniały me myśli. Miałem ochotę zrobić coś właśnie w tym stylu. W końcu i tak nie było tu żadnej dobrej i złej strony, to tylko konflikt interesów bez cech wielkiej sprawy.
     Pytanie, jak miałem się do tego zabrać? Nigdy nie zajmowałem stanowiska stratega, niczego nie obmyślałem. Chyba po prostu zrobię wszystko bez planu, nic nowego. Najgorzej będzie zacząć. Rozejrzałem się dookoła, lecz próżno było szukać wielkiej iglicy, czy podobnego budynku. Z odpowiednim wyposażeniem mógłbym zobaczyć linię many, biegnące niczym druty wysokiego napięcia, skutecznie zamaskowaną nad ulicami, ale to tak jakbym prosił się o uwagę, chodząc dookoła z monoklem, czy czymś podobnym. Westchnąłem ciężko i przystanąłem na małym mostku. Takich kanałów postawili wiele, krystaliczna droga cieszyła oczy, a delikatny szum uspakajał, jednak nie to zajmowało myśli. Według moich informacji, wprawdzie nieaktualnych, ale zawsze coś, liczne "mostki" zasilały nieliczne latarnie, czyli płynąc pod prąd, znajdę początek... Pokrętna i zupełnie błędna logika... A co mi szkodzi.
      Przechodnie dookoła spoglądali na mnie, jak na wariata, gdy skoczyłem do lodowatej wody. Czysta Arktyka, tylko dzięki adrenalinie i wszechogarniającej tępocie płynąłem, zmagając się z prądem. Daszek, za daszkiem, krzyki innych ludzi, masa pędzącej cieczy. Zdawało się, że to nie miało końca, gdy w oddali dostrzegłem bramę z przeźroczystą barierą. I wtedy dotarła do mnie jedna, ważna rzecz. Wypadnę w mroczną toń, a ciało zostanie zmiażdżone przez ciśnienie. Ty durniu.... Zacząłem w panice machać rękoma, Normalny człowiek w normalnych okolicznościach po prostu dał działać nurtowi. Ani ze mnie normalny, ani to normalne okoliczności. Nie bez powodu miejscowi nazywali to "sortownią i odsyłką". W pewnej odległości od bramy działał odpowiedni czar, odsyłający wszystko, co było większe od ryby w drugą stronę, omijając naturalne prawa.
     I znów odstawiając na bok dość rozpaczliwą sytuację i mój punkt widzenia, mogłem po prostu dać się wypchnąć, z pomocą magii nic bym nawet nie poczuł i spokojnie wróciłbym. Może brak uczuć skutek używania nienaturalnej siły pomógłby w wymyśleniu czegoś lepszego.... Zbyt wiele człowieka w tym anielskim istnieniu. Cały spanikowany walczyłem z czymś, z czym bez odpowiednich sposobów nie mogłem wygrać.
     Będąc blisko końca, wypluwając tonę wody, dostrzegłem skrawek plaży i wreszcie z "drobną" pomocą wyskoczyłem na kawałek piachu. Płuca paliły niemiłosiernie, a powierzchnia pode mną stawała się błotem, ale wreszcie dotarłem. Z uśmiechem na ustach powoli podniosłem ociężałe ciało, tylko po to, by zobaczyć uzbrojonych po zęby strażników. Dodatkowo droga biegnąca stąd do miasta, tuż obok nurtu dobiła zmartwioną duszę podwójnie.
— Znów to samo.... — Rozmasowałem bolące skronie, przepełniał mnie bardziej gniew, niż rozczarowanie. Widziałem tylko jedno wyjście, upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. — Obyście byli dobrze wyszkoleni — rzekłem, szykując pięści do walki. Nie planowałem nikogo zabijać, a i tak przez bez skuteczną rozmowę stracę zbyt wiele czasu. Wystarczy tylko ich pokonać, rozładowując w ten sposób nagromadzoną irytacje. Pora na zabawę.... Z głupkowatym krzykiem, rzuciłem się w ich stronę.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1059 słów i 5988 znaków. Tagi: #fantastyka #fantasy #magia #anioły #demony

3 komentarze

 
  • shakadap

    Witaj spowrotem.
    Dobra robota, oby tak dalej!  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę i komentarz

  • Almach99

    Troche sie pogubilem. Ale kolejny odcinek na plus

  • krajew34

    @Almach99 jeśli się pogubiles to pisz gdzie... być  może coś zwalilem, a to trzeba poprawić.  Dzięki za wizytę i komentarz

  • Almach99

    @krajew34 Uriel jest na Atlantydzie. Wskoczyl do lodowatej wody... I tak sobie plynie. I nagle, co? Przestraszyl sie? Gdzien go wyrzycilo na plaze? Jacy zolnierze go zobaczyli? Czy to byli zolnierze z Atlantydy czy Nazisci z ukrytej bazy na Antarktydzie?

  • krajew34

    @Almach99 . Nie bez powodu miejscowi nazywali to "sortownią i odsyłką". W pewnej odległości od bramy działał odpowiedni czar, odsyłający wszystko, co było większe od ryby w drugą stronę, omijając naturalne prawa (mówiąc wprost  zbliżył się  do miejsca, gdzie magia wyrzuca wszystko, co większe poza barierę.  Atlantynda leży  bardzo głęboko pod poziomem morza.) A co do reszty wszystko się wyjaśni w następnym odcinku. Bohater to platanina sprzeczności, trudno szukać tu logiki

  • emeryt

    @krajew34, w końcu umieściłeś kolejny odcinek tego opowiadania. Dziękuję Tobie za to. Pozdrawiam serdecznie, mając jednocześnie nadzieję na częściej umieszczane kolejne odcinki.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wpadniecie i komentarz.  Ostatnio jakoś słowa do głowy nie wchodziły, więc stąd tak długo bez rozdziału