Upadły Anioł - Rozdział 20

Las okazał się większy, niż myślałem, z daleka wyglądał, jak zbieranina kilku, marnych drzew, jednak im głębiej wchodziłem, tym wzrastała ilość pustych gałęzi i kłujących choinek. Wbrew ciemnemu niebu nad głową widziałem bardzo dobrze, tak jakby ukryty księżyc oświetlał zalesione wnętrze. Nie było żadnych zwierząt, a o wietrze też nic nie słyszałem. Dziwna cisza dopełniała specyficzną atmosferę panującą dookoła.
     Z braku lepszych możliwości usiadłem na zimnej skale, nie wiedząc, jak wrócić. Wejść było łatwo, wyjść wręcz przeciwnie. To tak jakbym przeczytał tylko połowę instrukcji, nie zwracając uwagi na jej koniec. Typowe dla mnie, choć nie stanowiło to jakiś wielki problem. Gdzieś w oddali chmury ciskały piorunami, choć stanowiły to tylko odległe echa, ledwo słyszane w tym spokojnym zakątku.
     Byłem chyba otępiały umysłowo albo coś przyćmiło mój osąd, że nie zauważyłem, że krajobraz dookoła przypominał jeden z kręgów piekielnych, a dokładnie szósty. Jedyną różnicą między prawdziwym miejscem a tym wytworzonym przez wewnętrzne "ja", stanowił jeden, istotny brak. Żaden grzesznik nie krzyczał, nie jęczał. Śnieżne burze nikogo nie zwodziły, a potwory nie polowały na nieszczęśników. Może to i dobrze? Lubiłem przemoc, ale wyrywanie języków, odgryzanie części gardła, czy też inne tortury raczej nie napawały entuzjazmem. Napawać się niszczeniem nieprzyjaciela, czy nawet wypowiadanie słowa bożego, patrząc jednocześnie na agonie demonów, tak to było dobre. Arcydemony wytrzymywały długo, ale ci pomniejsi gnili po kilku wersach. Słuchanie lamentu grzeszników wolałem pozostawić komu innemu. Jednak gdzieś w głębi duszy tliła się iskierka sadyzmu, której aż dotąd nie zauważałem, albo po prostu świadomie ignorowałem. Krzyki bydlaka odpowiedzialnego za krzywdy tak wielu osób, czy też kobiety, zdolnej do wszelkich czynów, byle osiągnąć cel, dostarczała nie jako głęboko skrywanej frajdy. Na szczęście w przeszłości rzadko odwiedzałem piekło, przeważnie z rozkazu Boga.
     Może już wtedy byłem blisko upadku? Kto wie, ile ziarenek piasku musiałoby spaść w klepsydrze czasu, bym zajął miejsce po stronie wroga. Nadgorliwość w wielkiej sprawie, fanatyzm, mógłbym rzec, zbliża zbyt blisko mroku. Kiedyś pewien człowiek, którego imię i nazwisko zniknęły pośród wielu poznanych ludzi, powiedział: "Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich." Nie miał na myśli odwiecznej wojny, pomimo to trudno odmówić mu racji. Czy w tym konflikcie nie posunęliśmy się zbyt daleko? Szczególnie ja... Zabić, zabić, zabić. Żadnego innego rozwiązania. Ile razy Pan powiedział nam, że ścieżka mroku, zła bywa prosta, dlatego tak nęci każdą istotę. Czy postępując tak bezmyślnie, nie wkroczyliśmy właśnie na nią?
     Znów złapałem się na tym, że rozmyślałem nad pierdołami, zamiast kontynuować ważne sprawy. Hipokryta, nic dodać, nic ująć. Zawsze postępowałem instynktownie, ale wtargnięcie w samego siebie? Bez planu i celu... I jak to w ogóle brzmi? Wtargnięcie w siebie... Pasuje do... Sam nie wiem czego. Wolałem nie kontynuować. Gdy miałem zamiar skląć pewnego półgłówka na literę U, zielony bluszcz znikąd oplótł me ciało, pozbawiając swobody ruchu.
— Nigdy nie sądziłem, że twoja głupota nabierze takich rozmiarów... — Spomiędzy drzew wyszedł... a właściwie wyszedłem ja. Dawną młodzieńczą twarz spowiły głębokie i szerokie zmarszczki, włosy poszarzały, a prostą sylwetkę zastąpiła krzywizna. W głowie trwała konfrontacja dwóch myśli. Kolejny fortel, próba oszustwa, czy rezultat pracy potwora? Nie wiadoma przerażała. — Gdybyś tylko widział swoją minę... — Spróbował roześmiać się, lecz w połowie przerwał mu atak kaszlu. — W aktualnym stanie mógłbym ci jedynie przyłożyć laską, a właściwie patykiem.... Podziwiam cię, młody. Podziwiam. Przez ostatnie lata żyłeś w ciągłej ostrożności. Z nikim się nie spoufalałeś, nikomu nie otworzyłeś duszy. A tu co? Dajesz prowadzić demonicy, jakiś stare monstrum cię dotyka. Czyżbyś zgłupiał do reszty, czy po prostu zrozumiałeś, że nie masz po co prowadzić durnego oporu przeciwko losowi?
— Ja to nazywam wolą bożą... — Tylko to cisnęło się na usta.
— Bożą? Czy ty myślisz, że ten stary pierdziel u góry czuwa nad wszystkim? — odparł, spoglądając na mnie z politowaniem. — Gdyby tak było, czy zezwoliłby na II wojnę? Czy patrzyłby spokojnie, jak wąsacze kierują zagładą milionów? A te zarazy? Ubóstwo? Wciąż myślisz, że istnieje "dobroduszny pan z brodą"? Obudź się.
— Nie bluźnij Upadły. — Odczuwałem dyskomfort, używając miana zazwyczaj kierowanego wobec mnie. — Łatwo jest oceniać, znając półprawdę, bądź jedynie jej cześć. Przyznaje, że są to dramaty, ale człowiek nie oceni logicznie pewnych faktów, nie zauważy pewnego planu, patrząc przez pryzmat rozpaczy i emocji.
— Za to takim gadułom łatwo mówić wielkie rzeczy, gdy nie zginie ktoś, kogo kochasz. Gdy dziecko, bądź druga połówka doznaje krzywd na ich oczach, a ty oni nie mogą nic zrobić. Dla nich będzie to koszmar, dla ciebie tylko statystyka. Czy myślisz, że będzie się liczył dla nich jakiś wielki plan? — Podszedł do mnie bliżej, lecz ja nie miałem odpowiedzi. W zjadliwych pełnych nienawiści słowach kryła się cząstka prawdy. Chciałem zaprzeczyć, bronić Stwórcy, lecz nie znalazłem słów, które skutecznie odbiłyby wszelkie zarzuty. W międzyczasie zapadł zmierzch, a okolice pokrył mrok. Jakimś cudem przed staruszkiem zapłonęło ognisko, a dookoła nas latały świetliki, układające się w uśmiechające, makabryczne twarze. — Milczysz... Czyżbyś nie miał odpowiedzi?
— Jest tylko jedna... Wiara... — Jakby w głowie było tylko ten jeden wyraz, otoczony wielką pustką.
— Wiara, nie rozmieszaj mnie — odparł kpiąco. — Czym ona się różni od wiary szaleńca, że jest Napoleonem, albo głupca, który wierzy, że dzięki Bogu poleci, po czym ginie, skacząc z najwyższej wieży? Może brzmieć fajnie i górnolotnie, lecz to tylko mgiełka, którą nie można ani złapać, ani uderzyć. Jest, bo jest, nic więcej.
— Brzmię dla ciebie na fanatyka, dlatego nie przekonam cię do mojego zdania.... Nie z powodu zatwardziałości, ale z powodu twojego fanatyzmu. Ja wierzę szaleńczo, a ty zaprzeczasz szaleńczo. Oboje bez dobrych argumentów.
— Tu mnie masz.... — Podszedł do mnie powoli, pobrzmiewając z daleka uderzeniami laski o bruk. Skąd on tutaj? Trzeba by spytać mojej podświadomości. — Chciałem inaczej to rozegrać. Stworzyć scenerie wnuczka z dziadkiem. Przed nami pojawiłby się wielki ekran, na którym wyświetlałbym obrazy, filmy z przeszłości, pokazując ci prawdziwego ciebie. Odpowiednie słowa, odpowiednie fakty... Wystarczyłaby chwila... — Jego oczy spoglądały w kierunku nieba. Po sekundzie spojrzał na mnie i przysiadł na pniu nieopodal. — Zeszliśmy na pewny temat i cały plan poszedł w piz.... w las. Zmęczyłem się i nie mam ochoty tego kontynuować. Mogłeś mnie osłabić, jednak nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Na koniec dam ci jedną radę, nie powinienem, ale jednak. Jestem tobą, więc wiesz dlaczego. Wróćmy do tematu. — Jego oczodoły były puste, bez tego, co powinno tam być. — Jeśli chcesz zrobić krok do przodu, zaakceptuj równowagę sił. Tylko tyle. — Miałem wrażenie, że twarz przede mną zaczyna pękać i odpadać. — Idealne zakończenie. — Echem wstrząsnął szaleńczy śmiech, trwał nawet po rozsypaniu w proch ciała staruszka. Nim spostrzegłem, czarny pył pokrył wszystko. Pokrył unieruchomionego mnie i dostawał się tam, gdzie nie powinien. Spróbowałem nabrać powietrza, pogorszyłem sprawę. Gdy już płuca przestawały działać, wróciłem do siebie. Byłem w tym samym pokoju, gdzie na początku. Stwór patrzył na mnie z zainteresowaniem, godnym szalonego naukowca.
— Skończyłeś? — rzuciłem, głośno dysząc.
— Oczywiście... Napijesz się herbaty? — odpowiedział.
— Cały dzbanek... Nawet dwa. — Położyłem się z powrotem na podłogę. Gardło przypominało pustynie, a smak w ustach doprowadzał do wymiotów. Oby napar przegnał ten stan...

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda i fantasy, użył 1479 słów i 8527 znaków. Tagi: #fantastyka #fantasy #magia #anioły #demony

3 komentarze

 
  • shakadap

    Witaj spowrotem.
    Świetnie napisane, bardzo dobry rozdział.
    Czekam z niecierpliwością ciągu dalszego.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę. :)

  • Almach99

    Dobrze, ze nie zapomniales o kontynuowaniu serii. Tak, rownowaga jest wazna, tak w zyciu, tak w swiecie. Swiat dazy do rownowagii, zawsze

  • krajew34

    @Almach99 nie zapomniałem, po prostu brakowało chęci i czasu. :) Dzięki za wizytę.

  • emeryt

    @krajew, ten odcinek to coś jak przenicowanie samego siebie, a przynajmniej własnej psychiki, drogi autorze. Nawet nie przypuszczałem że  to potrafisz. Przynajmniej ja tak to odczułem, czytając ten odcinek. Pozdrawiam i życzę Tobie spokojnych Świąt.

  • krajew34

    @emeryt tobie również  wesołych  świąt. Dzięki za wizytę i komentarz