Upadły Anioł - Rozdział 10

Zupełnie nie miałem pojęcia, gdzie możemy się znajdować. Wnętrze przypominało średniowieczne katakumby, ściany, ozdobione różnymi czaszkami, ledwo widoczne w mdłym blasku pochodni, podłogi niestety nie widziałem... Może i to dobrze?
— Jak mniemam, nie jest to wejście do miasta... — Dobrałem tak słowa, by jak najmniej wyjść na głupka.
— Wielkim detektywem to ty nie zostaniesz... Jesteśmy w tunelach transportowych. Każdy z demonów tak podróżuje. — Trochę mi zajęło dogonienie jej, ale w końcu się udało. Stanęła przed mosiężną, wielką bramą z wizerunkiem twarzy azjatyckiego smoka, którego nie raz, nie dwa widziałem na chińskim festiwalu, tylko ten spoglądał na nas ślepiami. Zrobiłem krok w bok, on przeniósł wzrok za mną. I jeszcze raz, znów to samo.
— Ty jesteś idiotą, czy tylko tak udajesz? — rzuciła, masując skronie.
— Wybacz, chciałem coś sprawdzić... — Wielki archanioł niczym skarcone dziecko... Co teraz? Lucyfer tańczący kankana? Świat schodzi na psy...
— Chodź za mną i siedź cicho, rozumiesz? — Nie czekała na odpowiedź, podeszła do bramy i westchnęła głośno. Chwile popatrzyła na żywą rzeźbę i z niechęcią włożyła rękę w kamienny pysk. Ten natychmiast zamknął się z głośnym hukiem. Astaroth syknęła, lecz nie zrobiła nic poza tym, poczekała, aż ślepia przybiorą szkarłatną barwę. — Nie cierpię tego — mruknęła, czekając na zagojenie się rany.
     W międzyczasie wrota skrzypnęły przeciągle i ukazały rozległą dzielnicę, oświetlaną licznymi lampionami, po obu stronach stały liczne budynki w azjatyckim stylu. W oddali przygrywała melodia wschodu, a gdzie nie spojrzałem, tam chodzili ludzie w złotych maskach. Przynajmniej tak myślałem, zważywszy na brak rogów, czy też czarnych skrzydeł.
— Witaj w Czerwonym Lotosie, miasta wiecznej nocy — Z trudnością było ją słychać pośród zgiełku tłumu.
— Możesz mi wytłumaczyć, co tu na najjaśniejszą panienkę się stało? Jakiś krwawy rytuał, dziwna brama i nazwanie dzielnicy Czerwonej Latarni Czerwonym Lotosem... — Ciągle przytłaczała mnie energia tego miejsca. Od nadmiaru mrocznej energii dostałem zawrotów głowy i duszności. Byłem w wielu miejscach, trułem płuca nawet piekielnym powietrzem, ale to? Tak gęstej many dawno nie widziałem.
— No, tak, anioł... — Pomogła mi usiąść na ławce. — Zważywszy na brak czasu... Lilith w każdej chwili może nas dorwać... Jak dobrze wiesz, moim demonicznym mistrzem był Amon, to on ukształtował moje moce i pokazał to i owo... — Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Kojarzyłem Lilith, ale wolałem się zdać na Astaroth i spróbować uniknąć spotkania z nią. — Demony mają swoistą hierarchię podzieloną na piekielne kręgi, ja "należę" do Amona — Na słowo należę lekko spochmurniała. Piekielne istoty nie cierpią zasad i szefów, ale przestrzegają prawa silniejszego, nawet jeśli to wbrew ich naturze. — Więc podróżuje bramą chciwości, wymaga ona dużo krwi, lecz pozwala na podróż w dowolne miejsce. A co do dzielnicy... Nie nazwałam ją tak bez powodu... To wszystko to miasto grzechu i rozpusty. Ściągają tu liczni bogacze z całego świata, a nieszczęśliwcy, czyli biedaki zostają tutejszymi niewolnikami, marząc o lepszym życiu.
— Nie wierzę, że ktoś zostałby tu z własnej woli... Mam na myśli ofiary... — Odsunąłem się od szyby, za którą tańczyła kobieta, odziana w przeźroczysty strój, rodem z baśni tysiąca i jednej nocy. Przy biodrach zwisały złote ozdoby z przymocowanymi dzwoneczkami. Czułem się niezręcznie, gdy zdałem sobie sprawę, że to nie była ona...
— Za wyżywienie i dach nad głową wielu odda swoją duszę, czy też ciało... — Roześmiała się z mojego wyrazu twarzy. — To eunuch... Produkt dla specjalnych gości, dziecko tutejszej kurtyzany, mówiąc delikatnie.
— Przecież to absurd... Jak można coś takiego zrobić... — Z rozkazu Boga nie raz, nie dwa bywałem na dworach starożytnych Chin, czy też Egiptu. Doskonałe znałem to określenie, nie sądziłem, że po tylu latach ktoś jeszcze coś takiego robi...
— Skoro to cię "dotyka", to chyba obierzemy lżejszą drogę... — Przystanęła i zaczęła krążyć dookoła wzrokiem.
— Nie powiesz mi, że są jeszcze gorsze rzeczy od tego?
— Urielu! Na wszystkie piekła... To nie jest Disneyland, czy też zwykła dzielnica rozkoszy... To jest siedlisko demonów... Część II kręgu, myślisz, dlaczego Lilith tutaj rządzi? Mamy swoją reputacji nie dlatego, że posiadamy tylko czarne skrzydła i rogi... Walczyłeś z nami przez tysiące lat, a zachowujesz się, jak wampir obudzony z długiego snu. Tutaj nie ma i nie będzie nadziei i radości, zwabiają tutaj ludzi, by spęłniali swoje żądzę i to każde, nawet te najbardziej mroczne i okrutne. Jeśli chcesz, bym cię dalej prowadziła, to zaciśnij zęby i chodź za mną. Jeśli nie, zostaniesz tutaj sam... Nie zamierzam cię niańczyć — Jej szept prawie przeradzał się w krzyk. Wiedziałem, że miała racje, jednak nie mogłem tak po prostu zignorować tego wszystkiego. Gdyby nie ta rozmowa oszalałbym od nadmiaru próśb o ratunek, płaczu, jęków z bólu i innych podobnych, dobiegających z każdej strony. Cholera, potrzebowałem tego artefaktu, jak jeszcze nigdy dotąd. Czułem, jak moje serce było rozrywane, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Gdzieś z głębin mego umysłu zaczął rozbrzmiewać szaleńczy chichot. Musiałem to zwalczyć... Kto wie, ilu i jakich czynów dopuściłbym się w takim stanie...
— Dobrze, powiedzmy, że przestane... Jednak nie zapominaj, kim wcześniej byłem... Straciłem miejsce w niebiosach, ale to nie znaczy, że będę od teraz zimną maszyną.
— Pamiętam o tym, Trudno zapomnieć — odburknęła. — Eh... Wychodzi na to, że zmuszeni jesteśmy do zejścia jeszcze niżej, gdzie na pewno będzie jeszcze gorzej. Moje chowańce znalazły miejsca produkcyjne, tam znajdziemy twój cel. Więc bierz melisę, czy co tam się bierze na nerwy i ruszamy.
     Poprowadziła mnie w boczną alejkę, gdzie ledwo co było coś widać. Dróżka prowadziła w kierunku jaskini, skąd dobiegał smród i liczne dźwięki. Wejścia nie strzegł nikt, tak jakby przeznaczenie w Czerwonym Lotosie było niezmienne, każdy w swojej roli, ofiara i dręczyciel. Prócz wyglądu nic nie uległo zmianie, wciąż to ta sama rudera, zrodzona z krzywd ludzi. Nie wiem, na co liczyłem, jednak nie miałem wyboru, jeśli zrobię krok w tył i zawrócę, pochłonie mnie szaleństwo, jeśli będę kontynuował podróż w dół, otoczy mnie szaleństwo. Lepiej być nie mogło. Ze ściśniętym sercem przekroczyłem próg jaskini.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1192 słów i 6838 znaków. Tagi: #fantastyka #fantasy #anioły #demony #magia

3 komentarze

 
  • Almach99

    Biedny Uriel... Dla niego to jak wizyta w piekle

  • shakadap

    Świetnie napisane. Historia wciągająca.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap dzięki za wizytę i komentarz

  • emeryt

    @krajew34, masz talent do wymyślania takich historii. Pozdrawiam i dziękuję za ten kolejny odcinek.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wpadniecie.  Również pozdrawiam