Upadły Anioł - Rozdział 30 (ostatni)

Przeniosłem się do jednego z europejskich miast, które nigdy nie śpi. Powoli wyszedłem z bocznej uliczki, mrużąc oczy od południowego słońca. Przede mną auta kłębiły się w wielkim korku, trąbiąc przy tym niemiłosiernie głośno, przechodzący ludzie zupełnie na to nie zwracali uwagi, zajęci własnymi sprawami.
     Dziwne... Spodziewałem się paniki, pożarów i zgliszczy. A tu cisza i spokój, tylko aniołowie, okuci w złote i srebrne zbroje odstawali od reszty. Coś było ewidentnie nie tak, skoro dzieci wesoło podbiegły do nich bez śladu strachu na twarzach. Według tego, co mówiła Astaroth, mieszkańcy Ziemi powinni zostać podzieleni i zgrupowani, w takich sytuacjach panuje strach i nieufność, a nie radosne przywitanie obecności okupanta. Nawet jeśli był odsetek wierzących, to tylko śmiertelnicy, zachowują się tak, jak mówią im instynkty.
     Nie było mowy, bym ruszył szukać śladów bez rozeznania, co piszczy w trawie. Włożyłem ręce w kieszenie spodni i wtopiłem się w tłum. Wszystko wyglądało normalnie, rozmawiali przez telefony, asystowali przy zakupach klientów, bezdomny żebrał o pieniądze, taksówki podjeżdżały pod klientów, powodując złość kierowców za nimi. Złość? Chwili przystanąłem, by poobserwować towarzystwo. Nikt mnie nie popchnął, nikt nie wyzywał, a poprzednie trąbienia w korku musiała dodać tylko moja wyobraźnia. Ten spokój utrzymywał aurę sztuczności, jakbym był w innym wymiarze. Brakowało tu agresji, gniewu, może i smutku? Obróciłem głowę najpierw w lewo, a potem w prawo. Szczęście, uśmiechy, gdzieniegdzie znudzenie. Nigdzie nie było tak uradowanych obywateli, zwyczajny dzień przynosi zazwyczaj zacięte i pełne stresu twarze. Chciałem coś sprawdzić, wkroczyłem pomiędzy pojazdy i...
     Wszystko zniknęło w snopie jasnego światła. Gdy oczy przyzwyczaiły się do blasku, zobaczyłem wielki napis "Game Over", stojący nad wielkim, czystym morzem. Podszedłem bliżej i dostrzegłem Boga, siedzącego na krańcu świata, lejącego wodę z zielonej konewki.
— Ale jak... Kiedy? Co? — Zacząłem wygadywać bzdury, wskazując za siebie rękoma.
— Zszokowany? — Roześmiał się, widząc moją minę. — Chciałeś pobawić się w herosa? Pojąć kapryśną Astaroth za żonę, czy może wrócić do Kasji? Doświadczyłeś ostatniego problemu życia ludzkiego... Zawsze mogę ich powołać do siebie w najmniej odpowiednim czasie. Plany, marzenia, więzi, wszystko to znika, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
— To światło... — Wciąż nie potrafiłem logicznie myśleć. Jak dziecko...
— Rafael zdążył cię zabić. Byłeś zbyt wolny, Urielu. — Wstał i odłożył konewkę na ziemie. Nim spostrzegłem, przeniósł nas do niebiańskiego pałacu, pustego i cichego. — Wygrał z tobą we wszystkim, kiedy ty się miotałeś, on już pędził przed siebie. Ten świat, a właściwie jego projekcja przepadł...
— Więc to wszystko było fałszywe? Te lata... To, co mnie spotkało? — Z trudnością panowałem nad gniewem. Kochałem swego Stwórcę, jednakże nie potrafiłem opanować tych emocji, trawiących mnie od środka.
— I tak i nie. — Wkroczyliśmy do sali Rafaela, dawnej biblioteki. Praktycznie nic tu nie uległo zmianie. Sądziłem, że będzie tu tron, jakieś wykwitnę dzieła na ścianach. — Chciałem ci pokazać, co czują ci, tak bardzo pogardzani przez was, z czym muszą się mierzyć i co znosić. Wiem, co siedzi w twojej głowie, Urielu. — Dotknął palcem mojego czoła. — Powinienem powiedzieć, wytłumaczyć. Ale czy coś by zmieniło? Mój drogi pod tym względem nie odbiegacie od ludzi. Możecie przyjąć to, co mówię, zapewnić o lojalności, a w sercach nadal będzie ta belka, sprawiająca, że nadal pozostaniecie uparcie przy swoim. Wiele rzeczy trzeba doświadczyć na własnej skórze, by móc zrozumieć innego.
— To nas zabij, zniszcz, skoro nie spełniamy twoich wymagań... Jeśli słudzy nie spełniają tego, co zostało im powierzone... — Powoli irytował ten moralizatorski ton.
— Wciąż nie zrozumiałeś, Urielu. — Pstryknął palcami. Teraz widziałem samego siebie siedzącego przed stołem obrad. Byli tu wszyscy archaniołowie, pamiętam to spotkanie, gdy zamiast nudzić się, wykrzyczałem rzeczy tak bardzo zalegające na dnie serca. — Powiedziałeś, że Rafael powinien wprowadzić swoje idee w życie.
— Byłem znudzony tymi ciągłymi spotkaniami i tak nic nowego z nich nie wynikało. — Próbowałem ukryć zażenowanie. Tak było, jak mówił, ale... Nie miałem tego na myśli, po prostu chciałem iść, zabijać dalej demony, a nie siedzieć.
— Gniew wyzwala ukryte prawdy, Urielu. Czy to się tobie podoba, czy nie. — Usiadł na rogu stołu i rozciągnął ręce. — Każdy z was twierdził, że wolna wola ludzka to tylko mrzonka. Człowiek to z natury głupiec i hipokryta, powinni być prowadzeni od początku do końca, jak bydło. Powiedz mi. — Spojrzał mi głęboko w oczy. — Czy mówię o nich dzieci, czy lalki?
— No...
— To pytanie retoryczne, mój drogi. — Wstał szybkim ruchem, znowu byliśmy na krańcu świata. — Gdybym pragnął lalek, czy też innych bezmózgów pozostawiłbym Ziemię pod władzą zwierząt.
— Chciałem tylko oszczędzić im cierpienia... — Wychyliłem głowę, wysokość, jaką ujrzałem, skutecznie zakończyła kolejne takie głupie próby.
— Czy aby na pewno? — Uśmiechnął się. — Wasz problem polegał na tym, że do każdego z nich trzeba podejść indywidualnie, nie kategoryzować, nie grupować. Znacznie prościej jest podporządkować pod dane standardy i działać według przepisu. Ale skończmy ten temat... — Otoczył mnie ramieniem. — Jestem z ciebie dumny... Obserwowałem cię przez cały czas, poradziłeś sobie z tyloma rzeczami, wstawałeś po każdej porażce i próbowałeś nie zabijać wszystkiego, co się ruszało. Jestem ciekaw, jak daleko zaszedłbyś z Astaroth.
— Czy jesteśmy dla ciebie tylko rozrywką? Interaktywnym serialem, którego znasz wszystkie alternatywne śceiżki? — Wyrwałem się.
— Uwierz mi, że wolałbym nie mieć możliwości żadnej ingerencji. — Na twarzy dostrzegłem smutek. — Miliardy owieczek idące po kamienistej, różnie reagujące na moje rady, czy podpowiedzi . Widzę, jak się rodzą, jak dorastają, a ja zgodnie z obietnicą mogą tylko lekko popchnąć, albo szepnąć. Tak działa wolna wola...
— No dobra dostałem nauczkę — odpowiedziałem niechętnie. — I co teraz? Tego nie było, nikt nie będzie pamiętać, a ja wrócę jak gdyby nic?
— Dostałeś pstryczka w nos, a nie nauczkę. Pokazałem ci tylko, gdzie biegnie droga perfekcji i z czym się ona wiąże. — Przed nami wyrosła złota brama pałacu, skąd dobiegały dźwięki krzątanina. Wróciliśmy do realiów. — Wierzę, że dzięki temu będziesz odrobinę lepszy. A byłbym zapomniał. — Położył dłoń na wrotach. — Pozostawiłem Astaroth pamięć o tych wydarzeniach.
— Panie, czyżbyś coś insynuował?
— Postaraj się sprowadzić ją na dobrą drogę. — Roześmiał się i mrugnął okiem. — Może uda ci się po kolejnym tysiącu. — Wkroczyliśmy do środka, zupełnie nie wiedziałem, jak się zachować. Bóg jak zwykle pokazał, że był i będzie bardziej nieprzewidywalny od pogody.
     Tymczasem gdzieś pod ziemią albo przynajmniej w tamtej lokacji Pan piekieł spoglądał na przyniesioną przez Astaroth kryształową kulę.
— Więc tak to można zrobić... — Spojrzał na dziewczynę przekrwionymi oczyma. — Bardzo dobra robota. Ten półgłówek z góry oddał nam wielką przysługę, zostawiając ci pamięć... Tylko jedno mnie dziwi... Czy na pewno cześć wspomnień została zniszczona podczas transferu do przedmiotu?
— Tak, mistrzu... Niestety nie jestem aż tak dobra w czarach. Zresztą nie było tam nic ważnego. — Nie wspomniała mu, że bez problemu mogła je odtworzyć. Wszystkich asów nie wyciąga się od razu. To, co dostał i tak zapewni jej awans w strukturze oraz dostęp do many. Skłoniła swoją głowę i powolnym krokiem opuściła ogromną, śmierdzącą spalenizną komnatę. Musiała się natrudzić, by odpowiednio pociąć i posklejać wspomnienia, by nie wydały przeróbek. W końcu była demonem, spiski, intrygi i kłamstwa połączone z prawdą stanowiły istotny kawałek jej ja. Teraz pora na Uriela. Tym razem uczyni go swoją zabawką, bez zbędnych emocji i błędów, które wtedy popełniła. Wszystko to tylko zabawa i to ona będzie miała z tego najwięcej przyjemności. Z niecnym uśmiechem na twarzy teleportowała się w nieznanym kierunku.


A teraz trochę "pierdzielenia" ode mnie. Serie kończę w 30 rozdziałach, nigdy nie liczyłem, że potrwa ona więcej niż kilka rozdziałów. Sądziłem, że zakończę ją... nie, porzucę po drugim, trzecim, jak to już bywało. Kiedy spojrzę na pierwszy rozdział z datą 08.10.2020, wciąż nie potrafię uwierzyć, że ukończenie tego zajęło mi rok i dwa dni. Kiedy to upłynęło? Sam nie wiem. Naprawdę dobrze mi się ją pisało, lecz trzeba w końcu ją skończyć, pisząc ostatni rozdział czuję, że nie zrobiłem tego na siłę i przyszło to naturalnie. Dziękuje wszystkim za czytanie Upadłego Anioła, oby przyniosła wam taką samą przyjemność z czytania, jak mi z pisania. Przepraszam za błędy i wszelkie niedociągnięcia. Staram się poprawiać, lecz wychodzi to z różnym skutkiem. Dzięki jeszcze raz za wizytę widzimy się w następnych tekstach. Miłej lektury.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i przygodowe, użył 1647 słów i 9659 znaków. Tagi: #fantastyka #fantasy #magia #demony #anioły

2 komentarze

 
  • shakadap

    Wielkie dzięki.
    Czytanie tej serii to była czysta przyjemność, choć nie było to puste czytanie. Ta historia zmuszała do przemyśleń, a nawet pracy nad samym sobą.
    Jeszcze raz dziękuję.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • krajew34

    @shakadap miło, że  moje wypociny coś  wywołały. Dzięki za wizytę i komentarz

  • emeryt

    Dziękuję, napisałeś tą serię wspaniale. Serdecznie pozdrawiam, życząc dużo zdrowia i w dalszym ciągu wspaniałej weny.

  • krajew34

    @emeryt dzięki za wpadniecie i komentarz