Wakacyjna praca nastolatek

Wakacyjna praca nastolatekGabrysia była młodą dziewczyną ze wsi na wschodzie Polski. Miesiąc temu skończyła 17 lat. Była drobną niebieskooką blondyneczką. W domu nigdy się nie przelewało. Miała trójkę młodszego rodzeństwa i ojca alkoholika, który nie trzeźwiał od dnia w którym zmarła mama Gabrysi.
Żyli głównie z zasiłków i pomocy sąsiadów oraz z tego co uda im się dorobić.
Właśnie zaczynały się wakacje i wraz z rok młodszą siostrą Paulą, znalazły pracę 70 kilometrów od domu. Miały zbierać maliny na dużej plantacji.
Z racji młodego wieku i braku prawa jazdy postanowiły dojeżdżać do pracy PKS-em. W pracy mogły być o 08:20, a powrót ostatnim połączeniem o 19:00.
Ważne było żeby zarobić na bieżące potrzeby, odłożyć trochę pieniędzy.

Gdy pierwszego dnia stawiły się na miejscu okazało się, że są najmłodsze pośród pracowników. Większość młodych ze wsi już dawno wyjechało do miasta, albo za granicę, więc zbieractwem trudniły się tu głównie 50-60 letnie kobiety z Polski i z Ukrainy.
Przed pierwszym zbiorem siostrzyczki zostały szybko przeszkolone jak mają zbierać i że właściciel plantacji płaci tylko za dobre owoce - wszystkie uszkodzone, lub niedojrzałe owoce zostają odrzucone, a gdy w skrzynce jest ich za dużo całość nie zostaje zaakceptowana.  
Jakość kontrolował Marek - syn właściciela, 26 letni mężczyzna. Wydawał się być miły, jednak już przy pierwszych rozmowach z innymi pracownicami dowiedziały się, że jest bardzo wymagający.
Przekonały się o tym już pierwszego dnia, gdy Marek odrzucił im pierwsze skrzynki, a pod koniec dnia udzielił reprymendy, że za mało zbierają.
W autobusie Gabrysia z Paulą liczyły ile zarobiły i stwierdziły, że po odliczeniu kosztów - transport, jedzenie wyszły zaledwie na nieznaczny plus. Zmartwiło to je bardzo jednak postanowiły dawać z siebie więcej.
Przez kilka następnych dni doszły do wprawy, zbierały szybciej i zaczęły oszczędzać na jedzeniu podjadając nieco zbiorów. Finansowo wszystko zaczynało się spinać.

Marek często spacerował między rzędami krzewów i obserwował jak idzie pracownicom. Przy siostrach często się zatrzymywał, jednak nie wdawał się z nimi w dyskusje, miały dalej pracować. On tymczasem bacznie je obserwował. Dla niego młode dziewczyny na plantacji to było coś nowego. Gdy schylały się po skrzynki w swoich bardzo króciutkich spodenkach cieszył się, że może się napatrzeć na ich młode, jędrne pośladki. Młode dziewczyny pracę w upalnej pogodzie postanowiły także wykorzystać do zebrania opalenizny, więc ich stroje, ku uciesze Marka były coraz bardziej skąpe.
Tak mijały kolejne dni i tygodnie na plantacji, w pocie czoła siostry zbierały dla rodziny Marka kolejne kilogramy malin.

Kilka dni przed wypłatą siostry miały sporego pecha, spóźniły się na ostatni autobus. Ściemniało się już i siedziały zmartwione na przystanku. Próbowały złapać auto-stopa, jednak nikt nie jechał w okolice ich wioski. Nagle zobaczyły znajomy samochód - Marka. Zatrzymał się obok.
Wyjaśniły chłopakowi, że niestety ostatni autobus im uciekł i spytały czy mógłby je podwieźć do wsi. Niestety, Marek nie miał na to czasu, zaproponował jednak, że może je przenocować, na co z radością przystały.
Zajechali do domu, był już późny wieczór. Marek był bardzo miły, pokazał im łazienkę, a nawet przyniósł kolacje. Na drugi dzień z kolei czekało na nich śniadanie. Gdy zjadły podziękowały grzecznie i zostały zawiezione na plantacje do pracy.

Miesiąc w końcu się skończył i przyszedł czas rozliczeń. Gabrysia była dziś w pracy sama, ponieważ Paula gorzej się czuła.
Marek wołał na końcu dniówki po kolei pracownice i wręczał do ręki odliczoną gotówkę. Najlepsze rwaczki dostawały po kilka tysięcy złotych. Dziewczyna wiedziała, że z siostrą nie są w tym aż tak dobre jednak nawet połowa z tego by je bardzo uszczęśliwiła.  
Na swoją kolej czekała długo, bo ich nadzorca zawołał ją na samym końcu. Na plantacji nie było już nikogo, a Gabi nerwowo zerkała na telefon sprawdzając godzinę. Nie chciała po raz kolejny spóźnić się na busa.
W końcu zawołał Gabrysie i wręczył jej pieniądze dla niej i Pauli. Dziewczyna od razu przeliczyła i zdębiała.
- to jest 500 zł... na dwie osoby? na pewno się zgadza? - zapytała zaskoczona i zdenerwowana.
- już patrzę - zerknął w swoje notatki - a no tak, zgadza się. Narwałyście owoców za 1500, niestety było dużo odrzuconych... bardzo dużo... wyszło mi że powinnyście dostać 1000 na dwie...
Gabi była w szoku, jednak to 1000 to ciągle nie 500 zł, które ledwo pokrywało ich koszta dojazdów i jedzenie.
- jak to zniszczone? Nic nie mówiłeś! - wykrzyczała - poza tym gdzie drugie 500 zł!?
- myślałaś, że nocleg z kolacją i śniadaniem jest za darmo? - Marek uśmiechnął się kąśliwie - moja droga, w tym świecie nic nie jest za darmo.
Gabi zaczęła płakać. Była zdenerwowana i załamana. Po miesiącu ciężkiej pracy w pełnym słońcu liczyła na dobry zarobek, na coś co pomoże jej i rodzeństwu. Nawet nie wiedziała jak to powiedzieć Pauli jak wróci.
- Proszę... Panie Marku - szlochała. Czuła się oszukana, jednak wiedziała, że krzykiem nic nie ugra. - Przecież za tyle to nam się nawet nie opłacało tu przyjeżdżać.
Facet stał niewzruszony i z satysfakcją przyglądał się młodej pracownicy. Gabrysia miała na sobie dresowe spodenki o długości przeciętnych majtek, na górze miała narzuconą na siebie długą koszulę którą ubierała dopiero na wieczór. Przykrywała ona top ze stroju kąpielowego. Marek krążył wzrokiem między małymi piersiami dziewczyny, a jej kobiecymi już biodrami. Zapłakana dziewczyna zerwała się nagle.
- O cholera! nie! - krzyknęła przypominając sobie o odjeżdżającym za parę minut autobusie.
- Czyżbyś potrzebowała noclegu? - parsknął Marek, który dokładnie wiedział co się dzieje.
Dziewczyna zaczerwieniła się z nerwów. Spojrzała na niego oczami które jeszcze lśniły od łez. Nie wytrzymała i wybuchnęła gniewem.
- Oszukałeś nas! Oszukałeś mnie i moją siostrę! Teraz jeszcze chcesz, żebym oddała Ci ostatnie pieniądze za to, że łaskawie mnie przenocujesz!? Ja chciałam tylko zarobić uczciwie pieniądze!
- Uspokój się w tej chwili! - podniósł głos chłopak - marne z Was rwaczki to i płaca jest marna. Do tego głupia jesteś jak but, od samego początku widziałem, że nic z Was nie będzie.
- Tak!? To po co nas tu trzymałeś przez miesiąc? - dziewczyna zniżyła ton głosu jednak dalej była mocno poirytowana. -  Trzeba było po prostu nas zwolnić.
- To, że do rwania owoców się nie nadajecie, to nie znaczy że nie mogę mieć z Was żadnego pożytku. - Marek spokojnym głosem odpowiedział.
- O co Ci chodzi? - zapytała zdezorientowana dziewczyna.
Marek sięgnął do swojej saszetki z pieniędzmi i wyciągnął 1000 zł.
- Ciągle możesz to zarobić, może więcej, może mniej, to już zależy od Ciebie - wypalił po czym z powrotem schował pieniądze.
Gabrysia znowu się zaczerwieniła, nie była dorosła jednak była wystarczająco dojrzała, żeby powoli domyślać się o co chodzi młodemu plantatorowi. Cała zesztywniała z nerwów. Nie była w stanie wydusić słowa. Miała jeszcze gdzieś nadzieje, że może się myli. Marek jednak szybko ją tej nadziei pozbawił rozpinając spodnie.
- Zwal mi go - powiedział nieco drżącym głosem wskazując na mocne wybrzuszenie na jego bokserkach. W jego głosie w końcu było słychać większe emocje. Widocznie nawet zimny wyrachowany skurwiel miał problem z powiedzeniem na głos czegoś tak chamskiego i bezczelnego do młodej nastolatki.
Gabi biła się z myślami. Uderzyła ją ta bezpośredniość i wulgarność z ust szefa. Czuła gniew i nienawiść. Potrzebowała jednak tych pieniędzy. Tak bardzo ich potrzebowała. Marek ugniatał swoje krocze przez cienki materiał bielizny patrząc na młodą dziewczynę, sytuacja w której się znaleźli bardzo go podniecała.
-  Czy jak Ci... zwal... - dziewczynie z trudem było wypowiedzieć te słowa - zrobie dobrze reką to wystarczy? Dostanę pieniądze?
- Za to masz nocleg dzisiaj i masz co jeść, resztę dogadamy potem ale postaram się żebyś była zadowolona - usłyszała w odpowiedzi Gabi.
Dziewczyna posmutniała jeszcze bardziej widząc w jakie bagno się pakuje. Pomyślała o rodzinie.
- A co z Paulą? - spytała jeszcze.
- No tak... szkoda że jej z nami nie ma - uśmiechnął się chłopak- też by mogła zarobić.
- Nie! Ją zostaw w spokoju! - krzyknęła - Proszę!
Marek patrzył na nią podniecony. Miał już coraz bardziej dość czekania. Przestał się dotykać i podszedł do Gabrysi, po czym chwycił ją za rękę.
- Dobrze. Ale w takim razie to Ty będziesz musiała pracować za dwie. - powiedział kładąc jej dłoń w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą była jego.
17-latka skrzywiła się po czym bez słowa zaczęła ugniatać przyrodzenie swojego szefa.
Marek wypuścił głośno powietrze. Był zadowolony z tego, że dobił targu. W jego bokserkach robiło się coraz mniej miejsca, więc postanowił opuścić spodnie w raz z nimi na ziemię. Oboje stali, Gabrysia czuła oddech młodego mężczyzny na swoim czole. Był od niej wyższy, do tego jego postura sprawiała że czuła się przy nim malutka. Spojrzała w dół i zobaczyła sterczącego, skierowanego w górę penisa. Gabi miała już doświadczenie z chłopakami u siebie we wsi, jednak byli to jej rówieśnicy. Teraz zobaczyła znacznie większe i grubsze przyrodzenie. Oplotła je dłonią, która ledwo go całego objęłą. Odwróciła głowę by nie patrzeć ani na twarz Marka, ani na to co właśnie się robi.
- O taak, grzeczna suczka... - wysapał chłopak.
- Nie jestem żadną suczką! - jak z automatu wypaliła Gabi czego od razu  pożałowała. Marek ścisnął jej twarz mocno i odwrócił w swoją stronę. Zabolało.
- Jesteś, jesteś i rób swoje, bo jeszcze się rozmyślę i gówno zarobisz -  Spojrzał na nią groźnie i wycedził przez zęby mężczyzna. Następnie wymierzył jej lekkiego plaskacza w policzek.
Nastolatka chciała mieć to już za sobą. Odwróciła znowu wzrok i mocniej ściskając zaczęła mocno masturbować starszego od siebie faceta. Na dworze zaczynało być już chłodno. Na jej skórze pojawiała się "gęsia skórka". Część jej chciała żeby ktoś ich przyłapał, przecież robią to niedaleko drogi na plantacje. Z drugiej strony nie wiedziała co by się wtedy stało? Marek by się opamiętał? Dałby jej pieniądze. Nie... Może nie była zbyt inteligentna ale nie była też naiwna. Jedynym sposobem na zakończenie dzisiejszego dnia pracy było sprawienie mężczyźnie satysfakcji. Ścisnęła go mocniej i spojrzała Markowi w oczy.
Widok rozmazanej od wcześniejszych łez dziewczyny i spojrzenie które błagało żeby już kończył musiało zadziałać na tego zboczeńca. On tymczasem przyciągnął dziewczynę jeszcze bliżej ściskając dłonią jej pośladek.
- O taak... taaaak... Wal! Wal mocniej! - krzyknął zadowolony.
Gabrysia zdobyła się nawet na uśmiech ciesząc się że chyba Marek jest już blisko. Dyskomfort sprawiał jej coraz bardziej łapczywy dotyk na swojej pupie, mężczyzna gmerał palcami między jej pośladkami i kroczu. Skrzywiła się znowu trochę, lecz nagle poczuła na swoim brzuchu ciepłą ciecz. Marek szczytował wydając z siebie jęki i okrzyki. Jego nasienie tryskało po brzuchu i ubraniach Gabrysi, która zwolniła uścisk. Spojrzała na swoją lepką, zabrudzoną spermą dłoń z niesmakiem. Po czym pobiegła pod płot i mało nie zwymiotowała z nerwów i obrzydzenia, które czuła teraz nie tylko do faceta którego zaspokoiła ale i do siebie.
Gdy wróciła Marek zaprosił ją do auta.
- No to na nocleg zarobiłaś... - powiedział spokojnie. Sięgnął jeszcze do swojej saszetki i wyciągnął 200 zł. - i masz jeszcze... na zachętę... przed nami długa noc.

Gabrysia bez słowa wzięła pieniądze. Napisała SMS do Pauli "U mnie wszystko w porządku, mam nocleg. Jak się będziesz jutro dobrze czuła to dojedź sama. Weź mi ubranie". Jechała samochodem smutno patrząc przez okno.

Ciąg dalszy nastąpi. Jeśli się spodoba :)

1 komentarz

 
  • MagdalenaW

    Pisz Dalej  :kiss:

  • ZbereznyTyp

    @MagdalenaW to już wszystkie 5 części przeczytane :)? Planuje kolejne, jak będzie więcej czasu to napisze. Dzięki za komentarz  :kiss:

  • MagdalenaW

    @ZbereznyTyp  bardzo fajne opowiadanie. proszę  :kiss: