Nowy Świat Czarownic, cz. 38.

     W taki oto, bolesny sposób przekonał się, że nie powinien liczyć na spokojne i niezależne życie wśród barbarzyńców. Autentyczna chyba sympatia Aurory, którą niedwuznacznie wyczuwał, nie miała w tym wypadku większego znaczenia. Owszem, obecność dziewczyny mogłaby uprzyjemnić wygnanie.  Może nawet z czasem zaufałaby mu i dała się przekonać do ujawnienia jakichś czarów, nie ona jednak decydowała o jego losie. Gdyby miała coś do powiedzenia, nigdy nie doszłoby do nocnego spotkania z Ragnegą. Co do tego nie żywił żadnych wątpliwości. Aurora nie kryła swojej niechęci wobec obojga przybyszów, a zwłaszcza rywalki. I jeszcze ta zapowiedź, że kolejne  barbarzyńskie „księżniczki”, posiadające zdolność przejmowania i używania mocy, znajdują się już w drodze. A mocą tą napełniać ma je wszystkie on sam, płodząc przy okazji kolejnych, prawdziwych dawców magicznej siły. Odnowi wśród barbarzyńców rozmytą linię szlachetnej krwi, dam im możliwość rzucania potężnych czarów i przeciwstawienia się najazdom księstwa Siedmiu Bram. To może samo w sobie nie byłoby jeszcze takie złe, ale czy Ludzie Północy na tym poprzestaną? Czy nie zechcą sami najechać na Królestwo, co sprowadzi liczne nieszczęścia? Może nie od razu, ale za jakiś czas na pewno. Widział już na własne oczy przejawy niechęci oraz wyraźnej rywalizacji pomiędzy tanem Arnoldem a jego gościem, wodzem klanu Srebrnego Lisa. Pozostali przywódcy barbarzyńców snują zapewne własne plany, żywią własne ambicje. A on stanie się narzędziem ich realizacji.
     I pozostawała jeszcze Berenika. Do Aurory odczuwał żywą sympatię, to prawda. Jej towarzystwo sprawiało mu prawdziwą przyjemność, ale przysięgał przecież swojej prawdziwej księżniczce, swojej pani i małżonce. Co tam pani i żonie, swojej prawdziwej ukochanej, która naraziła się dla niego na gniew matki, ofiarowała mu znajomość czarów, choćby tymczasem jednego tylko zaklęcia, która nosiła w łonie jego córkę. Nie potrafił, po prostu nie potrafił tak jej zostawić, nie potrafił zapomnieć. Cóż mógł jednak uczynić? Uciec od barbarzyńców? Dokąd? Gdyby księżna naprawdę doznała poważnych, może śmiertelnych obrażeń podczas ostatniej bitwy, wtedy wszystko uległoby z pewnością zmianie. Berenika przejęłaby władzę, zarówno jako prawowita następczyni, jak i jako jedyna dama w Siedmiu Bramach posiadająca zdolność władania mocą. Co prawda, aktualnie tejże mocy pozbawiona. Tym bardziej powinien stanąć u jej boku. Z pewnością dałaby się przekonać do zakończenia tych bezsensownych wojen, do zawarcia prawdziwego pokoju. Nadal nie wiedział jednak nic pewnego o losie księżnej Berengarii, nikt tutaj niczego nie wiedział. Nie pokazywała się nikomu od dnia bitwy, to wszystko.
     Doszedł do przekonania, że powinien jednak rozważyć i na wszelki wypadek przygotować plan ucieczki. Uznał ją za zupełnie możliwą, gdyby tylko pozwolono mu na przejażdżki z Demonem. To wydawało się obecnie mało prawdopodobne, tan wyraźnie to już zapowiedział. Ale mógłby odwołać się do mocy, przynajmniej ta go nie zawodziła i odradzała się wyjątkowo szybko po każdym zbliżeniu z kobietą. W razie potrzeby, bez trudu rozwaliłby odbudowane wrota. Co dalej? Nie potrafiłby osłonić się przed strzałami czy oszczepami, ale liczył tu na własne szczęście oraz szybkość Demona. Gorzej z czarami Aurory i teraz jeszcze tej Ragnegi. Aurora może nie byłaby skłonna do skierowania nań ognistej kuli, czy czegoś równie zabójczego. A Ragnegi mógłby po prostu unikać i wybrać chwilę, gdy nie będzie jej w pobliżu. Demonem zajmował się zresztą zawsze w towarzystwie córki tana Arnolda, a obydwie obdarzone zdolnościami magicznymi dziewczyny nie przepadały za sobą i zapewne nie będą szukać swojego towarzystwa. Uspokojony ułożeniem tej namiastki planu, zdołał wreszcie zasnąć.
     Następnego dnia Aurora z ponurą miną obserwowała szczotkowanie demona Demona. Marcus postanowił wypróbować przy tej okazji realność wstępnego i koniecznego elementu swoich zamierzeń.
     - Chciałbym osiodłać konia i przejechać go choćby na dziedzińcu. Pochodzić stępa, może trochę pokłusować. Nie powinien odzwyczajać się od jeźdźca na grzbiecie.
     - Jak uważasz – burknęła dziewczyna. - Tylko nie myśl o niczym nierozsądnym. Pamiętaj o zadaniu, które wyznaczył mi ojciec. Mam dość mocy i wiedzy, by je wykonać.
     - Auroro, nie mówisz chyba o tym poważnie?
     - Stanowisz teraz wspólny łup wszystkich plemion Północy, chyba zdążyłeś się o tym przekonać? I muszę cię pilnować. Dzisiaj mój dzień.
     - O co ci chodzi? To nie był mój pomysł.
     - Ale mój tym bardziej nie. Jak podobała ci się Ragnega?
     - Auroro, nie zrobiłem tego z własnej ochoty. Przyprowadzili ją wspólnie twój ojciec i Rogwold.
     - Ojciec też nie miał innego wyjścia, ale to nie znaczy, że to wszystko chociaż trochę mi się podoba. Przynajmniej dzisiaj moja kolej – powtórzyła.
     - Kolej na wspólną noc? - spytał bez ogródek. - Podzieliłyście się mną za moimi plecami?
     - Podzielili się tobą nasi ojcowie. I z pewnością na tym się nie skończy.
     - Przywiozą tutaj następne córki i siostry wodzów?
     - Tak! I pewnie nie wszystkie okażą się równie niezgrabne jak Ragnega. A może znalazłeś w niej jednak upodobanie?
     Podczas tej gniewnej rozmowy osiodłał Demona i wskoczył na grzbiet przyjaciela. Harcowali na dziedzińcu, korzystając z jego ograniczonej przestrzeni. Ochłonął, miał też nadzieję, że opadły również emocje dziewczyny. Nie podeszła jednak, gdy skończył i odprowadzał przyjaciela do stajni.
     Resztę dnia spędził samotnie w swojej izbie. Liczył, że nastrój Aurory zmieni się zanim nadejdzie noc. To naprawdę nie była jego wina. Przynajmniej nie protestowała, gdy dosiadł konia. To otwierało pewne możliwości. Gdyby tylko wiedział coś więcej o tym, co dzieje się w obozie armii Siedmiu Bram.
     Poprzedniego wieczoru Marcusa nie zaproszono na ucztę, toteż obecnie zaskoczyło go wezwanie tana. Okazało się jednak, że pan forteczki nie zamierzał wieczerzać ze swoim gościem. Przyjął Marcusa w prywatnej komnacie, towarzyszyła mu córka. Ruchem ręki odesłał posłańca i zostali tylko we trójkę.
     - Panie? - Marcus ukłonił się oszczędnie, zastanawiając się nad powodem spotkania.
     - Siadaj – polecił Arnold. - Musimy porozmawiać. Wydarzyło się coś dziwnego, nie rozumiem tego i chcę, żebyś mi to wytłumaczył.
     - Cóż takiego, panie?
     - Do jednego z moich patroli podjechało dzisiaj pod flagą rozejmu kilku konnych z obozu księżnej i wręczyli ten list. - Rzucił na ławę, przy której siedzieli, zwój pergaminu ze złamaną pieczęcią Bramy. - Pismo skierowano w zasadzie do ciebie, ale otwarłem je, oczywiście. Herold sam to zresztą zalecił. Czytaj!



                         Do sir Marcusa
          pierwszego męża księżnej Bereniki, pani księstwa Siedmiu Bram.

                         Ukochany!

     Dobra Bogini wysłuchała moich, a ufam, że również i Twoich modlitw, odwracając nasz los! Matka, księżna Berengaria, poległa w bitwie o barbarzyński gród, w pobliżu którego obecnie obozujemy, a w którym Ty sam przebywasz. O zmarłej pani i rodzicielce nie należy mówić źle, ale oboje wiemy, co nam uczyniła. Nie tylko nam zresztą. Nie będę więc udawała, że odczuwam z tego powodu wielki żal. Dowiedziałam się, że podczas szturmu została trafiona pociskiem mocy, przed którym nie zdołała się obronić. Miałeś już okazję ujrzeć, jak skutecznie potrafiła stawiać osłony. Tym razem napotkała jednak moc silniejszą od tej, którą zgromadziła. Niełatwo taką znaleźć, tym bardziej więc widzę w tym wszystkim dowód na przychylność Dobrej Bogini, do której i Ty zapewne wznosiłeś modlitwy. W ten sposób przyczyniłeś się z pewnością do odmiany naszego losu.
     Księżna, ranna, zakończyła życie kilka dni później, wydając uprzednio dyspozycje, by utrzymać to w tajemnicy, aż do chwili mojego powrotu do armii. Powiadomiła również Złotą Bramę oraz pozostałe fortece, przekazując władzę w moje ręce, jako prawowitej następczyni, a ja postarałam się jak najszybciej dołączyć do moich obecnie wojsk. Może nie uczyniła tego z radością w sercu, ale cokolwiek by nie powiedzieć, zawsze zależało jej na powodzeniu i potędze naszego, a teraz także Twojego, ukochany, księstwa. A to ja byłam jedyną, powszechnie uznawaną następczynią tronu Siedmiu Bram i po prostu nie mogła postąpić inaczej.
     Ale dość o tym, na podobne rozmowy znajdziemy jeszcze wiele okazji, bez pośrednictwa pióra i pergaminu. Najważniejszym jest to, co należy teraz uczynić. Nie powinieneś przebywać dłużej wśród barbarzyńców, nie ma ku temu żadnego powodu. Twoje miejsce znajduje się przy mnie, ukochany, a ja chętnie powitam Twój powrót i z radością wezmę Cię w ramiona. Zdaję sobie sprawę, że złe języki mogą rozpowiadać różne plotki o naszych rzekomych nieporozumieniach, ale sam dobrze wiesz, że to nieprawda. Oczekuję Twojego przybycia do obozu, a co więcej, pragnę tego z całego serca. Kocham Cię przecież, mój książę, mój mężu i panie, mój Marcusie!
     Rozumiem, że będziesz musiał przekonać swoich gospodarzy i dlatego chcę ułatwić Ci to zadanie. Matka prowadziła te wojny z Ludźmi Północy od dawna, dla sobie wiadomych celów. Przyznaję, że jeszcze niedawno w pełni ją w tym popierałam i sama chciałam walczyć. Ale podczas tej wyprawy przekonałam się na własne oczy,  a i Ty zdążyłeś się już pewnie zorientować, że nie są oni aż tak krwiożerczy, jak uważa się w Królestwie. Nie zamierzam kontynuować tej niepotrzebnej wojny i gotowa jestem zawrzeć trwały pokój. Takiej oferty nie powinni odrzucić i najlepiej, gdyby właśnie Ciebie wykorzystali w roli parlamentariusza. Twój gospodarz, tan Arnold, czyta zapewne ten list. Przysięgam tak jemu, jak i Tobie, na imię Dobrej Bogini, że mówię prawdę i kieruję się dobrą wolą. Możemy skończyć z rozlewem krwi, zaprowadzić pokój. A ty się do tego przyczynisz, ukochany.
     Aby udowodnić prawdziwość moich słów i mojej dobrej woli gotowa jestem poddać się próbie, która powinna rozwiać wszelkie Twoje możliwe wątpliwości, Marcusie. Otóż spotkajmy się w połowie drogi pomiędzy obozem a grodem, w miejscu, w którym doręczono ten list. Jeśli zechcesz, przybądź razem z  gospodarzami oraz Demonem, którego tak kochasz i na którym tak wspaniale potrafisz galopować - czyż nie wygrałeś naszego wyścigu? A i ja doceniam zalety tego wyjątkowego rumaka. Dlatego z radością ujrzę również Demona, co więcej, z prawdziwą przyjemnością zażyję przejażdżki na grzbiecie Twojego wierzchowca. Czyż nie uczyniłeś nas przyjaciółmi? Dosiądę konia gdy tylko się spotkamy, wszystkimi innymi sprawami zajmiemy się później.
     Ponieważ zbliża się zima i pora wycofać wojska, proponuję, by nasze spotkanie odbyło się jak najszybciej, najlepiej jutro, gdy słońce zacznie zniżać się ku ziemi. Marcusie, powiem prawdę, nadchodzące pogorszenie pogody oraz koniec kampanii to nie są najważniejsze powody naglące mnie do pośpiechu. One nie mają większego znaczenia w porównaniu z powodem najważniejszym. Kocham Cię i pragnę odzyskać, pragnę Twojej bliskości. Czasu wystarczy, by wszystko do jutra zorganizować. Tan może wysłać rankiem posłańca z odpowiedzią, w to samo miejsce. Czekam niecierpliwie na nasze spotkanie.

                         Twoja Berenika
                    obecnie nowa księżna Siedmiu Bram


     - Czy ktoś może mi wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi? - powtórzył tan Arnold, waląc pięścią w ławę. - I mam tu na myśli ciebie, książę Marcusie. Stara Wilczyca jakoby nie żyje, księstwo oraz armię przejęła jej córka, która wyznaje ci miłość i wręcz błaga o powrót, a nie tak dawno osobiście próbowała wsadzić strzałę w brzuch, co widziałem na własne oczy. I jeszcze liczy na to, że dasz się złapać na takie puste słowa! A i ja przy okazji również!
     Zdumiony treścią listu, chłopak dopiero po chwili zdołał odpowiedzieć.
     - To nie takie proste, panie. Ona... Berenika może pisać prawdę. To wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażasz.
     - To zechciej mnie oświecić, bo przyznaję, nic z tego nie rozumiem! Może tylko to jedno, że młoda księżna potrzebuje mocy i chce cię odzyskać. A nas wszystkich bierze za głupców.
     - Ona zamierzała cię zabić, Marcusie! - włączyła się Aurora.
     - To nie była Berenika! - zdecydował się wreszcie. - To cały czas była lady Berengaria. Potrafiła zmieniać postać i udawała własną córkę. Udawała bardzo dobrze. Oszukiwała mnie tak od samego początku, żeby kraść moc. Berenika w końcu się o tym dowiedziała i sprzeciwiła się matce.  Stara księżna uwięziła ją z tego powodu w lochach Złotej Bramy i sama wyruszyła na tę wyprawę, co jakiś czas wcielając się w moją Berenikę.
     - Skoro o tym wiedziałeś, to dlaczego godziłeś się oddawać moc?
     - Zagroziła, że skrzywdzi Berenikę. A ja ją kocham! - Nie zauważył nawet, że tymi słowami musiał zranić Aurorę, która zbladła i głęboko wciągnęła oddech.
     - Uwięziła własną córkę i groziła jej? Na pewno kłamała, a ty dałeś się nabrać. Obie są siebie warte. - Tan nadal nie potrafił pojąć tego, co właśnie usłyszał.
     - Ta twoja Berenika paliła nasze wioski i mordowała naszych ludzi. Ja również widziałam to na własne oczy! - dorzuciła od siebie dziewczyna.
     - Nadal nie rozumiecie? To cały czas była tylko i wyłącznie lady Berengaria. Berenikę wtrącono do lochu w Złotej Bramie, bo sprzeciwiła się matce. A księżna udawała i kradła moją moc. Jest zdolna do wszystkiego, więziła nie tylko córkę, ale także dwóch swoich mężów. Sir Adrian to nieszkodliwy dziwak, którego trzymała w łańcuchach żeby pobudzać jego pożądanie i magiczną siłę. Ale sir Oswald był potworem, stara wiedźma rzucała mu młode dziewczęta, mordował je i w ten sposób zaspokajał chore żądze. A ona przejmowała jego moc. Sama widziałaś, co chcieli z tobą zrobić, gdy dostałaś się do niewoli. To dlatego zabiłem tego zwyrodnialca.
     - Co zrobiłeś, chłopcze? Auroro, co tam się właściwie wydarzyło? Twoja opowieść o ucieczce wydawała się trochę dziwna, ale uznałem, że lepiej nie wracać do tych wspomnień. Teraz jednak muszę wiedzieć.
     - Powiedz prawdę, Auroro. Może od początku nie powinniśmy byli tego ukrywać.
     - Nie miałam mocy, zużyłam całą w bitwie. Było tak, jak powiedział Marcus. Wiedźma rzuciła mnie jakiemuś dziwnemu mężczyźnie, jakoby panu błękitnej krwi. Chciał mnie zgwałcić, to na pewno. Może też zabić. Wtedy książę spalił go kulą ognia. Przy okazji wybił dziurę w ścianie wozu i w ten sposób uciekłam.
     - Mam dwa pytania. - Tan zachował wobec zasłyszanych rewelacji zadziwiający spokój. - Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś, Auroro? A ty, chłopcze, w jaki sposób nauczyłeś się rzucać czary?
     - Dlaczego nic nie powiedziałam? Bo... Bo Marcus mnie uratował i nie mogłam go narażać. Jak potraktowałbyś kogoś z Południa, kto potrafi posługiwać się magią? Uznałbyś za groźnego wroga i zabił przy pierwszej okazji.
     - Nadal mogę to zrobić. Chyba, że... Posiadasz moc, książę, prawda? I znasz czary...
     - Właśnie, bałam się... Bałam się, ojcze, że mógłbyś to mnie wykorzystać do pozbawienia Marcusa mocy. A raz już w taki sposób został zdradzony.
     - Nie obawiaj się, panie. Aurora wie najlepiej, że umiem posłużyć się tylko jednym zaklęciem, rzucam ogniem.
     - To mogłoby w zupełności wystarczyć, jak sam zresztą przed chwilą usłyszałem.
     - Ale po co miałbym to robić? Sir Oswald był potworem, zwyrodnialcem. Na moich oczach zamordował Anitę, moją dawną służkę, jeszcze z Międzyrzecza. To samo chciał zrobić z Aurorą. To dlatego go zabiłem.
     - Od kogo nauczyłeś się wzniecać ogień?
     - Berenika pokazała mi, jak to robić. Gdy opowiedziałem jej, na co musiałem patrzeć i czemu nie potrafiłem zapobiec. To ona dała mi ten czar. Ona nie jest taka, jak myślicie.
     - Opowiadałeś mi o swojej siostrze, która pragnęła jakoby mocy, by poprawiać własną urodę. - Okazało się, że Aurora zapamiętała wiele szczegółów.
     - Nienawidziłaś Bereniki, nie chciałem o niej mówić.
     - Miałam powody, by jej nienawidzić.
     - Fałszywe i nieprawdziwe! Stworzone przez księżną, jej matkę.
     - Za to teraz mogę mieć nowe. Nowe i jak najbardziej prawdziwe.
     - Auroro, proszę cię. - Tan starał się uspokoić córkę. - Musimy zastanowić się, co w tej sytuacji zrobić. Trwały pokój okazałby się wybawieniem dla naszego ludu.
     - Co ty mówisz, ojcze? Teraz, gdy mamy wreszcie szansę? Ta Berenika kłamie, musi odzyskać Marcusa, bo stał się niebezpieczny. Bo dzięki niemu odnowimy linię krwi i stawimy czoła tym wszystkim wiedźmom.
     - Berenika na pewno nie kłamie, zawrze ten pokój i dotrzyma go!
     - To wszystko nie jest takie proste, córko. Rogwold i jego klan Srebrnego Lisa to tylko początek, inni wodzowie również zechcą korzystać z mocy Marcusa. Korzystać za pomocą swoich córek, sióstr, albo innych krewnych. Każdy z nich ma jakąś Ragnegę. Nie zatrzymasz księcia wyłącznie dla siebie, cokolwiek byś zrobiła. A mnie nie zależy na takiej pomocy jak ta, którą ofiarowuje Rogwold. Nie spieszył się, gdy wiedźma na nas najeżdżała. Za to teraz przybył jak na skrzydłach, gdy tylko dowiedział się o sir Marcusie. A za nim idą jego ludzie. Prawdę mówiąc, wolę zawrzeć pokój, niż uzależniać się od takich sprzymierzeńców.
     - Zapominacie ciągle o jednym. Może i ta cała Berenika nawet nie kłamie, ale jaką mamy pewność, że to naprawdę ona napisała ten list? Marcus opowiada nam tutaj, że stara wiedźma całymi tygodniami przybierała postać swojej córki i zwodziła tym wszystkich. Co przeszkodziłoby jej uczynić to i teraz? Udać własną śmierć w wyniku naszego ataku, bo rzeczywiście uderzyliśmy w nią wspólnie, zwabić Marcusa tym słodkim mizdrzeniem się i tymi wszystkimi obietnicami, tylko po to, by wciągnąć go w pułapkę i pojmać lub po prostu zabić. Już raz próbowała, jeżeli to rzeczywiście była Berengaria, a teraz musi rozumieć, jak niebezpieczny stał się książę. Niebezpieczny ze względu na swoją moc, a jeszcze bardziej przez swoje nasienie.
     - Tam w lesie, to była stara księżna. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
     - To skąd wiesz, że i teraz nie wpadniesz w jej ręce?
     - Demon da mi tę pewność. To dlatego Berenika o nim napisała. Demona wiedźma nie potrafi oszukać, jego jednego. Raz już zrzucił ją z siodła, gdy udawała własną córkę. To dzięki temu przejrzałem jej grę. Tylko niewielu potrafi dosiąść Demona, a Berenikę sam z nim zapoznałem i wiem, że ona przejedzie konia bez trudu. Uznał ją za przyjaciółkę. Demona mamy na miejscu, Berengaria nie zdoła go ukradkiem zaczarować, czy w inny sposób podmienić. Jeżeli on pozwoli jej wskoczyć na grzbiet i okaże posłuszeństwo, to uzyskam pewność, że nie stoi przede mną wiedźma.
     - Aż tak ufasz swojemu koniowi?
     - To przyjaciel, nigdy mnie nie zawiódł, uratował życie. Potrafi rozpoznać Berenikę, czarownica nie zdoła go oszukać zmianą postaci.
     - To, co mówi Marcus, wydaje się mieć sens – zauważył tan Arnold. - A my potrzebujemy pokoju. Potrzebujemy bardziej, niż sojuszników w rodzaju Rogwolda. Rogwolda i Ragnegi – dodał bezlitośnie.
     - Ale jak to zrobimy? - Aurora nie wydawała się zachwycona, ale pojęła, że spraw nie da się ułożyć w taki sposób, jak sama by sobie tego życzyła. Tan pojął to już wcześniej.
     - Dziś przypada twój dzień, co do jutra, to według umowy z Rogwoldem, księciem ma zająć się Ragnega. To i lepiej, unikniemy podejrzeń.
     - A więc zdążyliście już podzielić się moją osobą, nasieniem i mocą? - Marcus poczuł mimo wszystko nieprzyjemny chłód.
     - Dziwi cię to? Nie stało się to ani po myśli mojej, ani Aurory, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Między innymi dlatego gotów jestem zawierzyć twojej Berenice, jeżeli to rzeczywiście ona jest teraz nową księżną Siedmiu Bram. Ale do rzeczy. Jutro spędzasz dzień z Ragnegą, jak już mówiłem. Aurorę gdzieś wyprawimy, żeby uniknąć podejrzeń. A ty zajmiesz się koniem, jak zwykle. Odbywasz małe przejażdżki na dziedzińcu, to samo zrobisz jutro. A gdy już znajdziesz się w siodle, uderzysz ogniem i rozwalisz wrota. Dopiero co je naprawiliśmy, ale niech będzie moja strata. Tylko wybierz chwilę, żeby nikogo przy okazji nie osmalić. Potem ruszaj do lasu. Będzie tam czekał mój zaufany człowiek, który doprowadzi cię w umówione miejsce. Reszta należy do ciebie, skoro tak ufasz swojej pani i małżonce, a ja nie mam innego wyjścia, jeżeli nie chcę kontynuować tej przeklętej wojny.
     - To może okazać się niebezpieczne. Nie mówię już nawet o Berenice, ale o samej ucieczce – zaniepokoiła się Aurora. - Może zostanę i w razie potrzeby osłonię Marcusa.
     - To niemożliwe, od razu zdradziłabyś Rogwoldowi nasz udział w tej sprawie, już nawet tylko twoja obecność zrodziłaby podejrzenia. Książę będzie musiał poradzić sobie sam, postaram się zająć czymś naszych ludzi, żeby nie kręciło się ich zbyt wielu przy bramie i na wałach. Ja też nie chcę, by ucierpieli. Ty również nie powinnaś się zresztą narażać, Auroro. Dobrze o tym wiesz.
     - Ale, ojcze...
     - Żadnego ale, postanowiłem już w tej sprawie. Dobrzy Bogowie wspierali dotąd księcia, to i teraz go nie opuszczą.
     „A gdyby nawet przypadkiem opuścili, to tan niewiele by teraz na tym stracił.” - Uświadomił sobie Marcus. - „Najważniejsze, żeby Rogwold i inni niczego nie podejrzewali.”
     - Rozumiem, panie. Poradzę sobie, Demon to bardzo szybki koń, pomogą mi zaskoczenie oraz brak czujności straży, jak obiecujesz. Upewnię się, że naprawdę chodzi o Berenikę. A jeżeli ona została nową panią Siedmiu Bram, to na pewno dotrzyma słowa i zawrze korzystny dla wszystkich pokój.
     - Na to właśnie liczę. Powodzenia, chłopcze.
     Tan zdzielił go przyjaźnie dłonią w plecy, ale Marcus nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że w obecnej chwili ojcu Aurory zależało najbardziej na tym, by już z nikim nie dzielić się swoim łupem. Aby on sam po prostu zniknął, albo nawet zginął, byle bez podejrzeń o udział w tej sprawie wodza barbarzyńców.
     Arnold opuścił izbę, Aurora jednak pozostała.
     - Jak usłyszałeś, dziś wypada mój dzień. Ostatni, jeżeli wszystko się uda. Chcę wykorzystać go do końca.
     - Chcesz mocy i nasienia?
     - Tak, jednego i drugiego. Ale pragnę też ciebie, zanim wrócisz do tej swojej Bereniki, nieważne, prawdziwej czy fałszywej. I tak nie cierpię ich obu.
     - Przynajmniej mówisz szczerze.
     - Chciałabym znienawidzić i ciebie, Marcusie, ale nie potrafię. Chodźmy do mnie, nie zamierzam kochać się z tobą w tamtym łożu, w którym robiłeś to z Ragnegą.
     - Jej także nienawidzisz?
     - Przynajmniej nie będzie już kolejnych. Chodźmy stąd.
     I tak znaleźli się w komnacie dziewczyny. Miano komnaty wydało się Marcusowi zbytnio wobec tego pomieszczenia pochlebne, izba dawała się porównać z apartamentami jakiejkolwiek szlachetnie urodzonej damy, nawet we względnie surowej pod tym względem Złotej Bramie, o Międzyrzeczu już nie wspominając. Przypominała jego własną, prostą, surową, ale zarazem ciepłą, przytulną, pachnącą sianem i lasem.
     Aurora nie traciła czasu. Pozbyła się swojej szaty, rozebrała następnie Marcusa. Spleceni w objęciach ramion upadli na posłanie. Nie silili się na wymyślne sposoby uprawiania miłości. Pozwolili przemówić naturze i po prostu leżeli przytuleni, obdarzając się nawzajem pieszczotami, wsłuchując we wzbudzane jęki rozkoszy oraz ciche szepty próśb i wskazówek. Nie miał pojęcia, jak długo to trwało, czuł tylko przyjemny spokój i narastającą rozkosz. Gdy zaczęła stawać się już nieznośną i trudną do wytrzymania, wzmógł własne starania, korzystając z lekcji odbieranych przy różnych okazjach od dziewcząt w Międzyrzeczu. Jego usta, dłonie, palce dotykały warg, sutków i tajemnego miejsca Aurory. Odpowiedziała, zdwajając własne zbiegi wokół jąder i fallusa chłopaka. Nie zdołał długo się powstrzymywać, ale i ona nie chciała czekać. Nadal spleceni w uścisku, zaznali rozkoszy. On rozkoszy uwolnienia, ona dopełnienia. Dopełnienia nasieniem i mocą, co potwierdziły nie tylko jęki Aurory, ale też znajome ssanie.
     - Nie chcę, żebyś tam szedł – wyszeptała, gdy odzyskali rozsądek.
     - Wiesz, że muszę.
     - Tak, wiem. Ale i tak mi się to nie podoba. Gdyby nie ta Ragnega i wszystkie inne, które niedługo by się tutaj zjechały...
     - Uwierz, wcale nie zależy mi na spotkaniu z tymi córkami i siostrami okolicznych wodzów.
     - Nieważne czego byś chciał. I tak by mi ciebie ukradły. A teraz, nawet jeżeli wrócisz do tej swojej Bereniki, to przynajmniej nigdy cię nie zapomnę. I to ja otrzymam od ciebie coś wyjątkowego.
     - Moc? Wiesz sama, że na długo jej nie wystarczy.
     - Coś więcej niż moc. Myślę, że dałeś mi nowe życie. Syna, mam nadzieję. Syna, który okaże się równie silny i który nie znajdzie sobie równych wśród Ludu Północy.
     - Jesteś pewna? - Nieświadomie powtórzył odwieczne pytanie mężczyzn w podobnej sytuacji.
     - Nie tak, jak te twoje wiedźmy, które podobno potrafią też od razu rozpoznać, czy to syn, czy córka. Nie mam aż takich umiejętności. Ale coś tam wiem. I tak, jestem pewna, noszę nowe życie. Z twojej krwi.
     - To może okazać się trudnym dziedzictwem.
     - To prawda, ale pomogę mu, jeśli to syn, na ile potrafię. Będzie znał czary, a moc posiądzie własną.
     - To jeszcze dość odległa przyszłość.
     - Lepiej jednak, żeby nie miał zbyt wielu konkurentów. I żeby zbyt wiele tutejszych kobiet nie poznało siły twojej mocy. To ułatwi życie naszemu synowi. Dlatego, skoro nie zdołam cię zatrzymać, to idź może do tej swojej Bereniki. Zaprowadźcie pokój, to przysłuży się nam wszystkim, bo my nie będziemy już tacy słabi, jak dawniej. Ojciec też tak myśli, chyba to zauważyłeś?
     - Zauważyłem, że pozbywa się mnie dość chętnie, niczym zagrożenia. Teraz lepiej go rozumiem. Ale podejrzewam, że nie zmartwiłby się zbytnio, gdybym dostał jednak przypadkiem strzałę w plecy.
     - Nie zrobiłby tego, nie wybaczyłabym mu. Nie jest zresztą taki i martwi się o los naszych ludzi. Nie chce wojny. A ja nie chcę, żebyś przypłacił to wszystko życiem. Masz pewność, co do Demona i Bereniki?
     - Jeżeli dosiądzie konia, to nie może okazać się lady Berengarią. Jeżeli nie, to nadal będę miał swoją moc. Ostatnio odradza się bardzo szybko.
     - Znasz tylko jeden czar, Marcusie. To nie wystarczy.
     - Będzie musiało.
     - I jest jeszcze Ragnega. Jeżeli spróbuje cię powstrzymać, to okaże się bardziej niebezpieczna niż strzały ludzi mojego ojca.
     - Na to nic nie poradzimy. Nie możesz się wtrącać, nawet sama twoja obecność ściągnęłaby podejrzenia, że to ty rozbiłaś bramę.
     - Ale mogę jednak coś zrobić,  nawet w tej chwili. Mogę pokazać ci, jak rzucać inne czary.
     - Dotąd zawsze odmawiałaś.
     - Ale teraz nie chcę, żebyś ruszał bezbronny. Bezbronny wobec tej Ragnegi oraz swojej Bereniki, jeżeli to naprawdę ona.
     - Auroro...
     - W razie, gdyby ktoś pytał, możesz zrzucić wszystko na swoją siostrę. Najwidoczniej potrzebowała mnóstwo mocy, żeby stać się pięknością. A teraz nic już nie mów, otwarcie umysłów i nauka czarów najlepiej wychodzą wtedy, gdy nauczycielka i uczeń są ze sobą połączeni. Wiesz w jaki sposób i tyle to na pewno potrafisz, nawet w tej chwili.

4 525 czyt.
100%437
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i fantasy, użył 5033 słów i 28110 znaków

Komentarze (7)

 
  • Lolek2

    Lolek2 26 marca

  • emeryt

    emeryt 15 marca ip:8979110

    @nefer, pamiętam z dawnych czasów, co to znaczy: brak czasu. A do tego te podróże, o których wspomniałeś. Ja miałem swoje motto: to co zobaczę. to nikt mi tego nie zabierze, reszta to rzeczy materialne, bez których można się obejść, choć znakomicie ułatwiają życie. Kiedyś też znalazłem sposób na zwiedzanie krajów na różnych kontynentach. Teraz została mi Polska i Europa. Więc czekam ze zrozumieniem na kolejne odcinki, jedynie życząc Tobie dużo zdrowia i chęci do podróży ku własnej przyjemności.

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka 9 marca ip:89641

    Marcus zaczął myśleć i planować. Miał chyba w tym odcinku szansę rozwinąć skrzydła i przełamać swój, dotychczas bierny, charakter. Nagłe wybawienie chyba nie wyjdzie jego „nauce bycia kowalem własnego losu” na dobre, ale z drugiej strony, dosyć już miałam jego ciągłych nieszczęść. To kochany, miły, dobry chłopak, zasługuje wreszcie na szczęście.

  • Lolek2

    Lolek2 9 marca

  • PF

    PF 9 marca ip:912112

    po mistrzowsku zostalo rozegrane uwolnienie (chyba udane) Marcusa. Co mistrz to mistrz.
    Szkoda tylko Aurory, ktora chyba sie w Marcusie zakochala.Ale tak w zyciu bywa, nie zawsze mozna wszystko miec-zyska pokoj ale Marcusa straci. Pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt 8 marca ip:8979110

    @AuRoRa, droga Autorko, jednak starsi myślą podobnie. Popieram w 100% wypowiedż AnonimS, Właściwie to powinienem ją skopiować.  Dziękuję za kolejny, wspaniały odcinek i czekam na kolejne. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia, nie tylko z okazji Dnia Kobiet ale tak jak zawsze.

  • AnonimS

    AnonimS 8 marca

    Z seksualnego niewolnika Marcus ma okazję stać najpotężniejszym mężczyzną swoich czasów.  Moc połączona z umiejętnościami rzucania czarów dawała by mu olbrzymią przewagę.  Pytanie zasadnicze czy Aurora zechce dotrzymać danego słowa?  Pozdrawiam serdecznie