Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Niemoralna propozycja urzędnika 6 Maturzyści

Niemoralna propozycja urzędnika 6 MaturzyściGdy już wydaje się, że to ten moment, kiedy urzędas wejdzie we mnie, kiedy mnie posiądzie w swoim starym aucie na tym zaśmieconym leśnym parkingu, nagle wdziera się jakiś hałas. To na dużej prędkości wjeżdża auto z muzyką ustawioną na full, zatrzymuje się z piskiem opon blisko nas…
Antoni, jak niepyszny, klnąc pod nosem, złazi ze mnie. Ja sama, rozdygotana zarówno tym co się wcześniej wydarzyło, jak i niepożądanymi gośćmi, w panice myślę – „Boże! Jacyś ludzie zobaczyli mnie, z podciągniętą spódnicą i rozłożonymi nogami, pod starym grubasem! Co za wstyd! Co sobie mogą o mnie pomyśleć!? Żeby tylko to nie okazali się jacyś znajomi… przecież niezbyt daleko za miasto odjechaliśmy…”
Najchętniej nie pokazywałabym twarzy nieoczekiwanym przybyszom, jednak kierownik wstał i w pośpiechu zapinał rozporek. Postanowiłam szybko czmychnąć z tylniego na przednie siedzenie. Jednak tuż po wyjściu, gdy poprawiam spódnicę, dostrzegam twarze pasażerów sąsiedniego auta.
Zmroziło mnie! To moi uczniowie z maturalnej klasy!
„Boże! Przecież widzieli mnie! Widzieli dokładnie! Co sobie pomyśleli?! No ale co mieliby sobie innego pomyśleć, widząc kobietę z zadartą kiecką, w pończochach, w takim miejscu, z takim typkiem! Jezu! Co za wstyd! Taka wieść gruchnie w szkole jak lawina! Koniec z moją nieskazitelną reputacją… A podobno mam… miałam… opinię cnotki-niewydymki…”

Antoni za kierownicą wygląda na roztrzęsionego. Przez kilka minut nie odzywamy się do siebie.
Wreszcie zagaja.
- Te chłystki z samochodu na parkingu wyglądali mi na wiek szkoły średniej. Mogą kojarzyć panią ze szkoły?
No i co mam mu powiedzieć? Rzucam zdawkowo.
- Mogą.
- Uuuu! Czyli pewnie panią znają! Pani uczniowie?! Niemożliwe!
Czuję jakąś dziwną potrzebę ujawnienia swego powodu zawstydzenia, jakbym chciała, żeby mógł to wykorzystać.
- Zgadł pan. To są moi uczniowie… Widzi pan, na co zostałam narażona?
Urzędas uśmiecha się na poły chytrze, na poły lubieżnie. Zaczęło go to podniecać?
- Uuuu! To teraz powstaną legendy na temat pani historyczki i jej prowadzenia się – zarechotał – chłopaczki zrobią pani reklamę! Ha ha ha!
- No wie pan… - rzucam oschle, jednocześnie odpychając rękę, która ląduje na moim kolanie.
Antoni zaś niezrażony moją postawą, ciągnął wątek.
- A to chłoptasie będą mieli zagwozdkę! Się będą biedzić, żeby rozwikłać – jak to się stało, że ich najporządniejsza i najelegantsza pani profesor wylądowała na leśnym parkingu, gdzie miejsce dla tirówek… i to pod takim ramolem, jak ja? Pomyślą że dla kasy puszcza się ich nauczycielka?
Słowa urzędnika kłują mnie jak szpile. „Tirówki… puszcza się… dla kasy…” – ładnie mnie to określa.
Z drugiej strony – myślę sobie – a czy to nie jest prawda?  
„Może się nie puszczam? Nie robię tego wszystkiego dla kasy? Do tego ten parking tirówek – czyż nie znalazłam się tam rozłożona na tylnim siedzeniu, z zadartą kiecą i rozłożonymi nogami? Pierwszorzędna, nieposzlakowana postawa idealnej pani pedagog. Godny podziwu wzór do naśladowania, kurwa jego mać!”

Kierownik nakręca się, znów łapie moje kolano, wyobrażenia uczniów rozprawiających o reputacji ich nauczycielki najwyraźniej go pobudza.
- Martusiu, nie broń mi się! Przecie na coś umawialiśmy się!
Po czym jego dłoń wjeżdża pod moją spódnicą i poczyna macać uda.
Nie bronię się. Choć teraz nasila mi się wrażenie, że wszyscy kierowcy, jadący z naprzeciwka, doskonale widzą to, co robi mi Antoni.
- Ależ ty masz zgrabniusie te nózie! Martusiu! Muszę się tobą nacieszyć!
Gładzi moje uda, masuje.
- No i te pończoszki! Marzenie! Ależ mają śliczne koronki!
- Panie kierowniku… proszę się skupić na drodze. Nie czuję się zbyt bezpiecznie…
Urzędnik śmieje się na głos.
- Lubię jak kobietka nie czuje się bezpiecznie!
Po czym przenosi prawą dłoń na mój biust.
- Sprawdzam, czy pas bezpieczeństwa dobrze leży. Ha ha ha!
Teraz moje poczucie, że kierowcy z naprzeciwka widzą co stary mi wyprawia, przeradza się w pewność. Czuje co najmniej konsternację, gdy spora łapa suwa się po moich piersiach.
- Oj masz ty Martusiu czym oddychać! Biust wprost idealny na Hiszpana!
Zawstydzają mnie te słowa. Nie wiem, jak reagować. Odpychać tę rękę?
- Ależ panie kierowniku… – staram się nadać bardziej oficjalny ton, jednocześnie odwodząc jego dłoń z moich cycków – proszę przestać… ludzie patrzą…
- Ha ha ha! A to mi pewno zazdroszczą! – I znów ścisnął mi cycek.
Tak mnie to wszystko peszyło, ale jednocześnie dostrzegłam, że wywołuje to we mnie specyficzny rodzaj podniecenia… Nie odepchnęłam teraz jego ręki.
- Martusiu! Ależ mnie tym rozrajcowałaś! Nie wytrzymam! Musisz mi ulżyć! Zjadę tu na pobocze. Za tymi drzewami nie będzie nas widać.
- Nie! Panie Antoni! Co pan znowu zamierza!?

Nie mam sił,  w stanie go powstrzymać. Z pożądania aż go skręca. Zażądał, żeby „zrobiła mu dobrze” ręką… Wzdrygam się, ale wiem, że opór nie ma sensu. Posłusznie sięgam do jego rozporka, delikatnie rozpinam go.
Zaparkowaliśmy co prawda za jakimiś brzozami, ale mam nieodparte wrażenie, że wszyscy widzą, jak wysupłuję ze spodni naprężonego olbrzyma…
- O tak! Ściśnij go! Chcę poczuć twoją delikatną, kobiecą rączkę na mojej twardej kutandze!
- Panie kierowniku… ale ja nie mam w tym doświadczenia…
- Oooo…  dobrze… Nnnie maszzzz?
Okłamałam go celowo, żeby zrobić wrażenie bardzo porządnej belferki. Jednocześnie przypominam sobie, jak to samo robiłam Michałowi… gdy zaczęłam z nim chodzić, a jeszcze nie zgodziłam się pójść z nim do łóżka. Raz zrobiłam mu dobrze w restauracji, w toalecie… Pamiętam doskonale. Zatrzasnęły się wtedy drzwi. Jak je otworzono, cała restauracja biła nam brawo.

Masuję kuśkę urzędnika powoli, ruchami – góra – dół. Stary przymyka oczy, wygląda na szczęśliwca.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1045 słów i 6104 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • jacek795

    mhymmmmmmm, taka akcja przy drodze za brzozami daje pole dla wyobraźni...