Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Niemoralna propozycja 24

Niemoralna propozycja 24Wchodzi we mnie znacznie łatwiej. Mam odwrócony wzrok na bok. Pojękuję.

Antoni i kierowcy oglądają ten akt, jak jakiś fascynujący spektakl. Nie odrywają ode mnie oczu. Zdaje mi się, że odnotowują każde moje westchnięcie, każdy jęk.

A ten bydlak, Blagier, wydaje się mieć niespożyte siły.

Wreszcie patrzę mu w oczy. Widzę w nich zaciekłość. Czytam w nich: “No pani profesor, przerucham cię za wszystkie czasy! Wyłomoczę ci cipsko tak, że popamiętasz ruski miesiąc! Oj, popamiętasz!”

Nigdy nie sądziłam, że tak niewygodnie może być na podłodze. Może to przez to, że tak ostro mnietraktuje?

Nagle Antoni wrzuca:

- A co to za wizjer jest zamocowany tam przy suficie? Czy to aby nie kamerka? Tak! To nasz portier chyba musiał sobie tu zamontować to ustrojstwo… Nic dziwnego, że wyłącznie to ten pokój poleca, jak bierze się go na godziny…

Jestem zdruzgotana. A więc jeszcze jakiś lubieżnik ogląda sobie moją hańbę. Pamiętam minę tego starego, patrzył na mnie, jakby też miał na mnie ochotę…

- Nie… nie… tak nie można… – wyrywa mi się z ust.

Ale to tylko jeszcze bardziej podnieca tych gnojków. Tomasz nawet macha do kamerki.

- Panie Janku, pozdrowienia! Jak się panu podoba nasza pokojówka?

Po czym od razu przystępuje do jeszcze ostrzejszego rżnięcia. Czuję jak szybko i mocno pracuje we mnie. A ja sama zalewana jestem wstydem i… coraz większym podnieceniem. “Dlaczego tak nakręca mnie fakt, że jakiś staruszek obserwuje, jak jestem brana?”

Monitoring pokoju inspiruje Antoniego.

- Zaraz, zaraz, a dlaczego by tu nie trzelić paru fotek naszej gwiaździe?

Podchodzi z telefonem i kieruje go na nas.

- Nie! Nie! Co pan robi?! – krzyczę.

- Martusiu. Nie chcesz być sławną modelką? Dziewczyny przecież o tym marzą.

Pstryk!

- Nie! Nie zgadzam się!

Pstryk! Pstryk!

Odwracam głowę.

Pstryk!

- O, stąd najlepiej widać, jak ją faszerujesz swoim rożnem!

Pstryk!

- Patrzcie chłopaki, jak tu dobrze widać i cipkę i grubego drąga!

- Ano! Widać jak jest rozciągnięta pizda! – Cieszy się Baryłka.

- To co, może wyślę tę fotkę mamuni?

- Nie! Tylko nie to! – Wołam przetraszona.

- Ale dlaczego by nie? O. Poszło!

Mam nadzieję, że tylko blaguje. Że nie wysłał mamie czegoś takiego.

Za chwilę jednak słyszę sygnał sms-a przychodzącego na mój numer.

- O. Odpowiedziała mamuśka! Co ona tu pisze? Zaraz… O! Jest tak: “Córeczko, co ty mi wysyłasz?! Przecież to jakieś wulgarne ekscesy!”

Czuję, że mi wstyd jak cholera. Najchętniej zapadłabym się pod ziemię.

Tymczasem Surowy nadal się pastwi.

- Patrzcie, mamusia nie rozpoznała cipki córeczki… Chociaż tu dobrze widać, jaka ciasna… Trzeba wysłać więcej szczegółów.

Przybliża znów moj telefon.

- Nie! Proszę… nie… – błagam kierownika.

Pstryk!

- Poszło. Zobaczymy, jak teraz zareaguje mamusia.

-Pip! – Odpowiedź jest natychmiastowa.

- Córeczko! Przecież to te same szpilki co ci kupiłam! – Czyta odpowiedź Antoni.

Próbuję się wyrwać, ale jestem skutecznie przygwożdżona do podłogi.

- A może teraz nakręcimy film z panią profesor w roli głównej? – Głośno śmieje się urzędnik.

- Oj, to najlepszy pomysł! Będzie widać, jak ostro się Tomek uwija i słychać jak nasza pokojóweczka słodziutko jęczy! – Zachwycił się Baryłka.

- Nie! Nie – Wystraszona, podnoszę larum.

Surowy zbliża komórkę w moją stronę, a Tomasz, jak na zawołanie przystępuje do szybszego i mocniejszej penetracji.

Odwraczam głowę, żeby nie dać się sfilmować. Jednak mężczyźni absolutnie chcą uczynić mnie nieanonimową aktorką tej produkcji. Baryłka chwyta mnie za głowę i nakierowuje przed kamerkę.

- Niech się pani przedstawi widzom! – Z olbrzymim ubawieniem zachęca mnie urzędnik. – Niech pani powie, jak się nazywa i co robi?

Próbuję odkręcić głowę, ale bezskutecznie. Baryłka trzyma mnie jak w imadle. Jedyne co mogę, to zaciskać zęby. Pchnęcia Tomasza są coraz dotkliwsze.

- Nie chce się pani przedstawić? – Ciągnie Surowy. – To my panią przedstawimy. Oto pani Marta, szanowana pedagog, historyczka tutejszego liceum.

Tomasz napiera. Syczy mi do ucha:

- Jęcz suczko… jęcz… niech cię słyszą.

A kierownik kontynujue ten swoisty wywiad ze mną.

- Proszę pani. A jak to jest na podłodze? Nie bolą plecy? No i we wcześniejszym ujęciu zrobiliśmy zbliżenie na sam akt… widać jak rozciągnięta… zatem ciasna jest pani wagina… a penetrowana jest przez iście okazały organ… Czy na pewno nie boli panią intymna dziurka?

Czuję się potwornie upokorzona. Zaś Surowy tryumfuje.

- Jak słyszycie drodzy widzowie, nasza pani profesor nie odpowiada… a to dlatego, że tak bardzo jest oddana… oddawaniu się panu Tomkowi… A jeszcze wcześniej pani Marta ten sam zaszczyt również mi uczyniła… Ech, że też nie słyszeliście, jaka wtedy była głośna! Czyżby teraz już opadła z sił? Czyżby tak została wyeksploatowana przez Tomasza?

Jednocześnie z inincjatywą wychodzi pan Baryłka i wyciąga moją pierś ze stanika.

- A tu patrzajcie, jakie ona ma cyce!

Urzędnik zbliża kamerkę do mojego cycka.

- Winien jestem wam ważną uwagę. Biust pani historyczki nie dość, że jest tak duży, to jeszcze sprężysty i miły w dotyku. Palce lizać! Potwierdzasz kolego?

Baryłka ściska moją pierś przed kamerą. Maca.

- No pewno! Ale jędrny!

W tym momencie Tomasz przyspiesza. Staje się jasne, że finiszuje. Przed kamerą dopełnia aktu. Kończy w środku.

Mężczyzna wstaje ze mnie, wygląda na piekielnie zmęczonego ale jeszcze bardziej uradowanego. Dumnego.

- Wreszcie… – cieszy się – Wreszcie to zrobiłem.

Ja, zmaltretowana, szybko okrywam się kusą spódnicą. Ale nadal pozostaję na podłodze, siedząc i wtulając twarz w kolana.

Tomasz ciężko oddycha, napawający rozpierającą go dumą, chwali się.

- A wiecie, że nie tylko ją zaliczyłem, ale i matkę?

- Oooo! – Zaciekawiwszy się, mężczyźni dopytują. – Opowiadaj! Jak to było?

Wzdrygnęłam się. Tego kompletnie się nie spodziewałam, że moja matka z kimś takim mogła pójść do łóżka! Rozumiem, że jest samotną i wciąż atrakcyjną kobietą… Ale bez przesady.

Blagier snuł opowieść..

- Ano… poderwałem ją.

- Łatwa była?

- A no… właśnie nie. Z początku nawet bardzo niełatwa. Specjalnie zapraszałem ją na różne wyjazdy, żeby zaistniała potrzeba nocowania w hotelach. Ale… nie chciała mnie wpuścić do swojego pokoju. Nawet podczas jazdy autem, co ją łapałem za kolano, to odpychała rękę…

- Jak cię znam, to użyłeś jakiego podstępu… – Benek bacznie wpatrywał się w popisującego się chwalipiętę.

- A pewnie. Raz jej winko czymś tam wzmocniłem. Wtedy dała się pocałować i pościskać cycki.

- A jakie ma cycory? – Zaintrygował się Baryłka.

- No takie same wielkie, jak jej córa! Tyle że może nieco obwisłe. Ale tym lepiej się takie miętosi.

- To potem poszło łatwiej? – Dopytywał Surowy.

- Potem kolejny fortelik. Przekupiłem portiera… i wtedy okazało się, że nie było wolnych pokojów. Tylko taki z łóżkiem małżeńskim.

- I na tym łóżku małżeńskim ją wydupcyłeś?! – Barłce zaświeciły się świńskie oczka.

- Też jeszcze nie… Nadal mi nie chciała dać… Ale jak ja jej wtedy cipę wypalcowałem! Jęczała, jak marzenie. Ale to i tak nic w porównianiu z tym jak pięknie mi pociągnęła kutasa! Po prostu, ósmy cud świata! Mistrzyni. Bogini loda.

- To kiedy ją w końcu dmuchnąłeś? Pewno też jakimś podstępem?

- Po prostu kiedyś przyjechałem z kwiatami i nabajerowałem jej, że się w niej zakochałem. Wtedy już była całkiem łatwa. Bez problemu ją wtedy wyruchałem.

- Jaka była? Jaka była w łóżku?

- Miodzio. Mówię wam, miodzio. Kutasa ssała, klasa! Dała się wypieprzyć we wszystkich pozycjach. Boska była na pieska… bo tak jej cyce latały, jakby się miały urwać! Zresztą cyce – idealne do hiszpana! Tak je zacisnęła na wacku, że… klekajcie narody!

- Ale nie tylko raz ją przeleciałeś?

- Pewno, że nie. Miałem ją, kiedy chciałem. Dawała dupy na każde zawołanie. Raz od już progu czekała w szlafroczku, żeby tylko jak najszybciej dać się wykołatać.

- Ja pierdole! – Najwyraźniej zazdrościł Baryłka.

- Ja ją chyba widziałem. – Jakby szukał w pamięci Benek. – Taka szczupła czterdziestka?

- Dokładnie. – Włączył się Antoni. – Ma czterdzieści osiem wiosen, a wygląda na conajmniej dziesięć mniej.

W tym momencie zadzwonił mój telefon. Mama.

Kierownik popatrzył na wyświetlacz. – A co wy panowie na to, żeby ją też tu zwabić?

- Co nie, jak tak! – Ucieszył się Baryłka. – Tomeczek jest specem od podstępów.

Zanim odbierają telefon od mamy, Baryłka zsuwa z moich kostek majtki i próbuje mnie nimi skneblować. Okazują się zbyt skąpe do spełnienia celu, więc mężczyzna zatyka mi dłonią usta.

Niestety, podstęp się im udaje doskonale. Antoni wmawia mamie, że ja jej potrzebuję natychmiast i już wysyłają po nią kierowcę. Baryłka, mimo, że trochę alkoholu już wchłonął, bez wahania jedzie po moją rodzicielkę.

Gdy tu przyjeżdża, jakże jest zaskoczona obecnością Tomasza.

Jeszcze bardziej jest zaskoczona, gdy widzi mnie w pogniecionym stroju pokojówki. W kusej spódniczce, która nawet nie okrywa koronek pończoch.

- Boże! Co się tu dzieje! Obawiałam się, że krzywdzą ciebie!

Antoni podchodzi z szelmowskim uśmiechem:

- Ależ raczej panią Martę admirujemy… ale… ale… usłyszeliśmy tu wiele o pani wspaniałych umiejętnościach.

Marzena, moja matka, patrzy na Tomasza z pogardą i wyrzutem, lecz też obawą.

- Co ty im za bzdury naopowiadałeś?

- Samą prawdę, moja droga… samą prawdę. Po prostu wyznałem, że potrafisz mężczyznom sprawić wiele dobra…

Patrzę, jak matka nieruchomieje.

Surowy zbliża się do niej powoli.

- Sama pani widzi, czterech chłopów na schwał… i jedna dziewczyna… Szkoda jej… żeby miała zbyt ciężko… Dlatego właśnie, w trosce o nią, tutaj panią ściągnęliśmy by ulżyła córeczce, a że za pomocą drobnego forteliku…

Matka jest przerażona. A ja przepełniona wyrzutami winy, przecież to przeze mnie została narażona.

- Pani Marzeno. – Kpi nieustannie Antoni. – Mamy tu dwóch tęgich kierowców, którzy aż się palą do poeksploatowania wymęczonej Martusi… istnieje jedyny sposób, by ich powstrzymać. Zatem, wszystko w pani rękach, pani Marzeno… O pardon… no może nie w rękach… ha, ha, ha.

- Dranie. – Matka jest oburzona.  

Obawiam się, żeby nie zrobiła czegoś glupiego.

- Mamo… – mówię cicho – nie powiedziałam ci, że pan Antoni jest gotów umorzyć tę nieszczęsną sprawę skarbową… to właśnie dlatego ja tutaj… – Szukam odpowiedniego sformułowania. Przecież nie powiem matce “dałam mu dupy”. – Dlatego się z nim tu spotkałam…

Matka jest wyraźnie rozdarta. Domyśla się mojego poświęcenia. Patrząc na mnie, domyśla się, że już im uległam.

- Córeczko… na co ty się zgodziłaś…?

- Mamo. Dlatego nie możemy tego zniweczyć.

Matka jest załamana. Nie opiera się, gdy tirowcy biorą ją za ręce.

Baryłka znalazł się w siodmym niebie. Stojąc za mamą, nagle od tyłu łapie ją za piersi.

- Co robisz! – Mama chce się wyrwać, ale Benek już w stalowym uchwycie trzyma ją za łokcie. Bidulka nie ma z nimi szans. Baryłka obmacuje jej biust i komentuje.

- A słyszeliśmy, że mamuśka ma cycki nie mniejsze niż córunia! Słyszeliśmy. Teraz i my se pooglądamy.

- Zostawcie ją… – Protestuję. – Ja zrobię wam to, czego chcecie.

Chcę oszczędzić upokorzenia matce, a ja sama przecież już to przeszłam.

Benek najwyraźniej się tym ucieszył, chyba miał większą chrapkę właśnie na mnie, bo w try miga znalazł się tuż obok.

Ledwie się spostrzegam, a już przy mojej twarzy ląduje kawał drąga.

Baryłka idzie w jego ślady. Zmusza mamę, żeby uklękła i niemal natychmiast brutalnie chwyta ją za głowę i pakuje do jej ust swego kutasa.

Ja sama, nie chcąc doświadczyć brutalnego aktu, ulegle obejmuję ustami czub Benka.

Obydwaj mężczyźni wydają odgłosy zadowolenia. Benek chrząka wpychając swą męskość do gardła, natomiast Baryłka po prostu pieprzy usta mojej rodzicielki, sapiąc przy tym głośno.

- Słyszelim, że ty pani Marzenko jesteś dobra w lodach…

To dla mnie niesamowity widok. W lustrze widzę nas obie – siebie i mamę, jak klęczymy przed dwoma tirowcami i obie trzymamy w ustach ich fajfusy… To potwornie upokarzające. Tym bardziej, gdy sobie uświadamiam, że gapią się na nas – największa menda, stąpająca po tej ziemi – Tomasz i kierownik Surowy – autor naszych skarbowych kłopotów. Gapią się?! Mało tego. Urzędas pstryka nam fotki a były wspólnik kręci filmik!

A ja w tym czasie ssę kutasa kierowcy Benkowi… Na jego polecenie, zasysam go i jednocześnie językiem pieszczę żołądź. Potem muszę przyjąć jego pchnięcia, które docierają aż do mojego gardła.

Jakże się myliłam, sądząc, że to już dno naszego upokorzenia.

Nagle Antoni żada, żebyśmy, jak to określa “poprzytulały się” z mamą.

Samo poprzytulanienie nie wydaje się być czymś zdrożnym, ale moja kobieca intuicja podpowiada, że na tym wcale nie musi się skończyć.

Ledwie objęłyśmy się z rodzicielką, Surowy żąda, żebyśmy się “głaskały”. Dziwne to, ale spełniamy polecenie. Każe byśmy głaskały się po… biustach!

Jesteśmy zaskoczone. Nie podejmujemy się takiego zadania. Ale po ponagleniu kierownika, przełamuję się, dotykam piersi mamy… Ku mojemu zaskoczeniu, odczuwam specyficzny rodzaj podniecenia. Kręci mnie to, że ona ma takie duże cycki…

Jeszcze bardziej zaczyna mnie podniecać, gdy Marzena dotyka mojego biustu…

- Pięknie! – Delektuje się Antoni. – Pościskajcie mocniej swoje piersi.

To niebywałe! Podniecam się tym, że trzymam w dłoniach balony mojej mamusi… I tym, że ona dzierży moje. Wręcz nabieram ochoty, żeby pocałować rodzicielkę… ale… nie zdobywam się na to.

- Bardzo ładnie. A teraz wyciągnijcie sobie nawzajem cycuszki ze staników. – Zaskakuje nas poleceniem Surowy.

Nie! To niemożliwe! – Niemal krzyczę w duchu. A jednak natura wręcz mnie kusi. Tak. Chciałabym wysupłać cyce Marzeny z tych jej koronkowych miseczek… I chciałabym, żeby ona to samo zrobiła z moimi…

W życiu codziennym obie unikałyśmy pokazywania siebie nawzajem nago. Nawet, gdy jesteśmy w samych biustonoszach. Czasami, w wyjątkowym pośpiechu, mignęła jedna drugiej gołymi cyckami. Zawsze jednak wtedy ta druga odwracała wzrok. Zdawałam sobie sprawę, że jesteśmy bardziej pruderyjne niż inne kobiety.

Tymczasem teraz doszło do tego, że mamy same siebie nawzajem obnażać.

Jednak byłam już do tego “urobiona”. Po tym, jak oddałam się Surowemu, po tym jak wkrótce siłą posiadł mnie Tomasz, po tym jak ssałam fiuta tirowcowi, byłam gotowa na wiele.

Drżącymi rękami wyłuskiwałam cyce mamy ze stanika. Wielkie, istotnie nieco obwisłe. Patrzę jak ona się wstdzi, ale… jednocześnie chyba też podnieca. Tak. Widzę to w jej oczach. Ona chce, żebym dotykała jej nagich “bimbałów”… Chce, żeby je widzieli obecni tu mężczyźni.

Chwytam jej piersi. Przecież to te piersi kiedyś ssałam. Ona tymczasem bierze moje. Całuje mnie w brodawkę. Boże! Jakie to podniecające. Odwzajemniam pocałunek. Biorę w usta jej sutek. Ona bierze mój… Jakże się role odwróciły. Moja rodzicielka ssie mój cycek!

- Aaaachhh! – Wzdycham bardzo głośno.

Mężczyźni nam kibicują.

- A teraz, cycki do cycków! – Komenderuje Surowy.

Dlaczego to mnie tak ekscytuje? Nigdy, przenigdy nie kochałam się z kobietą. A teraz nie dość, że robię to na ich oczach, to jeszcze z moją własną matką. Polecenia naszych “kibiców” nakręcają mnie jeszcze bardziej.

Obie jednocześnie chwytamy dłońmi swe piersi. Patrzymy sobie nawzajem w oczy. Zbliżamy się do siebie i ocieramy biust o biust. Jezu! Jak to mnie rozpala. Rozpala jak cholera. Czuję jak mój sutek zaczepia o brodawkę mamy. Dociskamy piersi do siebie. I mocniej. Coraz mocniej. Ależ sterczą moje sutki. Podobnie ma Marzena.

Mężczyzn najwyraźniej nie mniej to rozognia. Kierownik się rozkręca.

- Pięknie! Na prawdę pięknie! A teraz, uwaga. Cipa o cipę!

Chyba obie tak samo jesteśmy zaskoczone, co podniecone. Myśl, że miałabym się ocierać swoją piczką o cipkę mojej matki, wręcz mnie paraliżuje. Czuję, jak przechodzi przeze mnie fala gorąca.

Mężczyźni dopingują nas:

- No panie… nie ociągajcie się.  – Ponagla Surowy.

- Tak jest. Psitą o psitę! – Emocjonuje się Baryłka.

Patrzę w oczy mamy, jest oszołomiona. A jednak, powoli podciąga spódnicę do góry, widzę, że wręcz płonie z pożądania. Obie rozchylamy uda, obserwuję to jednocześnie w lustrze. Przysuwamy się do siebie.

- Dalej dziewczyny! – Nawet Benek nie może powstrzymać emocji.

Marzena ma na sobie koronkowe majtki. Nie zdejmuje ich, ale szerzej rozwiera nogi. Ja również szerzej je rozkładam, dając dostęp do mojej muszelki.

Wreszcie stało się. Poczułam dotyk gorącego łona i szorstkiej koronki majtek mojej rodzicielki.

- O tak! Pizda po piździe! – Krzyczy Baryłka.

Obie wzdychamy jedna po drugiej.

Ocieramy się cipkami bardzo starannie. Podnieca mnie to, że po moich wargach sromowych szoruje pipa mojej mamy. Ona robi to z takim zaangażowaniem, że aż majtki zsuwają się z jej szparki. Teraz mamy możliwość dotykać się bezpośrednio wargami sromowymi. Korzystamy z tego skwapliwie. Co za wrażenie – czuć gorącą cipę rodzicielki na swojej własnej. Obie jesteśmy mokre… Obie wzdychamy coraz głośniej.

Wreszcie, obie zdajemy sobie sprawę z tego, jaki dajemy pokaz.

Mężczyźni zbyt mocno się tym jarają. Teraz chcą sami.

Benek nie może się doczekać.

- To co, ich dwie. Wypada po jednej na dwóch. Jak się dzielimy?

Przypadam w udziale tirowcom. Marzena – Surowemu i byłemu wspólnikowi.

Obie wiemy, że nasz opór jest nadaremny, dlatego, żadna z nas nie stawia oporu. Wkrótce czuję na sobie olbrzymie cielsko Baryłki. Kątem oka widzę, że na mamę gramoli się Antoni.

Czuję jak penis zdobywcy szuka drogi do mej norki. I dość łatwo ją znajduje. Gdy wydaję z siebie pierwszy jęk, moja matka stęka już przeciągle. Widzę, że Tomasz chce podać jej swego fajfusa do ust, ale ta go odpycha. Tego samego chce ode mnie Benek. Wiem, że i tak dopnie swego, niezależnie od mojej zgody, wobec czego pozwalam mu wylądować w buzi.

Pierwszy raz w życiu mam sobie dwóch mężczyzn na raz. Moje mysli są jednoznaczne: – oddaję się, jak na jakimś pornolu… oddaję się jak dziwka.

Kierowca władczo trzyma mnie za włosy, zdaje się komenderować – Ssij, suczko… ssij.

Nie przestaję kątem oka obserwować Marzeny. Odrzucony Blagier  znajduje sobie inne miejsce. Prosi kierownika by przytrzymał mamę nabitą już przez niego, by on sam mógł wziąć ją… w pupę!

Obserwowanie mojej własnej rodzicielki, jak jest posuwana, już samo w sobie jest czymś co najmniej mocno odjechanym, zaś przyglądanie się, jak dobiera się do niej ten nikczemnik i do tego ładuje ją w zadek, to prawdziwa perwersja…

Natychmiast potem widzę, jak dwaj mężczyźni pracują przy mojej mamie jak dwaj kowale kujący na przemian żelazo… Nawet sapią jak miechy kowalskie… A mama? Jest rozpalona, jak kute żelazo… Jej jęki nie pozostawiają wątpliwości, że jest jej dobrze… że jest jej rozkosznie.

Tymczasem tirowcy, rozkoszujący się moimi wdziękami, jakby im pozazdrościli. Postanawiają brać mnie w nieco inny sposób. Chcą posiąść mnie jednocześnie wchodząc w moją cipkę. Przestraszona protestuję. Przecież mogą mnie rozerwać! Jednak oni nie zważają na moje protesty, mało tego, zachowują się tak, jakby była to dla niech nie pierwszyzna.

- Pamiętasz tę rudą Ukrainkę Olgę w Radomiu, tę wysoką trajkotkę – przypominał Benek kompanowi – jak żeśmy ją wtedy posunęli?

- Co mam nie pamiętać! Ale była jazda! Trochę żeśmy jej cipulkę rozepchali. Ale jazgotała!

Przerażona, próbuję ich powstrzymywać:

- Nie… nie róbcie mi tego…

Jednak czuję, jak do wacka “Baryłkowego” dołącza drugi twardy walec. Gdy ten pierwszy się wysuwa, drugi zajmuje jego miejsce.

Jęczę jak oszalała.

- Jak możecie jej to robić! – To moja matula włącza się w obronę córki. Surowy zatyka jej usta, ale Tomasz, śmiejąc się, odwodzi go.

- Ależ pozwól wypowiedzieć się pani Marzenie. To jej matczyne prawo, bronić córuchny.

Jednak, wypowiadając te słowa, ładuje się jej w tyłek z całej siły.

- Aaaaaach… jak wy nas traktujecie… achhh! – Mama najwyraźniej czuje zarówno upokorzenie, jak i rozkosz.

Mężczyźni nie tylko się tym nie przejmują, ale wręcz tym chętniej podejmują próbę wbicia się we mnie jednocześnie.

- Auuuaaa! – krzyczę.

Ich ręce trzymają mnie za biodra potężnie, równocześnie tirowcy wpychają we mnie swe twarde maszty.

- Nie… aaa… nie… – jęczę nieprzerwanie. Wreszcie czuję, jak me ciało im ulega. Zdobywają mnie tak, jak chcieli.

Czuję tam ból, ale o wiele bardziej czuję coś na kształt spełnienia. Olbrzymiego spełnienia.

Mężczyźni zrazu działają, jakby na przemian, jak tłoki. Raz jeden się wsuwa, raz drugi. Jeden się wsuwa po drugim. Raz czuję “żołnierza” Benka, raz Baryłki.

Po pewnym czasie kierowcy postanawiają zjednoczyć siły i synchronizują ruchy. Pracują równomiernie, teraz dopiero czuję ból, mając na raz oba tarany w sobie. Twarde, bezlitosne, gotowe długo pastwić się nad moją biedną, ciasną jamką.

Sygnalizuję to. Jęczę żałośliwie, jakbym przeżywała istne katusze.

- Aaaaaa! Aaaaaa! Auuuuu!

Mama, słysząc to, pełna obawy o mnie, protestuje:

- Dajcie jej spokój! Jak możecie ją tak traktować?!

Sama jednak też, jak słyszę i widzę, nie ma łatwo. Wzięta w kleszcze między kierwonika i Blagiera, także stęka jak na mękach.

Po pewnym czasie, w tym samym tempie, tirowcy przyspieszają. Robią to jakby starając zachować niezwykłą staranność, aby jeden nie wyprzedził drugiego.

Odczuwam to dotkliwie, więc jęczę jeszcze głośniej.

- Aaaaaa! Aaaaaa!

Odnoszę wrażenie, że zaraz te dwa pale wbiją mi się głęboko w brzuch.

Najwyraźniej ubu kierowców to cholernie rajcuje. Wydają z siebie gardłowe odgłosy. Zwłaszcza Baryłka. Mimo to, jak na komendę, jeszcze bardziej przyspieszają.

Teraz dopiero jestem głośna. Stękam w niebogłosy.

- Aaaa… oooo!

Wiem, że długo tego tempa nie wytrzymają, wiem, że zaraz dojdą… I tego właśnie chcę. Niech już kończą…

Dochodzą. Jak na zawołanie, jak jeden mąż, obaj równocześnie. Czuję w swojej norce dwa wystrzały, jeden po drugim. Pierwszy Baryłka, który ledwo zipał, teraz niemal wyje dziko, po nim Benek ziejący na potęgę.

Jak tego jest dużo! Nigdy w życiu nie miałam w sobie tyle białej, kleistej substancji…

Mężczyźni puszczają mnie.

Opuszczając spódnicę i fartuszek, obserwuję mamę, obskakiwaną od przodu i od tyłu. Stękającą na potęgę. Ci dwaj też przyspieszyli, dźgają Marzenę tak ostro, że aż mi jej szkoda.

Wreszcie też finiszują. Boże! Moja rodzicielka ledwie oddycha!

- No dziewczynki! To daliśmy wam popalić! – Urzędniczyna jest dumny z siebie, mimo, że sapie jak parowóz.

Uwolniona mama podchodzi do mnie, obejmując opiekuńczo.

- Nic ci nie jest? – pyta ckliwie.

- Nie, nie… – uspakajam ją. Choć wiem, że przeszłyśmy swoje. I fizycznie, i psychicznie. Domyślam się, że obie czujemy się mocno upokorzone. W duchu myślę, że przynajmniej problemy skarbowe mamy z głowy.

Z hotelu wychodzę ze spuszczoną głową. Odwracam ją tylko na chwilę. Żeby spojrzeć na starego portiera, który wpatruje się na mnie lubieżnie, z uśmiechem pełnym kpiny.

***

Mijają trzy dni.

Z bijącym sercem pędzę do listonosza i na jego oczach rozrywam kopertę.

Z szybkością błyskawicy przebiegam wzrokiem po piśmie. Wyławiam strzępy zdań:

“Pani prośba została odrzucona”… “ale istnieje możliwość odwołania się do kierownika Antoniego Surowego.”

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 4239 słów i 24491 znaków, zaktualizowała 10 cze o 16:47.

8 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    No właśnie? Czy dalszy ciąg dopisywać? Co jeszcze oryginalnego może zechcieć urzędnik?

  • Goscd

    Naprawdę ekstra przeszłaś sama siebie super się czytało.  A  Antoni to swinia pewnie będzie chciał jeszcze więcej

  • Historyczka

    Bardzo niewygodnie pisało mi się, nie dość, że w pierwszej osobie, to jeszcze w czasie teraźniejszym

  • Martinez

    DOSKONAŁE !!! Bardzo podniecające i trochę perwersyjne. Jedno z Twoich najlepszych opowiadań

  • Historyczka

    Naprawdę? Spodobało się? Bardzo mi milo. :) A nie za długie?

  • TakiJeden

    @Historyczka
    Każde Twoje opowiadanie, choćby nawet długie, to czyta się z taką przyjemnością, że wydaje się być zbyt krótkie.

  • Martinez

    @Historyczka Za krótkie - poprosimy ciąg dalszy :)

  • jacek795

    dobre, jak zawsze zresztą ;)

  • TakiJeden

    Ostro...ale jakże podniecająco. Chciałoby się zakrzyknąć - "O matko i córko!"
    A ten wredny, przebiegły kierownik będzie prawdopodobnie jeszcze wiele razy "rozpatrywał" kolejne odwołania obu petentek.   :lol2:

  • ZbereznyTyp

    Wow, jestem pod wrażeniem :)