Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Niemoralna propozycja urzędnika

Wyobraźcie sobie, jak ja muszę się czuć, w chwili, gdy już wiem, że nie mam innego wyjścia, gdy wiem, że po prostu muszę mu się oddać...?
Boże, jak ja to przeżywam! Jak to?! Mam pozwolić, żeby ta kreatura, ten ramolowaty urzędas, tak po prostu mnie wziął? Nie! Nie może tak być! Ten łachudra miałby mnie tak po prostu wydupczyć?! Mnie, tak szanowaną panią profesor? O nieposzlakowanej reputacji? Miałby do woli sobie używać? Jak jakąś ladacznicę?! Niedoczekanie!
Mimo swego oburzenia oczyma wyobraźni widzę to!  Jak stoję w jego obskurnym biurze, przed zabałaganionym papierzyskami biurkiem, jak świdruje mnie małymi, przymrużonymi oczkami, nieprzyzwoicie, ironicznie jakby, uśmiechając się.
A ja? Stoję taka zawstydzona, skonsternowana. Nie wiedząc, co robić. Czy każe mi się tak po prostu oprzeć o to biurko, a on podwinie mi spódnicę? A może będę musiała rozłożyć się na tym biurku na plecach i sama podciągnąć kieckę? A może jego perwersyjny umysł podpowie jeszcze inne rozwiązanie? Gdy on będzie siedział za biurkiem, ja otrzymam polecenie, że mam przy nim kucnąć...
Okropne! Miałabym pewnie sama rozpinać rozporek jego spodni. Od tego wytartego, starego garnituru. Szarego, jak on sam!
Jakże będą mi drżeć palce, gdy będę rozpinać jego rozporek... To byłoby obrzydliwe, gdybym wyłuskiwała jego sflaczałą, pomarszczoną kuśkę... Ależ to byłoby upokarzające! Zwłaszcza gdybym zaraz musiała ją wziąć do ust...
Wyobrażacie to sobie?  Ja, jak mówią o mnie - elegancka damulka, zawsze w porządnej, dopasowanej garsonce, wytwornych szpileczkach, z szykownie ułożoną fryzurą, klęczącą przed tym niechlujnym urzędasem w wyciągniętej i wytartej szarej marynarce, trzymającej w buzi jego fiuta?! Zapewne odciśnie się na nim ślad mojej krwistoczerwonej szminki...
Wyobrażam sobie, jak w tym poniżeniu, klęcząc, ssąc jego wątpliwą męskość, jestem chwytana za głowę, niczym lalka do zabawy, przyciągana...
Ale czy mniej poniżające byłoby, gdybym musiała pójść z nim do łóżka w jego domu? Spędzić z nim całą noc? Znosić jego łapska na swoim ciele. Czuć jak maca mi pośladki, jak miętosi cycki, jak bawi się moją piczką... Jak bezceremonialnie się w nią pakuje...

Swoją drogą... Ciekawe, gdzie mieszka?
Czy lepiej tam? Czy już lepiej, żeby wychędożył mnie na tym swoim zabałaganionym biurku?

A wszystkie te dywagacje z jednego, głupiego powodu. Pan kierownik raczył nałożyć na moją mamę niebywale wysoki mandat karny, wraz ze spłatą domniemanego należnego VAT-u oraz odsetkami. Żeby to spłacić, nie wystarczyłoby sprzedać dom. Trzeba by mieć kilka domów do sprzedania. Czy mogłam narazić moją biedną mamę na taki dramat?

Cóż... nie mam czasu na zwłokę, już jutro muszę mu dać odpowiedź.

Długo nie mogę zasnąć, wciąż myślę tylko o nim. Rozważam wariant, co by się stało, gdybym nie przyjęła jego "propozycji"... O nie! Mama by tego nie przeżyła!
Jest tylko jedno wyjście. Zgodzić się. Oddać mu się.
Natychmiast przed oczyma staje mi obraz, jak idę do niego. Jeszcze dumna i elegancka, a już złamana... Idąc, czuję na sobie wzrok przechodniów. Mam nieodparte, że wszyscy, którzy mnie mijają, doskonale wiedzą, że idę mu dać.

Jak powinnam się ubrać na takie spotkanie? Na pewno szeroka spódnica... No tak, luźna, bo nie wiadomo wszak, w jakich okolicznościach zechce mnie wyobracać... Pończochy? Bezapelacyjnie. Po to, żebym nie musiała ich ściągać... Może kabaretki? Nie... niech nie myśli, że jestem jakąś dziwką...

Powoli orientuję się, że te myśli zaczynają w jakiś dziwny sposób mnie ekscytować.

Wspominam, jak pierwszy raz pojawiłam się w jego gabinecie... Jak wbijał we mnie wzrok, niczym drapieżnik szpony w ciało ofiary.
Komplementował mnie.
- Jest pani najładniejszą i najelegantszą kobietą, jaka tu trafiła. Prawdziwa dama.
Schlebiało mi to. Aż do momentu, gdy zasugerował, że mama może uniknąć mandatu i spłaty nienależnego zwrotu VAT-u. Ale nie za darmo...
Sugestia była zawoalowana, lecz czytelna. Wątpliwości rozwiewało jego spojrzenie - pożądliwe, zaborcze. Jasno komunikujące - Laluniu, muszę cię mieć! Nie wypuszczę cię ze swych łapsk, dopóki nie wezmę cię na warsztat. Dopóki cię nie zaliczę!
Zaliczę? O nie. Z pewnością w myślach nie użył tego słowa. - Dopóki nie prześpię się z nim? - To też zbyt delikatny wariant... - Próbowałam przeniknąć jego umysł i odnaleźć wulgarne słowa, które się w nim kołatały - Dopóki nie wydupczę cię... czy... nie wyrucham cię...  
O tak... złowieszczość wzroku jasno to komunikowała.
Lubił bezceremonialnie gapić mi się w dekolt. Potem, znów sprośnie uśmiechając się rzucać - pani Marta ma czym oddychać.
Zgrywał nieco dżentelmena, nawet odprowadził mnie do drzwi, ale chyba głównie po to, żeby napatrzeć się na moją pupę. Fakt, miałam wtenczas dopasowaną, obcisłą spódnicę, więc mógł doskonale obejrzeć sobie kształt mojego tyłka.  
No fakt, że na wizytę do niego ubrałam się jeszcze bardziej kusząco niż zazwyczaj, choć na co dzień staram się ubierać bardzo kobieco. Ale to nic dziwnego, zależało mi, żeby załatwić pozytywnie sprawę mamy, liczyłam, że dobrze umalowana, elegancko i powabnie ubrana, swoim wdziękami wpłynę na decyzję urzędnika. Tymczasem sprawy przybrały biegunowo wprost odległy przebieg. Moje wdzięki istotnie podziałały na pana kierownika, lecz, tylko umocniły jego nieprzejednane stanowisko. Oczywiście po to, by móc mi złożyć ową niemoralną propozycję...

Ależ się wtedy oburzyłam.
- Co też pan sobie wyobraża?! Że kim ja jestem? Ja, proszę pana, jestem porządną kobietą!

Teraz jednak, nie mogąc zasnąć, zdecydowanie mięknę... moje stanowcze "nie" się ulatnia się jak kamfora.

Ja też się rozpływam...

Ale co to?! Pan Ignacy włazi do mojego pokoju. Patrzy na mnie z obleśną miną, tak drapieżnie...  
- Ależ co pan tu robi?
- Przyszedłem cię nawiedzić, moja ty damulko...
- Ależ ja jeszcze nie wyraziłam zgody...
- Ale po co mi twoja zgoda... sikoreczko? - Jego twarz wyraża jeszcze bardziej sprośnie jego podniecenie.
- Nie... proszę... jeszcze nie zdecydowałam się, czy się panu oddam...
- Dasz mi, paniusiu... Wiesz dobrze, że mi dasz...
Brutalnie popchnięta na łóżko, padam na plecy. Sprężyny skrzypią niemiłościwie.
Zadziera mi spódnicę, mimo, że trzymam ją rozpaczliwie dłońmi.
- Nie... nie... proszę...
- Co my tu mamy? Seksowne pończoszki-kabaretki! Ładnieś się wystroiła i przysposobiła do dawania dupy!  
Z lubością zrywa moje stringi.
- A to będzie mój łup!
W mgnieniu oka mnie dosiada... Czuję na sobie ciężar, który sprawia, że nie mogę się nawet ruszyć. Wkrótce wypełnia mnie potężny pal. Wielki! Długi i gruby. Mam wrażenie, że przebija mnie na wylot! Czuję jak rozpycha moją piczkę, rozciąga jej ścianki wręcz do granic fizycznej wytrzymałości!
- Nie... nie... proszę...
Lecz wkrótce moje - "nie" - zastępują żałośliwe jęki - "aaaaa!"
Ten nikczemnik okazuje się być wulgarny.
- Ty zdzirowata damulko. Rozepcham ci tę "sakwę", że nie będzie już taka ciasna! Będziesz miała dziurwę, jak rozjechana rozjebunda!
Chce mnie drań poniżyć! Z wytwornej damulki sprowadzić do roli jakiejś lafiryndy!
Ależ brutalnie mnie ładuje! Stary dziadyga, a pracuje jak młot pneumatyczny! Tak mocno i... szybko! Cóż za łomot sprawia mojej piczce! A co będzie, jak mi zmajstruje jakiegoś berbecia! Pełna przerażenia zaczynam go błagać, aby przestał.
- Panie Ignacy! Niech pan uważa... Chyba nie chce pan ze mnie zrobić mamusi...
Nikczemnik tym bardziej przyspiesza!
- A dlaczego by nie przyozdobić takiej eleganckiej paniusi gustownym brzuszkiem! Aż się prosi, żeby takiej panience zmajstrować taki prezencik - bobasa!
I cóż ja mogę na to począć??? Nic. Zupełnie nic.
Mogę tylko sobie pokrzyczeć...

W wyniku moich stękań i krzyków, do pokoju wparowuje... moja mama!
- O mój Boże! - Załamuje ręce. - Córuchno, co ty robisz pod tym panem?!
Czuję potworny wstyd. Przyłapana przez rodzicielkę... w takiej pozie! Z podciągniętą spódnicą, z rozłożonymi nogami, dźganą przez otyłego urzędasa.
Który ani myśli zaprzestać pracy swych lędźwi! Usilnie szturcha mnie bez wytchnienia!
Wtem mama dostrzega, że to pan referent z urzędu skarbowego, do którego tyleż razy dreptała!
- Pan Ignacy! Co pan robi mojej córce?!
- Jak to co... - sapał, nadal nie przestając mnie piłować, co potwornie mnie krępuje - rozchyliła mi kalafiora, to jej robię przegazówkę!
- Mamusiu! Ratuj! - wzywam pełna nadziei.
Jakże okazuje się krucha! Napastliwy urzędas wciąga interweniującą rodzicielkę, a wszak to szczuplutka kobietka, razem ze mną pod siebie! Jej spódnica solidaryzuje się z moją... rychło zostaje podciągnięta.
Jurny referent ładuje na przemian raz jedną z nas, raz drugą.
- Każdą z was wygrzmocę po równo! Każdej z was zostawię pamiątkę. Będziecie spacerowało po swojej wiesce z równymi sterczącymi bębenkami!

Nagle wszystko rozmywa się...

O Boże! Jak to wspaniale, że to był tylko sen...

Zwlekam się z łóżka, myśląc wyłącznie o czekającej mnie decyzji. Staję na wprost lustra. W odbiciu widzę całkiem zgrabną kobietę, o długich nogach, w seksownej, prześwitującej koszulce nocnej. Dość dobrze widać przez nią piersi. No może są nieco za duże... pupa też, lecz czyż mężczyźni nie tego właśnie szukają?
Jeśli się zdecyduję, będę dla tego łachudry niezłym łupem, o którym będzie rozpamiętywał do końca życia... i chwalił się kolegom.
A chyba się jednak zdecyduję...

Gdy kąpię się pod prysznicem, szczególnie starannie myję cipkę, jakbym z góry wymywała z niej pozostałości po niechlujnym urzędasie. Niespodziewanie, ten zabieg niezwykle mnie podnieca, zaczynam silniej trzeć piczkę, niemal do bólu.

Ubiór dobieram tak, jakbym już postanowiła, że mu się oddam, stojąc przed lustrem - zakładam skąpe, koronkowe stringi, grafitowe pończochy i koronkowy stanik zapinany z przodu.
Którą spódnicę wybrać? Tak, jak już wczoraj o tym przemyśliwałam - jakąś rozkloszowaną. Taka będzie najwygodniejsza... Tylko gdzie? W biurze? W aucie?
Patrząc na swe odbicie, unoszę spódnicę wysoko. Na pewno będzie to dla niego arcypodniecający widok - długie nogi w pończochach, zwieńczonych koronkowymi manszetami, pupa widoczna doskonale, bo wszak ileż mogą zakryć stringi?
No i cycki... łatwo mi rozpiąć ten stanik... Przed lustrem rozpinam go, jakby na próbę. Miseczki łatwo uwalniają dwie ciężkie półkule.  
Zawstydzam się, jakby rzeczywiście moje nagie piersi zobaczył teraz nagle obcy mężczyzna.
Bluzka rozpinana. Tak, niech będzie na zatrzaski, kto wie, czy ten rozpustnik nie będzie chciał jej szarpać?

Ignacy Surowy - wybieram jego numer telefonu.  
- Zgadzam się na pańską propozycję.
W słuchawce usłyszałam przełykanie śliny.
Chciał, żebym spotkała się z nim jeszce tego samego dnia, po pracy.

Kompletnie nie mogę się skupić na prowadzeniu lekcji. Jakbym sama nie slyszała swojego głosu, myślę tylko o tym co czeka mnie po zajęciach.
W pewnym momencie dostaję sms-a. Od niego, ku mojemu zdziwieniu.
"Co ma pani na sobie? Mogę prosić o zdjęcie?"

Początkowo decyduję się zignorować pytanie. Jednak powoli uświadamiam sobie, że wszak to ja jestem od niego zależna... to ja winnam zabiegać o jego dobrą wolę... Tym bardziej czuję się zniewolona... osaczona... Tylko dlaczego to mnie w jakiś dziwny sposób ekscytuje... Może nawet podnieca?

Na przerwie, w łazience, wyczekuję aż nikogo tam nie będzie, po czym robię sobie fotkę. Najpierw jedną z góry, potem drugą - odbicie w lustrze.
Kurcze... mimo, że jestem w szerokiej spódnicy, do kolan, to i tak jakoś seksownie wyglądam.  
Wysyłam zdjęcie.

Ta kanalia, pewnie teraz, śliniąc się, pożera mnie wzrokiem jak wtedy... Teraz to nawet może "marszczyć freda", jak w swym żargonie mówi młodzież... Ale nie... po co ma teraz "masować pędraka", skoro już za kilka godzin, będzie miał mnie do swojej dyspozycji...

Podrywa mnie dźwięk sms-a. Wysłał odpowiedź.

- Dziękuję! Fenomenalnie Pani wygląda! Szkoda, że nie w minispódniczce, tak jak kiedyś była Pani u mnie, ale i tak przezentuje się Pani nad wyraz apetycznie! Nie mogę się doczekać, kiedy się z Panią spotkam. Niech mi Pani wierzy, odliczam każdą minutę. A propos. Czy to są rajstopy, czy pończochy?

A to łajdak! Zboczony cham - myślę sobie - nie może się na mnie doczekać... chciałby wiedzieć już teraz, co mam pod spódnicą...

Znowu pierwotnie decyduję się zignorować pytanie, ale też ponownie, jakaś siła pociąga mną, jak za sznurki...

- To są pończochy.

Czuję jakiś rodzaj podniecenia, zdradzając mu swój sekret skrywany pod spódnicą.
Pończochy! Wiedz, że będziesz miał łatwy dostęp... wystarczy, że zadrzesz mi kieckę - myślę w duchu.
Znów dźwięk smsa. Błyskawicznie odpowiada.

- Dziękuję Pani! To fantastyczna wiadomość! Ubóstwiam kobietki w pończoszkach! Czy może Pani teraz wyjść do łazienki i zrobić zdjęcie, tak, bym widział Pani nóżeczki w tych nylonkach?

- Nie! - wpisuję w wiadomości. Jednak nie mam odwagi mu jej wysłać.
Kurcze... przecież prawdopodobnie za kilka godzin on będzie mnie miał... Zrobi ze mną, co zechce... Zatem takie żądanie, choć właściwie to prośba, stanowi najniewinniejszą broń z jego rozpustnego arsenału.

Przepraszam uczniów i wychodzę. Serce bije mi jak oszalałe, gdy zmierzam do toalety. Zamykam główne drzwi. Dziwne uczucie towarzyszy mi, gdy podciągam spódnicę.  
Pstryk.
Na ekranie widzę mocno erotyczną scenkę - widoczną zadartą kieckę i długie nogi w szpilkach i pończochach. Wyraźnie rysują się koronki nylonów, oddzielające je od obszaru ciała.

Ty stary pryku! - myślę sobie, patrząc w telefon - teraz dopiero nabierzesz na mnie ochoty... Nie przepuścisz mi... oj... nie przepuścisz...

Tym razem dłużej czekałam na sms-a.

- Paniusiu! Nawet nie wiesz, jak wielką radość mi sprawiłaś! Doskonałe, rozkoszne ujęcie! Nie muszę chyba mówić, co się dzieje w moich spodniach. Ależ nabrałem na Ciebie ochoty...  
Ale w takim razie poproszę jeszcze jedno zdjęcie, Pani. Twej słodkiej brzoskwinki.

A to cham! - zagrzmiałam na niego w myślach.
Taka propozycja wydała mi się totalnym naruszeniem mojej intymności. Planowałam mu odpisać bardzo dosadnie.
Jednak po chwili zaczęłam oswajać się z tą myślą. Oburzające żądanie, z upływem każdej minuty, nie tylko emocjonowało mnie, wywołując uczucie uopokorzenia, lecz także... podniecenia.
Głos wewnętrzny jakby polemizował ze mną:
- Za kilka godzin  będziesz musiała nie tylko pokazać to co masz między nogami! Ale także pozwolić mu, by sobie tam poużywał, jak tylko żywnie zapragnie!
Przegrywam dyskusję sama z sobą.
- Racja... będę należała do niego... i moja piczka... Zdjęcie? Czym przy tym jest zdjęcie?

Tym razem do toalety idę na przerwie. Drżącą ręką wkładam telefon pod spódnicę. Wcześniej zsuwam koronkowe majtki. Tylko trochę rozchylam nogi.
Pstryk.
Patrzę w ekranik.  
Boże! Nigdy wcześniej nie widziałam jej z takiej perspektywy! Nawet nie sądziłam, że zdjęcie mojej waginy będzie aż tak wyraźne...

Tuż na początku kolejnej lekcji przyszedł sms zwrotny.
- Wyśmienita! Jakże przeurocza różyczka! Smakowita brzoskwinka! Pomyśleć, że już na mnie czeka! Już się sposobi, żeby się ze mną zaznajomić!

Już teraz droczy się ze mną... - pomyślałam - dobrze, że nie ma kolejnych poleceń...

Dokładnie w tym momencie przychodzi kolejny sms. Podskoczyłam.
Co jeszcze mi napisał?

- Bardzo podoba mi się ten wąski paseczek nad nią. Uwielbiam takie! No i co za oprawa - te koronkowe majtusie zsunięte na bok - mistrzostwo świata.
A czy może mi Pani wyznać, czy ta jamka jest ciasna?

A to gagatek! Pastwi się nade mną. Chce, żebym sama zdradzała mu swe intymne sekrety.
A niech wie! Niech wie, że trafi mu się ciasna piczka!

Odpisuję:
- Ciasna.

Nie muszę czekać długo na odpowiedź.
- Doskonała! Marzenie!

Zastanawiam się, jakie teraz perwersyjne żądanie otrzymam?
Może - udowodnienie tej ciasności... - włożenie dwu paluszków i zrobienie wtedy zdjęcia...
Aż dreszcze przechodzą mnie na samą myśl o tej scence, gdy wykonuję taką fotkę w kiblu...
A może jego rozpustna natura podpowie mu jeszcze bardziej perwersyjne rozwiązanie...?
Na przykład, może zechcieć, żebym tymi paluszkami suwała w mej jaskince... Symulowała ruchy frykcyjne??? Ach! To by było dopiero!
A może jeszcze - nie robiła wcale zdjęć, lecz... - nakręciła do tego filmik!
Boże! Nie...
Do tego, jego chora fantazja mogłaby mu podpowiedzieć, żebym podczas tej "produkcji filmowej" dodatkowo - jęczała!
Teraz dopiero przeszły mnie dreszcze! Wyobraziłam sobie dokładnie tę scenę w nauczycielskiej toalecie... jak to wykonuję tam zboczone polecenie, a z kabiny obok - ktoś mnie podsłuchuje!

Na szczęście już żadego tego typu sms-a nie dostaję. Poza tym, w którym polecił mi czekać na przystanku autobusowym przy ryneczku. Pisze, jak bardzo nie może się doczekać... Nie oszczędzając mi pikantnych słów, które jasno wskazują na jego podniecenie:
- Proszę przygotować swoją słodką, wypielęgnowaną i ciaśniutką myszkę na istną katorżniczą przeprawę...
No i znów przebiegają mnie ciarki pod wpływem tych słów. Przymykam oczy i wyobrażam sobie tę scenę, w której tak hucznie dostaję do wiwatu...

Do końcalekcji nie myslę o niczym innym, jak tylko o tym co mnie czeka. Wciąż zastanawiam się, gdzie będę musiała mu się oddać? Czy będzie brutalny, wulgarny? Jak dojdzie do tego aktu? Gdzie, mówiąc pospolicie będę musiała "rozłożyć nogi"...? Jak to będzie? Czy wystarczy mu, że raz mnie "wyobraca"? Czy będzie mnie trzymał całą noc i kilka razy będę musiała mu "nadstawić tyłka"? Czy będzie wchodził we mnie delikatnie? Czy  wprost przeciwnie - okaże się bezpardonowy, drapieżny... i jego pchnięcia przejawią agresję czy wręcz okrucieństwo?

Na koniec lekcji czekam jak na ścięcie. Wychodząc ze szkoły, nie zauważam ani uczniów, którzy mówią mi: "do widzenia", ani kolegi - matematyka. Marek komentuje to: "głowa w chmurach - chyba jesteś zakochana!"
Jasne - myślę w duchu i zaraz sobie sama dodaję - a czyż nie idę kochać się?

Gdy stoję na tym pieprzonym przystanku, minuty dłużą mi się, odnoszę wrażenie, że wszyscy dokoła patrzą na mnie i perfekcyjnie domyślają się, po co czekam. Wydaje mi się, że czytam w ich myślach. Wydaje mi się, że mężczyzna po pięćdziesiątce w skórzanym kapeluszu dedukuje: - "Czeka tu na absztyfikanta, żeby mu dać! Po to tak się ubrała! Założyła specjalnie taką szeroką spódnicę, żeby wygodniej nadstawić zadek do wyryćkania!"
Natomiast ten szczyl w wielkich okularach, sprośnie fantazjuje: "Zaraz będzie klęczała, z wielkim fiutem w ustach, trzymana mocno za te jej śliczne włosy!"
Płonę ze wstydu.

Wreszcie podjeżdża duży, nieco wysłuzony opel. Kierowca zaprasza mnie do środka. Kulturalnie się wita, nawet całuje mnie w rękę! Może wydaje mu się, że im bardziej jestem damą, tym większy honor dla niego, gdy mnie posiędzie...

Mimo kulturalnych manier, w jego wzroku wyczuwam coś niepokojącego, jakby drapieżnego. Jakby w duchu mówił sam do siebie - "Upalę ja sobie tę sikorkę, oj upalę! Pociupciam sobie! I to porządnie!"
- Dokąd jedziemy? - pytam próbując ukryć drżenie głosu.
- Trochę za miastem jest przytulny motelik. Za bardzo znają panią w tym miasteczku, a mnie też w pewnych kręgach...

Siedzę jak na szpilkach, mimo, że zagaja coś o pogodzie.  
- Przepraszam za moje sms-y, chyba nadto obcesowe... ale pani daruje, nie mogłem się powstrzymać. - Uśmiechając się, kładzie mi dłoń na kolanie i je ściska.
Przecież w normalnej sytuacji natychmiast odepchnęłabym tę rękę...
Ale to przecież nie jest normalna sytuacja, więc dozwalam, by je teraz masował.

- Pani zdjęcia na prawdę mnie rozpaliły... - szepnął, ściskając moją nogę powyżej kolana. Jego dłoń wsunęła się pod spódnicę, lecz ja nadal nie reagowałam, w końcu zgodziłam się na wiele więcej...
- Nawet nie wie pani, jak się cieszę, że się pani zgodziła... Jest pani najatrakcyjniejszą kobietą w tym naszym miasteczku... i najelegantszą cizią... - w tym momencie pakuje dłoń jeszcze wyżej pod moją spódnicę, do koronki manszet - uwielbiam damuli, które noszą pończochy...

Zupełnie nie wiem, jak reagować. Jednak przecież nie pozostaje mi nic innego niż pozwalać się obmacywać...

- Pani Marto, przepraszam, że znowu pytam obcesowo, ale czy ma pani narzeczonego?

Ciekawe, czy chce wiedzieć, czy z kimś regularnie sypiam, czy może chce mieć uciechę z przyprawiania komuś rogów?

- Nie... nie mam... Dlaczego pan pyta?

- A nie... nic, nic... Tak o pani gadają, że pani wybredna i żadnemu chłopu nie pozwala się pani zdobyć. Pono nawet dyrektor liceum, który odgrażał się, że panią zaliczy, zaliczył... czarną polewkę...

- Cóż...

- Przepraszam, ale zadam kolejne obcesowe pytanie... pewnie potraktuje je pani jako nietaktowne... ale... Rozumiem, że nie jest pani dziewicą?

To pytanie dotyka sedna mojej intymności. Czuję sie, jak penetrowana... I o dziwo, to dociekanie mych najskrytszych tajemnic, sprawia mi specyficzny rodzaj przyjemności... Do tego przypomina mi, że jestem od niego zależna... To też zaczyna mnie podniecać. Chyba dletego odpowiadam tak:

- Zadaje pan zbyt intymne pytania... Dlaczego interesuje to pana, czy jestem dziewicą? A co gdybym powiedziała, że tak?

Wpatruję się w jego twarz, która nabiera teraz dziwnego wyrazu, jakby chciał mi obwieścić: "Maleńka, chętnie zerwę ci gwinta! Zapamietasz swój pierwszy raz na całe życie!"

Zaś powiedział:  
- Paniusiu... gdybyś oznajmiła, że tak - byłbym najszczęśliwszym z ludzi...
Palce jego dłonni, niczym szpony, zacisnęły się na moim udzie.

Błysk w jego oku wydaje mi się szczególnie niepokojący... Żeby ostudzić jego zapały, dementuję:
- No dobrze... skoro i tak mam się z panem przespać... niech będzie... nie jestem dziewicą... Niestety nie zafunduję panu przyjemności pozbawienia mnie cnoty...

Nie potrafię opisać zawodu, jaki wymalował się na jego twarzy.
- Tak myślałem, a jednak wielka szkoda, że nie dane mi będzie... że tak użyje slangu... "zdjąć simloka"... Zdeflorować taką damulkę... ależ to byłoby marzenie!

Ściskał mi udo i wpychał rękę coraz bardziej pod spódnicę. Miałam wrażenie, że kierowcy jadący z naprzeciwka, doskonale to widzą. Choć przecież to nie było możliwe.
Jednak i tak, słysząc jego słowa i czując dłoń buszującą coraz śmielej pod moją kiecką - peszyłam się, czerwieniłam i spuszczałam wzrok.

A on, jakby czytał w moich myślach.
- Wie pani co? Jak patrzę na tych tirowców, którzy nas mijają, wydaje mi się, że oni muszą mi strasznie zazdrościć tak ślicznej dżagi, siedzącej obok mnie...

Popatrzyłam, rzeczywiście rozpierała go duma.

- I wie pani co? Oni chyba widzą, że prowadzę auto jedną reką. Chyba nie mają wątpliwości, gdzie znajduje się druga...?

Uśmechnął się złowieszczo, masując jednocześnie moje udo - wsunął się już poza koronkę pończochy i macał już nagie ciało...

Oczywiście nie odpowiadam na to prowokacyjne pytanie. Co zresztą miałabym rzec? - "Tak, oni domyślają się, że trzymasz łapę pod moją kiecką?!"

Zdaję sobie sprawę, jak bardzo czuję się upokorzona.
Ignacy tymczasem klepie mnie po udzie, jakby "zaklepując" swoją własność. Tym bardziej odczuwam fakt bycia podporządkowaną.

- Wie pani co? Na swój sposób podnieciła mnie pani wyznaniem o stracie cnoty... Jakoś strasznie mnie intryguje, kto miał ten niewątpliwy honor?

Nie mam wątpliwości, że to go intryguje, gdyż napastliwa ręka, harcująca pod moją spódnicą, już niemal ociera się o majtki.
Krępuje mnie to pytanie, jak cholera, ale też jak cholera podnieca... Onieśmielam się, a z drugiej strony chcę, pragnę go prowokować moimi wyznaniami.

- No wie pan... o tak intymne sekrety pytać kobietę... Chce mnie pan zawstydzić... No... ale tak... zdaję sobie sprawę, że jestem w pańskiej władzy... w pańskim władaniu...

- Zatem?
Jego dloń była już blisko mego łona.

- Cóż... niech będzie... Wianka pozbawił mnie... taki chłopak... Tomasz... niewierny, jak się okazało, Tomasz, w akademiku... Niewierny... taki swego rodzaju kolekcjoner cnót studentek...

Rumienię się, a on trze dłonią oba moje uda.

- Jak ja mu zazdroszczę! Ech! Miał farta zafajdaniec! A gdzie to się zadziało? W jakim miejscu miał zaszczyt przebijać najcudniejszą błonkę?!

Przymykam powieki, przed oczami staje mi ta scena. Tylnie siedzenie starego żęcha, poplamiona i wytarta tapicerka, w samochodzie śmierdzi olejem silnikowym, choć prubuje to wytłumić zapach zielonego jabłuszka. Leżę na plecach, a ta kreatura na mnie. Zadziera mi spódnicę (doskonale pamietam tę chabrową kieckę z czasów studenckich). Mówię, że jeszcze nie czas... że musi jeszcze poczekać... Sięga do moich majtek. Krępuję się jak diabli. Obiecuję mu, że będzie mnie miał, ale jeszcze nie teraz. Ściąga moje koronkowe stringi silnym szarpnięciem. Jeszcze go cicho proszę, żeby mi odpuścił, ale już wiem, że go nie powstrzymam. Wchodzi we mnie. Czuję ból. Każe mi szerzej rozłożyć nogi. Słyszę głośną pracę wysłużonych resorów. Porusza się we mnie tak mocno, dziko, jakby chciał mnie rozwiercać... A więc nie jestem już cnotką...

- Ejże! Paniusiu, coś się tak zamyśliła? - Ignacy przywraca mnie do rzeczywistości.

Wyznaję mu, w jakże prozaicznym miejscu straciłam cnotę.  
- W aucie...
Natychmiast uświadamiam sobie, że przecież teraz też jesteśmy w samochodzie.

Urzędnik szalenie się rozochocił moim wyznaniem, co dał wyraz masując przez koronkę majtek moje łono. Musiał wyobrazić sobie scenę, gdy niewierny Tomasz rozdziewiczał mnie w aucie... Bo zapałał tym samym pragnieniem!

- Pani Marto! Nie chcę czekać do tego pieprzonego motelu! Chcę cię mieć tu i teraz! Na tylnim siedzeniu! Na tym parkingu w lesie!

Roztrzęsiony otwiera mi drzwi i wysadza z samochodu.
Tłumaczę mu, że to dla mnie duże zaskoczenie, że nie jestem przygotowana... nastawiona psychicznie, że to ma się odbyć teraz...
Ale on nie słucha.

- Bardzo pana proszę... Poczekajmy do tego motelu... Ja... jestem nieprzygotowana... Słowa dotrzymam... pójdę z panem do łóżka... ale potrzebuję się nastawić... no i tu takie warunki...

Nie przekonałam go jednak.

- A tamtemu chłoptasiowi, to co? Dałaś bez szemrania! Może nawet na masce cię ładował?!

- Nie... nie... proszę...

- Studentka z cnotką popuściła szpary w samochodzie, a doświadczona kobita boi się rozłożyć nóg!

Czuję, że za bardzo jest rozogniony, a ja za słaba by go powstrzymać. Popychana ląduję na tylniej kanapie na plecach.

Czuję, jak wyuzdany, rozochocony kierownik gramoli się na mnie. Sapie, przeszkadza mu w tym niemały brzuch.
Ja nieustannie protestuję.
- Panie kierowniku... proszę... nie tutaj... nie rozkręciłam się jeszcze... nie przygotowałam...

Jeszcze głośniej sapie, sadowiąc się na mnie. Czuję na sobie jego ciężar. Czuję, jak uchwyt do pasa bezpieczeństwa wpija mi się w plecy.

- Proszę... nie... - biadolę, próbując go odpychać - i tak się panu oddam...

Tymczasem jego łapa już zadziera moją spódnicę.
- Paniusiu... ale ja nie potrzebuję twojego nastawienia. Potrzebuję tylko tego, co masz pod spódnicą!

W jednej sytuacji ten, zdawałoby się, niemal dżentelmeński mężczyzna, przeistacza się w grubianina.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 4906 słów i 28420 znaków, zaktualizowała 6 mar o 9:34.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Gosc

    Bardzo fajne opowiadanie

  • Historyczka

    @Gosc Dzięki! A jaki przewidujesz rozwój wydarzeń? Może cos podpowiesz? :)

  • Gosc

    @Historyczka myślę że Twoja wyobraznia poradzi sobie z dalszym ciągiem tego opowiada. Twoje opisy sa super  :cool:

  • Bobywolf

    Pani profesor chyba zostanie zerznieta w aucie na leśnym parkingu jak jakaś dajka, tania dziwka.

  • Historyczka

    @Bobywolf może jednak nie... może - miejmy nadzieję - coś ją uchroni...

  • Bobywolf

    @Historyczka mam nadzieję że coś ja uchroni od takiego upokorzenia że nie będzie musiała ssać  kutasa panu Ignacemu którego niemodny, urzędniczy garnitur czuć naftalina i że ten urzedniczyna nie będzie przygniatał Marty swoim brzuchem na tylnym siedzeniu tego grata.

  • POLO

    No nareszcie 🙂 Na tej tylnej kanapie może być bardzo niewygodnie...