Kamienicznik, praca i koleżanki XLII

Nie zastanawiając się dłużej, zawróciłem i ruszyłem w stronę osiedla Joanny.
Byłem zły na samego siebie, że się zgodziłem.
Muszę trochę popracować nad asertywnością, przemknęła mi myśl.
Chociaż z drugiej strony to była stosunkowo niewysoka cena za rozrywki, jakie dostarczały mi dziewczyny.
Właściwie powinienem być wdzięczny Elce.
Gdybym nie dowiedział się, że przyprawia mi rogi, to do tej pory byłbym przykładnym mężem.
I o takich rozrywkach mógłbym tylko pomarzyć.
Coś za coś, przypomniałem sobie mijający dzień i Gośkę z jej apetytem na seks.

O Cholera! Zakląłem, widząc wytaczającego się na środek drogi pijaka.
W ostatniej chwili udało mi się zahamować.
No tak sobota ludzie się bawią.
Szkoda tylko, że zapominają, że w zapadającym mroku takie wtargnięcie może się źle skończyć.
Przez chwilę obserwowałem we wstecznym lusterku zataczającą się postać.
Kiedy w końcu dojechałem do celu, było już ciemno.
Zaparkowałem w pewnym oddaleniu od domu Joanny.
Nie chciałem ryzykować uszkodzenia samochodu na nierównej drodze.
W stojącym nieopodal domu Joanny świeciło się światło tylko w jednym oknie.
Kiedy podszedłem bliżej, usłyszałem śmiech i jakieś niewyraźne słowa.
To była Joanna.
W pierwszej chwili nie zrozumiałem, co ją tak rozbawiło.
Dopiero kiedy zbliżyłem się bardziej, słowa stały się zrozumiałe.
Siostra Joanny żaliła się siostrze, że ma problemy z zajściem w ciąże.
Że już powoli traci nadzieję, na posiadanie dziecka.
Przerwała na chwilę, słuchając jakiegoś pytania siostry.

-Oczywiście, byliśmy u lekarza, robiliśmy badania, to chyba była odpowiedź na pytanie siostry.

-I co? Joanna była ciekawa.
-Wielkie G, w głosie Zuzanny usłyszałem złość.
-U mnie wszystko w porządku, ale u Janka? Przerwała na chwilę.
-Lekarz powiedział, że jego plemniki są bardzo słabe i chyba tylko cud spowoduje, że mnie zapłodni.
-Mówił jeszcze, żebyśmy próbowali i mieli nadzieję, zaśmiała się gorzko.

Usłyszałem, jak Joanna się roześmiała.

-Z czego się śmiejesz, Zuza była oburzona.
-Z ciebie, w głosie Joanny dalej słychać było wesołość.
-Znajdź sobie kogoś, prześpij się z nim i może się uda.

-Prześpij, łatwo Ci powiedzieć, Zuzanna dalej miała wątpliwości.
-Przecież u mnie na kolonii zaraz wszyscy by wiedzieli.
-Zresztą jak ty to sobie wyobrażasz?
-Mam zaczepić faceta i powiedzieć mu, że chcę, żeby zrobił mi dziecko?
-Już widzę, jak ucieka, gdzie pieprz rośnie, dokończyła.
Przez chwilę panowało milczenie, które w końcu przerwała Joanna.

-Słuchaj, zaczęła jakby z wahaniem.
-Znam kogoś, kto mógłby ci chyba pomóc.
-Facet dyskretny a poza tym wcale nie musi wiedzieć, że dajesz się przelecieć, żeby zrobił ci dzieciaka.

-Gdzie znalazłaś taki skarb? W głosie Zuzanny zabrzmiała ciekawość.
Zobaczyłem, jak Joanna pochyliła się do siostry i coś wyszeptała.
-Ty ? Ty z nim? Zdziwienie Zuzanny było prawie namacalne.
-A co! Też chcę mieć coś od życia, Joanna zachichotała.
-Myślę, że dzisiaj byłoby najlepiej, no i miałabyś trochę czasu na ewentualną powtórkę, zanim Twój stary przyjedzie na urlop.
-A właściwie to kiedy wracają? Joanna spojrzała z ciekawością na siostrę.

Ta z lekkim uśmieszkiem odpowiedziała.
-Dzwonił, że będą w piątek, cała trójka dodała, twój stary, mój i chłopak Kaśki.
-Wiesz, nie podoba mi się ten gówniarz.
-Jeszcze nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie.
-Gdzie ona miała oczy, jej niechęć do jakiegoś dzieciaka była wyraźna.

Trochę zaskoczyło mnie podejście Joanny.
Jej rada, żeby siostra zrobiła sobie dzieciaka na boku, dosłownie mnie zaskoczyła.
Nie przypuszczałem, że może być taka wyrachowana.
Cóż to była następna rzecz, jaką dowiedziałem się o kobietach.
Chociaż z drugiej strony, dzięki takiemu podejściu miałem okazję zaliczyć nie tylko ją, ale również najmłodszą córeczkę.
No dość tego, postanowiłem przerwać ich dalsze wynurzenia.
Wszedłem na ganek i zastukałem w drzwi.
Rozmowa sióstr urwała się gwałtownie.
Po chwili drzwi uchyliły się i stanęła w nich Joanna.

-Jak dobrze, że przyjechałeś, nie mogłyśmy się doczekać, wykrzyknęła.
-Przecież obiecałem.
-Wejdź, odsunęła się, robiąc przejście.
-Zuzanna zaraz zejdzie, tylko się spakuje.
-Jeszcze raz ci dziękuję, że się zgodziłeś.
-Przy najbliższej okazji odwdzięczę się, wyszeptała.

-O! Jest mój wybawca, usłyszałem głos jej siostry.
Stała na schodach, trzymając w ręku niedużą walizeczkę.
-Do usług, podjąłem jej ton.
-Powóz zajechał szanowna pani, zamarkowałem ukłon.
-Dziękuję dobry człowieku, zachichotała.
Zeszła ze schodów i podeszła do mnie.
Przez chwilę patrzyła mi w oczy, jakby się nad czymś zastanawiała.
-Mam nadzieję, że dowieziesz mnie bezpiecznie?
-Oczywiście, znowu się skłoniłem i wyjąłem z jej dłoni walizeczkę.
-Proszę za mną.
-Do zobaczenia rzuciłem w stronę Joanny i wyszedłem z domu.
Idąc do samochodu, czułem na plecach oddech idącej tuż za mną Zuzanny.
-Gdzie tak się spieszysz?
Zaskoczyło mnie to nagłe przejście na ty.
Zatrzymałem się nagle.
Poczułem, jak wpada na mnie i ratując się przed upadkiem łapie za ramię.
-Przepraszam, gapa ze mnie.
-Nie zaprzeczę, chyba lepiej będzie, jak weźmiesz mnie za rękę.
-Tak będzie bezpieczniej, dodałem.
No, no suczka chyba posłuchała rady Joanny i zaczyna realizować plan uwiedzenia?
Szybka jest, uśmiechnąłem się do siebie.
Poczułem jak wsuwa swoją rękę pod ramię i przytula się do mojego boku.
Wyraźnie mnie kusiła.
Nagle zrobiło mi się ciasno w spodniach.
Kutas zesztywniał, a ja znowu nabrałem ochoty, na małe co nieco jak mówił Kubuś Puchatek.
-Dlaczego zaparkowałeś tak daleko, spytała, kiedy potknęła się, zahaczając o nierówno położoną kostkę.
Zignorowałem jej pytanie i skierowałem się w stronę stojącego nieopodal samochodu.
Nie czekając, aż dojdzie, otworzyłem bagażnik i wrzuciłem trzymaną w ręku walizeczkę z jej rzeczami.
-Dżentelmen! Usłyszałem jej lekko kpiący głos, kiedy kolejny raz potknęła się i oparła o samochód.
Nacisnąłem przycisk na pilocie i otworzyłem drzwiczki.
Przez chwilę obserwowałem, jak mości się na fotelu, szukając najwygodniejszej pozycji.
-Proszę zapiąć pasy, zwróciłem jej uwagę, kiedy ciszę w samochodzie przerwał przenikliwy sygnał.
Patrzyłem, jak mocuje się z niesfornym pasem, usiłując go zapiąć.
Zatrzymałem samochód i pochyliłem w jej stronę.
-Pomogę!.
Miałem teraz tuż przed oczami jej piersi, odznaczające się pod obcisłą bawełnianą koszulką.
Chyba nie ubrała biustonosza, zobaczyłem jej sutki wyraźnie odznaczające się pod cienkim materiałem.
Markując siłowanie się z niesfornym pasem, przejechałem dłonią po lekko wypukłym brzuchu.
Poczułem, jak drgnęła.
Myślałem, że cofnie się, ale nie.
Wręcz przeciwnie przesunęła się bardziej na skraj siedzenia.
W końcu udało się, końcówka pasa wskoczyła w uchwyt.
Uruchomiłem silnik i powoli wyjechałem na drogę.
-Którędy? Spojrzałem na pasażerkę, kiedy wyjechaliśmy na główną.
-Spieszy ci się, zamiast udzielić wskazówki, zadała pytanie.
-Wiesz, mam ochotę napić się kawy, kontynuowała.
-Może znasz jakieś miejsce, gdzie można się zatrzymać?
-Znam, ale musiałabyś sama ją zaparzyć, uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie finał picia tej kawy.
Mówiąc o kawie, miałem na myśli powrót do domku nad jeziorem.
Tam nikt by nam nie przeszkadzał w piciu kawy, uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie picie kawy w jej towarzystwie.
Czułem, że kawa jest tylko pretekstem i dziewczynie chodzi coś innego po głowie.
Kiedy jeszcze uzmysłowiłem sobie, że w ten sposób zaliczyłbym całą żeńską część rodziny Gośki, kutas zesztywniał.
-Bardzo ci się spieszy? Spojrzałem na siedzącą obok Zuzę.
Przez chwilę milczała, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.
-Nie bardzo, dom pusty, mąż przyjedzie dopiero w piątek, dokończyła i spojrzała na mnie jakby ciekawa mojej reakcji.
Jej szczerość zaskoczyła mnie.
Nie spodziewałem się, z jej strony takiej postawy.
Żadnego krygowania się, udawania.
Dziewczyna wiedziała, czego chce i jasno dała mi to do zrozumienia.
-Ok! W takim razie jedziemy do mnie nad jezioro.
-Mam nadzieję, że Ci się spodoba, uśmiechnąłem się i na skrzyżowaniu skręciłem w drogę prowadzącą do domku.
-Tam byłeś dzisiaj z Gośką? W jej głosie była ciekawość i jeszcze coś innego.
-Tak! Potwierdziłem.
-Mam nadzieję, że ci się tam spodoba?
-Nie ma tam żadnych luksusów, ale za to dyskrecja gwarantowana.
Postarałem się, żeby zabrzmiało to dwuznacznie.

-Właśnie! Dyskrecja, poczułem, jak kładzie rękę na moim udzie i powoli przesuwa ją w stronę krocza.
-Mam nadzieję, że wiesz, co robisz? Zwolniłem i spojrzałem na Zuzannę.

-A jak myślisz? Uśmiechnęła się, ale cofnęła dłoń.
-Mam nadzieję, że nie będę tego żałowała, dodała.
Nie skomentowałem, zresztą nie było to konieczne.
Panująca w samochodzie, przesycona erotyzmem atmosfera wystarczyła za odpowiedź.

merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1653 słów i 9271 znaków, zaktualizował 4 sie o 11:58.

1 komentarz

 
  • iMoje3grosze

    Nie trzeba wyjeżdżać do Egiptu i u nas robi się gorąco :napalony:  
    Jak zawsze świetnie napisane. Nie ma to jak dobra motywacja  :blackeye:  
    Pozdrawiam i niecierpliwie czekam, co dalej.

  • merlin

    @iMoje3grosze Fakt motywacja to podstawa. :)