Bezlitosna, naiwność

Bezlitosna, naiwność– Jesteś beznadziejna.

Nieoczekiwane słowa smagnęły klęczącą jak bicz, mącąc panującą dotąd ciszę pośród zaciemnionego na obrzeżach salonu przestronnego apartamentu.

Wybita ze stanu pełnego skupienia dziewczyna zamrugała, zastygając w bezruchu. Wygłoszona chłodnym tonem nagana jawiła się jako niestosowna i bez wątpienia niesłuszna na tle budowanej z mozołem od kilku minut intymnej atmosfery. Nie do końca zrozumiała przykra reprymenda stanowiła dla młodej adresatki zlepek dwóch niepasujących do siebie w tych okolicznościach wyrazów. Ich głębszy sens wymykał się umysłowi rozpalonemu od tak dawna wyczekiwaną chwilą spełnienia.

Obtarła mokre usta wierzchnią stroną dłoni i z wahaniem uniosła wzrok.

Spojrzała nabożnie w górującą nad nią twarz kobiety ułożonej w wygodnej pozycji na skórzanym fotelu z szeroko rozłożonymi, smukłymi nogami. W surowym spojrzeniu poszukiwała choćby cienia śladu świadczącego o tym, że być może tylko się przesłyszała – na darmo. Odpowiadające niemo na jej niewypowiedziane pytanie lodowate oblicze w bezlitosny sposób obróciło wniwecz jej kruchą nadzieję.

Cofnęła się, nie uświadamiając sobie własnego zachowania. Jej pozbawione woli dłonie opadły na drewnianą podłogę. Czując, że siły ją opuszczają, potrzebowała ich jednak jako dodatkowego i koniecznego punktu podparcia.

Odwracając wzrok, zamrugała raz jeszcze, usiłując przepędzić wzbierające w oczach pieczenie. W jej brzuchu pojawiło się nieprzyjemne uczucie.

– Spójrz tylko, męczysz się już piętnaście minut, a ja nie zwilgotniałam nawet o odrobinę.

Kątem oka dziewczyna zauważyła, jak dwa wskazujące palce rozpostarły szeroko zaczerwienione wargi, ujawniając bolesną, ale szczerą prawdę ulokowaną pośrodku gładkich ud kobiety.

Na czworaka, z nagimi, wypiętymi pośladkami dziewczyna podpełzła bliżej. Wyciągnęła drżącą dłoń w kierunku rozchylonego wulgarnie intymnego miejsca w nieśmiałej próbie upewnienia się, czy słowa kobiety były zgodne z rzeczywistością. Musiała mieć pewność! Widziała przecież jak na dłoni, jak łono starszej od niej wybranki mieniło się wilgocią w świetle ustawionych dookoła lamp. To z pewnością nie mógł być efekt wyłącznie pozostawionej przez nią obfitej ilości śliny! To musiało być coś więcej! Podobnie jak intensywny zapach, który drażnił jej nozdrza. Czy ona tak świetnie maskuje podniecenie?

A może jednak to ja jestem tak słabą kochanką?! – oskarżała samą siebie.

Zadbana dłoń oderwała się od strzeżonego pilnie rejonu i trzepnęła siarczyście w zbliżające się w jego kierunku palce, odganiając je teraz jako niechciane i nieproszone.

Zabolało bardziej niż ukąszenie żmii.

Odtrącona dziewczyna przysiadła na piętach i przełknęła ślinę, czując narastającą teraz w jej wnętrzu panikę. Gorzkie słowa i szorstkie gesty raniły bardziej niż prawdziwy fizyczny ból, który mógłby zostać jej zadany zamiast nich. Tym bardziej że pochodziły one od kobiety szczególnie dla niej ważnej, którą od tak dawna w skryciu poważała i wielbiła.

Dlaczego ona tak się zachowuje w stosunku do mnie? Nigdy nie posądziłabym jej o taką niewrażliwość.

Naga stopa dotknęła klatki piersiowej dziewczyny, dokładnie pośrodku skromnego biustu i z niewielką, lecz wystarczającą siłą popchnęła ją do tyłu, przerywając ciąg bolesnych myśli.

Oszołomiona, klapnęła na tyłek, podpierając się z tyłu, by nie upaść na plecy. Z rozwartymi nogami, mimowolnie sama zaprezentowała nagie krocze. To, co się wydarzyło, wydawało się tak zaskakujące, że nie była w stanie zareagować w żaden sensowny sposób.

Oświetlające ją z każdej strony światło lamp, uwidaczniało każdą jej niepożądaną emocję, każde najdrobniejsze zawahanie się, a w szczególności jej aż nadto wyraźne…

– Widzę, że podczas gdy zawodzisz w łatwym zadaniu, to równocześnie świetnie się przy tym bawisz.

Otwarta dłoń wskazała na nagie krocze dziewczyny, zalane wilgocią oraz równie lepkie uda.

– Nie uważasz, że wpierw powinnaś dogodzić mnie, a dopiero później pozwolić sobie pofolgować?

Kobieta wstała z fotela i podeszła do dziewczyny, jeszcze bardziej gromiąc ją wzrokiem.

– Ale ja… – Dziewczyna próbowała się usprawiedliwić.

– Wynoś się!

Cierpkie słowa pozbawiły dziewczynę tchu.

Naprawdę miała to zrobić?! Nie! Pragnęła wyjaśnić, przeprosić, zrobić wszystko, co potrzebne, by naprawić to, co musiało zostać naprawione, lecz ostatecznie okazała się niezdolna do sformułowania nawet krótkiego usprawiedliwienia. Jedynie płytki, przerywany oddech znajdował ujście z jej rozedrganych ust.

– Uległam ci, przyjęłam, jak plączącego się pod nogami skomlącego szczeniaka, a ty nawet nie potrafisz zrobić prostej rzeczy.

Gdyby to były słowa faceta, nie poświęciłaby im ani odrobiny uwagi. Gdyby to były słowa kogoś innego, puściłaby je mimo uszu. Niestety te słowa pochodziły od Niej i bolały po dwakroć tyle. Miękkie usta, których tak bardzo pożądała, upokarzały, zamiast zapewniać o odwzajemnionym upragnionym uczuciu. Zabrakło w nich wyrozumiałości i dobrej woli.

Dziewczyna, czując bolesne osamotnienie i upokorzenie, zaczęła kwestionować podjętą bez namysłu, lecz w odpowiedzi na potrzebę serca decyzję. W końcu się przełamała, sama zabiegała o spotkanie i uradowana zgodą, zgodziła się w odpowiedzi na nią na tę niespodziewaną, osobliwą aranżację. A teraz odczuła, jak to jest się sparzyć i zostać odrzuconym przez drugą osobę.

– Wynoś się – powtórzył tak miły kiedyś, a teraz okrutny głos.

Zamarła, nie pozwalając sobie na akceptację znaczenia tych oczywistych przecież słów. Gdyby to zrobiła, musiałaby równocześnie pogodzić się z faktem, że to by oznaczało koniec.

– Proszę, ja...! Dlaczego jesteś taka bezlitosna?! – chciała wykrzyknąć w odpowiedzi.

– Czy ty nie rozumiesz wszystkich czytelnych poleceń?! W takim razie pokażę ci, czego sobie teraz życzę.

Zdecydowanym, silnym szturchnięciem po wewnętrznej stronę łydki, kobieta zmusiła dziewczynę do ruszenia się z miejsca.

– Zabieraj rzeczy i spadaj!

Huczące w głowie piekące razy wymierzanego bez litości upodlenia wymykały się jej logice. Dziewczyna chaotycznymi ruchami zbierała porozrzucane wcześniej wszędzie na podłodze części garderoby: stanik, majtki, pończochy.

Gdzie leży ta przeklęta sukienka?

Czuła jak do oczu napływają jej łzy. Mrugała, starając się zwalczyć nadchodzącą histerię, wytrwać jeszcze przez chwilę do momentu, aż opuści to okropne miejsce, lecz wiedziała, że jej wysiłek i tak pójdzie na marne.

Wszystko potoczyło się nie tak, jak powinno!

– Jak najszybciej masz mi zniknąć z oczu.

Jesteś potworem! – pomyślała dziewczyna, ubierając się pod surowym spojrzeniem kobiety.

Pojedyncze słone krople spływały po czerwonej ze wstydu twarzy dziewczyny. Ledwie wciągnęła na siebie majtki, zaczęła męczyć się ze stanikiem. Drżące palce nie potrafiły trafić w zapięcie.

– Nawet ubrać się nie potrafisz – kpiła kobieta. – Wyjdź, ubierzesz się za drzwiami. No już!

Łzy płynęły strumieniem po twarzy dziewczyny. Zapłakana i półnaga, ledwie zasłonięta pomiętą sukienką, rzuciła się w kierunku drzwi wejściowych, by przerwać wreszcie to piekielne doświadczenie. Nigdy nie powinna była się na to godzić.

Mosiężna klamka opadła w dół i dziewczyna już miała wypaść na korytarz, gdy kobieta ją powstrzymała. Najwyraźniej nie dość miała wymierzania tortur.

– Stój – powiedziała wyjątkowo spokojnie, co zaskoczyło dziewczynę bardziej, niż gdyby kobieta użyła ostrzejszego tonu. Zamarła z jedną bosą stopą już poza apartamentem. Miała możliwość, by przerwać to tu i teraz, i zniknąć raz na zawsze. To byłaby tylko i wyłącznie jej decyzja.

– Zamknij drzwi i odwróć się w moją stronę… – wypowiedziane ciepłym, niemal pojednawczym tonem słowa nadkruszyły, wydawałoby się mocne filary dopiero co podjętej przez dziewczynę stanowczej decyzji.

Wahała się, cholernie się wahała. Już raz jej przecież zaufała.

Czy powinnam to zrobić jeszcze raz? Czy potrafię? Czy ona jest tego warta?!

– Aniu, proszę…

Dziewczyna poczuła, jak jej gardło zaciska się, tak, że ledwie była w stanie przełknąć ślinę. Dopiero po dłuższej chwili zamknęła drzwi, o które następnie oparła się plecami, kierując wzrok na podłogę i starając się przywrócić właściwy rytm swojemu oddechowi. Tak bardzo chciała, żeby jednak…

– Spójrz mi w oczy.

Wykonała proste polecenie i napotkała wzrok kobiety.

– O tak, właśnie tak. Powiedz mi teraz, czy zawsze tak łatwo się poddajesz, skarbie? Przecież ty wcale taka nie jesteś, prawda?

Wargi dziewczyny poruszały się nerwowo. Jak przez mgłę widziała twarz najpiękniejszej i najmądrzejszej kobiety, jaką w życiu spotkała, a która właśnie podchodziła do niej niespiesznym krokiem. Niezdolna do udzielenia najprostszej odpowiedzi, pewna, że głos by ją zawiódł, wycieńczona opadła na kolana. Coraz więcej łez żłobiło jej czerwone policzki.

Kobieta znalazła się przed zrozpaczonym dziewczęciem i wyciągnęła w jej stronę otwartą dłoń.

Spodziewając się, że jednak w jakimś chorym podstępie kobieta wciąż nie miała zamiaru poprzestać na nękaniu jej i zamierzała wymierzyć jej policzek, dziewczyna się zasłoniła. Zamiast jednak ukłucia bólu, poczuła na głowie delikatny dotyk.

Zdezorientowana i zaskoczona spojrzała na kobietę, z której twarzy zniknęła wszelka złość. Ta przyklękła przed nią i przemówiła do niej spokojnym, ciepłym głosem, jaki słyszała już nie raz.

– Wszystko się ułoży. Nauczę cię jak się właściwie zachowywać.

Dziewczyna wybuchła płaczem i wtuliła się w nagą pierś kobiety. Łkała głośno i głęboko, kobieta zaś z matczyną troską gładziła ją po głowie i plecach.

– Jesteś moja – powiedziała i położyła brodę na czubku jej głowy.

– Obiecuję, że wszystko ci wynagrodzę – zaszeptała po chwili do ucha dziewczyny słowa przeznaczone tym razem wyłącznie dla niej.

  

***

  

Pojedyncze, leniwe klaskanie przerwało ciszę i spokój przeciągającej się zbyt długo sceny. Po chwili dołączyło do niego kolejne, a później następne, aż całe pomieszczenie wypełniło się dźwiękiem owacji.

Ktoś zapalił mocne górne światło, przeganiając z apartamentu mrok i zgęstniałą atmosferę.

Zgromadzeni goście podchodzili powoli, by co lepiej przyjrzeć się skomplikowanej palecie przeciwstawnych emocji malujących się na częściowo skrytej twarzy młodej, dwudziestokilkuletniej, dopiero co złamanej dziewczyny.

Cierpienie i ulga, radość i smutek, obawa i nadzieja…, wyliczali, wyłapując kolejne ich zdaniem, najwyraźniejsze i najistotniejsze z jej emocji.

Jest gotowa. Nie, jeszcze nie teraz. Wciąż trzeba nad nią popracować. Bzdura, nadaje się! – Każdy z komentatorów dysponował swoją wyrobioną już na ten temat gotową opinią.

– Czy możemy wreszcie przejść do kolejnej części…? – padło wreszcie z tłumu wyczekiwane pytanie.

  

– Za moment…

Avalonian

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 1956 słów i 11475 znaków. Tagi: #test #próba #ból #zraniona

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Zestaw na tak

  • Avalonian

    @AnonimS dziękuję.