W policyjnych mundurach cz X

10

Następnego dnia padał deszcz. Julia podjechała swoim motorem pod szkołę, do której chodził syn pani Perliszek, Oskar. Zmoknięty chłopak, chciał już  wsiąść na motor gdy zapytała;
- Masz to skierowanie do urologa?
- No mam – powiedział – a co oni właściwie będą mi robić?
- Mama ci nie mówiła?
- Nie – odpowiedział chłopak.
- Będą ci badać siusiaka.  
- Żartujesz chyba.
- Nie. Pokażesz ptaszka, obejrzą, przeglądną, sprawdzą – powiedziała z uśmiechem na twarzy – mama ci nie mówiła?
- Nie. Nie, to ja nie jadę. Żartujesz?
- Wsiadaj, bądź mężczyzną.      
Widząc dalszy opór czternastolatka, a jednoczenie chciała jak najlepiej pomóc rodzinie i nie zawieś jego matki obiecała mu pizze. Chłopak droczył i ociągał się jeszcze, w końcu wsiadł i po kwadransie byli już na urologii.
Czekając pod gabinetem Julia zauważyła idącą korytarzem rudowłosą pielęgniarkę.  
- Dorota? - zapytała ostrożnie jakby nie była pewna czy dobrze rozpoznała w niej koleżankę z lat szkolnych.
- Tak – odpowiedziała nieco zdziwiona kobieta.
- Dorota Śmiejak !
- No teraz to już Marzec.
- A ja wciąż Lipiec – odpowiadała z uśmiechem Julia.
- Julia Lipiec! - wykrzyknęła pielęgniarka, która po chwili rozpoznała koleżankę z liceum.
- Tak jest! Starsza posterunkowa Julia Lipiec – przedstawiła się – dziś wyjątkowo bez munduru.
- Pieskiem jesteś?  
- Ty piguła, nie pozwalaj sobie.  
- Żartowałam. To co tu robisz? - zapytała Dorota.
- Przyjechałam z młodym. Jestem na wolontariacie. Pomagam jednej rodzinie i matka poprosiła mnie, żebym przyjechała z nim tu. Dostał skierowanie, ze szkoły. Ty słuchaj musimy się spotkać. Co u ciebie ?
- No, od roku jestem już Marzec...
- A ja jeszcze Lipiec -  przerwała Julia - to już mówiłaś.
... -  ty w policji nie wiedziałam, ale jaja - kontynuowała Dorota.
- No jaja trzeba mieć.
- Szkoda, że nie ma dziś doktor Klaudii Wieczornik, a jest Jonatan Omar - zmieniła temat Dorota - On jest taki... Może przyjdziecie ...  
Nie dokończyła. Akurat drzwi otworzyła wysoka, barczysta pielęgniarka, o męskim wyglądzie.
- Pan Oskar Perliszek – powiedziała.
Chłopak poczuł się dowartościowany sformułowaniem „pan”. Zaraz jednak uprzytomnił sobie, że wchodzi do gabinetu lekarskiego. Małolat wszedł do środka na glinianych nogach.
- Proszę się rozebrać – powiedziała dość surowo.
Chłopak ściągnął sweter, tak z przyzwyczajenia, chciał już ściągnąć podkoszulkę.
- Nie, nie. Ściągnij spodnie i slipki i połóż się na stole. Zaraz przyjdzie pan doktor.
Nastolatek poczuł się nieswojo. Zaczął się ociągać, więc pielęgniarka ponaglała. Tymczasem Julia dalej rozmawiała z Dorotą.
- Wiesz. Ten Omar to z jakiegoś kraju z bliskiego wschodu.
- I co z tego? Masz coś przeciw nim?
- Nie, ale ona to profesjonalistka, a on to taki...  
- Mały woli chyba mężczyznę.  
- No to idzie – zauważyła Dorota.
Spojrzała w jego kierunku. Zobaczyła barczystego mężczyznę, ogolonego na łyso. Bardziej kojarzył się jej z fotosami z poszukiwanymi mężczyznami, które codzienne widzi na komendzie, niż z lekarzem.  
- No dobra, ale kiedy się spotkamy.
- Pomyśle. Teraz lepiej będzie jak ja tam wejdę.  
Po kilkunastu minutach wyszła z gabinetu Dorota. Julia podniosła się   mydląc, że to koniec i zaraz zabierze Oskara do domu.
- To już? - zapytała się by się upewnić  
- Nie. Idę po doktor Wieczornik, są pewne komplikacje, ale nie martw się. Na szczęście przyjechała.  
Nie martw się! – pomyślała - przecież jestem za niego odpowiedzialna .
Słyszała wprawdzie pokrzykiwanie, piski chłopaka, ale jak to w gabinecie medycznym. Teraz serce jej biło silnie. Gdy ujrzała doktor, niepewność mieszała się z nadzieją. Teraz zrozumiała sugestie Doroty, by przyjść jutro,  czy pojutrze. Jednak po następnych kilkunastu minutach wszystko skończyło się dobrze. Dorota wyprowadziła Oskara.
- Proszę przyjść... przyjdź z nim za dwa tygodnie.
- Nie, nie ja tu już nie przyjdę – protestował Oskar.
- No to za dwa tygodnie i wówczas się umówimy, a my Oskarku... na pizzę.
Doktor Wieczornik wyszła z gabinetu, a Dorota schowała się za drzwiami gabinetu.
- To za dwa tygodnie się widzimy Oskarku – powiedziała jeszcze lekarka.
- Tak, tak – przytaknęła Julia.
- Zobaczymy - szepnął Oskar.  
Nie dyskutowała z nim. Emocje uszły i  zaczęła myśleć o Poznańskim gdy szli korytarzami przychodni, nagle ocknął ją żeński, wyrazisty głos.
- Żądam nazwiska tej pielęgniarki! - krzyczała kobieta przy okienku recepcja i informacja medyczna.
Nie oczekiwanie stanęła przed Julią
- Pani! To skandal! Pielęgniarka nie umie trafić w żyłę. Co za kobieta! Włożyła mi igłę w rękę i kręci tą igłą i kręci, a ma pretensje do mnie, że to ja, ja się kręcie. Bo mnie kurwa boli...
Mnie też bolało – pomyślał Oskar.
- ...czy to normalne? No ja mam wątpliwości. Będę miała niezłego siniaka pewnie - żaliła się kobieta.    
Co za przychodnia – pomyślała Julia, była pewna że skądś zna kobietę. Dopiero na pizzy przypomniała sobie, że to  Honorata Świebodzińska, która niedawno była na komendzie.
- Ta twoja pielęgniarka ta ruda, to fajna, ale ta gruba chyba Sabina to jędza.  
Julia popatrzyła na Oskara.
- Spotkasz ją za dwa tygodnie.
- O nie ja tu nie przyjdę. Nie, nie, nie!
- Tak, tak, tak. Nie przyjdziesz bo przyjdziemy.
Po tym wszystkim nastolatek nie był skory to rozmowy, nawet pizza nie poprawiła mu humoru, a Julia więcej myślała o Poznańskim.

przematt

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe i inne, użył 1000 słów i 5610 znaków, zaktualizował 7 sie 2020.

Dodaj komentarz