Stary człowiek i może ;-)

Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie – pomyślałam, spoglądając, jak Eleonora zatrzymuje się przed stoiskiem z warzywami.
–     Dzień dobry! Dawno państwa nie było – rzekła postawna sprzedawczyni, ubrana w gruby wełniany sweter i pikowaną kamizelkę.
–     Człowiek się starzeje – odpowiedziała Eleonora. – Zdrowie nie zawsze pozwala, by pokonać drogę na targ.
–     Nie jest pani pierwszą osobą, która mi to mówi – przytaknęła kobieta, kiwając przy tym głową na znak zrozumienia i ubolewania. – Najważniejsze jest, że dzisiaj się udało. Co podać?  
Jak zwykle ziemniaki i jabłka?
–     Jak pani nas dobrze zna – cieszyła się staruszka.
Kobieta postawiła papierowy worek z ziemniakami przed moją podopieczną oraz zrywkę pełną jabłek.
–     Coś jeszcze? – zapytała.
Eleonora spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Rzuciłam kilka propozycji. Żadna nie przypadła jej do gustu.
–     Dziękuję. To wszystko.
Ekspedientka zmierzyła mnie z góry na dół. Harry sięgnął po portfel. Okazało się, że skończyły mu się pieniądze. Chciałam zapłacić, ale staruszka kategorycznie odmówiła.
–     Mój mąż pójdzie wypłacić pieniądze. Poczekamy tu na niego.
Stałam osłupiała. Harry sam pójdzie po pieniądze? – analizowałam. Przecież on się zgubi, ktoś go okradnie, nie będzie mógł nas potem znaleźć…
Staruszek spojrzał skoncentrowany na żonę.
–     Mam wypłacić pieniądze? – zapytał.
–     Tak – odpowiedziała Eleonora.
Nie wiedziałam, co zrobić. Czy biec za mężczyzną, czy pilnować kobiety. Przecież się nie rozdwoję. Gdy puszczałam ich dwoje samopas, nigdy się nie martwiłam. Wychodzili razem. Wiedziałam, że jak Harry zapomni drogi, to Eleonora będzie ją znała. Natomiast gdyby ona zasłabła, mąż potrafiłby ją wesprzeć. Że któreś z nich zostanie samo na mieście, było dla mnie niewyobrażalne. Chociaż rozum podpowiadał, że powinnam biec za staruszkiem, zostałam przy seniorce. Patrzyłam, jak zgarbione plecy Harry’ego znikają w tłumie. Eleonora stała zadowolona, że postawiła na swoim. Ja natomiast zastanawiałam się, co zrobię, jeśli mężczyzna nie wróci.
Boże. Jaki to będzie wstyd. Pójdę szukać jego, zgubię ją. Dlaczego ja zawsze dopuszczam do takich dziwnych sytuacji? Dlaczego zajmuję się ludźmi z tą cholerną chorobą?!
Nagle ku mojej radości ujrzałam skupioną twarz Harry’ego.  
Podszedł do żony i powiedział:
–     Muszę iść do banku wypłacić pieniądze.
Patrzyłam na niego przerażona, nie rozumiejąc, co się dzieje.  
Przecież właśnie był po pieniądze.
Czy on je wypłacił i zgubił? – zastanawiałam się.
Staruszka, jakby nigdy nic, przytaknęła, trzymając mocno siatki.
–     Pójdę z pani mężem – rzekłam stanowczym tonem, ruszając za mężczyzną.
Ku mojemu zdziwieniu poszedł on w zupełnie innym kierunku niż wcześniej. Gdy ujrzałam bank, odetchnęłam z ulgą, że starzec jednak wiedział, dokąd zmierza. Weszłam do środka i zatrzymałam się, a Harry zbliżył się do kasy i tłumaczył coś kasjerowi. Zastanawiałam się, czy mówi z sensem. Pracownik banku zerkał na mnie podejrzliwie.
Wyglądam pewnie jak jakiś naciągacz, który przyszedł ze starszym człowiekiem po pieniądze – pomyślałam. Żeby z tego nie było jakichś kłopotów. Dlaczego oni mają dostęp do pieniędzy? Przecież co tydzień przyjeżdża jedno z ich dzieci. Czy nie mogą zostawiać im konkretnej kwoty na drobne wydatki? Jeszcze żeby to Eleonora przyszła wypłacić gotówkę. Przecież on wszystko zapomina.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    agnes1709 · Przedwczoraj o 11:32

    I co dalej?