Na wokandzie życia

Na wokandzie życiaPo raz pierwszy przyszedł do kancelarii podczas gwałtownej ulewy. Ociekający wodą usiadł w poczekalni. Już wtedy wydał się obłąkany, ale wysłuchałem go.

Od tamtej pory pojawiał się prawie codziennie.

Twierdził, że jest śledzony przez służby specjalne. Rzekomo posiadał kody do pewnej tajemnicy, które chciano od niego wydostać.

Przychodził ponad trzy tygodnie, zawsze siadał na tym samym krześle. Przymykał powieki i opowiadał. Utwierdzony w swojej świadomości mocnym przekonaniem, powtarzał:

— Polują na mnie jak na zwierzynę, rozumie pan?

— Nie bardzo — odpowiadałem.

— Wszędzie gdzie się ruszę, wykrzykują moje nazwisko. Wszyscy! Krzyczą: Sznajder! Sznajder!

— Dalej nic nie rozumiem? Przecież pan ma na nazwisko Lelito — zwróciłem uwagę.

— Wiem, ale oni inaczej mnie nazywają. W ich aktach widnieję jako Sznajder — mówił. — Jako wariat Sznajder.

Zdjął okulary i przyłożył rękę do lewego oka; często tak robił. Pochylił się i wyszeptał:

— Cztery dni temu poszedłem do okulisty. Wie pan, na badanie wzroku. Dopiero na następny dzień mnie stamtąd wypuścili. Przez całą dobę byłem uziemiony. Uśpili mnie. Teraz dokładnie wiedzą, gdzie się przemieszczam i co robię. Nie wierzy mi pan? — zapytał. — Ale ja mam zapisane wszystko... O tutaj, niech pan zobaczy.

Z kieszeni marynarki wyjął żółty notes i pokazał zapisane liczby - 04.07, g. 10 wchodzę. 05.07, g. 11.10 wychodzę. Z impetem zamknął notatnik i spojrzał na mnie triumfująco.

— To jest dowód, że gabinet należy do nich, a okulista jest ich agentem. Wtedy odurzyli mnie eterem i w oficynie przeprowadzili zabieg. Oni tam mają laboratorium. — Zamilkł na chwilę, aby wywrzeć odpowiednie wrażenie. — Ha, mają tam obserwatorium na cały świat. Są wszędzie.

— Jaki zabieg? — dociekałem.

Lelito skulił się jeszcze bardziej i wyszeptał: — Nadajnik taki mały, a taki skuteczny i właśnie zainstalowali go w moim oku. Teraz widzą to, co ja widzę, ale ja jestem od nich sprytniejszy. Przysłaniam lewe oko dłonią. Kodów nie dostaną... Nigdy. Już ja ich urządzę. — Ucichł nagle. Prawym okiem czujnie rozglądał się po pokoju.

Chciał, abym na nich doniósł do centralnej prokuratury. Na nich i na Gomułkę. Twierdził, że od niego się to wszystko zaczęło. Kiedy oznajmiłem mu, że on nie żyje, powiedział:

— Niech pan w to nie wierzy. Oni wszyscy żyją, a on mieszka w letnim domku Stalina, a Ewa Braun im gotuje.

Nie wytrzymałem i zaproponowałem pomoc. Tutaj zadziwił mnie, bo od razu zrozumiał i się zgodził. Wykonałem telefon i zamówiłem taksówkę. Pojechaliśmy do szpitala. Kiedy byliśmy na miejscu, zagadnął nerwowym głosem.

— Czy będzie pan ze mną do końca procedury przyjęcia?

Kiwnąłem głową.

Skierowano nas na oddział zamknięty. Szliśmy za pielęgniarzem do gabinetu lekarza, a kiedy już tam dotarliśmy i chciałem wyjaśnić, on powiedział:

— Dzień dobry, nazywam się Andrzej Gdula i jestem prokuratorem. Ten człowiek - wskazał na mnie - nazywa się Wojciech Lelito. Cierpi na zaburzenia psychiczne i potrzebuje pomocy.


Chciałem wyjaśnić pomyłkę, lecz nikt mnie nie słuchał.

kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe, użyła 521 słów i 3235 znaków, zaktualizowała 2 cze o 23:06.

5 komentarzy

 
  • Morfina

    Gdy przeczytałam do końca miałam na plecach gęsią skórkę.. Jakie to realne … Nie na darmo od zawsze boję się osób przejawiających zaburzenia psychiczne ;)

  • kaszmir

    @Morfina ludzie są różni, zwłaszcza kiedy umysł mają zaburzony. Sprytem i inteligencją potrafią zaskoczyć. Pozdrawiam <3

  • agnes1709

    <3

  • kaszmir

    @agnes1709  <3  <3  <3

  • Duygu

    Bardzo ciekawy tekst i interesująca puenta skłaniająca do refleksji. Tekst pokazujący okrucieństwo, ale czytanie go to sama przyjemność dla zmysłów i pełen relaks   <3  Teraz mogę iść spać  :rotfl:  
    Pozdrawiam :kiss:

  • kaszmir

    @Duygu jak miło że przypadło do gustu  :yahoo: Miłego snu.  :whistle:

  • AlexAthame

    Właśnie tu to.mamy.Ten mały chłopiec mówił prawdę, że król jest nagi.Ale w TVP mówili, że jego eminencja  ma markowe ubranie z marino wool.Merkel jest córka Adolfa.  Zmarł w wieku 85 lat w Paragwaju.Ale to ja jestem idiotą. I uważaj jak będziesz ze mną rozmawiać, bo możesz skończyć w domu bez klamek.Annunaki.Oni są wszędzie.Loyd nie zginął, podobnie jak Adamowicz. :P

  • kaszmir

    @AlexAthame jak często słyszymy historie nie z tej ziemi  :rotfl: Czy prawdziwe? Tego nikt nie wie. Każdy ma swoją prawdę :P

  • Gaba

    Okrutne. Brrrrr

  • kaszmir

    @Gaba samo życie  :rotfl:  A tak poza miło poznać  <3