Marek agentem nieruchomości epilog

Epilog

     Po wielu miesiącach intensywnych przygotowań w końcu nadszedł ten upragniony dzień. Magda od samego rana była zdenerwowana wszystko ją irytowało.  
     Po śniadaniu mężczyzna udał się do sypialni kobieta brała akurat relaksacyjną kąpiel, gdy do łazienki bez pukania wszedł jej przyszły maż.
     Kobieta podniosła nogę do góry i gąbką ją obmywając spiorunowała go wzrokiem. Ale on się tym wcale nie przejął i podszedł do wanny, a rękę położyła na brzuchu i przesuwał coraz niżej, aż doszedł do wzgórka łonowego, już miał wsadzić dłoń między uda.
     — A co tu się dzieje? – zapytał Embert.
     Marek na dźwięk jego głosu za plecami, aż podskoczył.
     — Nic.
     — Przecież widziałem.
     Magda gwałtownie wstała we wannie, a po wyjściu z niej wywaliła ich za drzwi. Kiedy Embert  wyszedł się przebrać , a Marek został sam to zadzwonił telefon spojrzał na wyświetlacz i jak zobaczył salę weselną nad stawami z miejsca odebrał.
     — Dzień dobry panie Bordo.  
     — O co chodzi?
     — Jakby to powiedzieć mamy mały problem.  
     — Jaki?  
     Mężczyzna nie czekając na wyjaśnienia się rozłączył. Szybko ubrał strój pana młodego i wyszedł z sypialni. Przy drzwiach wejściowych spotkał swojego przyszłego szwagra.
     — A ty, dokąd się wybierasz?
     — Muszę coś załatwić.
     — Teraz?
     — Tak.
     — Za godzinę ma się odbyć twój ślub.  
     — Wiem.  
     — Spróbuj się na niego spóźnić to cię zamorduję – zagroził Embert.  
     — Spokojnie będę na pewno jest dopiero ósma, a ślub ma być o dziewiątej.  
     Nagle obok nich stanęła Magda w czerwonej sukience, którą dostała od Marka.
     — Braciszku ja nim pojadę.
     Po tych słowach wyszli z domu pięć minut później siedzieli w aucie. Mężczyzna przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył z piskiem opon.
     Po niecałej godzinie byli w Sanoku Marek zaparkował auto na parkingu przed budynkiem Sali weselnej nad stawami.  
     — Zostań tu zaraz wracam.  
     Mężczyzna wysiadł Magda została w wozie drzwi otworzył z takim impetem, że aż ściany zadrżały. Jak zobaczył, że kompletnie nic nie jest gotowe wpadł w złość.  
     — Za godzinę ma się odbyć mój ślub, dlaczego sala nie jest przygotowana?
     — Najmocniej pana przepraszamy, ale kucharz w ostatniej chwili nam się rozchorował.  
     — Nic mnie to nie obchodzi zwalniam was.  
     Do samochodu wrócił wściekły jak osa.
     — I czego się dowiedziałeś?
     — Że kucharz im się rozchorował.  
     — A co ty na to?
     — Zwolniłem ich.
     Pięć minut później stali na parkingu przed kościołem. Marek pośpiesznie wysiadł kobieta zrobiła to samo Embert, już na nich tam czekał.  
     — No jesteście wreszcie!  
     Goście powoli zaczęli się schodzić ze wszystkich stron i zajmując miejsca w kościelnych ławkach. Marek cały ze zdenerwowania chodził usiadł na krześle pod ołtarzem, gdzie był już ksiądz.  
     Magda zaś udała się do zakrystii, gdzie założyła swoją suknię uszytą w wiktoriańskim stylu. Po czterdziestu minutach wyszła i podeszła do głównych drzwi, gdzie czekał jej brat.
     — Gotowa?
     — Tak.  
     Po doprowadzeniu siostry przed ołtarz zajął miejsce dla świadka. Magda usiadła obok narzeczonego.  
     — Wyglądasz jak prawdziwa księżniczka.
     — Dziękuję.  
     Po długiej chwili rozpoczęła się ceremonia ksiądz poprosił, żeby podeszli bliżej.  
     — Czy ty Magdaleno bierzesz sobie tego oto Marka za męża? Ślubujesz mu miłość oraz wierność.  
     — Tak.
     — I że go nie opuścisz oraz że będziesz go wspierała  zarówno w chorobie jak i w zdrowiu?  
     — Tak.  
     — A czy ty Marku bierzesz sobie tę oto Magdę za żonę?
     — Tak.  
     — Tak więc jesteście mężem i żoną możesz ją pocałować.
     Marek tak też uczynił, a po opuszczeniu kościoła nowożeńcy razem z gośćmi pojechali do ich rezydencji w Bieszczadach.
     Gdzie odbyło się huczne przyjęcie, a po którym małżonkowie polecieli na miesiąc miodowy do Paryża. Po powrocie wspólnie prowadzili pensjonat oraz wychowywali dwójkę dzieci, a później wnuków.  
     Zaś nieuczciwy notariusz nigdy nie poniósł zasłużonej kary, bo zmarł na raka.

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i erotyczne, użyła 705 słów i 4109 znaków, zaktualizowała 15 maj o 17:31.

2 komentarze

 
  • Johnny2x41

    Marg, przykro mi, ale pisarskiej kariery nie wróżę.

  • Margerita

    @Johnny2x41 co ty nie powiesz jeszcze ci udowodnię

  • Johnny2x41

    @Margerita To udowadniaj. Oto chodzi.

  • Pani123

    Stroją się te baby, całe dnie spędzają na upiększających zabiegach, manicure pedicure i inne cuda, a tu wychodzi na to, że wystarczy iść do zakrystii, przebrać się   kieckę w wiktoriańskim stylu, pstryknąć palcami  i już  - Kopciuszek przeistacza się w olśniewającą pannę młodą  :D  
    Nurtuje mnie tylko jedno pytanie, bo  ten jeden szczegół mi jakoś umknął. Kto przygotował  przyjęcie w rezydencji w Bieszczadach? Przecież dopiero  godzinę przed ślubem okazało sie, że jest problem z organizacją przyjęcia na wcześniej zamówionej sali. Poza tym Marek nie wykonał żadnego telefonu w tej sprawie po tym, jak już zwolnil całą załogę z wcześniej wspomnianego  domu weselnego, więc...? chyba jakieś czary mary  były?

  • Baba

    @Pani123 bo tutaj od początku są same czary mary. Nie przyzwyczaiłaś się?

  • Pani123

    @Baba cały czas mnie to zadziwia :lol2:

  • agnes1709

    @Pani123 Cuda niewidy. Takie rzeczy tylko u Mar ;)

  • Margerita

    @agnes1709 właśnie  :zjem: