Kasia i Michał rozdział 7

Mia  
     Jestem dwudziestoletnią dziewczyną, o długich ciemnoblond włosach i piwnych oczach. Siedzę w salonie i czytam książkę, gdy nagle rozlega się dzwonek do drzwi.  
     Kogo to tez niesie o tak późnej porze – myślę.  
     Wstaję z kanapy i idę do drzwi spoglądam przez judasza, a tam stoi mój brat.  Natychmiast mu otwieram mężczyzna wchodzi do mieszkania.  
     — A ty, co zapomniałeś kluczy, że dzwonisz?  
     — Chyba je zgubiłem.  
     — Oj Michaś, Michaś, ty kiedyś zapomnisz własnej głowy – żartuję z niego.  
     Michał idzie prosto do sypialni ja zamykam drzwi i podążam za nim. Widzę, jak się przebiera, kiedy jest, już w łóżku wychodzę z ukrycia.  Siadam na brzegu łózka i mu się przez chwilę przyglądam;
     — Czemu mi się tak przyglądasz, czy jestem, gdzieś brudny? – pyta Michał.  
     — Nie tylko twoja cera jest taka promienista. Śmiem twierdzić, że się zakochałeś w Kasi.  
     — Może tak, a może nie to tylko siostrzyczko moje serce wie.  
     — Ha, ha, ha widzę z ciebie zrobił się romantyk.  
     — Przepraszam cię Mia, ale jestem trochę zmęczony.  
     — Jasne, już ci nie przeszkadzam.
     Wstaję z miejsca pochylam się nad bratem i go całuję na dobranoc.  
     — Śpij słodko – szepczę mu do ucha.  
Na paluszkach wychodzę z pokoju ostrożnie, zamykając drzwi.
Biorę kąpiel i wskakuję pod kołdrę, ale nie mogę zasnąć rzucam się zboku na bok.  
Spoglądam na zegarek, a tam dochodzi druga w nocy wstaję i przez całą noc się krzątam, po domu.  
W końcu wykręcam numer  do mojego chłopaka Romana, który jest pielęgniarzem.  Ale nikt nie odbiera, więc się rozłączam i kładę do łózka, usiłując zasnąć.
W końcu zapadam w sen i budzę się późnym popołudniem spoglądam na zegarek, a tam dochodzi trzynasta.  
— O matko kochana, ale późno! – wykrzykuję.  
     Wyskakuję z łóżka szybko się ubieram i wybiegam z mieszkania bez śniadania. Zbiegam, po schodach jak strzała na dworze ruszam wolnym krokiem w stronę pracy.  
     Nagle jak spod ziemi wyrasta przede mną Roman z uśmiechem od ucha do ucha.  
     — Romek?! Skąd ty się tu wziąłeś?
     — Akurat tędy przejeżdżałem i zauważyłem, że idziesz do pracy. Chodź podwiozę cię
     — Miło z twojej strony.  
      — Wskakuj!  Bo się spóźnisz.  
     Wsiadam do jego czarnego Forda i ruszamy z piskiem opon. Przez całą drogę gapię się w okno, a w głowie kłębią się tysiące myśli, po chwili dojechaliśmy na miejsce;
     — Dlaczego jak wczoraj do ciebie dzwoniłam nie odebrałeś telefonu ode mnie?  
     — Przepraszam kotku miałem telefon wyciszony.
     — No ciekawe, co takiego robiłeś, że musiałeś go wyciszyć?  
     — Byłem w pracy.
     — Nie kłam!
     — Mówię prawdę.  
     — Jakoś ci nie wierzę i wiesz, co ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu.  
     Po tych słowach wysiadam z auta Roman robi to samo podbiega i łapie mnie za rękę, przyciągając do siebie.  
     — Puszczaj mnie słyszysz!  
     — Mia?
     — Co?
     — Proszę cię powiedz, że mi wybaczasz? Ja nie chcę się z tobą kłócić.  
     — Zastanowię się.  
     Po czym wchodzę do kawiarni, gdzie pracuję, zostawiając Romana na zewnątrz ze smutną miną.  
     A niech się martwi – myślę.  
     Wieczorem zamierzam wyskoczyć do baru na drinka z przyjaciółmi.

4 837 czyt.
100%72
Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i erotyczne, użyła 556 słów i 3220 znaków, zaktualizowała 1 gru o 13:44.

2 komentarze

 
  • Gazda

    Gazda · 1 gru 0:27

    🤔

  • enklawa25

    enklawa25 · 30 lis 22:18