Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Ida i ognisty pan

Adelin była kobietą w średnim wieku mieszkała na obrzeżach miasta. Ludzie do niej przychodzili, po porady na temat zdrowia, ale nie tylko, bo również te dotyczące magii.  
Pewnego dnia z niezapowiedzianą wizytą przyjechała jej siostrzenica Ida. Kobieta pracowała akurat w ogrodzie, gdy stanęła przed nią dziewczyna z walizką. Starsza pani podniosła głowę i nie mogła uwierzyć własnym oczom, kogo widzi.
— Ida to naprawdę ty?
— Tak babciu nic się nie zmieniłaś.
— Dziękuję, a ty za to wydoroślałaś, ale wejdźmy do środka nie będziemy stały na dworze przecież.  
Po tych słowach kobiety weszły do chatki Adelin wzięła od wnuczki bagaż i za niosła na poddasze, gdzie będzie jej pokój. Dziewczyna usiadła na krześle i się rozglądała po pomieszczeniu w pewnej chwili dostrzegła książkę leżącą na półce.  
Ciekawe, co w niej jest – zastanawiała się.  
Ida wstaje ze swojego miejsca i podchodzi do regału, na którym spoczywa obiekt jej zainteresowania i bierze do ręki. Okładka książki była skórzana ze złoconymi zdobieniami i napisem.  
— Szkoła ognia.  
Adelin właśnie schodziła po schodach na dół, gdy zobaczyła, że jej wnuczka dotyka książki z zaklęciami natychmiast do niej podbiegła i wyrwała.  
— To jest bardzo niebezpieczna księga i osoba niedoświadczona  i nieznająca magii nie powinna jej dotykać.
— Dlaczego babciu?
— Dla ciebie lepiej, żebyś tego nie wiedziała.  
Idę bardzo ten zakaz zaintrygował i po kolacji, gdy starsza pani poszła spać wstała z łóżka i na paluszkach podeszła do regału, na którym spoczywała owa książka i ją wzięła, po czym wyszła na dwór.  
Odeszła na bezpieczną odległość i otworzyła na pierwszej stronie, gdzie była instrukcja jak przywołać ogień.  
— Abrakadabra hokus -pokus czary -  mary niech stanie przede mną ognisty pan.
Niespodziewanie ziemia się za trzęsła i małe ogniki, które pojawiały się znikąd zaczęły przybierać ludzki kształt.  
By w końcu stać się prawdziwym mężczyzną  z czarnymi zamiast oczu oczodołami i płonącym fraku.  
— Wzywałaś mnie pani?
— Tak.
— Słucham, czego sobie życzysz?  
— Pokaż, co potrafisz.  

Ognisty pan złożył ręce, jak do modlitwy, po czym rozstawił na boki potem znów złożył a po chwili wyleciała ognista kula. Ida była oczarowana i w taki oto sposób przywołała do życia mroczną siłę, która z jej pomocą zamierzała zniszczyć wszechświat.
— Jesteś niesamowity.  
— Dziękuję.
— Jak ci na imię?
— Fire.
— Oryginalnie.  
— A ty jak się nazywasz?
— Ida, ale teraz musisz, już wracać do siebie, bo jak babcia się dowie to będzie zła, że złamałam jej zakaz.  
— Dobrze, ale weź proszę ten pierścień i noś go zawsze przy sobie.  
Po tych słowach z kieszeni wyciągnął pierścień z oczkiem w kształcie ognia i wręczył dziewczynie ta z miejsca założyła na środkowy palec.  
—  Dziękuję jest piękny.
—  Wystarczy, że patrząc na niego w myślach wypowiesz moje imię, a ja z miejsca przybędę niczym dżin.  
Po tych słowach znika, zamieniając się w milion drobnych płomyków. Ida pośpiesznie wróciła do chatki książkę odłożyła na swoje miejsce i wskoczyła do łóżka.  
Rano, gdy wnuczka spała tak przynajmniej myślała starsza pani wstała z łóżka zmiotła izbę, po czym przygotowała śniadanie, które składało się z owsianki i sucharów, gdy posiłek był gotowy to włożyła na talerz postawiła na stole i usiadła.
— Ida śniadanie!
Po tych słowach zaczęła jeść, gdy skończyła to wstała od stołu wzięła kosz i wyszła z chaty. Dziewczyna odczekała chwilę, po czym poderwała się posłania spojrzała na pierścionek usiadła przy stole i drewnianą łyżką zaczęła jeść owsiankę. Po śniadaniu udała się do kurnika, gdzie wypuściła kury i je nakarmiła, opuszczając zagrodę z kurami zauważyła, że babcia wracała z lasu miskę postawiła przy furtce i pobiegła  pomóc.  
— Ja babci pomogę.
— Nie trzeba moje dziecko.
— Wypuściłam kury oraz je nakarmiłam.  
— Dziękuję to miłe z twojej strony, ale co ty dziś jesteś taka uczynna? Czyżbyś coś przeskrobała lepiej się przyznaj.  
— Nie no coś ty babciu lubię ci pomagać.
Ida przez cały dzień babci pomagała w gospodarstwie, a gdy zapadła noc i starsza pani poszła spać. Dziewczyna na paluszkach wymknęła się z domu odeszła kawałek zamknęła oczy i trzy razy przekręciła pierścionek wokół palca.
— Ognisty panie przybądź!
— Witaj Ido wzywałaś mnie?
— Tak.
— W czym mogę ci pomóc? Mów śmiało chcesz się pozbyć babci wystarczy jedno twoje słowa, a babcia znika.
— Nie!
— Więc czego sobie życzysz?
— Chciałabym mieć własnego konia.
— A więc go dostaniesz.
— Dziękuję.
Dziewczyna ponownie zamknęła oczy i trzy razy na palcu, ale tym razem w odwrotnym kierunku przekręciła pierścionek. A gdy je otworzyła ognistego pana, już nie było szybko wróciła do izby.  
Następnego dnia wstała z samego rana ubrała się i wyszła przed dom. Podeszła do studni i wiadro opuściła na dno napełniwszy je wydobyła na powierzchnię i zaniosła do chaty, po której krzątała się starsza pani.  
— Dzień dobry babciu przyniosłam wiadro z wodą ze studni.
— Dzień dobry Ida postaw przy kominku.
Dziewczyna wykonała babci polecenie, gdy  nagle do dziewczyny uszu dobiegło z podwórka końskie rżenie.  
Wybiegła na ganek i zobaczyła czarnego konia z ognistymi kopytami i grzywą, który spokojnie skubał trawę. Ostrożnie zbliżyła się do niego i pogłaskała po łbie.
— Piękny jesteś koniku.
Dziewczyna w przerwach między domowymi obowiązkami wymykała się na dwór, by trochę pobyć ze swoim koniem.  
Pewnego dnia Ida wybrała się na konną przejażdżkę, z której nigdy nie wróciła.

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe, użyła 1084 słów i 5851 znaków.

Dodaj komentarz