Ela i Wilno

.Ela mieszkała w Wilnie, w dzielnicy, której kamienice pamiętały dawne czasy. Lubiła swoje mieszkanie, a że kochała antyki, to umeblowała je w stylu retro.  
Uwielbiała spacery uliczkami starego miasta, miała wtedy wrażenie, że przeniosła się do starej, przedwojennej polski.  
W drodze powrotnej wstąpiła do maleńkiego antykwariatu.  
— Dzień dobry.  
— Dzień dobry. W czym mogę pomóc?  
— Na razie dziękuję, trochę się rozejrzę.  
— Bardzo proszę.  
Przechadzała pomiędzy witrynami i już miała wyjść, kiedy spostrzegła przepiękny, zapierający dech w piersiach, srebrny naszyjnik. Staruszka siedząca za ladą zauważyła jej zachwyt, uśmiechnęła się, podeszła do dziewczyny i bez słowa założyła jej biżuterię na szyję. Ela nie protestowała. Po chwili stanęła przed lustrem i przejechała dłonią po naszyjniku.  
— Boże, jaki on cudny! — pisnęła.  
— Widzę, że pani jest z Polski?  
— Tak.  
— Ja również. A wie pani, że ten naszyjnik też pochodzi z Polski?  
— Naprawdę? Skąd pani to wie?  
Ela jeszcze raz spojrzała w lustro.  
Nieważne, ile będzie kosztował, muszę go mieć. – Pomyślała.  
— Może napije się pani ze mną herbaty?  
— Bardzo chętnie.  
Po chwili kobieta siedziała na zapleczu antykwariatu, popijając herbatę.  
— Po czym pani poznaje, że ten naszyjnik jest z Polski? – zapytała Ela.  
— Bo przyniósł go niedawno mój znajomy.  
— Rozumiem. A czy mogłaby się pani czegoś więcej dowiedzieć o tym cacku – poprosiła.  
— Niestety, będzie to niemożliwe.  
— Czemu?  
— Ponieważ mój znajomy nie żyje.  
— Przykro mi. Biorę go.  
W taki oto sposób Ela weszła w posiadanie naszyjnika, po powrocie do mieszkania długo go oglądała.  
Ciekawe, jaka była historia tego naszyjnika. – Zastanawiała się.  
Pewnego dnia w gazecie przeczytała, że burmistrz zamierza urządzić bal przebierańców w starym pałacu.  
— Cudownie! Wreszcie pokażę światu mój skarb. – Pomyślała.  
Po południu poszła do sklepu, gdzie kupiła pastę do czyszczenia srebra i wieczorem zabrała się za pucowanie błyskotki. Następnego dnia pod wieczór zrobiła makijaż, a paznokcie pomalowała na krwistą czerwień. Na koniec starannie ułożyła włosy w fale, przyjrzala się jeszcze swojemu odbiciu i zamówiła taksówkę. Ubrana w czarną stylową sukienkę z dekoltem, ozdobiona naszyjnikiem, z gracją wysiadła pod pałacem kwadrans później.  
— Życzę miłej zabawy.  
— Dziękuję.  
Ruszyła w stronę budynku, nacisnęła klamkę i weszła do środka. W korytarzu wisiało wielkie lustro, w którym się przejrzała. Prawdziwa ze mnie ślicznotka. – Pomyślała.  
Po chwili znalazła się w sali balowej, w której aż się roiło do tańczących ludzi, a światło padające z kryształowych żyrandoli odbijało się od podłogi niczym księżyc o wodną taflę. Ja chyba śnię. — Ogarnął ją zachwyt.  
Nagle z tłumu roztańczonych par wyłonił się zabójczo przystojny mężczyzna w smokingu. Eli na jego widok serce mocniej zabiło. Tajemniczy nieznajomy wyciągnął w jej stronę dłoń.  
— Czy mogę panią prosić do tańca?  
— Z największą przyjemnością.  
Wolnym krokiem ruszyli w tany,  
I po zakończeniu balu mężczyzna odwiózł Elę do domu. Przez chwilę stali na dworze i rozmawiali.  
— Czy mogę panią o coś zapytać?  
— Zależy, o co.  
— Skąd pani to ma?  
— Ale co?  
— No, naszyjnik.  
— Kupiłam w antykwariacie.  
Ela gwałtownie podniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały. Mężczyzna miał tak niesłychanie intensywnie błękitne oczy, że jeszcze nigdy u człowieka nie widziała takiej barwy.  
— Nie chciałem pani przestraszyć, ale w tym stroju i z tą fryzurą bardzo mi pani kogoś przypomina.  
— Naprawdę?  
— Tak, ale chyba jestem pani winien wyjaśnienia.  
— Nie wiem tylko, czy mam ochotę tego wysłuchać.  
— Rozumiem.
Wyciągnął z kieszeni wizytówkę, wręczył dziewczynie, po czym się oddalił. Po znalezieniu się w mieszkaniu, Ela wzięła z lodówki butelkę piwa i usiadła w salonie. Następnego dnia z samego rana zadzwoniła do mężczyzny.  
— Miło, że się pani zdecydowała i zadzwoniła. Może wpadnie pani dziś do mnie?  
— Dobrze.  
— Zapraszam panią, ponieważ musi pani coś zobaczyć.  
Ta informacja bardzo zaintrygowała kobietę, która nie czekając, od razu pojechała pod wskazany na wizytówce adres. Do środka weszła z mocno bijącym sercem. W progu przywitała ją kobieta w średnim wieku.  
— Pan Eryk czeka na panią w bibliotece. Proszę za mną — rzekła.  
Ela podążył za gospodynią, która poprowadziła ją na piętro. Otworzyła drzwi gabinetu.  
— Panie Eryku, przyszła pani Ela — poinformowała.  
— Dziękuję. Możesz odejść — odparł mężczyzna.  
— Może podać coś do picia?  
— Nie.  
Kobieta wyszła.  
— Cieszę się, że pani przyszła. — Eryk się uśmiechnął.  
— Ja też.  
Eryk siedząc w skórzanym fotelu, wskazał Eli krzesło.  
— To co takiego chcesz mi pokazać?  
— Ja też.  
Eryk wskazał Eli krzesło.  
— To co takiego chcesz mi pokazać? — zapytała dziewczyna.  
Mężczyzna wstał z z fotela i podszedł do kominka, po czym pociągnął sznurek i rozsunęła się czerwona kotara, odsłaniając portret kobiety. Ela aż wstała, zakrywając twarz dłonią i wpatrując się w portret młodej kobiety.  
— Jakim cudem ona ma na sobie mój naszyjnik? — spytała.  
— Zaraz ci to wszystko wytłumaczę, ale może usiądźmy.  
— Eryk złapał ją za rękę i zaprowadził na sofę. Kobieta zdjęła naszyjnik z szyi i zaczęła oglądać go ze wszystkich stron.  
— Jakim cudem mój naszyjnik znalazł się w posiadaniu twojej rodziny?  
— To proste. Mój pradziadek Leon podarował go swojej narzeczonej Irenie.  
— No dobrze, ale dlaczego ja jestem tak bardzo podoba do kobiety z obrazu?  
— Twoja prababcia Waleria była młodszą siostrą tego rosyjskiego urzędnika.  
— Chyba sobie ze mnie żartujesz?  
— Nie.  
— Ale co ja mam z tym wszystkim wspólnego?  
— Mój pradziadek, kiedy wybuchło powstanie poszedł w nim walczyć. Ale został ciężko ranny i był zmuszony wrócić do domu.  
— Prawdziwy z niego patriota.  
— Oczywiście nie obyło się bez prześladowań ze strony władz.  
— Takie były czasy. Ale ja w dalszym ciągu nie rozumiem, co z tym wszystkim ma wspólnego moja rodzina?  
— Twoja prababcia Waleria, po śmierci mojego pradziadka, zeswatała jego żonę ze swoim bratem.  
— To by oznaczało, że jesteśmy rodziną.  
— Na to wygląda.  
— A co się z nimi później stało?  
— Ten urzędnik bardzo kochał moją prababcię, spełniła każdą jej zachciankę.  
— Naprawdę?  
— Tak.  
Ela spojrzała na zegarek — dochodziła osiemnasta.  
— Muszę już iść, innym razem dokończysz opowieść, dobrze? — oznajmiła.  
Eryk przystał na propozycję i odprowadził dziewczynę do drzwi.  
— Szkoda, że musisz już iść. Czy spotkamy się jeszcze? — zapytał.  
— Pewnie teraz, kiedy odnalazłam członka rodziny, nie zamierzam zrezygnować z szansy bliższego poznania Cię — odparła Ela.  
Dziękuję ci, prababciu Walerio – powiedziała w duchu. Po miesiącu znajomości Ela i Eryk zdecydowali, że razem zamieszkają.
     .

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe, użyła 1217 słów i 7218 znaków, zaktualizowała 8 lip 2020.

1 komentarz

 
  • MadziusiA

    Super opowiadanie oby więcej takich

  • Margerita

    @MadziusiA dzięki