Dodatkowa pomoc część 1.

Zostałam zaproszona cioci Iwony i wujka Krzyśka na przyjęcie urodzinowe z okazji jego pięćdziesiątych urodzin. Jestem młodą, atrakcyjną dziewczyną. Mam na imię Klara. Na swój wzrost nigdy nie narzekałam na kształty i urodę też nie. Może nie byłam chuda jak patyk, ale cieszyłam się z tego. Lepiej, żeby facet miał za co złapać, bo niektórzy lubią sobie co nieco pougniatać. Musiałam nieskromnie przyznać, że uśmiech był jednym z moich największych atutów. Ze względu na to, że mam dopiero 19 lat, maturę miałam prawie za sobą. Prawie, bo brakło mi jednego punktu z matematyki. Niestety z tego przedmiotu zawsze szło mi kiepsko.
Dobrze, że polski i angielski miałam z głowy. No cóż będę miała poprawkę w sierpniu więc jak tylko się przyłożę, to na pewno zdam. Liczę nawet na to, że napiszę na więcej niż 30%. To czy pójdę później na studia, zależy tylko i wyłącznie ode mnie i od tego, jak bardzo przyłożę się do nauki.  
Często na różnych przyjęciach u wujka i cioci spotykałam Irka. W przeszłości przychodził z żoną, ale ze względu na to, że się rozwiedli czasem przychodził tylko z synem, albo sam. Dziś przyszedł wybrał opcję drugą. Mężczyzna jest synem brata wujka Krzyśka. Ja i on nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni.  
Kiedyś ciocia opowiadała mi, że rozwód wyniknął z tego, że Irek zdradził żonę prosiła mnie tylko, żebym nikomu nie mówiła o tym, więc przemilczałam ten temat. Nie wnikałam. Nie moja sprawa, nie interesowało mnie to.
Szczerze muszę się przyznać, że nigdy nawet, nie zwracałam na niego szczególnej uwagi. Zawsze jak się ze mną witał, to kończyło się na lekkim uściśnięciu dłoni. Ale musiałam przyznać samej sobie, że był całkiem przystojny. Zaczął mi się podobać, nie zamierzałam jednak dawać po sobie tego poznać. Nawet nie wiedziałam jaką on ma osobowość. Jedyne co o nim wiedziałam to, że mężczyzna jest aktuariuszem głównym w jednej firmie.  
- Kuźwa, młody, wykształcony, przystojny i bogaty, ale uległy na wpływy więc nici z tego. Po za tym on ma dzieci a ja nie lubię dzieci.- Pomyślałam wybijając sobie z głowy moje myśli.
Na przyjęciu było całkiem fajnie, imprezka powoli się rozkręcała. Wszystko było ładnie i elegancko przygotowane przez kuzynki i ciocię. Dla ścisłości, ciocia i wujek mają łącznie trójkę dzieci, jednego syna i dwie córki. Wszyscy są już dorośli.
Przyjęcie odbywało się w dużym namiocie za domem rodzinnym kuzynów. Jedzenie wyglądało kusząco, wiedziałam, że za chwilę się czymś poczęstuję. Jak tylko poczułam zapach świeżego pieczywa, od razu zrobiłam się głodna. Wszędzie widoczne były same znajome twarze, a w tle można było usłyszeć disco polo oraz przeboje z lat kiedy byłam małym gówniakiem. Kiedy tylko przywitałam się z każdym zapytałam cioci, czy jej w czymś pomóc, lecz ona odparła, że na razie nie ma takiej potrzeby. Skoro nie byłam potrzebna wybrałam miejsce z kraja, żeby później móc pomóc. Po chwili poczęstowałam się sałatką makaronową i oczywiście pieczywo, które mnie skusiło też wzięłam.  
Usłyszałam ujadanie psa sąsiada, to znak, że ktoś przyjechał.
Po przywitaniu się ze wszystkimi Irek zajął miejsce obok mnie pytając czy jest ono wolne. Kiwnęłam głową, że tak.
- Nie mieliśmy jakoś okazji wcześniej się razem napić, więc dziś będziemy
Ją mieli.- Odparł Irek posyłając mi czarujący uśmiech.
- W sumie to tak.- Odwzajemniłam uśmiech.
Chwilę później  kuzyn Grzesiek polał mi i Irkowi kielicha. Czułam się jakbym to właśnie z nim przyszła na imprezę. Pierwszy kieliszek zawsze bez przepity więc od razu po wzniesieniu toastu przez wujka przechyliłam go.
- To ty nie przepijasz?- Zapytał Irek.
- Pierwszego nie, a później to będzie zależało od mojego organizmu.- Zaśmiałam się.
Nigdy wcześniej nie rozmawiałam z mężczyzną w ten sposób. Zawsze trzymałam go na dystans. Byłam w stosunku co do niego raczej chłodna, lecz tego wieczoru zmieniłam swoje nastawienie do niego. Rozmawialiśmy ze sobą na luzie.
Na wprost mnie usiadła na chwilkę Ewelina, żeby zapytać co słychać. Irek cały czas przysłuchiwał się temu o czym rozmawiamy.
W pewnym momencie przypomniałam sobie o tym, że Ewelina przecież zdała maturę z majcy na stówę, więc mogłaby mi pomóc. Ona jest pomocna, więc od razu jak tylko jej o tym powiedziałam zgodziła się. Dodała tylko, że będzie miała dla mnie czas w weekendy, bo po pierwsze w tygodniu pracuje do późna, a po drugie jest świeżo po ślubie więc ja ją rozumiałam i nie musiała mi mówić nic więcej.  
Każdy temat jest ważny, ale ja byłam wyjątkowo kiepska z geometrii oraz rachunku prawdopodobieństwa.  
- Wybaczcie, ale podsłuchiwałem was, no wydało się. Jak chcesz to ja ci chętnie pomogę dodatkowo. - Wtrącił się Irek.
- W sumie im więcej osób do pomocy tym lepiej.- Odpowiedziałam.
- To zróbmy tak, że do Eweliny będziesz jeździć w weekendy a w tygodniu do mnie, tylko w środy nie dam rady, ale dwa dni w tygodniu wolnego od nauki też ci się przydadzą. - Odpowiedział Irek.
- Dobra, a co z twoją pracą Irek?- Zapytałam.
- Spokojnie, na godzinę 15:40 jestem w domu, 20 min na ogarnięcie się mi wystarczy także luz. Po za tym ja cię przygotuję tak do matury, że zdasz ją na minimum 70 procent.- Odpowiedział mężczyzna.  
- Super no to kiedy zaczynamy? - Spojrzałam na niego.
- Zapraszam w poniedziałek na godzinę 16:00. Wymienimy się numerami telefonu, to wytłumaczę Ci jak dojechać.- Irek podał mi swój telefon, abym wpisała mu, swój numer.
- No to jesteśmy umówieni, genialnie. - Uśmiechnęłam się ciepło.
Tak naprawdę to byłam lekko zawstydzona tym wszystkim. Kuzynce kupię biżuterię więc będę się jej mogła jakoś odwdzięczyć a jemu? Przecież on nie weźmie ode mnie kasy...  
Już dość sporo wypiłam, lekko kręciło mi się w głowie, więc poszłam do kuchni. Postanowiłam umyć naczynia, bo jest ich trochę w zlewie. Mogłabym użyć zmywarki, ale bez sensu jak w zlewie tylko pięć talerzyków i trzy szklanki.
- O kurwa, ale się najebałem. - Do kuchni wszedł Grzesiek.
Spojrzałam na niego. Przecież on ma mocny łeb. Jak to możliwe. Wparował do pokoju obok kuchni nawalony jak messerschmitt?
- Klara, obudź mnie za godzinę, albo za dwie, lub kiedy chcesz. - Dodał po chwili.
Chciało mi się z niego śmiać. Taki potężny facet a już się nawalił. On miał 195 cm wzrostu, wagę też dość sporą, więc to było dla mnie naprawdę dziwne. Na dodatek miał łeb do picia po dziadku, a jego dziadek potrafił wypić dwa litry wódki i nic, normalnie jakby wlał w siebie wodę.
Kiedy umyłam już naczynia w korytarzu spotkałam wujka.  
Wujek, wujek dlaczego Grzesiek się tak opił? - Zapytałam obejmując wujka w pasie.
Bo pomylił sobie butelki. - Mężczyzna zaczął się głośno śmiać.  
Jak to? - Zapytałam.
Ano tak, że zamiast wziąć butelkę wódki, to wziął butelkę bimbru i wszyscy to piliśmy. Kurcze też nie pomyślałem i wlałem go do takiej samej butelki jaką ma butelka wódki, którą mieliśmy pić. - Odpowiedział wujek cały czas się śmiejąc.
O Boże, ale mnie będzie jutro boleć głowa. - Oparłam głowę o ramię wujka i poszłam dalej lekko się śmiejąc.
Wujek Krzysiek pogładził mnie po głowie i poszedł w swoją stronę.
Usiadłam na schodkach przed wejściem domu. Spojrzałam w prawo. Mój tata na parkiecie z mamą, ciocia z kimś tańczy. No to imprezka będzie udana.
Ziewnęłam i zdałam sobie sprawę, że chce mi się spać.
- Mogę prosić do tańca? - Usłyszałam znajomy głos za swoimi plecami.
Wstałam na równe nogi i odwróciłam się, żeby zobaczyć kto to jest.
To był Irek, który od razu objął mnie w pasie i zabrał w kierunku trawy, na której wszyscy tańczyli. Miałam na sobie sukienkę fruwajkę, ale ze względu na późną porę moje majtki nie były pewno bardzo widoczne, albo tak mi się wtedy wydawało. Nie przejmowałam się niczym.  
Irek w tańcu niby przypadkiem złapał mnie za tyłek. Posłałam mu krępujące spojrzenie, ale on udawał, że tego nie widzi.  
Kiedy skończyliśmy tańczyć usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać.
Miałam wrażenie, że mężczyzna ze mną flirtuje, ale i tak trzymałam go na dystans. Nie chciałam wdawać się w nim żadne romanse.  
Po upływie dwóch godzin część gości rozjechała się do swoich domów.  
Mój tata podszedł do mnie i powiedział mi, że jedziemy więc pożegnałam się z Irkiem i dodałam, że widzimy się w poniedziałek. Poszłam pożegnać się również z ciocią, wujkiem i całą rodziną, niestety Grzesiek spał już tak mocno, że nie kontaktował. Razem z rodzicami poszliśmy w kierunku swojego samochodu i pojechaliśmy do domu. Kiedy byliśmy już na miejscu, poszłam wziąć szybki prysznic. Zanurowałam w swoją satynową pościel, zasnęłam od razu.

3 837 czyt.
100%6
Kocica69

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i inne, użyła 1729 słów i 9034 znaków.

Dodaj komentarz