Zaskakujące Lądowanie rozdział 94

94
Samuel


  Budzę się z koszmarnym kacem. Na szczęście nie łupi mi w czaszce, ale w zamian za to mam nieziemską pustynię w pysku. Przypominam sobie wczorajszy utarg i na mordzie ukazuje mi się wafel. Mia wystrzeliła nas ponad cel. Dwadzieścia sześć patoli w jeden wieczór. Libacja po imprezie była kolosalna. Hanna, Teresa i Andrea dostały większe wynagrodzenie niż było w planie, kelnerki chciały oddać swoje napiwki, lecz nie chciałem o tym nic słyszeć. Dziewczyny dziękowały, polecając się na przyszłość. Mimi nie wie, że chcę zapłacić młodemu za rewelacyjnie wykonaną pracę, w końcu zapracował sobie na małą sumkę. Otwieram jedno oko, widzę leżącego obok mnie z otwartą buzią, dychającego mi procentami w twarz Einsteina. Nie mam pojęcia jak to zrobię, ale wiem tylko jedno, muszę przekonać moją damę, aby dla mnie pracowała. Na moją zaproponowaną ofertę do tej pory nie dostałem odpowiedzi i nie mam zamiaru dłużej czekać. Zamykam powieki, powracając do rozmowy sprzed trzech tygodni i nagle dociera do mnie, iż Mia od tamtej pory pomimo pracy oraz stresu nie miała żadnej paniki. W środku mojego ciała rozlewa się ciepło ulgi, zadowolenia i szczęścia. Kocham ją z całego serca. Przyciągam Słoneczko lewą ręką za biodro mocniej do siebie, zapadając ze spokojnym uczuciem, w kolejny sen.
   Śmiechy i odgłosy porcelany nie pozwalają mi dłużej śnić o mojej przyszłej żonie. Wzdycham, to był piękny film. Wstaję z łóżka, naciągam rzucone w kąt spodnie, ścielę pościel, uchylam okno i wychodzę z sypialni. Julian z Mią siedzą na kanapie cicho rozmawiając. Daję mojej dziewczynie szybkiego buziaka w skroń a młodemu grabę, następnie zmykam do kibla, by usunąć z gęby smak ciapy i odlać jaszczura.
Lekko odświeżony powracam do pokoju w chwili, kiedy moja kochana kobieta stawia kubek z parującą kawą i zanim może usiąść z powrotem na swoje miejsce, przyciągam ją do siebie i całuję na przywitanie tak, jak się należy. Siadam na kanapie, pociągając ją za sobą w sposób, by usiadła na moje kolana. Rysiu pachnie fiołkiem, dlatego zatapiam nos w jej kark i składam na skórze delikatny pocałunek. Napawam się dozą narcyza zwanym Mia Katarina Dosch. Spoglądam na zegarek. ‘Kiedy ostatni raz spałem do trzynastej?’ racja… nigdy.
Wypytuję młodego o pierwsze wrażenia związane z wczorajszym dniem, o naszą załogę, a także chcę się dowiedzieć czy miał frajdę pracować z nami za barem. Upijam łyk kawy, parząc sobie tym język. ‘Jasna cholera gorąca, ale pyszna.’ W głosie Jula słychać fascynację tak, jak tryskającą euforię.
Chłopak nie miał żadnych problemów z porozumieniem się z pracownikami, zespołem czy też utrzymaniem tempa w przygotowaniach koktajli. Jestem bardzo dumny, jest bardziej profesjonalny niż Noel, dlatego pełen szacuneczek. Mia informuje nas, że weźmie szybki prysznic, a później możemy pędzić na dworzec. Z tego, co wiem, młody ma o piętnastej pociąg powrotny. Wykorzystując tę okazję, biorę go do mojego mieszkania, dzieląc się moim pomysłem. Robię mu ofertę i daję należną zapłatę za wsparcie. Chłopak na to zasługuje i cieszy mnie, że przyjmuje to wynagrodzenie bez żadnego protestu, a w duchu modlę się, by Mia nie dostała o tej akcji wiatru, inaczej poderżnie mi gardło małym paznokciem. Informuję młodego, aby czuł się jak u siebie w domu, a ja biorę szybki natrysk. Świeży, pachnący i cacany, śmiejąc się z komentarza Jula na temat wiszącego na suficie lustra, przekraczamy próg mieszkania jego siostry. Oznajmiam mu, że przeważnie wolny czas spędzamy u Mii, bo jest tu przytulniej, natomiast noce przesypiamy w moim łożu, ze względu na widok, który pokochała… Mój odbity na suficie tyłek. Tylko dwa razy w ciągu dwóch tygodni zdarzyło się, że wylądowaliśmy w jej pościeli. W łazience słychać odgłos suszarki tak więc znając jej procedurę mamy jakieś piętnaście minut na męską pogawędkę. Siadamy na kanapie, w toalecie zapada cisza, drzwi otwierają się z impetem. ’Fajny kwadrans męskiej pogawędki.’  
– Sam! Olśniło mnie! – woła moja dama. A to coś innego, tu trzeba wysłuchać.
– Zwołać zebranie wielkiej trójki, czy między nami? – pytam. Jej oczy błyszczą, gdy stoi owinięta ręcznikiem w futrynie bez makijażu i w pół ułożonymi włosami.
– Zdecydowanie zebranie. Tak przed szesnastą. Zawieziemy kurdupla i pędzimy do biura – mówi tonem bizneswoman. Kiwam głową na znak przyjęcia wiadomości, a ona czmycha z powrotem, by dokończyć swoje kompletnie niepotrzebne upiększające działania.
Jul zaczyna cicho rechotać, gdy wyciągam z kieszeni spodni telefon. Piszę krótkie info do Krakersa i Miśka, którzy po sekundzie przesyłają mi „like” z ikony emoji.
– To było bardzo… przerażające – odzywa się młody, mający pompę ze swojej siostry.
– Ej, jakby nie Mia, to byśmy nie mieli wczoraj Jackpotu, dlatego nigdy nie lekceważ jej pomysłów – upominam.
Ze względu na to, że po nocnej balandze wróciliśmy do domu taksówką, teraz musimy iść do Samtajl odebrać brykę, by móc odwieść Juliana na dworzec. Chłopaka czeka sześciogodzinna podróż pociągiem. Mia podczas pożegnania cały czas wstrzymuje łzy, lecz tama puszcza wraz ze zniknięciem Długiego we wagonie. Biorę ją w ramiona upewniając, że za niedługo znów się spotkają. Mówię pod jakim jestem wrażeniem jego wczorajszego zapału i zdolności. Gdy dziewczyna dochodzi do siebie, możemy w końcu zejść z peronu. Mnie również jest z tego powodu smutno, bo chłopak jest naprawdę w porządku, ale niestety najpierw musi ukończyć szkołę zanim będę mógł wcielić plan, na który się zgodził.  
  W drodze do baru Mia jest zatopiona w swoich myślach. Będąc w lokalu, dziewczyna bez słowa kieruje się z laptopem w podręcznej skórzanej torbie do podziemnego biura, jak to często bywa ostatnimi czasy. Wiem, że potrzebuje chwili dla siebie, dlatego daję jej tę swobodę. Pozostałe minuty do zebrania zabijam ustawieniem stołów i krzeseł, zamiatam podłogę, poleruję blat baru, zastanawiając się nad incydentem, do którego doszło nad ranem.  
Ciche pukanie o szybę przerywa moje rozbiegane myśli. Kai i Tom sygnalizują mi, bym otworzył im wrota. Chwilę później znajdują się w środku. Nasze powitanie jest standardowe, klepnięcie w plecy plus żółwik.
– Geniusz ma nowości? – dopytuje Tom.
– Inaczej nie byłoby zebrania szefów, co nie? Pomyśl kuzyn, zanim coś palniesz. – Odpala Kai, rozglądając się ze zmarszczonymi brwiami po pomieszczeniu. – Gdzie słoneczko? – Chce wiedzieć. Biorę głęboki oddech.
– Dajcie jej chwilę, musi przełknąć odjazd brata – odpowiadam im, na co oboje ze zrozumieniem przytakują. Zajmujemy miejsce przy stole wyroku, jak nazwała go delikatnie Tsunami.
– Dopóki nie ma Rysia, wysłuchajcie mojego planu – mówię.
– Dawaj – odpowiadają chórem. Dzielę się z nimi, jakie mam zamiary względem Mii i Juliana, bez wahania nadstawiają dłonie do High Five, pieczętując tym zgodę. Teraz muszę przejść do gorszego tematu, lecz Tom mnie wyprzedza.
– Myślałem, że Noelowi przejdzie po krótkim czasie, ale… – zaciska usta w cienką linię i kręci dynią.
– Już nie raz go upominałem, ale wczoraj przy stole naciągnął porządnie pałę – dodaje Misiek. Cieszy mnie ich spostrzegawczość.
– Nie potrafiłem zdzierżyć towarzystwa Noela, a tym bardziej jego głupich uwag, czy dogadywania kierowanych w stronę Juliana, oraz wlepionych ślepi w biust mojej Lady – przyznaję się. Chwyciłem małpiszona za szmaty, wytargałem w górę i wystawiłem za próg niczym śmiecia z miłym pożegnalnym słowem ‘Zwolniony!’ – Nie mam dłużej ochoty patrzeć, jak łasi się do Mii. Dobrze, że Tsunami w tym czasie była w toalecie. Teraz potajemnie muszę szukać nowego kelnera – oznajmiam. Kuzyni się śmieją, ale też przyznają mi rację. Wspominamy parę wesołych chwil z wieczoru oraz wysłuchuję pozytywnych opinii względem brata Mii.
– Sorry, że tak długo, ale podsumowałam wczorajszy dzień – woła Mimi, wychodząc pośpiesznie z korytarzyka. Prawie zabija się o własne nogi, wchodząc driftem w zakręt do naszego stolika. W dłoni ma swój mały srebrny notebook z małą czarną pamięcią USB.  
Wita gorąco kuzynów, oczywiście nie obeszło się bez docinek.
– Coś do picia skarbie? – pytam, podnosząc się z miejsca. Jej wzrok mówi sam za siebie.
– Aby sprawdzić, jak prędko tym razem polegnę? Nie dziękuję – stwierdza, siadając na krześle obok mnie.
– Miałem na myśli wodę, Słoneczko – mamroczę. Ciche ‘Oł’ wychodzi z jej gardła. Na ten dźwięk drga mi coś pomiędzy nogami. ‘Nie stary, bez fantazji. To było zwykłe Oł.’ tłumaczę sobie.
Zaopatrzony w napoje dla każdego, powracam na miejsce. Mia otwiera pliki w laptopie.
– Tak więc, kochani. Po obliczeniach wczorajszego dochodu razem z biletami plus upust ze strony zespołu… Doszliście do trzydzieści trzech tysięcy i stu siedemdziesięciu pięciu Euro – mówi zadowolona, a my razem z nią. – ale po wyliczeniu kosztów… – trzyma nas w napięciu. – zostaje wam dwadzieścia dziewięć tysięcy osiemset dziewięćdziesiąt trzy na plusie. Uprzedzam, to jest tylko wczorajszy bilans, więc nie obejmuje wypłat czy opłat, lecz napoje, alkohol, dodatki, żywność i wynagrodzenie Hanny, Teresy i Andrei – przypomina. Wydajemy z siebie okrzyk radości, a ja daję Mii całusa w policzek. ‘Gdybyś wiedziała, że twój brat dostał sześć stów plus napiwki, które były większe niż moje, to byś eksplodowała… ale ze złości.’ myślę w duchu.
– Przejdźmy do mojego pomysłu. Pamiętasz, urodziny Juliana? – Kieruje pytanie w moją stronę, na co przytakuję. – Wszedłeś na stronę baru… – Zaczyna, a ja wiem, do czego zmierza. Że ja pacan sam nie wpadłem na ten pomysł! Klepie się w czoło.
– Strona internetowa dla Samtajl! Genialne! – wołam. Na twarzy Tsunami pojawia się uśmiech, który pokochałem od pierwszego jego ujrzenia. To logiczne, iż w tych czasach każdy posiada swoje www. A myśmy nawet nie pomyśleli o tak prostym sposobie zwabienia klienteli. Mia ukazuje pierwszy zarys naszej strony. Jestem zachwycony jej zdolnościami, podziw dla kobiety widać również na twarzach moich kompanów.
– Tu bym wkleiła zdjęcie szefów, barmanów, kucharzy, obsługi. Łatwiej będzie sprzedać bilety na następne występy, wyprzedzając terminy o dwa, trzy tygodnie, albo informować o nowościach. Kto jest za? – pyta.
– Jestem absolutnie na tak! – woła Krakers, wystawiając do niej żółwika.
– Jak najbardziej! – stwierdza również podekscytowany Misiek.  
Cała trójka patrzy w moją stronę. To jest ta szansa i muszę ją wykorzystać. Opieram się wygodnie o oparcie, patrzę głęboko w szare wypełnione nadzieją oczy mojej gwiazdeczki.  
– Pod warunkiem, że podpiszesz z nami kontrakt i twoja twarz będzie widnieć na www. Samtajl-Bar.com.

1 260 czyt.
100%25
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1935 słów i 11230 znaków, zaktualizowała 16 sty o 21:16.

5 komentarzy

 
  • Margerita

    łapka w górę no to ładnie się zabalowało

    92%

  • nanoc

    No idą z duchem czasu, strona się należy, ciekawe co Mia na tą propozycję, czuję kłopoty.

    100%1

  • shakadap

    Brawo! Świetne.
    Pozdrawiam i powodzenia.

    100%1

  • Aladyn

    Kolejny, świetny pomysł Mii, który z pewnością przyczyni się do jeszcze lepszego prosperowania knajpy.
    Ciekawe, czy dziewczyna zgodzi się na warunki Sama. Kolejny dobry rozdział.  

    100%3

  • Julian05

    Czy tylko ja sprawdziłem czy istnieje taka stronka?

    100%3