Zaskakujące Lądowanie rozdział 77

77
  Mia

3 dni później…

   Moja zemsta na Samuela za niedzielę jest bardzo okrutna, trzymająca go w ciągłym napięciu. W poniedziałek postanowiłam wcielić w życie mój diabelski plan. Najpierw zaczęłam wysyłać niewinne zdjęcia z dwuznacznym opisem, by wieczorem móc zebrać pierwsze plony sukcesu. Nie pozwoliłam mu na to, by mnie dotknął. Wczoraj podkręciłam temperaturę bardziej kuszącymi, śmielszymi fotkami i pasującą historyjką. Choć samą mnie to podnieciło, nie dawałam tego po sobie poznać. Dzisiaj rano Samuel zaczął mnie błagać o litość. Przyrzekał, że już więcej tak nie postąpi, bo jego żagiel nie opada i jest mu nieprzyjemnie chodzić z twardym podczas pracy. Zapewniłam go, iż jego kara już minęła.
‘HA! Jakby tylko wiedział, co mój szatan knuje, to by wolał sobie odrąbać worek.’  Teraz muszę tylko wyszukać odpowiedni, najmniej spodziewany moment. Oczywiście tego spektaklu nie mogę przegapić, w końcu chcę zebrać plon zemsty, a przede wszystkim i tu bardzo ważny punkt, muszę znajdować się w ‘ bezpiecznym otoczeniu’. W końcu nie jestem znudzona życiem i nie chcę być przerobiona na miazgę. Chociaż z drugiej strony ciekawi mnie, co by w takiej chwili zrobił… ale dzisiaj potrzebuję ochroniarzy.
  Oprócz snucia zamierzeń, zastanawiam się również nad złożoną ofertą Samuela. Podjęcie tej decyzji nie jest takie łatwe, jak się wydaje. Bądźmy szczerzy. W UPS mam zapewnioną pracę, choć wynagrodzenie pozwala mi utrzymać głowę nad wodą i nie stać mnie na dodatkowe wydatki, mam jakiś grunt pod nogami. Natomiast Sam proponuje mi naprawdę dobre, kuszące warunki, lecz są dwie rzeczy, które nie pozwalają mi na pozytywną dla niego odpowiedź. Raz: Co będzie, jeśli nasz związek pójdzie na dno? Będę zmuszona szukać nowej posady, na co nie mogę sobie pozwolić przez problem nr dwa… Coś mi się wydaje, iż będę musiała poszukać takiej alternatywy, co zadowoli nas obojga. Nie ukrywam tego, że praca za jego biurkiem sprawia mi frajdę. Dziękuję szczeniakowi za danie mi takiej szansy i otwarcia mi drzwi, które tak długo były dla mnie zamknięte, ale od razu pracować dla niego, gdyż ja dopiero wyczuwam w tym wszystkim cza-cze? Z jednej strony mam obawy, z innej znów chcę pomóc im jak najszybciej rozwinąć skrzydła i uwolnić ich z problemu. Pierwszy to kredyt a drugi, to wsparcie w kuchni. Choć to drugie jest potrzebne na gwałt, a jeśli pierwsze nie będzie wykonane nie można zadbać o drugie. Takie kółko Macieja. Jednakże z zadowoleniem mogłam wczoraj przyznać, iż dochód z niedzieli był również obfity.  Brutus potrzebowałby tylko trzy takie mega ekstra soboty, lepsze niż do tej pory, aby rozwalić system, tylko pytanie, jak to zrobić z małą ilością obsługi i najmniejszą inwestycją. Potrzebowałby kogoś… Brzdęk! Jarzeniówka w mojej głowie rozbłysła niczym latarnia morska. Tak! To jest to!
– Hanna, idę na kibel – informuje koleżankę ze stanowiska. Dziewczyna kiwa głową. Dlatego, iż nie możemy załatwiać prywatnych spraw w miejscu pracy, wychodzę do toalety. W kabinie zamykam drzwi, wyciągam telefon z kieszeni i siadam na sedesie. Wybieram numer do Sama. Jeden sygnał drugi, trzeci… Co on robi, że nie odbiera…
– Słucham kotku – rozlega się mlaskający głos w słuchawce. Z pewnością Brutus mieli snickersa, albo czekoladę.
– Hej. Nareszcie odebrałeś. Zwołuję zebranie. Zadbaj o to, aby Misiek i Krakers byli na czas. Tylko wasza trójka – mówię szybko.
– Jezu Mia, powoli, nic nie zrozumiałem oprócz krakersa – odpowiada Sam. To było jasne, zawsze gdzie się pojawi coś do chrupania, jego mózg zatrzymuje się na tym smakołyku.
– Mówię, że robię zebranie. Ja, ty, misiek i krakers – powtarzam.
– Krakers? A to, kto. – Chce się dowiedzieć. Przekręcam oczami.
– Tom, Samuel. Tom. Że ci też muszę zawsze wszystko tłumaczyć. I zanim zapytasz, co się stało… Dostałam olśnienia, muszę się tym z wami podzielić i usłyszeć waszą opinię. Muszę kończyć. Pa.
– Czekaj chwilę! O której będziesz – dopytuje zanim zdążyłam się rozłączyć.
– Tak jak zawsze. Kocham – mówię.
– Bardziej! – Słyszę, zanim naciskam na czerwoną słuchawkę.  Na twarzy maluje mi się szeroki uśmiech. Krótko, zwięźle i na temat, to mi odpowiada, może niektóre kobiety uwielbiają, kiedy faceci zalewają je potokiem bezsensownych słów, ale ja wole konkret, życie mnie nauczyło, że jedno prawdziwe słowo znaczy więcej niż tysiące, które na koniec okazują się kłamstwem.
   Jak na złość czas w pracy ciągnie się jak flaki w oleju, a paczki z adresami nie mają końca. Mimo wszystko dalej w głowie obliczam, rozmyślam, tak, aby moje zamiary były perfekcyjne dla całego lokalu. Czuję, jak dynia zaczyna mi dymić, a ja jestem w swoim elemencie. Już nie mogę się doczekać spotkania z wielką trójcą przy okrągłym stole.
Oczywiście, kiedy wracam na stanowisko, nikt nie przeoczył mojego wafla na twarzy. Koledzy zaczynają bombardować mnie idiotycznymi pytaniami, na które dostają jedną odpowiedź.  
Nic.

1 112 czyt.
100%226
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 884 słów i 5211 znaków.

6 komentarzy

 
  • nanoc

    nanoc · 17 gru 2019

    Lubię tą parę, szczególnie ich rozmowy, rozwalają mnie, są świetne. Czytam dalej.  

  • Margerita

    Margerita · 3 gru 2019

    Łapka w górę Mia ale ty jesteś okrutna i bardzo mi się nie podoba jak traktujesz Samuela  

  • shakadap

    shakadap · 3 gru 2019

    Dobra robota! Droga Autorko, nie karz, proszę czekać długo na następny rozdział.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Gazda

    Gazda · 3 gru 2019

    No to chyba będzie się działo na zebraniu. Mia w seksownej kiecce, Sam z namiotem i ubaw po pachy 🤣🤣🤣🤣. Eh z kobietami lepiej nie zadzierać 🤪🤪

  • Pwpw

    Pwpw · 3 gru 2019 · 274251564

    Opowiadanie super tylko bez sensu że takie krótkie.  Jak jakiś serialowy tasiemiec ale jest świetne

  • Aladyn

    Aladyn · 3 gru 2019

    Mia tresuje swojego szczeniaczka, a on nawet nie może zamerdać ogonkiem, bo tak mu stwardniał.
    Ciekawe, co też wymyśliła odnośnie działalności knajpy. Okaże się chyba na zwołanym przez nią zebraniu.