Zaskakujące Lądowanie rozdział 34

34
Samuel


  
   Otwieram po cichu drzwi do Mii mieszkania. Zanim wyszła z Audi, powiedziała, że noc spędzimy u niej. Przemęczenie na jej buzi było dzisiaj bardzo mocno widoczne i wcale się nie dziwię. Pracuje osiem godzin w UPS, dodatkowo przychodzi do baru, ratuje nie tylko mój zadek, ale również dziewczyn i Toma. Kiedy pomyślę o tej codziennej walce, którą z nią staczam od ponad dwóch miesięcy, jest po prostu śmiechu warte. Mia za nim wyjdzie z baru, domaga się rachunku za wypitą wodę, koktajl, czy też porcję jedzenia, gdzie ona je, jak wróbelek- podziobie i przestanie. Ok. przesadziłem, jeżeli chodzi o Samtajlburger-special...Uuuu! Wtedy zaczyna go jeść, jak wygłodniały, poruszający uszami Rysiek.
   Ściągam buty, kluczyki odwieszam na haczyk. Na palcach wchodzę do łazienki, rozbieram się, a poskładaną odzież kładę na automacie. Biorę prysznic, wracając myślami do dzisiejszych wydarzeń. Mia, która wchodzi jak bomba. Los pracy Joschua i Noela leżący w jej dłoniach oraz gdy Kai wyzywa mnie od Brutusa. Następne, kiedy Mia i Tom znów wcisnęli mi kit, który połykam bez gryzienia.  
   Tom jest kuzynem Kaia, a Kai moim najlepszym przyjacielem od podstawówki, ogólnie rzecz biorąc, byliśmy od zawsze nierozłączni i dlatego kręciło nas otwarcie wspólnego biznesu. W ten sposób powstał Samtajl-Bar. Chociaż należy on naszej trójce, tak Kai nie chciał być wciągnięty w udział. Doskonale rozumiem jego sytuację, dlatego ja zostałem szefem baru, Tom szefem Kuchni, a Kai pracownikiem i architektem wnętrz, to on zaprojektował cały lokal. Tomowi pozostawiliśmy jego oddział i w sumie nas nie obchodzi, co w nim pichci, najważniejszy był podpis pod umową działalności, a później krótko przed otwarciem pubu Mia wylądowała na swoim tyłku, ukazując mi życie z innej perspektywy i cały Team zamknął ją w swoich sercach. Od samego początku jest jedną z nas. Bardziej zadowolony być nie mogę.
  Zmywam żelem wypociny, myję zęby i zakładam bokserki do spania. Może to idiotyczne, bo mieszkamy tylko jedno piętro od siebie, ale przyniosłem mały arsenał z własnego lenistwa. Jakby tak się głębiej zastanowić, Mia również zostawiła u mnie całą wypchaną kosmetyczkę oraz piżamkę, w której wygląda niczym palące słońce na pustyni.
  Otwieram drzwi sypialni, gdy słyszę, jak coś głośno spada na podłogę, a do uszu dochodzi dźwięk… duszenia??? Zapalam duże światło i… Serce staje mi dosłownie w krtani.
MIA klęczy na czworaka obok łóżka, blada, oczy wypełnione przerażeniem, usta szeroko otwarte z sinymi już wargami, próbując nabrać powietrza. CHOLERA!
Podbiegam do niej, podrywając ją na równe nogi, jedną ręką obejmuję w pasie, aby nie padła na kolana, a drugą podnoszę jej ręce nad głowę. Zaczynam dmuchać w otwartą buzię.  
– Mała nie rób mi tego! Słyszysz! – mówię, wpuszczając po raz czwarty powietrze w jej usta, gdy wraz słyszę świst nabierającego tlenu w płuca. ‘W końcu!’
– Patrz na mnie. Wdech, wydech – rozkazuję. Dziewczyna dygocze na całym ciele, pomagam jej usiąść i opada na mnie niczym worek kamieni. Trzymając ją mocno w uścisku otulam Mię kołdrą, jej oddech jest przyśpieszony, a serce wali ponad normę.  
Co TO do diaska było?!
– Lepiej? – pytam zmartwionym głosem, lecz ona kiwa przecząco głową.
NIECH MI POWIE, CO SIĘ DZIEJE! Krzyczę, a pięścią walę w ścianę. Na szczęście tylko w myślach, bo tak naprawdę całuję ją w skroń.
– Rozmawiaj ze mną – proszę na tyle spokojnie, na ile potrafię, ale to wcale nie jest takie łatwe, kiedy od środka wybucham niczym bomba i zdrapuję siebie samego z sufitu.
– Ja... ja... czemu? – pyta zrezygnowanym głosem, chowając twarz w dłonie.  
He? Nic nie jarzę.
– Słońce, zacznij od początku, bo rozumiem tylko Dworzec Centralny. – Kobieta kręci głową, próbując się uwolnić z mojego uścisku, lecz ją zatrzymuję.
Gdy nasze spojrzenia się spotykają, błysk w jej oczach znikł. Doskonale wiem, co on oznacza. Znów zamyka przede mną właz.  
– Mia, za wiele dla mnie znaczysz i mnie nie odepchniesz – stwierdzam fakty.
Kobieta bierze głęboki wdech, opuszcza głowę w dół, po raz kolejny zakrywając twarz dłońmi, a gdy chcę je od jej buzi oderwać, ona się odsuwa.
– Idź sobie. – Słyszę stłumiony głos.
Chyba coś się jej poprzestawiało! Ja nigdzie nie pójdę!
– Chyba cię coś… JA Zostaję! – Normalnie podnosiosła mi ciśnienie. Dopiero, co z paniki się dusiła, jak może być tak bezmyślna i kazać mi wyjść?!
‘Grrr! Typowa baba!’
– Popełniłam błąd, a teraz wyjdź – warczy.
– Nie. – Jest moja stanowcza odpowiedź. Puszczam ją, kładę się na plecy na materacu, obie ręce zakładam za głowę, a wzrok wbijam w sufit.  
Szzzacunnn, jeżeli myśli, że popuszczę. Głos w mojej głowie jest opryskliwy. Już tak daleko doszliśmy i teraz na nowo chce wybudować DDR-owski mur? Baa! Przeliczyła się i to na maxa.  
Mia wstaje, podchodzi do drzwi, wskazując na nie palcem.
– Wyjdź z mojego mieszkania! – podnosi głos.
Ona mi może, ale... Pff.
– Co, jeśli tego nie zrobię? Wezwiesz policję? – podnoszę się jednym płynnym ruchem, siadając na krawędzi łóżka.
– Wynoś się! JUŻ!

2 424 czyt.
92%253
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 948 słów i 5351 znaków, zaktualizowała 10 sie o 19:03.

3 komentarze

 
  • Gość

    Gość · 15 września · 286269601

    Sie porobiło, ale mocna rzecz

  • Gazda

    Gazda · 26 lipca

    Jak zwykle brawo!! Hmm, czyżby wracały demony?

  • Margerita

    Margerita · 26 lipca

    Łapka w górę jak zawsze a część była rewelacyjna no i ten ryś mnie rozbawił