Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 25

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 2525
Mia  

   Jeżeli przed chwilą chichotałam z miny naszego kochanego kucharza, tak teraz śmieję się na całego. Muszę przyznać, iż jego komentarz o smarkuli nie był miły. Dobrze wie, jaka byłam wczoraj roztargniona i jestem wdzięczna za teraźniejszą sytuację. Przynajmniej na chwilę możemy oderwać się od rzeczywistości. O mały włos nie wydałam swojej tajemnicy, która mnie zżera od środka.
– Guma, firmy Durex albo Billy Boy? – pyta Sam.
– A może te BEZ IMIENIA, z supermarketu tuż za rogiem naszego bloku? – Dowala kuzyn kuzynowi.  
– Firmy Schwarzkopf głąby – warczy Tom.
– Kupujesz czarnucha? – Tym razem ja się odzywam, wywołując tym stwierdzeniem kolejną dawkę rechotu.
– Ty wiesz, że czarny wyszczupla? Biedna Lola. Pożytku z ciebie nie ma, Kreweta. – Kolejny kopniak ze strony Kaia.
– Dlatego nie używam żadnego lateksu. Dorośnijcie w końcu łosie. Teraz chodzi o Mię, a nie moje bujne włosy – upomina nas.
Mój czas dobrej zabawy właśnie dobiegł końca, przechodząc w ciemniejsze okolice. Kiedy Misiek z Pluto się uspokajają, nie mam innego wyjścia. Opowiadam im, czemu od dziesięciu lat muszę zażywać uspakajające leki, których dawka wzrasta z roku na rok. Mówię, z czym kojarzą mi się jakiekolwiek uroczystości, urodziny czy też święta. Jakim terrorem były dla mnie ostanie trzy lata, wydrapujące z zakamarów zamglone wspomnienia. Następnie Samuel chce wiedzieć, co się wydarzyło parę godzin temu i co wyrwało mi dywan spod stóp. Śpiewam na tyle dużo, ile potrafię, zatajając informację o Florianie oraz panicznym strachu przed jutrem.
– I teraz powracamy do głównego pytania. Czemu chciałaś dać nogę zamiast powiedzieć, co cię dręczy? – Wierci Samuel.
– Bo w domu czuję się bezpieczna. Chociaż przez rok posiadałam własne mieszkanie, tak za każdym razem, kiedy zbliżała się utrwalona w głowie data kończąca się katastrofą, zawsze szukałam schronienia w moim pokoju. Początek grudnia jest dla mnie najgorszy i powinnam być dumna z tego osiągnięcia, lecz teraz odczuwam tylko poddanie. – Podnoszę głowę, aby spojrzeć mojemu chłopakowi w oczy. – Twoje słowa były brutalne, bo wiem, że tak jest. Nie chciałam ciebie w to mieszać, ukazać mojej słabości, ale ja już dłużej nie potrafię. To mnie przerasta Sam. Boję się każdego dnia – przyznaję łamiącym głosem. Z dłoni już dawno powstały wiatraki. Samuel chwyta moje ręce.
– Kotku, to nie jest słabość, tylko twoja silna walka z demonami, które obiecałem z tobą zwalczyć. Przejdziemy to razem. Obiecuję. – Tymi słowami bierze mnie w objęcia, dając mi wsparcie.
– Jestem z Brutusem – mówi Toffik, obejmując mnie ramieniem.
– Powinienem walnąć fochem o twój brak wiary w nas! – woła Knorr i zamiast oczekiwanego, jak od poprzedników uścisku, skubaniec zaczyna czochrać mi stojące na wszystkie strony włosy. – Poczwaro – dokańcza zdanie, a ja piszczę, bo nie cierpię, kiedy ktoś robi mi z czupryny bocianie gniazdo.
– Odwal się od moich kłaków, dętko! – krzyczę. Nie sądziłam, abym po tym wszystkim, co zaszło w ciągu dwóch godzin, mogła być pozbawiona trzymającego mnie w szponach złego czarnoksiężnika. Czuję się w ponad połowie uwolniona, tylko pytanie jest, jak długo będzie to trwać?
  Po uspokojeniu naszych głupich dogryzek, przechodzimy do omawiana umowy Dominika. Na kartce układamy plan zmian na następny miesiąc, a Pluto prosi Stefana o odebranie razem ze mną Jula i mamy z dworca.  
– Bri pisze, byśmy zeszli na dół – informuje nas Kai.
Pięć minut później stoję z otwartą gębą w pałacu z bajki Kraina Lodu. Dosłownie. Wszystko jest wypolerowane na błysk, przy komodzie obok balkonu stoi mała choinka, mieniąca się od brokatu w różnych odcieniach błękitu. Stolik zdobi piękny stroik z jedną świecą, pasującą do barwy drzewka, a także mogę dostrzec parę figurek na dużej komodzie. Między innymi jest około trzydziestocentymetrowy bałwan, który się rusza i śpiewa „Jingle bells”. Jestem zaskoczona widokiem Gabi i Lilly siedzących na kanapie razem z Sabriną i Andreą. Zanim mogę coś powiedzieć Samuel daje głos.
– Co to za kulfon tak fałszuje? – pyta ze zmarszczonym nosem i niesmakiem w głosie. Przekręcam oczami, moje przybrane siostry zaczynają się śmiać.
– To Olaf, Sam – informuję go.
– Kto? – Chce wiedzieć kompletnie bez pojęcia, o czym mówię.
– Walt Disnay? Bajka? Kraina Lodu? Anna i Elsa? Księżniczki? – Podpowiadam mu, na co mój chłopak spogląda na mnie, jakbym właśnie na czole miała pryszcza wielkości czereśni. Tom klepie kumpla po barkach.
– Chłopie masz dzidę. Nie wiedzieć, kim jest Olaf. – Dobija go Krakers, kręcąc głową.
–  What? Od kiedy oglądasz jakieś kreskówki? – woła zszokowany szczeniak.
– Ta bajka zamraża krew w żyłach – oznajmia Kai. Samuel od razu kieruje na niego spojrzenie.
– Chcecie mnie w ciula zrobić, czy co? – woła zdezorientowany.


Od Autora.

To nie szantaż...
"Jaka płaca - taka praca"
Niech wirują łapole, a dostaniecie jabole :D
Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 893 słów i 5225 znaków, zaktualizowała 22 cze 2020.

4 komentarze

 
  • Basiaa

    Czy Mia wreszcie się otworzy, coś chyba drgnęło, Fajnie piszesz, mnie się bardzo podoba.

  • AHopeS

    @Basiaa  Dziękuję.  Miło przeczytać. :)

  • nanoc

    O i to mi się podoba święta będą świąteczne,  po każdym odcinku chce się czytać następny, to jak narkotyk.  :lol2:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję.
    Bardzo mnie cieszy ta informacja.
    Pozdrawiam. :)

  • shakadap

    Brawo.
    Świetnie, wciągające napisane.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję😊

  • Aladyn

    Mia wreszcie zdobyła się na podzielenie się z przyjaciółmi dręczącymi ją wspomnieniami i przeżyciami. A oni, jak zwykle niezawodni, stają po jej stronie i deklarują swą pomoc.
    Dzięki Autorko za przypomnienie, że bezinteresowna przyjaźń wciąż istnieje, choć obecne czasy zdają się o tym zapominać.   :bravo:

  • AHopeS

    @Aladyn Przyjaciół poznaje się w biedzie...