Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 11

– To w końcu kiedyś ludzie przestaną umierać?
– Ludzie, zwierzęta, kwiaty i drzewa. Myślałem, że wiesz.
– Teraz już wiem. Szkoda, że nie możesz powiedzieć, kto to zrobił, chodzi o ten zamach, ale rozumiem. Dzięki, że wpadłaś. Teraz jeżeli pozwolisz, pójdę spać. Przeniesiesz mnie z powrotem? Abhisie, czy ja teraz jestem w moim łóżku? Daniel puka i mama też, kiedy chcą wejść, ale pomyślałam o tym teraz. Jestem tu, czy jestem również tam?
– I tak i nie. Jesteś tu. Nie jest możliwe, by ktoś wszedł i zobaczył, że cię tam nie ma, bo tu czas nie płynie. Ty czujesz, że ze mną jesteś pięć czy trzydzieści minut, ale to iluzja. Co innego gdybyśmy się spotkali na Ziemi.
– Byłoby fajnie. Z wymienionych przez ciebie miejsc najbardziej odpowiada mi jakaś bezludna wyspa, gdzieś w Oceanii albo Polinezji. Na Antarktydzie bym zmarzła, a na Saharze byłoby mi za gorąco.
– Nie zupełnie. W moim towarzystwie zawsze będziesz się czuć doskonale. Dbam o Ciebie, byś miała komfort. Poza tym ty jeszcze nawet nie poznałaś swoich darów. Na razie wiesz, że masz siłę i możesz poruszać się bardzo szybko. Masz tego wszystkiego bardzo wiele.
– I pewnie nie możesz zdradzić, bo mam sama to odkryć?
– Dzięki, że rozumiesz. – uśmiechnął się miło.
–To muszę lecieć Abhisie. Do miłego.
– To dla mnie było miłe. Nawet nie wiesz, co dla mnie znaczy spędzić z tobą.
– Czas?
– Wiesz, że jest inaczej. Ty tak odbierasz, ja nie. Nie masz tego na razie, a być może i to dostałaś. Naprawdę nie wiem.
– Moi rodzice i Ethan są chronieni?
– Oczywiście. To znaczy w tym sensie, co ma wspólne z tym co robisz. Muszą uważać. Wybacz.
Wiedziałam, co ma na myśli. Miałam tylko nadzieję, że nic złego nie spotka moich umiłowanych. Mogłam tylko mieć nadzieje, podobnie jak wszyscy. Jedna rzecz mnie uspokoiła. Na Ziemi było życie. Potem kiedy każdy spotkał Abhisa było dalej, tylko inaczej. Oczywiście nie wiedziałam w tej chwili czy była jakaś przerwa, jak podczas snu. Zbyt mało czytałam księgę, w której Bóg dał wystarczającą ilość informacji. Nie chciałam wiedzieć, wiedziałam jednak, że wszystko jest najlepiej, jak tylko być mogło. Miałam robotą i zamierzam ją wykonać najlepiej, jak mogłam. Zanim znalazłam się z powrotem w łóżku, przyszła mi jedna istotna myśl. Abhis zabierał dech życia od tych, których czas na ziemi się skończył. A o tym decydował Bóg. Przynajmniej tak sądziłam. Na razie nikogo nie zabiłam, ale czułam, że będę to robić. W tym wypadku od kogo będzie to zależeć? Miałam nadzieję, że nie ode mnie. Z pewnością to chciałam wiedzieć, jednak na razie pozostawało to dla mne niewiadomą.  
Znalazłam się w moim łóżku. Przemknęła mi jedna myśl. Dlaczego Bóg mnie wybrał? Byłam zwykłą, normalną osobą. Zasnęłam natychmiast.  
Ranek okazał się nieco chłodny. Poranne czynności przebiegły bez zakłóceń. Słyszałam ich w kuchni. Weszłam kiedy mama zajmowała się Ethanem, a tata robił dla nas śniadanie.
Kiedy weszłam, mama i Daniel popatrzyli na mnie.
– Widzieliśmy poranne wiadomości. Ktoś uratował pięć osób. Nikt nie wie jak i kiedy, bo podobno stało się to nagle. Dwie osoby spośród rannych, miały zaleczone razy organów wewnętrznych. – patrzyli na mnie z wyczekiwaniem.
– To ja. Jestem inna. Chyba nie można mnie łatwo zabić. Skaleczyć, uszkodzić. Pobierali mi kiedyś krew, jak wiecie. Czyli to zależy ode mnie. Podobnie z dotykiem. Pamiętasz mamusiu, Franka. Was dotykam i nic się nie dzieje. Jesteście chronieni, ale lepiej o tym wszystkim nie mówcie nikomu.
– Dostałaś te super moce od Boga? – zapytała mama.
– Tak sądzę.
– Wiesz, że trudno w to uwierzyć, ale nie możemy zaprzeczyć faktom. Dlaczego?
– Sama, bym chciała to wiedzieć. Bardzo lubię Abhisa. To nie jego wina, że robi to co robi. On tylko odbiera dech życia tym, kim musi. Co ja będę robić, tego nie wiem. Muszę chodzić do szkoły, a nie będę miała na to czasu. Porozmawiam z Abhisem czy mogę mieć awatara.
– Co przez to rozumiesz, Xsandu? – zapytał Daniel.
– Abhis ze mną rozmawia, a w tym czasie ludzie umierają,więc ma awatary. Jest w wielu miejscach na raz. Co do umierania, umiera sto pięćdziesiąt dwa tysięcy ludzi dziennie. Czasem są gorsze dni. Kiedy było tsunami w 2004 roku, tego dnia umarło ponad trzysta pięćdziesiąt tysięcy. Najgorzej było w 1556 roku w Chinach. Mokra maź zabiła ponad osiemset tysięcy ludzi.
– Podobno najgorszy był potop. – powiedział cicho Daniel.
– To nie Abhis, czasem Bóg sam to robi.  
– Twoje doświadczenie potwierdza wiarę miliardów. – stwierdził mój tata.
– To nic nie zmieni. Ludzie są dziwni. Nawet gdybym wystąpiła na popularnym kanale telewizyjnym z tymi wiadomościami i tak by nie uwierzyli.
– Czyli nie wiesz, czemu Bóg Ci dał moc?
Wiedziałam, bo właśnie w tej chwili zostało mi to objawione.
– Był okres sędziów, w starym Izraelu. Teraz ja będę sędzią. Pan chce oddalić zły czas i dlatego da mi  ograniczyć zło. Przynajmniej tak czuję. Będę wam mówić kiedy to będę ja. Od teraz to awatar. Jest mną, kocha was, mam nadzieję, że nie odczujecie różnicy.
Zniknęłam, a mój awatar został z nimi. Czułam go. Znalazłam się w zaświatach i oczywiście Abhis na mnie tam czekał.  
– Mogę się przenosić. – powiedziałam tylko.
– Czyli już sama zaczynasz to kontrolować.
– Nadal nie wiem, gdzie jest zło. Muszę skoncentrować się na tym. Zło jest wszędzie, ale robią to konkretni ludzie. Nie zawsze tego chcą, czasem się boją. Nie rozumiem, dlaczego Pan mnie do tego wybrał.
– Może się kiedyś dowiesz.
– Abhisie, wiem, że tego nie chcesz, ale będę musiała spotkać Lucyfera. Zanim zacznę robić porządek ze złymi ludźmi, muszę z nim wyjaśnić, czy maczał palce w zamachu na mnie. On jest zły, ale nie jest głupi. Chyba, że nie wiedział, że mnie nie może zabić.
– Niechętnie się zgadzam. On jest sprytny i będzie cię chciał oszukać. To wiem z pewnością, kłopot w tym, że będzie chciał cię zwieść na swoją stronę, czyli będzie chciał, abyś wierzyła mu, a nie Panu Stworzenia. Jednak nie mogę ci zakazać. Mam do ciebie uczucie i nie mogę cię ograniczać. Przejrzałem, co Daniel robił, jak prosiłaś. On niczego nie robił specjalnie. Chciał to robić w równym stopniu dla siebie jak i dla ciebie. Zauważyłem, że twoja mama kochała go za to bardziej, co robił dla ciebie, niż da niej. Nie bardzo to rozumiem.
– Postaraj się. Teraz mnie zostaw, bo inaczej Lucjan nie przyjdzie. Nie chce ci wchodzić w drogę, czuję to.
– Lucjan?
– Dałam mu takie imię jak tobie, Abi. Wszystko będzie dobrze, jesteś na dobrej drodze.
Pocałowałam go delikatnie w usta. Bardziej czule niż poprzednio. Poczułam się po tym dobrze.
– Mówiłaś, że nie... ja nie myślę o tym.
– Wiem. Dorosłam. Już nie będę bardziej dorosła.
– Jak to? Przyspieszyłaś dla siebie czas starzenia?
– Nie, głuptasku. Musisz to wiedzieć? Nie wystarczy ci, że ci mówię?
– Ale wyglądasz... och, rzeczywiście.
W momencie osiągnęłam dojrzałość. Wyglądałam inaczej. Miał sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu i przypominałam budową mamę. Wiedziałam jednak, że mój awatar będzie rósł powoli. Zniknęłam, zostawiając Abhisa bardzo zatroskanego. Lucyfer pojawił się natychmiast. Tym razem miał na sobie białe spodnie i żółtą koszulkę. Żadnych ozdób. Miał idealne ciało. Obiektywnie był chyba bardziej przystojny niż Abhis, ale tylko nieznacznie. Musiałam właściwie pamiętać tylko o tym, by być świadoma i co za tym idzie ostrożna. Wiedziałam w jakiś sposób, że nie należy lekceważyć przeciwnika. Nie uważałam Lucyfera za przeciwnika, ale postanowiłam być bardzo ostrożna. Naprawdę nie wiedziałam, w co się pakuję.  
– Witaj, Xsandu. Od razu wyjaśnię. To nie ja. Demon Zariel. Pobudził kogoś, by to zrobił i sądził że uznam to za oddanie. Co za idiota.
– Dlaczego zbuntowałeś się przeciw Stwórcy?
Jego oczy stały się na moment lodowate. Zadałam to pytanie, nie zdając sobie sprawę, że nie powinnam tego mieszać do naszej sprawy. Uświadomiłam sobie w jednym momencie, że dając mu szansę, postawiłam na szali dalszą relację z Abhisem. Jeżeli Lucyfer wygra moje serce, więcej nie zobaczę Pana Śmierci, chyba że w chwili kiedy skończę życie. Och! Tak mało wówczas wiedziałam.
– Chciałem dobrze. Może nie wiesz, ale ci powiem. Stworzył Adama, a potem dał mu kobietę. Piękną. Brunetka z zielonymi oczami. Dał im wybór, a oni go nie usłuchali. Jak mógł wywyższyć was nad nami?
– Skoro nie lubisz ludzi to, czego chcesz ode mnie? – zapytałam, ale bez emocji.
Czy w ogóle je miałam? Kochałam mamusię, Daniela i innych, ale nigdy nie okazywałam emocji. Czy naprawdę byłam człowiekiem?
– Nie wszyscy z was są tacy. Ewa była łatwowierna. Podobnie jak Abhis, nie miałem kobiety.
– A co jej zrobiłeś?
– Nic. Tylko mi uwierzyła. Posłuchaj Xsandu. Daj mi szansę. Dałaś ją Danielowi. Nie przeszkadza ci, że Abhis odbiera dech życia. Moją pracą jest sprawdzać wierność ludzi wobec Boga.
– Ale sam się zbuntowałeś. – nie dawałam za wygraną.
Znowu dostrzegłam ten sam zły i zimny błysk w jego pięknych oczach.
– On jest niesprawiedliwy. Nie dał mi się wykazać i mnie wygnał.
– Nie bajaj. Przekonałeś miliardy aniołów i walczyłeś z Bogiem.
– Nigdy! Walczyłem z Michałem i oberwałem, inni mi do pięt dorastają. Może Gabriel, ale jego wyjątkowo nie znoszę. W sumie szanuję Abhisa. Czasem ludzie sądzą, że jest po mojej stronie. Xsandu, to są inne sprawy. Mnie chodzi o ciebie. Nie możesz żądać od Abhisa by przestał odbierać dech życia, podobnie nie możesz żądać ode mnie, bym przestał robić, co robię. Zwodzę, kłamię, zmuszam ludzi do złych rzeczy. Czasem mnie przerastają, czyli są gorsi ode mnie. Ale do ciebie będę uczciwy. Nic z tanich sztuczek. Chcę uczciwie powalczyć o ciebie.
– Abhis nie będzie zadowolony.
– A sądzisz, że ja jestem. Też cię wybrałem w tym samym czasie jak i on.
– Wiesz, co mu powiedziałam. Powiem to samo tobie. Wybór to za mało. Guzik mnie obchodzi, że jesteś aniołem o wielkiej mocy. Dobrze, dam ci szansę. Wiesz, że nie interesują mnie suknie, drogie kamienie i takie tam inne... Nie chcę też twojej pomocy w tym co będę robić. Ty chciałeś pogrywać z Bogiem odnośnie Hioba, ale ze mną nie będziesz pogrywać. Zrobisz jeden błąd i żegnaj Charlie.
– Charlie? – jestem Syn Jutrzenki, Lucyferius.
– Wszystkie anioły mają imiona kończone się na el. Dlaczego ty jesteś Lucyfer? – zbagatelizowałam jego pytanie.
– Abhis też ma imię niezakończone na el.
– On nie jest aniołem.
– Tak ci powiedział, czy tak sądzisz? On jest aniołem śmierci. Azazel.
– Zapytam go, on nie kłamie.
– Ja też nie będę ci kłamał.
– Zobaczymy Lucku.
– Najpierw Charlie teraz Lucek. Pogrywasz sobie ze mną?
– Musisz mieć poczucie humoru. Nie pogrywam. Wysłuchałam i przyjęłam. Jak ci się nie podoba, to jest to nasze ostatnie spotkanie. Jasne?
– Nie mówię, ze mi się nie podoba. Masz charakter. Nie wystraszyłaś się tego, kogo wszyscy ludzie się boją i nawet sam diabeł ci nie jest straszny.
– Jestem kobietą i to specjalną. Nie zauważyłeś?
– Owszem. Mam kilka ładnych strojów. Ta granatowa kiecka w gwiazdki od niego, nie była szczytem możliwości. Mam piękniejsze.
– Wspominałam, że na łaszki mnie nie złapiesz. To nie były gwiazdki, tylko diamenty.
Tym razem on odpuścił moją uwagę i rzekł całkiem pewnie.
– Xsandu. Ze mną możesz się pokazywać publicznie. Nie tylko pośród ludzi, ale i w bardziej szacownym towarzystwie.
Czułam, że chodzi mu o jego kompanów z tej grupy co dostali po tyłkach od archanioła Michaela. Ładne mi szacowne towarzystwo.
– Nie jestem towarzyska. Znam Sarę, Anabell i moją rodzinę. Aha, bym zapomniała. Nie pobudzaj Toma do rozwodu. Nie chcę więcej żadnych pomyłek twoich kolesi. Stroń od Sary. Czy się rozumiemy?
– W zupełności. Chcesz zobaczyć kosmos? Jest piękny.
– Z pewnością. Chyba mnie nie zrozumiałeś. Czego chcesz? Ja nie jestem romantyczna. Po spotkaniu z tobą biorę się za porządki. Będzie dużo trupów. Narkotyki, porwania dzieci, nieuczciwi ludzie z rządu. Nie mam emocji w tych sprawach. Ktoś przekroczy granice, koniec. To moja praca. Nie próbuj mnie przekupić ani złotem, strojami, ładnymi widokami. Chcesz, to walcz o mnie. interesuje mnie, jaki będziesz dla mnie. Nie proszę cię, być poszedł do Pana Zastępów i przeprosił.
– Nie zrobię tego – tym razem zobaczyłam, jak jego kości policzkowe chodzą nerwowo.
– Dobra, nie mam dla ciebie całego dnia.
– O czym ty mówisz, tu nie płynie czas!
– Mam robotę. Dam znać jak cię będę chciała zobaczyć. Uważaj na siebie.
Podeszłam do niego blisko. Był naprawdę przystojny. Zabójczo przystojny. Dotknęłam wskazującym palcem jego podbródka.
– I żeby ci nie przyszło do głowy przeszkadzać Abhisowi. To, że się teraz widzimy, to moja sprawa.
– Czy mogę cię pocałować? O ile wiem, on dostał buziaka.
– Nie Lucku. Jestem bardzo dokładna w tych sprawach. Z przykrością muszę stwierdzić, że masz mniejsze szanse, ale jak może wiesz, doceniam staranie. Chciałbyś mieć dziewczynę, co się całuje z innymi?
– Nie – odrzekł poważnie.
– To myśl na drugi raz, zanim coś powiesz. Podobno głupi nie jesteś. Na pocieszenie ci powiem, że do czasu rozstrzygnięcia sprawy z kim będę, nie będę go więcej całować. Wygrasz moje serce, będę tylko z tobą.
Przyjął to gładko. Może nie był taki zły. Nie miałam pewności, czy Abhis słyszał naszą rozmowę. W razie czego pamiętałam jej przebieg. Co do Abhisa chciałam wyjaśnić sprawę imienia. Nie bardzo mi się chciało wierzyć, że mnie okłamał, ale z drugiej strony Lucyfer mówił dość przekonywająco. Zostawiłam diabła i ponownie zobaczyłam nieco zasmuconego Abhisa. Chyba jednak nas słuchał.
– Rozmawialiście tylko?
– Co to za pytanie? – delikatnie się uniosłam – co masz na myśli? Przecież słuchałeś.
– Ja? Skąd takie podejrzenie? Znam tego gościa. Nic nie próbował?
Pogładziłam go po jego czarnych jak smoła włosach.
– Chciał buzi.
– To łotr!
– Nie bądź taki zdenerwowany. Nie jestem puszczalska. Dałam ci lekkiego buziaka, bo chciałam. Staram się być sprawiedliwa. Dałam mu szansę.
– Dałaś mu szanse? Na co?
– Chyba wiesz?
– On nie ma poważnych zamiarów w stosunku do ciebie.
– Mówi, że ma.
– Co mam uczynić? Łamiesz mi serce!
– Mówiłam, że nie będzie łatwo. Masz do mnie zaufanie?
– Całkowite, ale jeżeli chodzi o niego, nie mam wcale. To krętacz. Uwiódł Ewę.
– Mówił, że było bez takich. Ale mamy mały problem. Powiedziałeś, że nie kłamiesz.
– Nigdy!
– I masz na imie Abhis?
– W rzeczy samej
– Lucyfer wspominał imie Azazel. On nie ma imienia kończącego się na el. Jesteś aniołem śmierci, czyli jesteś aniołem i powinieneś mieć imię kończące się na el, prawda?
Nie miałam nawet chwili na zastanowienie się, co mi odpowie, bo odrzekł od razu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2728 słów i 15495 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto