W objęciach światła – rozdział 4

W objęciach światła – rozdział 4Hayley

Unikałam Nicka, bo nie wiedziałam, czy będę w stanie zachowywać się, jakby nic się nie stało. Nie chciałam wracać do tego, co było na początku, gdy się wprowadziłam. Powiedział, że między nami nie jest okej, więc nie chciałam się narzucać. Chciałam dać mu czas na ogarnięcie tego wszystkiego. Chyba nie chciał spędzać ze mną więcej czasu niż to absolutnie konieczne. Nie proponowałam ani spacerów, ani grania na konsoli, bo mimo że spodziewałam się odmowy, to już czułam ból kolejnego odtrącenia. Starałam się wypełnić swój czas w taki sposób, żeby nie myśleć i nie wodzić za Nickiem wzrokiem, bo to do niczego nie prowadziło. Jeśli nie chciał ze mną rozmawiać, to nie mogłam go do tego zmusić. Długie spacery z Milo, joga, ale niezbyt wymagająca ze względu na nawracające zawroty głowy, czy granie na konsoli w gry online, żeby chociaż udawać, że nie grałam sama. Zakładałam słuchawki i słuchałam ludzi, którzy byli w mojej drużynie, ale sama nigdy się nie odzywałam. Do rysowania nawet nie próbowałam siadać. Wiedziałam, że nie narysuję niczego, a to dobijało mnie jeszcze bardziej.
Nie mogłam nawet wykorzystać vouchera na tatuaż od przyjaciół, bo tatuażysta, u którego robiłam łapkę przy nadgarstku, miał terminy na pół roku do przodu. Nie chciałam iść do nikogo innego, więc napisałam mu, że poczekam, aż znajdzie dla mnie chwilę. Nie chciałam wielkiego wzoru, tylko jedną małą gwiazdkę przy obojczyku. Nie większą niż odcisk palca. Dlatego kiedy Nate do mnie zadzwonił i powiedział, że zrobiło mu się okienko i mogę przyjść, ucieszyłam się jak dziecko. Wreszcie jakaś pozytywna wiadomość.
W piątek nie mogłam usiedzieć w miejscu. Chciałam już wyjść i przyozdobić skórę kolejnym tatuażem. Specjalnie założyłam bluzkę z większym dekoltem, odsłaniającą jedno ramię. Idąc do drzwi wyjściowych nie mogłam przestać się uśmiechać. W końcu będę mieć gwiazdkę, która będzie symbolizować moją więź z tatą i… chyba też z Nickiem, bo teraz kojarzyła mi się także z nim. Może nie było między nami tak, jakbym chciała, ale nadal był moim światłem. To się nie zmieniło.
Nate miał krótkie blond włosy i tak niebieskie oczy, że nie mogłam się nie zachwycić za każdym razem, kiedy go widziałam. Nie był w moim typie, ale coś w sobie miał. Wytatuowane ręce i szyja przyciągały wzrok. Pewnie klatę też miał całą w tatuażach, jednak nie zamierzałam tego sprawdzać. Nigdy. Znaliśmy się ze studiów, ale nie utrzymywaliśmy kontaktu.
Sesja minęła nam w mgnieniu oka i mogłabym stać przed lustrem godzinami, oglądając dzieło Nate’a nawet przez folię, którą zabezpieczona była gwiazdka. Mimo że skóra była zaczerwieniona i lekko opuchnięta, nie mogłam przestać patrzeć. Kiedy się zagoi, chyba nie odejdę od lustra, albo będę siedzieć z telefonem w ręku z włączoną przednią kamerą. Kupiłam krem do pielęgnacji tatuażu, który nawilżał skórę i przyspieszał gojenie, pogadałam jeszcze chwilę z Nate’em, po czym wróciłam do domu. Po trzech godzinach zdjęłam opatrunek, przemyłam skórę mydłem antybakteryjnym, posmarowałam kremem i nałożyłam kolejny. Do spania wolałam zabezpieczyć, żeby nie podrażnić dodatkowo koszulką.
***
Następnego dnia założyłam spodnie dresowe i koszulkę na ramiączkach, z czego lewe schowałam do środka razem z tym od biustonosza, bo gwiazdka znajdowała się akurat w miejscu, przez które przechodziły. Z tatuażem trzeba było obchodzić się jak z otwartą raną, więc po zdjęciu opatrunku nie zamierzałam nakładać kolejnego, by miał dostęp do powietrza. Lepiej się wtedy goił. Musiałam go tylko zabezpieczać na noc i gdy wychodziłam z domu.  
Nie założyłam bluzy, chociaż było mi chłodno. Jednak kiedy weszłam do łazienki, od razu zrobiło mi się gorąco. Na płytkach zobaczyłam plamki krwi, na umywalce również, a do tego zakrwawiony ręcznik. Will był u Emmy, więc to musiała być krew Nicka. Żołądek podszedł mi do gardła, a serce zaczęło bić szybciej. Co mu się stało? W mieszkaniu było cicho, więc pewnie jeszcze spał, ale… co, jeśli stracił przytomność i się wykrwawiał? Po śladach w łazience chyba nie było tej krwi aż tak dużo, jednak to nie zmieniało faktu, że był ranny i się o niego bałam.
Nie panikuj, Hayley. Gdyby stało mu się coś poważnego, to pojechałby na pogotowie, prawda? Może znowu miał rozciętą brew.
Postanowiłam zaczekać jeszcze trochę i dopiero iść sprawdzić, czy wszystko było w porządku. Musiałam zająć się najpierw tatuażem. Zaczęłam odklejać opatrunek, ale ręce mi się trzęsły, więc zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich wdechów.  
Zaraz do niego pójdę, tylko przemyję gwiazdkę.
Spojrzałam w lustro, odetchnęłam kolejny raz i wzięłam się do roboty. Zdjęłam folię, przemyłam skórę mydłem, dokładnie osuszyłam, po czym posmarowałam kremem. Gotowe. Za kilka godzin będę musiała to powtórzyć.  
Usłyszałam, że drzwi od pokoju Nicka się otwierają, więc wyszłam z łazienki, żeby zobaczyć, w jakim był stanie. Oko znowu miał podbite, połowę twarzy sinofioletową i lekko opuchniętą, rozciętą wargę oraz rozcięcie na ramieniu. Aż serce mnie zakuło na ten widok i nie miało znaczenia, że nie miał na sobie koszulki. Chciałam podejść i go przytulić, ale bałam się, że mnie odepchnie.
– Jezu, Nick… co ci się stało? – wykrztusiłam.
Spojrzał na mnie zdrowym okiem, które miało normalny kolor.  
– Nic takiego. Drobna sprzeczka w pubie.
– Drobna? Nie wygląda na drobną… Dezynfekowałeś to?
– Oczywiście, że nie. – Wywrócił oczami, a może raczej jednym okiem.
– Powinieneś, żeby nie wdało się zakażenie. Pomóc ci?
Nick otworzył usta, by coś powiedzieć, ale przerwało mu donośne pukanie do drzwi. Poszedł otworzyć i sekundę później usłyszałam jego głos:
– Nie musiałaś przychodzić. Jak widać, żyję.
– Chyba sobie żartujesz. Wyglądasz okropnie. Oczywiście, że musiałam przyjść.
Czy to była Angelika? Skąd wiedziała, co mu się stało? Może byli w tym pubie razem…
Milo podbiegł do drzwi zobaczyć, kto przyszedł, ale zaraz się wycofał, szczekając. Dziewczyna weszła do środka i nagle przystanęła, gdy mnie zobaczyła.
– Och. Cześć…  
– Cześć – mruknęłam. – Milo, chodź tutaj.
Zbliżył się do mnie, przestał szczekać, ale nadal powarkiwał, uważnie obserwując Angelikę, bo to była ona. Była ładniejsza niż pamiętałam. Długie blond włosy, duże usta i figura, o której mogłam sobie pomarzyć.  
Angelika spojrzała z powrotem na Nicka.
– Chodź do łazienki, doprowadzę cię do porządku.  
– Dobrze, mamo – parsknął kpiąco Nick i poprowadził ją do drzwi łazienki. Zamknęli się w środku i słyszałam tylko przytłumione głosy.  
Poczułam palące ukłucie zazdrości i łzy pchające się do oczu, ale nie zamierzałam płakać. Spieprzyłam i musiałam się pogodzić z faktem, że Nick prędzej czy później kogoś sobie znajdzie. Niby mówił, że to tylko koleżanka, ale skąd miałam wiedzieć, czy coś w tej kwestii się nie zmieniło? Poszłam do kuchni, by nakarmić psa i zrobić sobie śniadanie, chociaż nie wiedziałam, czy coś przełknę. Musiałam później zabrać Milo na spacer, a wychodzenie z pustym żołądkiem nie było zbyt dobrym pomysłem. Zwłaszcza po ostatnim omdleniu.
Zrobiłam tosty, posmarowałam je masłem orzechowym, a na to pokroiłam banana. Usiadłam przy stole, gapiąc się na talerz z kanapkami. Chociaż Nick był blisko, to miałam wrażenie, że jeszcze nigdy nie był tak daleko. Zmusiłam się do zjedzenia jednego tosta, a potem drugiego i wypiłam szklankę soku. Nie miałam, co ze sobą zrobić, więc poszłam do salonu i włączyłam telewizor. Milo wskoczył obok mnie na kanapę, a ja zanurzyłam palce w jego sierści, drapiąc go za uszami.
Nagle drzwi się otworzyły. Nick coś mruknął do Angeliki i chyba poszedł z powrotem do pokoju. Myślałam, że Angelika mnie nie zauważy i po prostu wyjdzie, ale ona nagle podeszła i stanęła w pewnej odległości ode mnie.
– Hayley?
Spojrzałam na nią zaskoczona.
– Tak?
– Przepraszam, że tak tu weszłam, jak do siebie… ale to przeze mnie Nick wygląda jak wygląda. Pobili go z mojej winy. Próbował mnie obronić. – Przygryzła wargę, a na twarzy miała wymalowane poczucie winy. – Jakiś obleśny typ się do mnie przystawiał, a Nick… zresztą, wiesz, jaki on jest.
Wiem? Teraz chyba już nic nie wiem.
– Nie musisz mi niczego tłumaczyć – powiedziałam cicho.
– Chyba jednak powinnam. Wiem, że myślałaś, że ja i Nick… ale to nieprawda. Może i łączyło nas coś na samym początku, ale to był tylko seks. Nick to zakończył. Tak naprawdę zależy mu na tobie, więc… powinnaś o niego walczyć. Nawet jeśli teraz sprawy między wami się nie układają. Po prostu… Nie daj mu odejść.
A to co miało znaczyć? Zależało mu na mnie? Powinnam o niego walczyć? Dlaczego mówiła mi takie rzeczy?
Nie wyglądała na zadowoloną z faktu, że Nick zakończył to, co między nimi było. Wydawało mi się, że miała zaszklone oczy. Może się w nim zakochała. Przecież ją obronił. Teraz był jej rycerzem na białym koniu.
Nie wiedziałam, co miałam jej powiedzieć. Zaskoczyła mnie, ale nie podobało mi się, że tyle wiedziała.  
– To chyba nie ty powinnaś mi mówić, że mu zależy… – odezwałam się w końcu.
– On też ci to powie, tylko na razie jest zbyt wściekły. Potrzebuje trochę czasu. – Chyba zauważyła, że nie miałam zamiaru jej odpowiadać, bo po chwili poprawiła torebkę i powiedziała: – To ja już pójdę… cześć. – Odwróciła się i po chwili wyszła równie szybko jak tu weszła.
– Cześć – mruknęłam do siebie i przeniosłam wzrok z powrotem na ekran telewizora.
Zazdrość nadal paliła mnie od środka. Co niby miałam zrobić z tym, co mi powiedziała? Przecież Nick stwierdził, że między nami nie było okej. Nawet jeśli mu zależało, to chyba i tak to niczego nie zmieniało w naszej relacji. Nie wyglądało na to, żeby w najbliższym czasie mi wybaczył. Jeśli w ogóle to zrobi.
Chciałam przytulić się do Milo, ale przypomniało mi się, że gwiazdka nie była zabezpieczona opatrunkiem, a nie mogłam pozwolić, by dostała się tam sierść. Westchnęłam ciężko i przejechałam dłonią po jego grzbiecie. Musiałam wyjść z nim do parku, ale opuściły mnie wszelkie siły na cokolwiek.


Nicholas

Twarz bolała mnie jak cholera. Ciężko było mi nawet na czymkolwiek skupić wzrok, bo oko miałem spuchnięte i fioletowe. Chciałem tylko spać. Chyba pobrudziłem łazienkę krwią, ale nie miałem siły tego sprzątać. Ostatecznie to Angelika zmyła plamy z umywalki i podłogi. Oczywiście, musiała przyjść, mimo że zadzwoniłem do niej, gdy wróciłem do mieszkania, zgodnie z obietnicą. Mgliście pamiętałem, że poprzednio to chyba Hayley się mną zajmowała, gdy byłem lekko pokiereszowany. Tym razem to Angelika wszystko mi oczyściła, zdezynfekowała, przykleiła plastry ściągające. Poczułem się po tym lepiej, ale tylko odrobinę.
Zastanawiałem się, jak wizyta Angeliki wpłynie na Hayley, ale wątpiłem, że się tego dowiem. Nadal za dużo ze mną nie rozmawiała. Wydawała się przerażona, gdy mnie zobaczyła, ale chyba każdy by tak zareagował. Gdy Angelika poszła, a ja wróciłem do siebie, po jakimś czasie Hayley zapukała do drzwi. Na ten dźwięk od razu nerwowo podskoczyłem.  
– Proszę.
Hayley weszła do środka, trzymając w dłoni prowizoryczny kompres z kostek lodu i ścierki.
– Pomyślałam, że to ci pomoże – powiedziała, ostrożnie do mnie podchodząc.
– Dzięki – odezwałem się, a mój głos był dziwnie zachrypnięty. – W skali od jednego do dziesięciu… jak bardzo źle wyglądam?
– Piętnaście. – Uśmiechnęła się lekko, siadając na brzegu łóżka, blisko mnie i delikatnie przyłożyła kompres do obolałej części twarzy. – Tak dobrze?
– Tak. Dziękuję. – Przez chwilę milczałem, po czym stwierdziłem, że chyba należy jej się jakieś wyjaśnienie. Wcześniej ją zbyłem. Nie mogłem przewidzieć, jak zareaguje, ale nie potrafiłem siedzieć w ciszy. – Byłem w pubie, w którym pracuje Angelika. Jacyś zboczeńcy o niej gadali… niezbyt miłe rzeczy. Potem jeden z nich złapał ją za tyłek. Nie mogłem na to patrzeć. Cholerni niewyżyci debile…  
– Prawdziwy rycerz na białym koniu. – Nie uśmiechnęła się tym razem, ale dotknęła delikatnie palcami mojego policzka. – Dobrze, że nie stało ci się nic poważniejszego.
Nie potrafiłem określić, czy ironizowała, nazywając mnie rycerzem, ale jej dotyk mnie uspokoił.
– Nawet jeśli by się stało… trudno. Nie mogłem nie zareagować. Molestowanie seksualne to niedomówienie. To było po prostu obrzydliwe. – Odetchnąłem głęboko.  
– Rozumiem… Bardzo cię boli? Przynieść ci coś przeciwbólowego?
– Nie jest tak źle. Jakoś przeżyję. – Choć nie chciałem się na nią gapić, skupiłem wzrok na jej twarzy, później przesunąłem niżej… I nagle coś rzuciło mi się w oczy. Tatuaż pod obojczykiem. Na pewno nie miała go wcześniej, w dodatku wyglądał na świeży. Nagle mnie olśniło. Może to w tej sprawie się umawiała, to dlatego wyszła wczoraj wieczorem. Angelika miała jednak rację. Za szybko wyciągnąłem wnioski, z góry założyłem, że szła na randkę, a ona po prostu… zrobiła sobie tatuaż. Gwiazdkę. Cicho westchnąłem, starając się nie myśleć o tych gwiazdkach na kartkach, które zostawiała mi obok ciasta. W duchu ucieszyłem się, że jednak nic nie powiedziałem i nie pokazałem swojej zazdrości – jak się okazało, bezpodstawnej.
Gdy Will wrócił, zrobił zdumioną minę na mój widok. Może żałował, że sam mnie tak nie urządził, ale chyba uznał, że takim czy innym sposobem dostałem nauczkę. Spędziliśmy wieczór przy piwie, bo nie mogłem się skupić na graniu na konsoli.  
Odczekałem parę dni, aż wzrok wróci mi do normalności i przestanę przerażać ludzi swoim wyglądem i w końcu ruszyłem się z łóżka. Umówiłem się też do fryzjera. Limo pod moim okiem nie było już tak widoczne, ale jednak tam było i widziałem, że fryzjerka przypatrywała mi się z ciekawością pomieszaną z niepokojem. Wyszedłem z salonu z dużo lżejszą głową, choć wiedziałem, że włosy szybko mi odrosną.  
Nie spodziewałem się, że Hayley jakoś na to zareaguje, ale gdy wróciłem, wyglądała na zszokowaną, co najmniej jakbym znowu miał zamiast twarzy kawał surowego mięsa.
– Dlaczego ściąłeś włosy? – prawie jęknęła.
Uniosłem tylko brwi.
– Bo… inaczej wkrótce wyglądałbym jak jaskiniowiec?
– Wcale nie.
– To chyba normalne, że ludzie ścinają włosy. Już mnie irytowały, były za długie.
– Były idealne! – Chyba jej się to wyrwało, bo zaraz się zarumieniła.
Prawie się uśmiechnąłem – prawie, bo to było prawie jak rozmowy, które prowadziliśmy, zanim wszystko się popsuło. Złość w większości już mi minęła, ale nie wiedziałem, jak miałem teraz obrócić sytuację. Jak do tego wrócić. I czy w ogóle powinienem? Przecież obiecałem Willowi. Nie chciałem znowu dostać w twarz.
– Pewnie szybko odrosną i znowu będę miał na głowie jedną wielką szopę.
– Mam nadzieję… Wyglądasz jak nie ty.
– I co, już nie jestem przystojny? – Teraz mnie się coś wyrwało.
– Tego nie powiedziałam.
– No to może się wypowiesz? Jak fryzjerka schrzaniła, to musi o tym wiedzieć. Jeśli przez nią wyglądam głupio, to zaraz się wrócę i jej to powiem. – Uśmiechnąłem się lekko.
– Nie wyglądasz głupio, tylko… po prostu… wolę cię z dłuższymi włosami. – Zarumieniła się jeszcze bardziej.
– Też mi opinia. Ja też mogłem powiedzieć, że wolę cię z brązowymi włosami, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ten Barbie róż.
– To nie jest Barbie róż! – oburzyła się. – To pastelowy róż, jak wata cukrowa. A w ogóle widziałeś mnie w brązowych włosach, że je wolisz?
– Cóż… zanim się tu wprowadziłaś… mogłem wejść na twój profil na Facebooku… i mogłem przejrzeć parę zdjęć. – Nigdy jej tego nie mówiłem, to było tak dawno, że sam ledwo to pamiętałem.
– Szpiegowałeś mnie?
– A ty mnie nie? – Teraz ja udałem oburzonego.
– Możliwe, że tak… ale to Will głównie pokazywał zdjęcia z tobą, więc…
– Will? Hm, może jest we mnie skrycie zakochany… – zacząłem żartobliwym tonem, ale w tym momencie słowa Hayley odbiły się echem w mojej głowie – “bo się w tobie zakochałam!”. Umilkłem i byłem niemal pewien, że ona pomyślała w tym momencie o tym samym.
Chwila normalności przeminęła. Hayley odwróciła wzrok, a ja nie wiedziałem, co mógłbym dodać.  
– To ja… wrócę do gotowania – powiedziała cicho i uciekła do kuchni.


Hayley

Nie mogłam się przyzwyczaić do Nicka w krótkich włosach. Wolałam gdy miał dłuższe, wtedy aż kusiły, by przeczesać je dłonią. Nie żebym mogła to zrobić, bo po tym, co się stało nie było nawet takiej opcji. Faktycznie wyglądał jak nie on i dziwnie się z tym czułam. Zwłaszcza, że nasza prawie normalna rozmowa urwała się w taki sposób i zapanowała niezręczna cisza. Wyznałam mu miłość, a on… nie skomentował tego, nie zareagował. Znowu było między nami dziwnie i znowu nie wiedziałam, jak to zmienić. Myślałam, że może nadal potrzebuje czasu, więc mu go dawałam.
Wieczorami, kiedy Nick był w pracy, a Will u Emmy, albo siedział zamknięty z nią w swoim pokoju, grałam na konsoli z słuchawkami na uszach. Spodobało mi się granie online, czułam się wtedy trochę mniej samotna. Skład naszej drużyny praktycznie się nie zmieniał, ale niektóre dungeony wymagały dziesięciu czy dwunastu osób, więc pojawiali się nowi gracze.  
Tym razem również mieliśmy w drużynie osoby, z którymi wcześniej nie graliśmy. Podczas walki z finałowym bossem wszyscy padliśmy jak muchy. Dwanaście postaci umarło niemal w tym samym czasie, bo ktoś popełnił błąd. Chodząc na takie dungeony trzeba było znać mechanikę i zachowanie bossów, bo odwalały różne dziwne rzeczy, przez które cała drużyna traciła życie i musieliśmy zaczynać od nowa. W słuchawkach zaczęły się wzajemne pretensje i zrzucanie na siebie winy. Głównie oberwałam ja, bo grałam tankiem, więc moim zadaniem było utrzymanie na sobie bossa, by inni mogli go bić bez przeszkód. Problem w tym, że to nie był mój pierwszy raz i wiedziałam, co robię i to nie ja popełniłam błąd. Miałam największy pasek życia z nich wszystkich, ale nie mogłam się sama leczyć, byłam zdana na osoby za to odpowiedzialne i któraś z nich zawaliła. Skoro ja padłam i nie zdążyli mnie wskrzesić, zanim reszta drużyny zginęła, to nie była moja wina. A jednak to mnie obwiniali. Miałam dość bycia kozłem ofiarnym, więc włączyłam mikrofon i powiedziałam, co o tym sądzę. Na chwilę zapanowała cisza, bo najwidoczniej nie spodziewali się dziewczyny, która w dodatku grała tankiem. Później jeden z healerów przyznał się, że to była jej wina – kolejna kobieta w drużynie. Wyjaśniliśmy wszystko i zaczęliśmy od nowa. Od tamtej pory nie wyciszałam już mikrofonu, tylko rozmawiałam z całą resztą, co pomagało mi zapomnieć, że siedziałam sama w mieszkaniu z psem. W kilka osób stworzyliśmy stały trzon drużyny, który już się nie zmieniał i zaczęliśmy się umawiać na konkretne dni i godziny na wspólne granie. Przyzwyczaiłam się, że nie zwracali się do mnie po imieniu, bo przecież go nie znali, tylko po moim nicku – cottoncandy, który skracali do samego candy.
Tatuaż ładnie się goił i skóra swędziała, ale byłam silna i nie drapałam. Mogłabym wtedy zepsuć wzór, a tego nie chciałam. Regularnie smarowałam kremem nawilżającym i nie zakładałam już opatrunków. Jeszcze trochę i będę mogła podziwiać gwiazdkę w pełnej krasie.
Szkoda tylko, że moja relacja z Nickiem nie zmieniała się na lepsze. Na gorsze chyba też nie, więc to był plus. Chyba jedyny. Miałam wrażenie, że brat się ode mnie odsunął. Spędzał coraz więcej czasu z Emmą i nie mogłam winić go za to, że się zakochał. Szkoda, że nie działało to w obie strony. Andrea z Gabriellą też miały dla mnie mniej czasu, tak samo Kevin i jeszcze nie udało nam się spotkać, bym mogła pochwalić się tatuażem, który zrobiłam dzięki nim. Został mi więc Milo i znajomi z gry, których nigdy nie widziałam na oczy.


Nicholas

Byłem w mieszkaniu sam – znowu. Nienawidziłem tej ciszy, a musiałem czymś ją wypełnić, zanim pójdę do pracy. Willa jak zwykle nie było, Hayley chyba też gdzieś wyszła. O ile wcześniej mniej więcej wiedziałem, co robiła, to teraz już nic mi nie mówiła. Mieliśmy czasem momenty normalności, prawie rozmawialiśmy jak kiedyś, ale to szybko się kończyło. Nie miałem pojęcia, jak to naprawić. Może tak miało już zostać, a może powinienem dać nam czas. Na początku też tak było, a potem stopniowo zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.
Tylko że na początku się nie znaliśmy, nie mieliśmy wspólnej przeszłości, nie spaliśmy ze sobą, a Hayley tego przede mną nie ukryła. Teraz chyba czas nam nie pomoże.
Po wypiciu dwóch kaw odpaliłem konsolę. Dawno nie grałem, a w końcu mogłem to zrobić, gdy wzrok powrócił mi już do normalności. Milo siedział obok mnie, z zainteresowaniem wpatrywał się w ekran i merdał ogonem. Wybrałem grę i swoje konto, zanim jednak zdążyłem kliknąć na swoją postać, nagle na ekranie wyskoczyło mi przychodzące połączenie głosowe. Zmarszczyłem brwi i odrzuciłem. Może to jakaś pomyłka. Po sekundzie jednak nadeszło kolejne połączenie, i kolejne. Co to miało być? W końcu odebrałem, poprawiając słuchawki. Już miałem rzucić do mikrofonu, żeby ten ktoś dał mi spokój, ale zanim zdążyłem się odezwać, usłyszałem głos jakiegoś faceta:
– Hej, cukiereczku! Wbijaj na swojego tanka i lecimy, wszyscy już czekają.
Zdębiałem. Przez chwilę nie wiedziałem nawet, co odpowiedzieć. Cukiereczku? To na pewno była pomyłka.
– Hej, misiu, wybacz spóźnienie – powiedziałem w końcu ironicznym tonem. W słuchawce zapanowała cisza. – To chyba pomyłka.  
– Kim jesteś?  
– Chyba kim ty jesteś? To ty zadzwoniłeś.
– Zawsze o tej porze gramy z… twoją siostrą.
Uniosłem brwi. Koleś wyraźnie myślał, że rozmawiał z Willem. No cóż, mogłem go wyprowadzić z błędu albo jeszcze trochę się ponabijać.
– Koleś, moja siostra zmarła pięć lat temu.
– Co… Więc kim jest dziewczyna, z którą gramy od tygodni? Twoją dziewczyną?
– A ma jakieś imię, czy jest tylko dziewczyną? – zapytałem ironicznie, choć nie musiałem. Wiedziałem, o kogo pytał.
– Nie podała swojego imienia, ale ma słodki głos. Na pewno ją rozpoznam, gdy ją usłyszę. Jest tam obok ciebie?
Ciśnienie szybko mi podskoczyło. Słodki głos. Cholerna Hayley. Widziałem czasem, jak grała na konsoli, ale nie sądziłem, że robiła to na moim koncie. Może i wyciągnąłem swoje wnioski po jej rozmowie z tamtym kolesiem, ale tutaj chyba nie było o co pytać. Grając na moim koncie flirtowała z jakimś gościem, który nie dość, że uważał, że ma słodki głos, to jeszcze zwrócił się do niej “cukiereczku”. Dopytywał się o nią tak, jakby od tego zależało jego życie.
– Nie ma jej – wycedziłem po chwili. – Znajdź sobie innego cukiereczka do gry i nie dzwoń więcej. – Szybko się rozłączyłem i odrzuciłem słuchawki gdzieś na bok, nagle wściekły. Zamknąłem grę. Straciłem na nią ochotę.
Usłyszałem, jak drzwi wejściowe się otwierają i Milo zerwał się z miejsca.
– Cześć, piesku. – Usłyszałem głos Hayley. – Zostaw, to nie dla ciebie.  
Po chwili krzątania w korytarzu w końcu zobaczyłem ją idącą do kuchni z siatkami z zakupami.
– Hej – rzuciła do mnie i uśmiechnęła się.
Pewnie znowu powinienem się wstrzymać. O coś zapytać. Ale niby o co? Podźwignąłem się na nogi i poszedłem do kuchni.
– Prośba na przyszłość: jak chcesz flirtować z jakimiś kolesiami, to mogłabyś nie robić tego na moim koncie? – rzuciłem.
– Słucham? – Odwróciła się do mnie przodem, przerywając rozpakowywanie siatek. – Flirtować? Z nikim nie flirtowałam. To było twoje konto? Myślałam, że Willa…
– No to może trzeba było to sprawdzić. Albo zapytać – powiedziałem kąśliwie. – Bo nie chcę, żeby wydzwaniał do mnie jakiś Toby, szukający swojego cukiereczka o słodkim głosiku.  
Tak, znowu byłem zazdrosny. I dawałem to po sobie poznać.  
Trudno.
Hayley się zarumieniła.
– A jak to miałam zrobić, skoro Willa wiecznie nie ma, a ty ze mną nie chcesz rozmawiać, jeśli już jesteś w domu?
– Kiedy niby powiedziałem, że nie chcę z tobą rozmawiać?
– A chcesz?
Postanowiłem nie odpowiadać na to pytanie.
– Z dziesięć razy przechodziłem obok ciebie, jak grałaś na konsoli. Trzeba było wtedy zapytać i już. Biedny Toby musiał się nieźle rozczarować, gdy zamiast ciebie usłyszał mnie.
– Dobra, mogłam zapytać. Przepraszam.  
Kusiło mnie, by powiedzieć, że mogła zapytać o wiele rzeczy, ale ugryzłem się w język. Nadal byłem wkurzony. Dlaczego ten koleś uznał, że może tak do niej mówić? O czym rozmawiali? Bo na pewno nie tylko o grze. Niby nie podała mu swojego imienia, ale co z tego? Ciekawe, czy naprawdę myślała, że to konto Willa, czy chciała, żebym był zazdrosny, tak jak ona o Angelikę.  
– O co ci chodzi, Nick? – Skrzyżowała ręce na piersi. – Jesteś zazdrosny?
Chyba miałem to wypisane na twarzy.
– A co? Chciałaś, żebym był?  
– Chyba nie sądzisz, że zrobiłam to specjalnie, co?
– Kiedyś bym nie sądził, za to teraz… nie wiem.
– Czy ty w ogóle cokolwiek o mnie wiesz? – Wyglądała na urażoną i myślałem, że zaraz się rozpłacze, bo łzy napłynęły jej do oczu.
– Może nie dajesz się poznać. Albo dajesz, tylko ze złej strony. Swojemu eks zarzucałaś to samo. – Teraz ja skrzyżowałem ręce na piersi. – Niby nie zrobiłaś tego specjalnie, ale jednak to do mnie gadał ten gość. I jakoś to ja musiałem słuchać twojej jakże radosnej rozmowy z Nate’em.  
– Co? A co ma z tym wspólnego Nate?
Ścisnąłem palcami nasadę nosa i odetchnąłem. Nie powinienem zaczynać tego tematu. Pewnie już i tak widziała, że byłem zazdrosny.
– Nic. – Odwróciłem się i chciałem wyjść z kuchni, ale zatrzymał mnie jej głos:
– Myślisz, że cały świat kręci się wokół ciebie? Myślisz, że wszystko, co robię ma związek z tobą?
Zatrzymałem się i po chwili z powrotem odwróciłem przodem do niej.
– O co ci chodzi? – zapytałem chłodno.
– Mnie? O co tobie chodzi, do cholery? – Złapała za krawędź bluzki i pociągnęła, odsłaniając gwiazdkę pod obojczykiem. – Dzieło Nate’a. Miałam się nie cieszyć, że znalazł dla mnie czas, skoro ma terminy na pół roku do przodu? O to jesteś zazdrosny? Bo byłam dla kogoś miła? Nie chcesz ze mną być. Odtrąciłeś mnie. Tak, wiem, z mojej winy, ale mam już dość płakania z tego powodu. Zasugerowałeś, że jestem dziwką. – Głos jej zadrżał, ale szybko wzięła się w garść. Była zła. – Tak się właśnie czułam, kiedy mówiłeś, że wskoczyłam do łóżka pierwszemu lepszemu facetowi, którego poznałam na imprezie, albo mojemu byłemu. Już nie jest mi przykro, że Will ci przywalił, bo ci się należało. Myślisz, że specjalnie gram na twoim koncie, żebyś był zazdrosny? Myślisz, że flirtuję z kimś, kogo nigdy na oczy nie widziałam? Po co? Mierzi cię, że mówi do mnie “cukiereczku”? Gdybyś poświęcił chwilę na zobaczenie nicku mojej postaci, to byś wiedział dlaczego. Ale ty wolisz się wściekać i urządzać mi sceny zazdrości bez powodu.  
W końcu zamilkła, oddychając gwałtownie, a ja miałem natłok myśli, aż nie wiedziałem, którą powiedzieć na głos jako pierwszą. Zabolało – głównie to, co powiedziała o pobiciu mnie. Należało mi się? Owszem. Sam tak powiedziałem. Ale to, że ona tak uważała… Miałem dość. Serdecznie, kurwa, dość.
– Po pierwsze… – Podszedłem do niej bliżej. – Nie waż się wmawiać mi czegoś, czego nie powiedziałem. Nikt nie sugerował, że jesteś dziwką, sama to powiedziałaś. I po drugie, co miałem, do cholery, pomyśleć, gdy stanęłaś przede mną cała we łzach i oznajmiłaś, że spóźnia ci się okres? Że jesteś Matką Boską? – Uśmiechnąłem się drwiąco. – I pobłogosławił cię jakiś anioł? Sorry, ale działa to inaczej. Każdy na moim miejscu by tak zareagował i nie możesz mnie za to winić. Myślałem, że jesteś, kurwa, w ciąży. A po trzecie… pozwól, że powiem, jak to wyglądało z mojej perspektywy. Powiedziałaś, że się we mnie zakochałaś. I powiedziałaś mi to na samym końcu. Wcześniej jakoś nie mogłaś tego z siebie wykrztusić… za to w jednym momencie pakowałaś mi się do łóżka, w drugim umawiałaś się na randkę z kimś, kto wyglądał jak ja. Wtedy miałaś mnie gdzieś. Raz się przybliżałaś, potem sama mnie odtrącałaś. Próbowałem z tobą pogadać o tym, co nas łączyło, ale ty nie chciałaś. – Wziąłem głęboki oddech, bo wracanie do tych wspomnień nie było przyjemne. – Dla twojej wiadomości, widziałem ten tatuaż i domyśliłem się, że to o to chodziło, ale wyobraź sobie, że gdy ćwierkałaś do telefonu, to nie miałem świadomości, kim jest Nate. Stałem, kurwa, tuż obok i musiałem słuchać, że tak chętnie się z nim spotkasz! A teraz jeszcze ten gość z gry. Jakimś cudem ciągle kręcą się wokół ciebie jacyś faceci, z którymi niby nic cię nie łączy i nie myślisz, czy przypadkiem mnie to nie zaboli! Powiedziałem ci już, że ja też mam uczucia. Ty też mnie odtrąciłaś, nie mówiąc mi o tym, że spaliśmy ze sobą – dodałem zrezygnowanym tonem. – Bo dla mnie przekaz jest taki, że tak naprawdę wcale mnie nie chcesz.  
Patrzyła na mnie zaskoczona przez dłuższą chwilę w milczeniu, aż w końcu westchnęła. Chyba przeszła jej złość.
– Czyli myślimy tak samo, ale ciągle popełniamy te same błędy. Nie rozmawiamy i niczego nie wyjaśniamy… – Ukryła twarz w dłoniach. – To nie tak. To wszystko jest nie tak. – Podniosła na mnie wzrok. – Tak, powiedziałeś, że też masz uczucia, ale nie sprecyzowałeś jakie. Skąd mam wiedzieć, że coś cię boli, skoro mi o tym nie mówisz? Powiedziałeś, że między nami nie jest okej, więc dawałam ci czas… Myślałam, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego… – Przez chwilę patrzyła w podłogę, a potem podniosła głowę i spojrzała mi w oczy. – Wiesz, dlaczego gram z innymi? Bo moi przyjaciele nie mają dla mnie czasu, bo Will się ode mnie odsunął, bo ty się ode mnie odsunąłeś… jestem sama… – Głos jej zadrżał. – Milo mi nie odpowie. Ale z nikim nie flirtowałam i nie zamierzam tego robić. Nie chcę tego robić. Bo chcę tylko ciebie... bo cię kocham… powiedziałam ci to, a ty nie odpowiedziałeś…  
Poczułem ucisk w brzuchu. Z jakiegoś powodu nie chciałem słyszeć tych słów. Nie chciałem, by mnie kochała. Lepiej by dla niej było, gdyby zakochała się w kimś innym.
Niewypowiedziane pytanie zawisło między nami. Atmosfera zrobiła się jeszcze cięższa niż przed chwilą. Zrozumiałem, że czegoś ode mnie oczekiwała – czegoś, czego nie mogłem jej dać.
– Bardzo niewielu kobietom powiedziałem, że je kocham – powiedziałem po chwili głosem bez wyrazu. – I zawsze po czasie okazywało się, że to nie miało znaczenia. Pogodziłem się z tym, że nie jest ważne, czy kogoś kocham, bo i tak zawsze coś się spieprzy. Tu też się spieprzyło. I… nie ufam ci. – Wypowiedzenie tych trzech słów sporo mnie kosztowało. Nie chciałem sprawiać jej bólu, ale to przecież była prawda. – Więc… nie mogę tego powiedzieć.  
– Nie oczekuję, że powiesz mi, że mnie kochasz, jeśli to nieprawda. I rozumiem, że mi nie ufasz, bo sama do tego doprowadziłam, tylko… jak mam to naprawić, skoro nie spędzamy ze sobą czasu i prawie nie rozmawiamy?
Zacisnąłem szczękę. Nie mogłem powiedzieć, że to nieprawda, ale to nie było też prawdą. Nie wiedziałem, co jej powiedzieć. Nie wiedziałem, co czułem.  
– Nie powinnaś tego naprawiać. Szczerze mówiąc, powinnaś… zakochać się w kimś innym. Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć. Wiesz, że oznaczam tylko kłopoty. Że jestem zepsuty. – Uśmiechnąłem się lekko. – Nie marnuj życia na kogoś takiego.
– I co? Myślisz, że teraz nacisnę magiczny przycisk i mi przejdzie? – Potarła ramiona dłońmi, jakby było jej zimno. – Za późno. To trwa już zbyt długo. I nieważne, co zrobisz, to nie mija, więc… mogę nie robić nic, albo mogę też spróbować naprawić naszą relację. Chcę ją naprawić, bo wcale nie jesteś zepsuty. Bo widzę w tobie więcej niż ty sam.
– Przestań. – Potrząsnąłem głową. Nie chciałem tego słuchać. Nie wiedziała, co mówi. – Po prostu… przestań. – Zrobiłem krok do tyłu. – Jeśli będzie trzeba, to wywalę sto blach z ciastem, jeśli tym sprawię, że nie zmarnujesz na mnie życia. – Tym razem odwróciłem się i szybko odszedłem w stronę swojego pokoju, chcąc jak najszybciej zostać sam. Czułem niemal fizyczny ból. Coś w głębi boleśnie mnie piekło – za każdym razem, gdy mówiła, że mnie kocha. Nie powinna. A ja nie powinienem w ogóle jej wciągać w to wszystko. Zapraszać na randkę, całować, iść z nią do łóżka, nawet nieświadomie, bo przez to zapomniałem, co oznaczało bycie ze mną.
Nic dobrego.
– To nie zadziała, Nick! – krzyknęła Hayley, zanim zdążyłem zatrzasnąć drzwi. – Nie możesz decydować za mnie! Nie możesz wiedzieć, czy zmarnuję życie, czy nie!
Nic nie odpowiedziałem. Trzasnąłem drzwiami.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 6372 słów i 34605 znaków.

Dodaj komentarz