Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #4

Nie wiem dlaczego jego głos wabił mnie, błagał o posłuszeństwo. Chciałam się tak nie czuć, nie kochać go. Jednak go kochałam pomimo tego co mi zrobił, tak bardzo nienawidzę się za to, za bycie jego. Jeszcze w dzień mojego pseudo zabójstwa czułam nienawiść do niego, nie wiem jak ta nienawiść przerodziła się w jeszcze głębszą miłość.  
-Nie dam rady... - otarłam łzy przedramieniem żeby nie wybrudzić twarzy krwią.  
-Nie chce roznieść Carlowi mieszkania. - mówił surowo i władczo. Pomimo wszystko wstałam, stanęłam blisko komody i popchałam. Przesunęła się a z moich ust wyrwał się krzyk, myślałam że z bólu zemdleję. Stałam przed drzwiami i drżącą ręką chwyciłam za klamkę, drugą złapałam za klucz i przekręciłam nim otwierając drzwi.  
Nie był zły ani szczęśliwy, jego twarz była obojętna i nie wiem czemu bolało mnie to. Jestem od niego uzależniona, za bardzo odpowiada mi to co robi. Podnieca mnie strach który we mnie powoduje, teraz nie czuje bólu, nie czuję nic. Patrzymy na siebie przez dłuższą chwilę, walczymy wzrokiem nikt nie jest w stanie nam przerwać.  
Po chwili patrzy na moje ramiona i dłonie, krzywi się delikatnie tak jakby żałował. W tym momencie jestem w stanie mu wybaczyć, może to głupie i naiwne ale ten facet jest moim Panem, moim bogiem.  
-Jedziemy do szpitala. - odzywa się po chwili, znów na mnie patrzy a mi robi się gorąco czując jego wzrok ponownie - Idziemy do samochodu Evie. - mówi oschle i odwraca się tyłem do mnie. Stoję jeszcze chwilę po czym ruszam za nim. Przy sofie stoi Carl i patrzy na mnie ze złością. Nie dziwię się mu, nie chciałam znać Marka a teraz jak posłuszny piesek idę za swoim Panem.  

Mark obserwował mnie gdy pielęgniarka zmieniała mi opatrunki i mówiła jaka to jestem nie odpowiedzialna. Siedziałam na stole lekarskim i patrzyłam w podłogę, bałam się jego spojrzenia. Wiem napewno jedno, gdyby chciał mnie zabić już dawno by to zrobił. A może żałuje? Może jednak wciąż mnie kocha? Nie wiem dlaczego ale mam nadzieję, że tak jest, że będzie tak jak kiedyś - wybaczy mi zdradę i będziemy budować swój związek na nowo.  
-Dobrze, niech pani położy się w domu i nie podnosi rąk, najlepiej by było gdyby pani nie robiła nic przynajmniej dzisiaj. - wzięła brudne opatrunki i wyszła. Momentowo się spiełam krzyżując wzrok z Markiem.  
-Myślałem, że nie żyjesz. - zaczął. Chciałam coś powiedzieć ale nie mogłam, gardło zaczęło mi się ściskać ze stresu. Patrzyłam na niego niepewnie, czekając co powie. - Chyba mój kotek ma dziewięć żyć. - wstał z krzeseła, na którym przez ten cały czas  siedział i podszedł do mnie. Złapał mocno moją brodę a ja odruchowo popatrzyłam mu w oczy. Nie był wściekły, czekał tylko nie wiem na co.
-Przepraszam cię Mark... - powiedziałam bezgłośnie. Jemu jedynie powiększyły się źrenice, całokształt twarzy nie ruszył się o milimetr.  
-Za co mnie przepraszasz Evie? - rozchylił moje nogi i podszedł bliżej. - Za zdradę? Za niewyparzony język? Oszukałaś mnie! - uderzył dłonią obok mojego uda. Podskoczyłam delikatnie spuszczając wzrok. Nie chciałam patrzeć na jego gniew, bolało mnie to, że tak postąpiłam. Bezwachania zdradziłam cały skład oraz Marka. - Mów do jasnej cholery!
-Mark ja... Ja cię przepraszam. - spojrzałam ze łzami w jego oczy. Płonął nienawiścią, aż czułam ciepło jego ciała. - Nie powinnam była... Uwierz mi, że naprawdę żałuję. Błagam o wybaczenie. - patrzył jeszcze chwilę na mnie i podniósł rękę do mojego policzka. Zamknęłam oczy wypuszczając kilka łez i wtuliłam się w jego rękę.  
Wciąż ma nade mną kontrolę... Wciąż jestem jego.  

MARK

Mam nad nią kontrolę, dobrze to wiem. Nie jestem w stanie jednak jej wybaczyć, nie będzie tak jak kiedyś.  
Ocieram palcem strumień po łzie i zabieram rękę.  
-Jedziemy. - mówię sucho po czym wychodzę. Widzę że zeskakuje z łóżka delikatnie i pędzi za mną. Kręci mnie jej posłuszeństwo nawet po tym co jej zrobiłem. Spróbowała mnie raz i nie może przestać, jestem jej uzależnieniem a co za tym idzie nie łatwo się mnie pozbyć.  
Wsiadam do auta a po chwili Evie robi to samo, zapina pasy i rozsiada się wygodnie. Nie patrzy na mnie ale może to i dobrze.  
Ruszmy z miejsca i jedziemy do mnie.  
Chcę sprawdzić czy wciąż jest w stanie zrobić wszystko co jej rozkarze.

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i inne, użyła 848 słów i 4477 znaków. Tag: #miłość

Dodaj komentarz