Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #3

-Jak się coś stanie masz do mnie zadzwonić z domofonu. - posadził mnie na sofie.  
-A jak Mark mnie usłyszy? - powiedziałam z lekką paniką w głosie.  
-Nie usłyszy. - wziął kluczyki z blatu i wyszedł z domu zamykając go. Zostałam sama co mi odpowiadało. Siedziałam na białej, skórzanej sofie. Przede mną był stolik kawowy tego samego koloru. Niedaleko była kuchnia a obok niej para drzwi. Jedne napewno prowadziły do łazienki, drugie chyba do sypialni Carla.  
Wstałam lekko zaciskając zęby z bólu i podeszłam do jednych z nich. Otworzyłam je bezgłośnie i weszłam do środka. Jeszcze nigdy tu nie byłam, zawsze Carl przyjeżdżał do nas.  
Zobaczyłam ogromne łóżko, komode, na której stał telewizor, dwie duże szafy z lustrzanymi drzwiami, na panelach leżał brązowy miękki dywan. Podeszłam do łóżka i podniosłam narzutę z kołdrą tak żebym mogła się położyć. Kilka minut później spałam jak dziecko.  

CARL

-Jestem. - powiedziałem wchodząc do gabinetu Marka. Siedział przy biurku bawiąc się firmowym długopisem.  
-Siadaj. - powiedział krótko. Zrobiłem to i czekałem na ciąg dalszy. - Dziś przyszło mi powiadomienie... Urodziny Evie. - wypowiadając jej imię zabłyszczały mu oczy.  
-Żałujesz...  
-Że ją zabiłem? - spojrzał na mnie. Kiwnąłem głową a on wziął głęboki wdech. -Należało się jej.  
-Kochała ciebie Mark. - usiadłem wygodniej.  
-Gdyby mnie kochała nie zdradziła by mnie. Dobrze wiesz, że przecholowała. - spuściłem wzrok. Evie zdradziła nie tylko jego, zdradziła mnie i cały zespół. Moja nienawiść do niej zaczęła rosnąć spowrotem. Z sekundy na sekundę coraz bardziej chciałem ją zabić.  
-Gdybyś tylko wiedział... - szepnąłem. Mark odłożył długopis i nachylił się nad biurko.  
-O czym? - kurwa, za dużo myślę.  
-Masz rację to co zrobiła było nie do wybaczenia. - powiedziałem szybko i wyszedłem z biura. Teraz Mark zacznie podejrzewać i dopytywać aż w końcu zacznie mnie śledzić.  

MARK

Gdy przyszło mi powiadomienie z napisem "Urodziny mojej księżniczki" myślałem że wyjebie ten telefon przez okno. Znów zaczęło się we mnie gotować, wróciłem do wspomnień z nią. Jeszcze tych, których chciałbym zapomnieć...  

"-Który? - pokazałem jej dwa krawaty. Ubierała kolczyki odwrócona do mnie tyłem.  
-Kochanie, który chcesz ale musi pasować do mojej sukienki. - mówiła wciąż stojąc tyłem i przeglądając się w lustrze. Odłożyłem krawaty i podeszłem do niej. Obiołem ją w tali i położyłem głowę na jej ramieniu, wyglądała przepięknie. Jej ręką powędrowała na moją i wtuliła się bardziej.  
-Kocham cię Evie... - wydusiłem, nie można opisać słowami co do niej czuje.  
-Ja ciebie też. - szepnęła mi do ucha, przez całe moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Ta dziewczyna robiła ze mną co chciała, czułem jej miłość na kilometry."

-Szefie!-krzyknął na mnie Harry.  
-Słucham. - wyrwałem się z transu. Popatrzyłem na niego wyczekująco ale po tym co mi powiedział moja złość i nadzieja wyjebała poza skalę.  


EVIE

Obudziło mnie pukanie do drzwi.
Powoli wstałam z łóżka, Carl przecież ma klucze. Może zapomniał z firmy?
Nie robiąc chałasu podeszłam do drzwi i spojrzałam przez wizjer. W pierwszych sekundach nie poznawałam człowieka ale po chwili, z każdą rysą twarzy poznawałam. Harry...  
Szybko zamknęłam wizjer i odeszłam kilka kroków od drzwi. Wyciągnęłam rękę po telefon, cały czas patrząc na drzwi.  
-Wiem, że tam jesteś Evie. Widać Mark nie potrafi niczego zrobić porządnie, ale nie mart się skarbie... Ja dokończę to co spierdolił. - zaczął mocować się z drzwiami. Mój strach rósł z sekundy na sekundę. Nogi zaczęły się uginać a ręce drżeć. Wybrałam pośpiesznie numer Carla i zadzwoniłam.  
-Carl błagam przyjedź... Harry tu jest. - mówiłam niewyraźnie. Ledwo powstrzymywałam łzy przed wydobyciem się z oczu.  
-Kurwa... Zaraz tam będę. - usłyszałam i rozłączył się.  
Wzięłam się w garść i ruszyłam do sypialni Carla. Zamknęłam drzwi na klucz i próbowałam przesunąć komode. Oparłam na niej ręce i z całej siły popchałam. Krzyknąłam z bólu i upadłam na podłogę. Nie dałam rady powstrzymać łez, teraz same leciały strumieniem po policzkach.  
Nagle usłyszałam huk.  
-Jest tu... - powiedziałam sama do siebie i szybko wstałam. Wzięłam się w garść i znów mocowałam się z komodą. Udało mi się ale gorzej było z moimi ranami, krew zaczęła się sączyć przez białe opatrunki. Usiadłam pod ścianą i złapałam za ramiona.  
-Evie... - przeciągał moje imię. Słyszałam jego kroki w kierunku drzwi sypialni. Ze strachu zdrętwiałam i prawie nie oddychalam. Patrzyłam na drzwi wyczekująco i wracałam do tamtego dnia...

"-Evie! - usłyszałam jego krzyk. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam, że siedzi na łóżku patrząc w podłogę. Zaniepokoiłam się i podeszła do niego, kucnęłam przed nim i załapałam go za rękę. Wyrwał ją i spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem, widziałam w nich ogień i nienawiść. Szybko wstałam i odsunęłam się kilka kroków.  
-Dlaczego to zrobiłaś Evie... Powiedz mi kurwa co ja ci takiego zrobiłem?! - podszedł do mnie i złapał za szyję opierając o ścianę.  
-O co ci chodzi? - stanęłam na palcach żeby chociaż trochę pomóc sobie oddychać.  
-Teraz udajesz niewiniątko? Zapłacisz mi za to! - zbliżył się tak, że nasze twarze dzieliło lika milimetrów. Patrzyłam w jego oczy ze strachem, wciąż nie wiem o co chodzi. Kody poczułam, że jego dłoń coraz mocniej się zaciska uderzyłam go z całej siły w brzuch, popchałam i wybieglam z pokoju. Zbiegłam po schodach i wybieglam na ogród. Pobiegłam w stronę lasu i skryłam się w jakimś opuszczonym domku. "

Dalszą część znacie, znalazł mnie i wtedy mogłam umrzeć za coś czego nie zrobiłam i nie rozumiem.  
Wróciłam do rzeczywistości kiedy nacisnął na klamkę.  
-Otwórz kochanie... - usłyszałam...  
-Mark?

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i inne, użyła 1161 słów i 6080 znaków. Tag: #miłość

Dodaj komentarz